Z tym wzorcami to jest pułapka - jak szukasz to zawsze znajdziesz. Nie wiem czy da sie to obiektywnie ocenić bez zewnętrznego obserwatora.
A czy taka osoba zewnętrzna nie wprowadza swoich interpretacji? Bo jak opowiadasz komuś o swojej praktyce to ta osoba filtruje to przez swoje doświadczenia i może ci powiedzieć że potrzebujesz przerwy kiedy ty jej nie potrzebujesz, albo odwrotnie.
To co opisuje Lunella jest dość bliskie temu co w niektórych tradycjach jest rolą 'świadka' - nie nauczyciela, nie mistrza, tylko kogoś kto po prostu słucha i zadaje pytania bez zakładania odpowiedzi. To jest zupełnie inna relacja niż mentor i uczeń. Czy to świadek może pomóc rozróżnić zimę od wypalenia? Może. Ale tylko jeśli sam dobrze nie wie jaka powinna być odpowiedź.
A co jeśli się nie ma takiej osoby? Brzmi jak coś luksusowego.
To co powiedziała Czesia61 o forum jako zastępstwie świadka jest ciekawe, ale mam wątpliwości. Forum daje możliwość usłyszenia różnych głosów, ale brakuje tu ciągłości - ktoś odpowie raz, potem zniknie na tydzień albo wątek się posunie i kontekst ginie. Żywa relacja z jedną osobą działa inaczej bo ta osoba pamięta co mówiłeś trzy miesiące temu. Czy ktoś tu w ogóle wrócił do starych wątków żeby porównać co pisał z tym co czuje teraz?
Wróciłam do jednego ze swoich starych wątków po może półtora roku i to było dziwne doświadczenie. Pisałam o runach z dużo większym poczuciem pewności niż mam teraz, ale jednocześnie teraz rozumiem więcej. Jakby pewność i głębokość szły w przeciwnych kierunkach przez jakiś czas. To nie jest może odpowiedź na pytanie o przerwy, ale coś mi to mówi o tym jak praktyka się zmienia sama z siebie, bez naszej świadomej decyzji.
To co Ircia opisuje - ta odwrotna zależność między poczuciem pewności a rozumieniem - to jest coś co słyszałam opisywane w różnych tradycjach jako sygnał że praktyka rzeczywiście pracuje. Problem jest kiedy to poczucie niepewności nie niesie ze sobą żadnego rozumienia, tylko jest samo w sobie. Wtedy to jest inny sygnał. Ale to wymaga żebyś umiała odróżnić te dwa stany, a to nie zawsze jest proste.
Dobra ale wróćmy do meritum. Cały czas mówimy o sygnałach, świadkach, dziennikach - ale nikt nie powiedział wprost kiedy ta przerwa jest rzeczywiście konieczna a kiedy to jest po prostu lenistwo albo wymówka. Ja uważam że 90% przerw w praktyce to nie jest żadna głęboka potrzeba tylko zwykłe odkładanie na jutro.
To co Dzikitaurus mówi ma jakiś sens, ale jest w tym pułapka - bo jak każdą przerwę zaczniemy traktować jako podejrzaną, to gdzie jest miejsce na to żeby rzeczywiście zwolnić bez wyrzutów sumienia? Nie każde zatrzymanie musi być usprawiedliwione. Prokop wcześniej wspomniał o poczuciu winy że nie praktykuje - i teraz zastanawiam się czy część z nas nie ma po prostu internalizowanego przekonania że przerwa jest słabością.
Może głupie pytanie, ale jak w ogóle odróżnić że 'zbliżasz się do granicy' od zwykłego złego dnia? Bo jak mam ciężki tydzień to wszystko mi się wali i jakbym miała wtedy oceniać swoją praktykę to powiedziałabym że potrzebuję przerwy, a tak naprawdę to po prostu miałam ciężki tydzień.
Mnie z kolei bardziej zastanawia co się dzieje z rzeczami które robisz w trakcie tej granicy - czy rytuały zaczynają się mylić, zapominasz sekwencje, czy raczej to jest coś subtelniejszego? Bo u mnie sygnałem był moment kiedy zaczęłam się mechancznie przez nie przebijać, bez żadnego zaangażowania. Zupełnie jak odmawianie czegoś z pamięci bez myślenia o słowach.
Spare to dobry trop, bo on miał dość specyficzne podejście do kwestii wysiłku w magii - twierdził że zbyt duże napięcie woli blokuje efekt, coś co nazywał 'lust of result'. Ale to dotyczyło raczej samego momentu pracy, nie długoterminowej wyczerpania praktyką. Ciekawe czy ktoś te dwa zjawiska ze sobą mylił albo nakładał jedno na drugie.
Dzikitaurus ma rację że to różne poziomy, ale są połączone. Jeśli przez długi czas pracujesz z ciągłym napięciem woli - bo nie masz zbudowanego nawyku który pozwala ci działać bez wysiłku - to ta wola po prostu się wyczerpuje. Przerwa wtedy nie jest ucieczką od praktyki, tylko warunkiem żeby w ogóle mieć z czego wrócić. To nie jest romantyczna metafora, to jest coś bardzo dosłownego.
ok ale jak właściwie wygląda to 'budowanie nawyku który pozwala działać bez wysiłku'? Bo brzmi sensownie, ale nie bardzo wiem co to znaczy w praktyce. Że rytuał staje się automatyczny?
Mnie też to zastanawia, bo słyszałam że zbyt automatyczne rytuały to właśnie problem - że przestają działać bo nie wkładasz w nie uwagi. A tu mówicie że nawyk bez wysiłku jest czymś dobrym. To co jest prawdą?
No ale to jest argument za regularnym ćwiczeniem, nie za przerwą. Bo przerwa właśnie rozrywa ten nawyk. Więc jeśli nawyk jest ważny, to przerwa go niszczy, nie pomaga. Trochę sprzeczne.
Dzikitaurus, moim zdaniem mieszasz dwie rzeczy. Mechanikę i stan. Mechanikę można odbudować w kilka dni, stan - tego się nie da przyspieszyć. I właśnie o stan chodzi w tej rozmowie, przynajmniej tak to rozumiem.
Szczerze to nie wiem czy rozumiem to rozróżnienie. Co to znaczy 'stan' w tym kontekście? Nastrój?
To skojarzenie z widzeniem mi coś otwiera. Bo właśnie - jak robiłam przerwy od run, to wracałam i znaki były jak nowe. Nie że zapomniałam znaczenia, ale patrzyłam na nie inaczej. Może przerwa działa trochę jak ten ciemny pokój po jasnym słońcu - oczy się adaptują.
To jest argument za tym że nasza percepcja jest zmienna, nie że przerwa coś 'robi'. Moglibyście mieć ten sam efekt po prostu biorąc kamień raz na jakiś czas, bez żadnej filozofii wokół przerwy jako praktyki. Robicie z przypadkowego efektu zasadę.
Dzikitaurus, to co mówisz byłoby mocniejszym argumentem gdybyś mógł pokazać że świadome i nieświadome przerwy dają taki sam efekt. Ale to akurat się chyba nie da łatwo sprawdzić. Mam jednak wrażenie że to rozróżnienie ma znaczenie - kiedy przerwa jest decyzją, a kiedy zaniedbaniem.
To przepisywanie historii to ciekawy wątek, ale chyba nie do końca problem w tym kontekście. Nawet jeśli ktoś najpierw zaniedbał, a potem uznał że to była przerwa, to jeśli przerwa przyniosła efekt - to przyniosła. Intencja wsteczna jest trochę dziwna, ale wynik jest wynikiem.
Ale skąd wiadomo że 'przyniosła efekt'? Że to nie jest po prostu normalne wahanie energii albo po prostu mieliście dobry tydzień? Pytam szczerze, nie żeby podważać.
Mam pytanie do Szafranki - wspomniałaś o wyczerpywaniu się woli przy ciągłym napięciu. Czy to znaczy że ktoś kto ma bardzo zdyscyplinowaną codzienną praktykę powinien się bardziej pilnować z przerwami niż ktoś kto robi to nieregularnie? Bo intuicyjnie to brzmi odwrotnie niż myślałam.
A jak w ogóle się robi coś regularnie 'bez napięcia'? Ja jak próbuję być regularny to właśnie wysiłek woli jest tym co mnie utrzymuje przy praktyce. Jak miałbym go odpuścić to bym po prostu przestał.
No to co, żeby wrócić do praktyki bez napięcia trzeba po prostu... polubić ją? Trochę abstrakcyjne.
Prokop, to nie jest abstrakcyjne, tylko trudne do opisania słowami. Ja przez długi czas robiłam rytuały z poczucia obowiązku wobec siebie i dopiero jak zrobiłam dłuższą przerwę, to wróciłam dlatego że chciałam, nie że musiałam. Nie wiem czy to odpowiada na twoje pytanie, ale to zmiana, którą da się poczuć.
