Mam ostatnio taki dylemat i chciałem zobaczyć co wy na to myślicie. Złapałem jakąś infekcję, nic poważnego, ale czuję się jak ścierka, gorączka, rozbicie, skupienie żadne. I zastanawiam sie, czy w ogóle ma sens robić cokolwiek magicznie jak jesteś w takim stanie. Głównie mam na mysli pracę z liczbami, numerologia, obliczenia, planowanie rytuałów według dat. Bo z jednej strony słyszałem, ze choroba to stan przejścia i intencja jest wtedy inna, bardziej płynna. Z drugiej, jak nie ogarniam prostego zdania, to żadna intencja mi nie wyjdzie jak powinna.
To zależy, co rozumiesz przez "pracować". Aktywne rytuały, budowanie intencji, kierowanie energii, mam poważne wątpliwości, czy chory organizm da ci cokolwiek z tego co potrzebujesz. Ale obliczenia numerologiczne? Inna bajka. Liczysz, sprawdzasz daty, analizujesz cykle. To praca analityczna, nie energetyczna. Możesz to zrobić z gorączką 37.8, o ile głowa w miarę działa.
Żeby nie było, że choroba to tylko przeszkoda, astrologicznie niektóre tranzyty są wrecz lepiej przeżywane w spokoju i bez działania. Neptun, Chiron, Księżyc w określonych fazach, system mówi ci wtedy "zatrzymaj sie". Choroba bywa takim sygnałem w złym momencie... albo i nie takim złym. Zależy co akurat dzieje się na niebie.
A czy nie jest tak ze kiedy chorujemy czakra korony albo trzeciego oka jest jakoś inaczej aktywna? Mnie sie zawsze wydawalo ze gorączka cos "otwiera", jakby bariera miedzy normalnym mysleniem a czyms głębszym byla cienszsa. Ale moze to tylko delirium i robie z tego za duzo 🙂
Notowanie to chyba jedyna rzecz, co do której nie mam wątpliwości. Zapisujesz, odkładasz, wracasz z pozycji normalnego funkcjonowania. Natomiast aktywne działanie według tych zapisów, to zostawiłbym na moment kiedy będziesz w stanie ocenić, czy to w ogóle miało sens.
Mam trochę inne zdanie. Pracowałam z numerologią przez kilka dni kiedy byłam przeziębiona i nie zauważyłam żadnej różnicy w jakości obliczeń. To są wzory, masz metodę, liczysz krok po kroku. Dopóki nie robisz błędów arytmetycznych, jest OK. Rytuały to inna sprawa, ale sama analiza numerologiczna, nie widzę tu problemu.
Pytanie czy "mniej miejsca na nastrój" to w tym kontekscie zaleta czy ograniczenie. Dla kogos, kto sie boi wlasnych błednych interpretacji, moze i tak. Ale ludzie co pracuja z numerologia na poważnie mówia ci ze to nie jest tylko dodawanie cyfr. Czytasz relacje miedzy liczbami, a to juz obszar gdzie stan psychofizyczny robi roznice.
Mam pytanie do calego wątku, bo sam miałem ostatnio podobna sytuacje. Bylem chory, ale akurat wypadl dzien ktory wedlug moich obliczen byl dla mnie kluczowy, jakas liczba osobista 1 w danym miesiacu. I nie wiedzialem czy cos robic czy odpuscic. Ostatecznie odpuscilem, ale nie wiem czy słusznie. Czy takie "okna numerologiczne" przepadaja, czy mozna je przeliczyc na inny termin?
Dodam, że w astrologii podobnie, Księżyc w nowiu jest co miesiąc, przegapiłaś jeden, za miesiąc będzie kolejny. Ta presja "teraz albo nigdy" w pracy z cyklami jest trochę sztuczna, bo cykle z definicji się powtarzają. Rozumiem że niektóre kombinacje są rzadsze, ale nawet wtedy, tydzień różnicy rzadko decyduje o wszystkim.
Czytam ten wątek i mam jedno skojarzenie. Moze warto spojrzec na chorobe jako czas obserwacji a nie działania. Nie musisz nic robic zeby pracowac, mozesz patrzec co sie pojawia, co powraca, jakie liczby czy daty masz w głowie bez powodu. To tez jest czesc procesu, nie?
Ten wyrzut sumienia to chyba dość powszechna sprawa u osob ktore pracuja z cyklami, bo jak juz uczysz sie myslec "ten dzien jest dobry na to tamten na tamto", to łatwo wpasc w poczucie ze przegapiony dzien to strata nie do nadrobienia. A to nieprawda. Skad sie ten schemat bierze? Czy to jest cos czego uczymy sie z ksiazek do numerologii, czy sami sobie to narzucamy?
Wchodzę do wątku bo mam podobne pytanie od jakiegos czasu, tylko z innej strony. Słyszałem ze niektóre tradycje mówia wprost, nie rob rytuałów kiedy jestes chory, bo ściągasz cos na siebie albo kierujesz intencje w złym stanie. Inni mówia odwrotnie. Skąd ta rozbieznosc? Czy to kwestia róznych systemów, czy po prostu każdy ma swoje zdanie i nie ma tu zadnej reguly?
To pytanie o przepuszczalnosc jest ciekawe, bo w pracy z kartami podobny problem sie pojawia. Jak jestes rozbity fizycznie albo psychicznie, to odczyty bywaja dziwnie trafne albo zupelnie chybione, i nigdy nie wiesz ktore. To nie kwestia umiejetnosci, tylko ze filtr miedzy toba a materialem działa inaczej. W numerologii pewnie tak samo, liczysz poprawnie, ale to co z tym robisz idzie przez tego samego rozbitego człowieka.
