Miałem ostatnio sytuację, która dała mi sporo do myślenia. Robiłem dymienie pokoju, szałwia i kilka innych ziół, nic nowego. W połowie wpadła żona i się zaczęło - że śmierdzi, że okno otwarte, że znowu. No i musiałem przerwać, zostawić wszystko w połowie. Potem przez kilka dni nie dawało mi to spokoju, czy to miało w ogóle sens, czy może narobiłem więcej szkody tym urwaniem niż gdybym w ogóle nie zaczynał. Ktoś miał podobną sytuację? Jak to zwykle wychodzi energetycznie?
Ciekawe, bo to akurat nie jest temat który często wypływa. Większość ludzi zakłada od razu że jak nie skończyłeś to nic nie zadziałało, koniec kropka. Ale mam jedno konkretne pytanie, bo to ważne do oceny tej sytuacji - czy zdążyłeś przejść ze szałwią przez wszystkie kąty, czy przerwanie było gdzieś w połowie drogi po pokoju?
Klasyczny problem - niedomknięty okrąg. Jak nie przejdziesz przez wszystkie cztery rogi, rytuał zostaje otwarty i energia którą poruszyłeś po prostu nie wie gdzie ma sie zatrzymać. Czytałem sporo o tradycjach wicca i tam jest to jasno powiedziane - niedomknięty krąg to jak zostawiony otwarty zawór. Coś wycieka, ale nie wiesz co i dokąd. Nie ma tu żadnej filozofii, to kwestia techniki.
przepraszam ze wchodze z glupim pytaniem ale ja jeszcze nigdy nie robilem smudgingu i zastanawiam sie nad jedna rzecza. czy ten efekt przerwania bylby inny gdyby ktos sam zdecydowal ze konczy bo mu dym przeszkadza, niz jak tutaj gdzie ktos z zewnatrz wymusil przerwanie? czy intencja przerwania ma znaczenie
Uważam jednak że techniczna strona ma znaczenie, i nie zamierzam z tego ustępować. Nie można wszystkiego zrzucać na intencję i stan emocjonalny. Po co w ogóle są jakiekolwiek zasady wykonywania rytuałów, skoro wystarczy "chcieć dobrze"? To jest wytłumaczenie które pasuje do wszystkiego i właśnie dlatego powinno budzić wątpliwości. Zbyt wygodne żeby było wystarczające.
czytalem gdzies ze mozna dokonczyc rytuał w innym terminie i ze to ze byl przerywany nie przekresla go automatycznie. podobno zalezy od tego czy energia zdazyla sie uspokoic po zaklóceniu, zanim wrociles do kontynuacji. nie wiem na ile to sprawdzone ale tak to gdzies funkcjonuje w roznych opisach
Wróciłem do tego pokoju następnego dnia z zamiarem dokończenia, ale ostatecznie zrezygnowałem. Nie byłem pewny czy to ma sens bez żadnego resetu, czy można po prostu podjąć gdzie się skończyło. Teraz myślę, że może powinienem był zacząć od nowa zamiast kontynuować. Ale to tylko moje domysły, nie mam tu pewności.
A co czułeś w tym pokoju przez te kilka dni, między przerwaniem a planowanym dokończeniem? Było coś niepokojącego, czy normalnie? Bo to chyba najlepsza wskazówka czy coś jest faktycznie nie tak - twoje własne odczucie w przestrzeni, nie teoria o tym co powinno sie było stać.
mam pytanie do całej dyskusji bo mnie to nurtuje. czy wy zakładacie ze rytuały działają dlatego ze zmieniają cos zewnętrznego w przestrzeni, czy dlatego ze zmieniają cos wewnetrznego w osobie ktora je robi? bo od odpowiedzi na to zalezy chyba cała interpretacja problemu z przerwaniem. to nie jest pytanie retoryczne, naprawde chce wiedziec jak wy to widzicie
