Mam ostatnio taki przypadek i trochę mnie on gnębi. Kupiłam kilka miesięcy temu używaną szkatułkę na targu staroci, ładną, drewnianą, z wypalonym wzorem. Zanim ją wzięłam do domu, zrobiłam swoje - oczyszczanie, intencja, krótki rytuał z solą i dymem. Trzymam w niej kamienie i parę drobiazgów. Teraz się okazuje, że szkatułka należała wcześniej do kogoś z rodziny osoby, od której ją kupiłam, i ta osoba najwyraźniej też praktykowała coś swojego. Nie wiem co dokładnie, ale babcia sprzedająca przyznała się dopiero po czasie. I teraz mam pytanie, które mnie kręci od kilku dni: jeśli tamta osoba pracowała z tą szkatułką i coś na nią nakładała, a ja zrobiłam swój rytuał - to czy moje zaklęcia w ogóle działają tak jak powinny, czy może coś tam zostało po tamtej energii? I szerzej - czy zaklęcia nałożone na przedmiot, które przez jakiś czas były zapomniane albo nieaktywowane, w ogóle trzymają się rzeczy?
To jest naprawdę ciekawy przypadek właśnie dlatego, że masz dwie warstwy - nie tylko swoje intencje, ale też historię przedmiotu. Zacznę od tej drugiej kwestii, bo mi się wydaje ważniejsza: stare zaklęcia na przedmiotach nie działają jak włącznik światła, który się dezaktywuje po czasie. Część tradycji mówi, że intencja wrasta w materię, szczególnie jeśli rytuał był robiony regularnie na tym samym obiekcie przez długi czas. Twoje oczyszczanie mogło zadziałać, ale nie masz pewności jak głęboko ta szkatułka była pracowana. Solne oczyszczanie to dobra praktyka, ale przy mocno 'naładowanych' przedmiotach niektórzy robią dwa, trzy etapy - sól, dym, woda źródlana, czasem jeszcze ziemia. Jak długo miałaś tę szkatułkę zanim dowiedziałaś się o jej historii? Coś wcześniej czułaś?
No właśnie, solne oczyszczanie przy używanych przedmiotach to trochę jak przetarcie ścierką zamiast prawdziwego czyszczenia. Ja zawsze mówię, że przedmiot z historią wymaga traktowania jak nowy lokator - musisz mu pokazać, czyja to teraz przestrzeń. Przy szkatułce na kamienie tym bardziej, bo same kamienie też kumulują. Ale wracając do pytania o zapomniane zaklęcia - moim zdaniem to zależy od tego, kto je nakładał i z jakim zamiarem. Jeśli ktoś pracował latami na tym samym przedmiocie z konkretną intencją ochrony na przykład, to te warstwy mogą być całkiem trwałe. Z numerologicznego punktu widzenia warto też sprawdzić datę zakupu i samą szkatułkę pod kątem liczb - to może dać wskazówki co do jej 'charakteru'.
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Jeśli ktoś nakłada zaklęcie na przedmiot i potem nie myśli o nim przez kilka lat - powiedzmy, że ta babcia od szkatułki w ogóle zapomniała o tamtej osobie - to to zaklęcie nadal się 'utrzymuje'? Tzn. co je trzyma, jeśli nie ma już żadnej żywej intencji po stronie osoby, która je zrobiła? Pytam serio, bo próbuję zrozumieć mechanizm.
Niestety mało. Babcia powiedziała tylko tyle, że jej siostra 'zajmowała się takimi rzeczami'. Nie wiem co konkretnie, nie wiem przez ile lat, nie mam żadnego punktu odniesienia. Wiem tyle, że szkatułka leżała jakieś cztery lata w piwnicy zanim trafiła na ten targ. To tyle jeśli chodzi o historię.
Słucham tej rozmowy i muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie myślałem o tym, że przedmioty mogą 'pamiętać' zaklęcia albo intencje niezależnie od człowieka. Dla mnie to było zawsze coś, co wymaga ciągłej aktywności. Mam pytanie do wszystkich: czy to znaczy, że normalny człowiek bez żadnej praktyki też może nieświadomie coś 'zakodować' w przedmiocie przez sam fakt mocnego emocjonalnego używania? Bo to by dawało do myślenia na temat rzeczy po bliskich osobach.
To mnie mocno uderzyło, co Mokosza napisała. Mam w domu zegarek po dziadku i teraz zaczynam się zastanawiać zupełnie inaczej. Ale żeby nie zejść za daleko od tematu Twilighty - jeśli coś zostaje w przedmiocie bez intencji magicznej, tylko przez lata kontaktu z osobą, to czy oczyszczenie w ogóle ma sens? Czy wymazuje emocje, czy tylko to, co było intencjonalnie nałożone?
Siedzę i czytam tę rozmowę i mam pytanie, które pewnie będzie sceptyczne, ale zadaję w dobrej wierze. Czy ktoś z was miał sytuację, gdzie wiedział z całą pewnością, że przedmiot był 'naładowany', sprawdził go jakimś sposobem i efekt był powtarzalny? Pytam, bo sama idea, że coś zostaje w materii, jest dla mnie abstrakcyjna - próbuję zrozumieć, na jakiej podstawie się to ocenia.
Wracam do swojej szkatułki, bo ta rozmowa mi dała do myślenia. Chyba jednak nie zrobiłam wystarczającego oczyszczenia za pierwszym razem. Mokosza, masz rację, że pytanie nie brzmi 'czy coś zostało' ale 'co zostało' - i na to nie mam odpowiedzi, bo nie wiem nic o tej kobiecie. Chyba spróbuję podejścia o którym Paprotka pisała, wieloetapowego, i zobaczyć czy turmalin wróci do siebie. Ale mam jeszcze jedno pytanie do wrzucenia - jeśli ta kobieta nakładała coś ochronnego na tę szkatułkę, to czy przez moje oczyszczenie nie tracę czegoś, co mogło mi pomagać, nawet jeśli nie było moje?
To pytanie zadają sobie praktycy od bardzo dawna i nie ma prostej odpowiedzi. W tradycjach, które znam, obca ochrona nałożona przez kogoś innego dla kogoś innego nie jest tożsama z twoją ochroną - cel był inny, osoba inna, kontekst inny. To trochę jak noszenie klucza do cudzego domu. Może ci nic nie zrobić, ale nie otwiera twoich drzwi. Natomiast jeśli masz intuicję, że ta szkatułka ci służy, że coś w niej jest dla ciebie - to też jest informacja. Praktyka magiczna nie zawsze jest binarna. Możesz zostawić część, przepisać intencję na siebie i dopiero potem zdecydować.
To jest pytanie, które pojawia się w literaturze ceremonialnej i nie ma w niej jednej odpowiedzi, ale jest rozróżnienie, które może pomóc. Zaklęcia osobowe, czyli kierowane na konkretną osobę, zwykle zawierają jakiś rodzaj sigilu, imienia albo krwi - coś, co wiąże energię z jednym odbiorcą. Zaklęcia miejsca albo przedmiotu działają inaczej, bardziej jak filtr niż jak list. Pytanie brzmi: co dokładnie robiła ta siostra babci i czy to było nakierowane na nią, czy na szkatułkę jako taką.
Ta metafora ze studnią jest ciekawa. Ale mam pytanie może naiwne - czy zaklęcie na przedmiocie nie traci po prostu siły z upływem czasu, niezależnie od tego, czy jest osobowe czy otwarte? Jak długo coś takiego może trwać? Bo ta szkatułka, z tego co rozumiem, ma już lata historii.
Mam wrażenie, że pomijamy jeden aspekt - stan przedmiotu. Ta szkatułka leżała w piwnicy cztery lata. Wilgoć, pył, zimno, brak kontaktu. W numerologii i litoterapii mówi się, że kamienie trzeba aktywować na nowo po długim czasie bez użycia. Czy podobna zasada nie powinna działać przy zaklętych przedmiotach?
Sybilia, pytasz o to samo co ja, tylko w innej skali. Dla mnie to jest pytanie, czy jedno solidne oczyszczenie zmienia cokolwiek, czy to tylko odświeżenie bez faktycznej zmiany. Bo jak Wisia mówi, kurz opada, ale to co pod spodem, zostaje. I nie wiem, czy chcę pracować z czymś, czego nie rozumiem.
