Ostatnio miałam okazję obserwować kogoś, kto pracuje bardzo minimalistycznie - żadnych słów, żadnych zaklęć wypowiadanych na głos, tylko gesty i intencja. Byłam tym trochę zaskoczona, bo jakoś w głowie siedziało mi przekonanie, że słowo jest kluczowe - że coś trzeba nazwać, żeby to zadziałało. A tu - cisza, dłonie, skupienie. I wyglądało to... poważnie. Nie jak zabawa. Zastanawiam się od tamtej pory, czy gest bez słowa to kompletna formuła, czy jednak coś jest pominięte. Co wy o tym myślicie? Macie jakieś doświadczenia z pracą bez mówienia?
To zależy, skąd patrzysz na ten temat. W tradycjach wschodnich - choćby w niektórych nurtach tantrycznych - mudry funkcjonują właśnie jako samodzielne formuły. Gest dłoni nie ilustruje zaklęcia, on sam jest tym zaklęciem. Natomiast w europejskiej tradycji ceremonialnej słowo było zazwyczaj centralnym elementem - bo zakładano, że to brzmienie i znaczenie razem tworzą działanie. Jedno nie jest lepsze od drugiego, tylko wynika z innej filozofii tego, czym jest rytuał. Pytanie, które mnie bardziej interesuje: czy ta osoba, którą obserwowałaś, pracowała w jakiejś konkretnej tradycji, czy to był jej własny system?
A ja się zastanawiam, czy to nie jest przypadkiem kwestia tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Jak ktoś przez lata pracował ze słowem, to gest może mu się wydawać niepełny. A ktoś, kto od początku uczył się przez ruch, przez ciało - dla niego słowo mogłoby być dodatkiem, nie fundamentem. Nie wiem, może zbyt to upraszczam.
Nie upraszczasz, ale trochę omijasz sedno. Gest to jeden z nośników intencji, słowo to inny. Problem pojawia się, kiedy ludzie myślą, że sam ruch ręki coś robi - bez rozumienia, co za tym stoi. Widziałem sporo sytuacji, gdzie ktoś kopiuje gesty z filmiku na YouTube i jest zdziwiony, że nic nie działa. Bo tam nie ma żadnej tradycji za tym, tylko estetyka.
Ale chwila, bo mnie to trochę bawi. Certyfikat z magii 🙂 to już naprawdę daleko zaszliśmy. Tylko że mam pytanie - jak odróżnić kogoś, kto pracuje z gestem z prawdziwym zaangażowaniem, od kogoś, kto po prostu naśladuje? Bo z zewnątrz wygląda tak samo.
Właśnie czytam tę dyskusję i jedno zdanie mi utknęło - że gest to nośnik intencji. Ale jeśli intencja jest wystarczająco czysta i silna, to czy potrzebny jest jakikolwiek zewnętrzny nośnik? Nie wiem, może to naiwne pytanie.
Sam gest bez linii przekazu to trochę jak słowo w języku, którego nie znasz. Możesz je wymówić poprawnie fonetycznie i nic z tego nie wyniknie, bo nie masz dostępu do jego znaczenia. Rynek magii to przyspieszył - bo łatwiej sprzedać formę niż treść. Formę można sfotografować, opisać w krokach, wycenić. Treść już nie.
Myślę, że Bogus77 dotknął czegoś ważnego - ta presja gotowości. Bo kursy, filmiki, PDF-y z rytuałami budują poczucie, że można pominąć etap budowania relacji z tym, co się robi. Gest staje się skrótem. I może dlatego ludzie potem mówią, że coś nie działa - bo kupili skrót, a nie naukę.
Czytam to od początku i mam pytanie może z innej strony - czy jeśli ktoś sam dla siebie wypracował konkretny gest, który ma dla niego głębokie znaczenie i zawsze towarzyszył mu w chwilach skupienia, to czy taki gest może działać bez żadnej tradycji za sobą? Bo to już nie jest kopiowanie, to jest coś osobistego.
A może autosugestia to nie jest coś do odrzucenia? Serio pytam. Jeśli gest działa na mnie, zmienia mój stan, kieruje uwagę - to ma znaczenie, czy ma za sobą tradycję, czy nie? Nie twierdzę, że jedno jest tym samym co drugie, ale może podział na prawdziwe i nieprawdziwe jest zbyt ostry.
