Ostatnio siedzę i myślę o tym, czy magia w ogóle może mieć sens w kontekście bezdomnych kotów i psów. Nie mówię o żadnych zaawansowanych rytuałach, ale o czymś prostszym - intencji, ochronie energetycznej, może jakimś znaku wyrzeźbionym na miseczce z jedzeniem dla kota spod bloku. Czy ktoś w ogóle próbował czegoś takiego? Bo z jednej strony rozumiem, że magia działa przez człowieka i na człowieka, ale z drugiej strony zwierzęta też mają pole energetyczne, czakry, aury. Szczerze mówiąc nie wiem nawet od czego zacząć szukać, bo jak wpiszę 'zaklęcia dla zwierząt' to wychodzą mi głównie anglojęzyczne strony o pet magic albo animal communication i nie zawsze to co tam piszą pasuje do naszej słowiańskiej tradycji.
To ciekawy temat, bo faktycznie rzadko ktoś o tym mówi wprost. Słyszałam kiedyś od jednej starszej pani, że dawniej zostawiało się przy progu kamień z wyrytym krzyżem słońca właśnie po to, żeby zwierzęta wędrujące wokół domu były bezpieczne - nie tylko te domowe. Ale tu od razu rodzi się pytanie etyczne: czy w ogóle masz prawo intencjonalnie wpływać na los istoty, która nie ma możliwości wyrażenia zgody? Z człowiekiem to przynajmniej możesz porozmawiać.
W tradycjach germańskich i słowiańskich były praktyki związane z ochroną bydła i zwierząt gospodarskich - to nie jest żadna nowość. Ludzie wieszali np. zioła nad drzwiami obory, zakopywali amulety przy zagrodzie. Czosnek, dziurawiec, krzyżyki z palm wielkanocnych. Tyle że tam kontekst był zupełnie inny - chodziło o ochronę mienia i źródła utrzymania, nie o etykę wobec wolno żyjącego zwierzęcia. Mnie bardziej zastanawia, czy w ogóle magia 'szerokopasmowa' działa - tzn. skierowana nie do konkretnej istoty, ale do przestrzeni, którą zwierzęta zamieszkują.
Ja mam pytanie moze troche z boku - czy ktoś wie cos o tym jak to wyglada w szamanizmie? Bo czytałam gdzies ze szamani pracuja z duchami zwierzat i ze zwierzeta same z siebie przychodzą jako przewodnicy, to moze są jakies tradycje gdzie sie o nie dba magicznie? Tylko nie wiem czy to jest w ogole porównywalne z tym co tu opisujecie.
Ale chwilę - czy nie ma tu fundamentalnego problemu z weryfikacją? Jak możesz w ogóle stwierdzić, że twój amulet przy miseczce cokolwiek zmienił? Koty koczują gdzie chcą z tysiąca powodów - jedzenie, terytorium, inne koty, temperatura. Skąd wiadomo, że to nie jest po prostu autosugestia?
Przepraszam że się wtrącam bo dopiero zaczynam się orientować w tych tematach - czy jak np. modlę sie za bezdomnego psa, to to jest to samo co rzucenie na niego zaklecia? Bo w kościele też sie mówi modlitwy za zwierzęta i chyba nikt nie pyta o zgodę psa 🙂
To co napisała Drakona87 jest w sumie dobrym punktem wyjścia do tej dyskusji o etyce. Bo modlitwa i intencja energetyczna są strukturalnie podobne - kierujesz swoją uwagę i wolę w stronę kogoś lub czegoś. Różnica może leżeć w tym, że magia operacyjna zakłada aktywne przekształcenie rzeczywistości, a modlitwa to raczej prośba do siły zewnętrznej. Ale efekt i intencja mogą być identyczne. Więc może pytanie o zgodę zwierzęcia jest trochę błędnie postawione?
Mam w tej chwili konkretny przypadek w głowie - kocica, która mieszka w mojej piwnicy od jakiegoś czasu, ciągle chora, boi się ludzi. Zawsze kiedy schodzę tam z jedzeniem, zanim wejdę, zatrzymuję się i staram się 'poczuć' czy mi pozwala. Nie wiem jak to dokładnie opisać, ale czasem czuję coś w rodzaju przyzwolenia, a czasem ona wyraźnie sygnalizuje żebym odeszła. Czy to jest w ogóle możliwe, że zwierzęta komunikują coś na tym poziomie?
To co opisujesz to jest animal communication i tak, część praktyków uważa, że zwierzęta komunikują intencje i emocje na poziomie energetycznym. Penelope Smith to klasyczne nazwisko jeśli chcesz poczytać po angielsku. Natomiast powiem szczerze - po kilku latach pracy z tym tematem nadal nie jestem pewna gdzie jest granica między prawdziwą komunikacją a projekcją własnych stanów emocjonalnych. To nie jest łatwe do odróżnienia.
Dziękuję za tę rozmowę bo nigdy wcześniej o tym nie myślałam w taki sposób! Mam pytanie - czy ktoś wie może jakie zioła lub kamienie są tradycyjnie przypisane do ochrony zwierząt? Bo gdzieś czytałam o lawendzie, ale nie pamiętam już w jakim kontekście.
Wracając do tego co powiedział Alchemik60 wcześniej o magii miejsca - czy to w ogóle działa inaczej niż feng shui? Bo w feng shui też chodzi o harmonizowanie przestrzeni, a nie o wpływanie na konkretne osoby. Może ta cała rozmowa o etyce jest trochę przesadzona jeśli chodzi o zwierzęta, bo i tak one podejmują swoje decyzje instynktownie?
Ja mam może naiwne pytanie ale - czy w ogóle zwierzęta mają czakry tak samo jak ludzie? Bo jeśli tak, to można by je wzmacniać podobnie? Słyszałam że psy mają 8 czakr a nie 7, ale nie wiem skąd to pochodzi.
Wróćmy na chwilę do tej kwestii etycznej bo mnie ona naprawdę nurtuje. Rozumiem argument z 'magią miejsca' - to jakby zostawienie otwartych drzwi zamiast wciągania kogoś do środka. Ale co jeśli chcemy konkretnie pomóc konkretnemu zwierzęciu, które jest chore albo w niebezpieczeństwie? Czy to jest z etycznego punktu widzenia inne niż dokarmianie go?
To jest pytanie na które nie ma jednej odpowiedzi i myślę, że każdy musi je sobie postawić sam. Ale powiem jak ja do tego podchodzę - jeśli już to robię, to zawsze z dodanym warunkiem 'jeśli to jest dla jego dobra i zgodne z jego naturą'. Nie 'żeby przeżył za wszelką cenę' ani 'żeby do mnie wrócił', tylko coś w stylu otwarcia przestrzeni na to co dla niego najlepsze. Brzmi może abstrakcyjnie, ale dla mnie to jest konkretna różnica w tym jak formuję intencję.
