Właśnie to jest ciekawe co Prokop pisze, bo to chyba wskazuje na coś ważniejszego niż kwestia przerwy samej w sobie. Jeśli jedyne co trzyma przy praktyce to wysiłek woli i strach że się zapomni - to przerwa może faktycznie być trudna. Ale to może też znaczyć że praktyka jeszcze nie miała czasu stać się czymś, do czego się wraca naturalnie. I to nie jest zarzut, to po prostu inny etap.
No ale Szafranka mówi teraz że przerwa jest zła dla kogoś kto dopiero zaczyna? Bo wcześniej brzmiało że przerwa jest dobra dla każdego kto jest zmęczony. Czyli jednak przerwa nie jest uniwersalnym rozwiązaniem i zależy od osoby? Bo to zmienia całą rozmowę.
Mam wrażenie że w tej rozmowie mieszamy dwa różne rodzaje przerw. Przerwa jako odpowiedź na przeciążenie i przerwa jako świadomy zabieg żeby odświeżyć perspektywę. To są chyba zupełnie różne rzeczy i nie powinniśmy ich traktować tak samo.
Ircia, mnie to samo dotyczy. Jak już wiem że powinnam zrobić przerwę, to zazwyczaj jestem już w środku problemu, nie przed nim. Nie umiem tego wyczuć wcześniej. Czy ktoś miał inaczej, że naprawdę z wyprzedzeniem złapał ten moment?
Mnie czasem śni się coś co interpretuję potem jako sygnał. Nie od razu, ale jak zestawiałam kilka snów z okresu przed wypaleniem, to był jakiś wzorzec niepokoju, dezorientacji. Nie powiem że to niezawodne, ale chyba jest coś w tym że ciało i psychika sygnalizują wcześniej niż świadomość to wyłapuje.
Pandora, to co mówisz o sygnałach wyprzedzających jest zgodne z tym co obserwuję u siebie. Ale to nie muszą być sny. U mnie to bardziej kwestia jak wchodzę do przestrzeni rytuału - jest moment kiedy czuję że coś jest gotowe, i moment kiedy jest opór. Przez lata nauczyłem się że opór to nie zawsze zły znak, ale opór połączony z drażliwością to już coś innego.
To co Jacek pisze o paradoksie ciągnięcia ku więcej akurat w złym momencie - to jest jeden z rzeczy które warto mieć z tyłu głowy przy długotrwałej praktyce. Mechanizm jest podobny do tego co opisują ludzie z wypaleniem zawodowym: poczucie że jak zrobię jeszcze więcej to coś się odblokowuje, a tymczasem właśnie te dodatkowe próby pogłębiają problem.
Ale skąd wiadomo że to nie jest po prostu motywacja i zaangażowanie? Jakbyśmy mieli sportowca który chce trenować więcej, to by go chwalili, nie mówili że powinien wziąć przerwę. Może ten mechanizm jest po prostu ambicją.
A może właśnie ta drażliwość o której mówił Jacek jest takim markerem, tylko subiektywnym? Nie wiem, pytam bo mi to zaiskrzyło. Bo jeśli ktoś kto dobrze się zna na sobie może to wychwycić, to może to jest to samo co marker, tylko wewnętrzny zamiast zewnętrznego.
To pytanie do Jacka i do reszty - jeśli drażliwość jest subiektywnym markerem, to czy można ją skalibrować? Znaczy, czy po jakimś czasie obserwowania siebie wiesz już że 'ta drażliwość' to sygnał, a nie po prostu zły dzień? Bo mi się wydaje że to jest kluczowe zanim w ogóle będziemy mówić o przerwie.
Prokop pyta o coś ważnego, ale myślę że odpowiedź jest prosta i trochę frustrująca - na początku nie rozpoznasz. Dlatego właśnie prowadzenie jakichkolwiek zapisków od samego startu ma sens. Nie po to żeby analizować w czasie rzeczywistym, ale żeby po kilku miesiącach mieć do czego wracać.
Zgadzam się z Czesia61 ale dodam jedno - na początku przerwa proaktywna, o której Sigilmistrz86 pisałem wcześniej, właściwie nie istnieje. Nie masz danych żeby ją zaplanować. To dopiero po czasie zaczynasz czuć rytm swojej praktyki i widzieć kiedy ona naturalnie zwolni, a kiedy przyspiesza. To trochę jak z nauką języka - nie możesz tłumaczyć zanim nie opanujesz słownictwa.
Ale czy to znaczy że przez jakiś czas wogóle nie powinieneś robić przerwy? To brzmi jakbyśmy mówili że nowi praktycy powinni praktykować nieprzerwanie, a to z kolei brzmi jak przepis na wypalenie.
Mam tu pytanie do Szafranki i Jacka jednocześnie - mówicie o sygnałach z ciała i z emocji, ale co z sygnałami z samej praktyki? Czy zdarzyło wam się że rytuał po prostu przestał 'działać' w sensie dawał inne rezultaty niż wcześniej, i to był znak że coś jest nie tak?
Pandora, to co opisujesz jako 'jakość skupienia' - jak to odróżniasz od zwykłego rozkojarzenia? Pytam bo u mnie bywa tak że jestem rozkojarzony z powodów zupełnie niemających związku z praktyką, praca, głowa zajęta czymś innym, i wtedy rytuał też schodzi na inne tory.
To co Pandora opisuje o zmęczeniu po rytuale kojarzy mi się z czymś co czytałam w kontekście pracy ze snami i z nieświadomością - że pewne praktyki mogą być drogie energetycznie nie dlatego że są złe, ale dlatego że trafiają w jakiś aktywny węzeł psychiczny. I wtedy ciągnie do nich właśnie wtedy kiedy powinno się odpuścić, bo psychika chce to rozwiązać, ale cena jest wysoka.
Czesia61, ale skąd wiesz że to 'węzeł psychiczny' a nie że po prostu rytuał ma efekty uboczne? Bo to brzmi jak interpretacja psychologiczna, a nie magiczna. Nie mówię że jest zła, ale czy my tu mówimy o magii czy o psychoterapii?
Zgadzam sie z Jackiem. Dzikitaurus zawsze chce żeby magia była osobną kategorią, ale praktycznie każda tradycja którą czytałem traktuje psychikę i stan wewnętrzny jako centralny element. Nie ma rytuału który działa niezależnie od stanu tego kto go robi.
Prokop trafił w sedno. To jest właśnie to czego mi brakowało żeby powiedzieć wprost na początku tej rozmowy. Przerwa nie jest dla magii, magia nie potrzebuje przerwy. Przerwa jest dla osoby która ją praktykuje. I dlatego nie ma jednej długości przerwy, nie ma jednego sygnału, bo każda osoba ma inny próg, inne tempo regeneracji i inny rodzaj przeciążenia.
Dobrze że to padło bo zaczęłam się gubić czy w ogóle mamy mówić o przerwie jako rytuale czy jako zwykłej regeneracji. Ale mam teraz pytanie - czy przerwa powinna być całkowita? Czy można zrobić 'pół przerwy', znaczy odstawić rytuały ale zostawić sobie medytację albo prowadzenie dziennika?
Ircia, to co opisujesz brzmi jak coś z czym sama się zmagam. Nie wiem gdzie jest granica między byciem uważnym a byciem ciągle w trybie praktyki. Może to jest osobny temat do wątku, ale myślę że dla wielu osób przerwa jest trudna właśnie dlatego że nie wiadomo co dokładnie odkładać na bok.
Lunella, właśnie o to mi chodziło kiedy pytałam o 'pół przerwy' - że dla mnie najtrudniejsza część to właśnie nie wiedzieć gdzie się kończy obserwowanie a zaczyna praktykowanie. Jak jestem na przerwie ale codziennie zapisuję sny i analizuję je pod kątem symboli, to czy ja w ogóle jestem na przerwie? Mam wrażenie że mój mózg nigdy nie wyłącza tego trybu.
To co Lunella i Oliczka opisują to jest klasyczny problem z praktykami które wchodzą w styl myślenia a nie tylko w działanie. Z rytuałami jest łatwiej bo jest wyraźna granica - zapaliłeś świeczkę albo nie. Z obserwacją, z interpretacją snów, z notowaniem - ta granica znika. I wtedy przerwa od aktywności nie daje pełnej przerwy od obciążenia.
Prokop powiedział coś co dla mnie jest osobnym tematem wartym uwagi - przerwa z poczuciem winy. Bo to znaczy że gdzieś masz przekonanie że praktykowanie jest obowiązkiem, a nie wyborem. I to jest sygnał sam w sobie, wcześniejszy niż wypalenie. Jak zaczyna ci się wydawać że praktyka na ciebie czeka i ma do ciebie pretensje, to warto się zatrzymać i zapytać skąd w ogóle to przekonanie się wzięło.
