Siedzę ostatnio nad czymś, co nie daje mi spokoju. Chodzi o to, czy intencja musi być wypowiedziana głośno, żeby w ogóle zadziałała. Wiem, większość rytuałów zakłada werbalizację - zaklęcie, afirmacja, formuła. Ale im więcej głośnych słów, tym czasem mniej tego... właściwego skupienia. Jak mówię coś na głos, trochę odprowadzam uwagę od tego co jest w środku. Jakby samo mówienie było pójściem na skróty. Zaczęłam więc eksperymentowac z tym, czego się nie mówi. Milczącym zamiarem. I coś w tym jest, naprawdę.
Ciekawe podejście, bo tradycja tradycją, ale ja widzę to trochę inaczej. Słowo wypowiedziane głośno ma swoją wagę - dźwięk to wibracja, która dosłownie zmienia otoczenie. To nie jest metafora. Chciałam zapytać: kiedy mówisz o milczącym zamiarze, masz na myśli czystą wizualizację, czy coś bardziej... nieuchwytnego? Bo to duża różnica dla praktyki.
Są tradycje, w których przemilczenie jest celowe i ma swoją nazwę. W magii szeptów - a to stara słowiańska sprawa - słowo się wypowiada, ale bardzo cicho, prawie bezgłośnie. Nie dlatego, że nie ma znaczenia, ale żeby nikt postronny nie przechwycił intencji. I teraz pytanie: czy to już jest "niepowiedziane" według tego co opisujesz?
Intencja bez języka to w zasadzie niemożliwa do skontrolowania sprawa. Jak możesz wiedziec że twoja intencja jest precyzyjna skoro jej nie sformułowałas choćby w myślach? Umysł ludzki nie działa bez słów, to podstawa kognitywistyki. A magicznie - nieokreśloność to ryzyko, bo niewiadomo co sie wysyła. Wolę konkretną formułę, przynajmniej wiadomo co robimy.
Ale czy kognitywistyka tu w ogole ma zastosowanie? Ludzie myślą też obrazami, emocjami, odczuciami ciała. Małe dzieci zanim nauczą sie mówic, mają przecieź zamiary - chcą czegoś, dążą do czegoś. Ich intencje sa przez to mniej prawdziwe? Zastanawiam sie czy przypadkiem nie nakładamy na magię schematu, ktory pasuje do naszych przyzwyczajeń językowych, a nie do samej natury intencji.
No dobra ale tutaj wchodzimy na teren gdzie wszystko mozna uzasadnic. "Milczący zamiar" brzmi fajnie ale jak weryfikujesz ze cokolwiek zadziałało przez ten zamiar a nie przez przypadek? to jest moj główny problem z takimi rozmowami - nie ma żadnego punktu zaczepienia żeby odróżnic jedno od drugiego
To co opisujesz Glozka56 trochę kojarzy mi sie z pojęciem "sigil" w magii chaosu - gdzie intencję najpierw zapisujesz, potem kokujesz tak żeby umysł świadomy jej nie rozpoznał i zapominasz. Efekt ma zadziałać właśnie dlatego, że nie śledzisz jej aktywnie. Czy to nie jest podobny mechanizm? Że siła leży w wyciszeniu intencji, nie w jej ciągłym artykułowaniu?
Sigil to ciekawy trop, ale zgadzam się - to nie to samo. Mnie bardziej interesuje to, co jest przed jakąkolwiek formą. Taki moment zanim zamiar w ogóle stanie się słowem, obrazem czy gestem. Nie wiem nawet czy da się to opisać - bo jak tylko zaczynam opisywac, to już nie o to chodzi. I może właśnie dlatego w niektórych tradycjach są rzeczy których się po prostu nie mówi. Nie dlatego że tabu, ale dlatego że słowo je niszczy.
Trochę brzmi jak coś z zen - to na co wskazujesz palcem to już nie jest to samo. Nie jestem przekonana do magii jako takiej, ale akurat ten watek mnie zatrzymał. Czy to nie jest tak ze "magiczne działanie" milczenia opisuje po prostu coś psychologicznego? skupienie bez rozbijania go na słowa potrafi byc bardzo inne jakościowo od myślenia słowami
Słucham tej dyskusji i mam pytanie praktyczne - bo sam próbowałem różnych rzeczy i zawsze gdzieś w tyle głowy mam wrażenie że jak nie powiem na głos to "nie liczy sie". Skąd to sie bierze? Czy to jakiś narzucony schemat, ze rytuał musi brzmiec, miec słowa, formułe? Czy ktoś pracował z intencją celowo milcząc i czuł że to dało cos więcej niż mówienie?
To nie brzmi głupio. W tarologii mówi się czasem o "pierwszym wrażeniu" zanim się zacznie interpretowac symbole. I to pierwsze wrażenie jest właśnie przed słowami. Ale tu wchodzi pytanie, które mnie nurtuje od początku tego wątku: czy milczenie ma sens tylko dla osoby która praktykuje, czy może być skierowane na zewnątrz - do świata, do energii, do czegoś poza nią?
Nie za bardzo rozumiem tego rozróżnienia, możesz rozwinąc? Masz na myśli to że milcząca intencja może coś "robić" gdzieś poza nami, nie tylko w środku?
To rozróżnienie robisz bardzo ostro i nie jestem pewna czy ono jest tak wyraźne w praktyce. Psychologia i magia w wielu podejściach nie są od siebie oddzielone - są opisem tego samego od różnych stron. Ale odpowiadając na twoje pytanie: tak, myślę że milcząca intencja może mieć efekt na zewnątrz, właśnie dlatego że nie jest rozbita przez werbalizację. Mam kilka własnych sytuacji, gdzie coś się zmieniło bez żadnego rytuału, bez słów, tylko przez to że przestałam chcieć głośno, a zaczęłam... wiedzieć cicho.
No i znowu wróciłem do punktu startowego - jak odróżnic to "wiedzenie cicho" od zwykłej zmiany nastawienia ktora wpłyneła na twoje działania i stąd zmiana w otoczeniu? Naprawde pytam, nie złośliwie. bo jak to opiszesz w sposob ktory sie nie zredukuje do "zmieniłam myślenie więc inaczej działałam"?
Ok rozumiem. Mówisz o jakości wewnętrznego stanu, nie o mechanizmie działania. Przyjmuję to. Ale mam jeszcze jedno - czy kiedy to robisz, oczekujesz konkretnego wyniku? Czy to bardziej jak puszczanie czegoś bez przywiązania do rezultatu?
Właśnie to pytanie Darka wydaje mi się kluczowe dla całej rozmowy. W wielu tradycjach - chociażby w tym co znam z praktyk związanych z runą ansuz czy ze słowiańskim szeptem - intencja bez przywiązania do formy wyniku jest traktowana jako mocniejsza, nie słabsza. Im bardziej kurczowo trzymasz się obrazu jak ma wyglądać efekt, tym bardziej go ograniczasz. Milczenie mogłoby być właśnie sposobem na nieograniczanie.
Okej, rozumiem że to ma głębię historyczną. Ale wracam do swojego problemu sprzed chwili - ten schemat "nie liczy się jeśli nie powiem na głos". Czy ktoś z was przez to przechodził? Bo słuchając tej rozmowy czuję, że wy macie już jakieś wewnętrzne przekonanie o tym jak to działa, a ja ciągle mam tę blokadę w głowie.
No ale właśnie - "mózg ją deprecjonuje", więc może sam efekt tez jest przez to słabszy? Jeśli twój własny umysł nie traktuje tego poważnie to skąd pewność, ze cokolwiek sie uruchamia? To nie złośliwość, naprawdę sie zastanawiam - czy to nie jest przypadek, gdzie wiara w formę jest samą formą.
Nasuwa mi sie pytanie trochę z boku - czy ktoś próbował sprawdzic jak to jest u różnych ludzi? Bo może to kwestia tego jak kto myśli. Jedni myślą słowami, inni obrazami, inni czymś jeszcze innym. Może dla kogoś kto naturalnie myśli bez słów milczący zamiar jest bardziej precyzyjny niż dla kogoś kto musi wszystko werbalizowac żeby to uchwycic.
Słucham tego od początku i mam pytanie może podstawowe - czy wy mówicie o milczeniu dosłownym, czyli ze nie wypowiadasz zaklęcia, formuły, nic głośno? Czy o milczeniu w umyśle, ze też wewnętrznie nie formutujesz tego słowami? Bo to chyba dwie różne rzeczy i ciekawa jestem czy w tej rozmowie mówimy o jednym czy o drugim.
I to jest chyba sedno całej rozmowy. Nie chodzi o to co jest lepsze. Chodzi o to czy forma w ogóle decyduje, czy jest czymś zewnętrznym wobec tego co właściwie pracuje. Mnie to wciąż nie jest jasne - i nie mam pewności że może byc jasne bez sprawdzania na sobie przez długi czas.
No i dlatego cały czas wracam do tego wątku. Bo nie chodzi mi o teorię, tylko o to co zrobić z tą blokadą u siebie. Ale może właśnie nie da sie tego "zrobic" - może trzeba po prostu zacznac próbowac inaczej i zobaczyc co sie stanie. Spróbuję tej ciszy przy nastepnym rytuale i zobacze. Choć pewnie zaraz zacznę mówic na głos z przyzwyczajenia 🙂
To co napisałeś na końcu Dezydery - że może po prostu trzeba spróbowac inaczej i zobaczc - brzmi trochę jak to o czym mówiła Oleandra. Ze nie ma metody na puszczenie, tylko w pewnym momencie sie przestaje trzymac. Może twoja blokada z mówieniem na głos to nie jest problem do rozwiązania, tylko etap.
Właśnie to chciałem powiedziec, ale Oleandra powiedziała to lepiej. Serafinka, twoje pytanie jest sensowne, ale podważa magię w ogóle, nie tylko tę cichą. Czy masz jakiś sposób na odróżnienie efektu od przypadku przy rytuałach z wypowiedzianą formułą?
Słuchajcie, wracając do tego co mówiłem wcześniej o różnicach między ludźmi - może kwestia "jak odróżnic efekt od przypadku" tez jest indywidualna. Jedni mają coś w rodzaju wewnetrznego poczucia ze coś sie domknęło. Inni tego nie mają i potrzebują zewnetrznego znaku. I może forma - głos, cisza, gest - służy właśnie temu: żeby dac sobie ten sygnał domknięcia. Nie samemu rytuałowi, tylko sobie.
