Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad czymś, co chyba rzadko jest poruszane wprost. Chodzi mi o sytuacje, kiedy nie możesz fizycznie dotknąć miejsca, z którym chcesz pracować. Na przykład cmentarz zamknięty nocą, teren prywatny, stary dom rodzinny po sprzedaży, coś w tym stylu. Teoretycznie możesz zrobić wszystko "na odległość", ale w praktyce brakuje mi wtedy czegoś. Nie wiem jak to nazwać. Tego ciężaru powietrza, faktury mchu na kamieniu, zapachu miejsca. Zastanawiam się, czy to jest tylko moja psychika, czy to ma jakieś realne znaczenie dla tego, co robię. Czy ktoś pracował kiedyś z miejscem, do którego fizycznie nie miał wstępu?
To jest ciekawe pytanie, bo dotyka czegoś, o czym się rzadko mówi otwarcie. Ja mam wrażenie, że taktylność i zmysłowy kontakt z miejscem pełnią inną funkcję niż samo "połączenie" z nim. Dotyk, zapach, temperatura powietrza - to wszystko działa na ciało, nie tylko na wyobraźnię. A ciało jest przecież tym, co w ogóle umożliwia jakiekolwiek działanie magiczne. Masz jakiś konkretny przypadek z tym domem rodzinnym, czy to bardziej ogólna obserwacja?
Ja to zapisuję do notatek, bo mnie to też od jakiegoś czasu chodzi po głowie. Przy pracy z runami mam zwyczaj fizycznie być w miejscu, które ma dla mnie znaczenie, ale ostatnio próbowałam coś zrobić z miejscem, gdzie nie miałam wstępu i rzeczywiście coś było inaczej. Nie powiem, że nic nie wyszło, ale miałam poczucie, jakby cały czas czegoś mi umykało. Nie potrafiłam się skupić tak samo. Zastanawiam się, czy to nie jest kwestia tego, że brakuje tzw. kotwicy sensorycznej. Że bez bodźców fizycznych umysł błądzi.
To, co opisujesz z tym domem, jest bardzo ludzkie i rozumiem to. Ale chciałabym trochę podważyć założenie, że fizyczny kontakt jest tu niezbędny. W tradycji folklorystycznej i w starszej magii zachodniej praca na odległość od zawsze istniała i nie zakładała, że praktykujący musi być fizycznie obecny. Używano przedmiotów zastępczych, map, rysunków, rysunków terenu. Czy myślisz, że ta potrzeba dotyku jest czymś, co sama w sobie wytwarzasz, czy może to jest wynik tego, jak się uczyłaś magii?
Moim zdaniem to wszystko kwestia skupienia. Jak ktoś potrafi się naprawdę skupić, to miejsce nie ma znaczenia. Praca zdalna jest tak samo skuteczna jak na miejscu, tylko wymaga dyscypliny. Wiele tradycji szamańskich wprost mówi o podróżach w inne miejsca bez ruchu ciała.
Dokładnie o to mi chodzi. Nie chodziło mi o to, że chcę gdzieś "podróżować". Chodziło mi o to, że to miejsce ma konkretną warstwę fizyczną, która jest nieodłączna od tego, co chciałam tam zrobić. Jakbym chciała zdjąć tabliczkę ze ściany, a nie mam dostępu do ściany.
To jest ciekawe porównanie. Ale właśnie - czy ta tabliczka jest naprawdę na ścianie, czy ona jest w tobie? Bo w magii sympathetycznej cały czas pracujesz z czymś, co jest przede wszystkim w związku z tobą. Miejsce jest kontekstem, ale głównym działającym jesteś ty. Jeśli potrzebujesz dotyku ściany, to może dlatego, że nie ufasz jeszcze temu wewnętrznemu połączeniu.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może trochę z innej strony. Co jeśli to miejsce jest niedostępne nie dlatego, że jest zamknięte, ale dlatego, że fizycznie nie istnieje w takiej formie jak kiedyś? Na przykład wyburzony budynek, zasypane jezioro. Czy można pracować z miejscem, które już nie ma ciała?
Nie jestem przekonana do magii w ogóle, ale to co mówi Pelagiusza_J brzmi jak zwykła psychologia miejsca. Miejsca mają dla nas znaczenie emocjonalne i to my projektujemy na nie nasze stany. Czy nie jest tak, że "pamięć miejsca" to po prostu nasze skojarzenia? Pytam serio, nie złośliwie.
Wracając do tego, co mówiła Iga04 o pracy przez szybę. Zastanawiam się, czy nie ma prostszego wyjścia, czyli zebrania czegoś z miejsca zanim traci się do niego dostęp. Ziemia, kamień, woda, gałąź. Coś, co ma fizyczną ciągłość z tym miejscem i z czym możesz potem pracować. Czy próbowałaś czegoś takiego?
Ziemia z miejsca działa, to nie jest tylko symbolika. Jest to praktykowane od dawna, np. w magii hoodoo praca z grobową ziemią jest bardzo konkretna i ma swoje zasady. Ziemia nie jest tu symbolem, ona dosłownie przenosi coś z tego miejsca. Pytanie jest raczej takie, ile i w jakich warunkach. Bo jak dom rodzinny stoi i ma nowych właścicieli, to ziemia z ogrodu przed domem to nadal ta sama ziemia, masz do niej dostęp z chodnika.
