Ostatnio wróciłam do lektury kilku starszych tekstów o magii operatywnej i zatrzymałam się przy czymś, co w sumie zawsze traktowałam jako oczywistość, ale chyba nigdy nie przemyślałam do końca. Czy sama myśl - bez żadnych słów, gestów, kręgów, świec - może działać jak zaklęcie? Piszę działać, nie symbolizować. Mam tu na myśli rzeczywisty efekt w przestrzeni zewnętrznej, nie tylko to, że zmienia nastawienie praktykującego. W tradycji hermetycznej jest taka idea, że każda myśl to byt - coś, co ma własną strukturę i może działać poza umysłem, z którego wyszło. Neoplatonicy szli nawet dalej i pisali, że intencja jest pierwszą przyczyną każdego rytuału, a reszta to tylko wsparcie dla skupionej woli. Ale to otwiera pytanie: jeśli rytuał to tylko wsparcie, to czy w ogóle jest konieczny? Nie pytam o afirmacje ani wizualizację w rozumieniu new age. Pytam o coś głębszego - czy myśl bez formy zewnętrznej może być aktywną siłą magiczną.
Temat jak temat, ale sformułowanie mnie zatrzymało. 'Myśl jako byt' - to jest dokładnie to, co opisuje koncepcja tulpy w tradycji tybetańskiej, z tym że tam mówi się o długotrwałej, intensywnej pracy umysłowej, nie o jednorazowej intencji. Alexandra David-Néel opisywała to dość szczegółowo, choć jej relacje są oczywiście dyskusyjne metodologicznie. Ale wracając do sedna - w astrologii jest taka zasada, że planeta bez aspektów do innych punktów działa 'czysto', bez zakłóceń, ale też bez wzmocnienia. Rytuał działa podobnie jak aspekt - ukierunkowuje i amplifikuje. Więc czy sama myśl może wystarczyć? Może, ale tylko przy wyjątkowo spokojnym i skupionym umyśle, który nie rozsiewa energii na boki. Mam jednak pytanie do Izar77 - kiedy mówisz o efekcie w przestrzeni zewnętrznej, masz na myśli coś, co sama obserwowałaś, czy to bardziej temat teoretyczny?
Właśnie to rozróżnienie jest kluczowe i mam wrażenie, że większość dyskusji o 'magii myśli' się na tym rozbija. Intencja to jedno, a myśl jako byt to drugie, a myśl-emocja to jeszcze trzecie. Ja pracuję głównie z rytuałami i uczę się tego od lat, i powiem szczerze - zawsze myślałam, że rytuał jest konieczny właśnie po to, żeby umysł w ogóle 'uwierzył', że coś zrobił. Taki zewnętrzny sygnał dla nieświadomości. Ale ostatnio miałam sytuację, gdzie nic nie zrobiłam świadomie, a jednak efekt był. I teraz nie wiem, czy to był efekt myśli, którą miałam kilka dni wcześniej, czy po prostu zbieżność. Czego brakuje mi w tej dyskusji to jakiegoś kryterium. Skąd wiadomo, że to myśl zadziałała, a nie coś zupełnie innego?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie, bo nie jestem pewna, czy dobrze rozumiem. Czy wy mówicie o tym, że myśl działa bezpośrednio na rzeczywistość - czyli na przykład myślę coś i nagle coś się zmienia w świecie bez żadnego mojego działania? Czy raczej chodzi o to, że myśl zmienia ciebie i przez to ty działasz inaczej? Bo to są dwie zupełnie różne tezy i mam wrażenie, że rozmowa trochę skacze między nimi.
Czytam i mam pytanie - to Spare mówił o sigilu, czyli jednak o formie zewnętrznej, nie o samej myśli. To nie jest ten sam przypadek co tu, prawda?
Chcę wejść w ten wątek z Spare'em, bo myślę, że jest tam coś ważniejszego niż sam sigil. Spare opisywał stany transu i stany 'nie-umysłu' jako bramę. Sigil był wtórny - ważniejsze było wejście w odpowiedni stan świadomości. I tu się pojawia pytanie, które mnie od dawna interesuje: czy myśl jako zaklęcie nie wymaga takiego stanu, a nie konkretnej formy? Bo jeśli tak jest, to wyjaśnia, dlaczego dla jednych działa bez rytuału, a dla innych nie - bo jedni potrafią wejść w ten stan bez zewnętrznego 'wsparcia', a inni potrzebują rytuału właśnie po to, żeby ten stan osiągnąć. Izar77, masz doświadczenia z pracą bez rytuału - czy był jakiś konkretny stan, który temu towarzyszył?
To przeformułowanie przez Izar77 jest dla mnie bardzo pomocne, bo nagle ta dyskusja staje się dla mnie konkretniejsza. Bo jeśli mówimy o stanie umysłu, to wchodzi w grę coś, co znam z pracy z kamieniami i medytacją - jest taka jakość skupienia, gdzie przestajesz 'starać się' i po prostu jesteś z obiektem. Przy kamieniach to się zdarza, kiedy przestajesz go 'używać' i po prostu go czujesz. Może to jest analogia? Ale mam wątpliwość. Czy mówicie o czymś, co każdy może osiągnąć przy odpowiednim ćwiczeniu, czy o jakiejś wrodzonej predyspozycji? Bo to by zmieniało cały obraz - magia myśli dostępna dla nielicznych to zupełnie co innego niż technika, którą można wypracować.
Czytam tę rozmowę i mam takie pytanie, może trochę z boku, ale mi chodzi po głowie. Jeśli myśl może działać jak zaklęcie, to czy niechciane myśli też mogą działać? Tzn. jeśli ciągle myślę o czymś, czego się boję, to czy to też 'idzie w świat'? Bo to by było trochę straszne, szczególnie dla kogoś, kto ma natrętne myśli. Przeprasaom że trochę zmieniam kierunek, ale wydaje mi się że to ważne dla całej tej kwestii.
To rozróżnienie, które Jacek opisuje - myśl z wolą vs myśl błąkająca się - jest moim zdaniem kluczem do całej tej dyskusji i chcę je trochę rozwinąć, bo myślę że tu kryje się odpowiedź na pytanie Nightshade. W numerologii i tarocie pracuję z intencją cały czas i nauczyłam się odróżniać, kiedy coś 'wychodzi' z centrum, a kiedy jest tylko reakcją emocjonalną. Natrętne myśli, lęki, obsesje - to wszystko ma cechę wspólną: są reaktywne, odpowiadają na coś zewnętrznego lub na inną myśl. Intencja magiczna, jeśli w ogóle coś znaczy, musi być inicjująca, nie reaktywna. I teraz ciekawe pytanie do wszystkich: czy ktoś próbował 'zatrzymać' niechcianą myśl właśnie przez to, że potraktował ją świadomie jak zaklęcie i ją anulował? Bo w niektórych tradycjach jest coś takiego jak cofnięcie intencji, odwołanie zaklęcia. Czy działa to samo na poziomie samej myśli?
