Nie wiem, jak to nazwać, bo brzmi głupio, ale od jakiegoś czasu robię zaklęcia wyłącznie dla siebie i jakoś nie mogę o tym mówić głośno, nawet tutaj. Chodzi mi o coś w stylu: proszę o pewność siebie przed trudną rozmową, o spokój przed ważnym dniem, o odwagę przy jakiejś decyzji. Niby nic wielkiego, ale ciągle mam z tyłu głowy, że to jest jakoś... mniej poważne. Że to nie jest 'prawdziwa magia'. I zastanawiam się, czy ktoś inny też tak miał i czy w ogóle coś z tego wynikło. Bo u mnie zmienia się nastawienie, tylko nie wiem, czy to magia, czy autosugestia, i szczerze - nie jestem pewna, czy to ważne rozróżnienie.
A czemu to miałoby być mniej serio niż robienie czegoś dla kogoś innego? Mnie się wydaje że właśnie intencja skierowana do wewnątrz jest trudniejsza, bo musisz być szczera ze sobą co tak naprawdę chcesz. Przy zaklęciach 'na zewnątrz' łatwiej jest się oszukać że wiesz czego chcesz.
Mnie ten wstyd zawsze kojarzył się z tym, że gdzieś głęboko siedzi przekonanie, że proszenie dla siebie jest egoistyczne. Jakby magia miała służyć innym albo czemuś wyższemu, a nie temu, żeby samej sobie ulżyć. Ciekawe, skąd to w ogóle pochodzi - czy z jakiejś tradycji, czy z wychowania, czy po prostu z tego, jak się o magii mówi w internecie.
Słuchajcie, a czy wy przy takich zaklęciach używacie jakichś konkretnych materiałów? Pytam, bo ostatnio czytałem coś o właściwościach drewna i zacząłem się zastanawiać, czy drewno przy zaklęciach skierowanych do wewnątrz działa inaczej niż np. kamień czy wosk. Różne drewna mają bardzo różne przypisane im energie - lipa jest zupełnie czymś innym niż dąb czy jesion.
Ja mam w domu kilka drewnianych przedmiotów, których używam przy medytacji i przy pewnych rytuałach, i faktycznie czuję różnicę zależnie od drewna. Ale nie wiem, czy to jest 'właściwość drewna' jako taka, czy moje własne skojarzenia i to, co wiem o danym drzewie. Np. lipowe drewno - dla mnie to spokój, może dlatego, że lipa to w Polsce takie drzewo przydomowe, z dzieciństwa. Czy to ma znaczenie, że te skojarzenia są osobiste, a nie z jakiegoś systemu?
Właśnie to mnie zawsze zastanawia w kontekście zaklęć dla siebie - czy bardziej liczy się, co dane drewno 'powinno' oznaczać według jakiegoś systemu, czy co ono oznacza dla mnie. Bo jak robię coś dla siebie, to chyba moje własne skojarzenia są silniejsze. Ale może się mylę.
Przy zaklęciach dla siebie miałem podobny dylemat i w pewnym momencie przestałem go rozwiązywać teoretycznie, a zacząłem po prostu sprawdzać. Używałem przez jakiś czas drewna brzozowego - w tradycji słowiańskiej brzoza to odnowa, nowy początek - i robiłem z nim bardzo konkretne rzeczy: skupienie przed ważnym dniem, wyciszenie po złej rozmowie. Efekty? Coś się zmieniało, ale do dziś nie powiem wam, czy drewno miało z tym cokolwiek wspólnego, czy tylko dało mi skupienie przez sam rytuał.
A wracając do drewna bo to ciekawy wątek - jest jedna rzecz która zawsze mnie zastanawiała. Słyszałam że drewno żywe czyli gałązka zerwana ze żywego drzewa działa inaczej niż drewno martwe, suszone, kupione w sklepie. Czy ktoś miał porównanie? Bo ja zawsze pracuję ze starymi kawałkami drewna i nie wiem czy tracę coś przez to.
Jest jeszcze jedna kwestia przy drewnie, którą często się pomija - kierunek słojów i to, z której części drzewa pochodzi kawałek. Korzeń, pień, gałąź - w różnych tradycjach to nie jest obojętne. Korzeń ma inne skojarzenia niż wierzchołek. Przy zaklęciach skierowanych na siebie - szczególnie tych dotyczących czegoś wewnętrznego, głębszego - spotkałem się z zaleceniem używania właśnie materiału z korzenia albo z dolnej części pnia.
Dobra, bo mi się tu powoli układa coś w głowie i chcę sprawdzić, czy dobrze rozumiem. Jeśli robię zaklęcie dla siebie - dajmy na to, żeby lepiej rozumieć jakąś sytuację w swoim życiu, coś wewnętrznego - to drewno z dolnej części drzewa miałoby tu sens symbolicznie, bo chodzi o 'schodzenie w głąb'. I jednocześnie samo skupienie na tym, z czego robię przedmiot, już zmienia to, jak do rytuału podchodzę. Czyli materiał nie jest neutralny, bo zmienia jakość uwagi, którą w to wkładam. Czy o to chodzi?
Mnie przy tym wątku z drewnem jeszcze jedno uderzyło - czy drewno przetworzone, np. toczone, rzeźbione, ma inne działanie niż surowe? Bo kiedy ktoś rzeźbi coś w drewnie z intencją, to chyba jest to zupełnie inny przedmiot niż patyk znaleziony w lesie. Choć z drugiej strony ten patyk ma swoją historię, której nie znam, a rzeźba ma historię, którą znam albo sam tworzę.
Mam w domu toczoną miseczkę z drewna lipowego, którą dostałam od kogoś, kto wie, do czego jej używam. I to jest zupełnie inny obiekt niż rzeczy, które kupiłam sama w sklepie z dekoracjami. Nie dlatego, że jest 'naładowana' - po prostu każdy kontakt z nią przywołuje konkretne skojarzenie, konkretną historię. To może być wystarczające.
Wracając jeszcze do samego początku - do tego wstydu, o którym pisałaś na początku wątku. Zastanawiam się, czy on nie pochodzi też z tego, że zaklęcia dla siebie rzadko kiedy są spektakularne. To nie jest 'przywołanie', nie jest 'odpędzenie' - to jest siadanie sam na sam z sobą i coś bardzo cichego. Może dlatego trudno o tym mówić, że to jest intymne w sposób, którego nie da się dobrze opisać.
