Mam ostatnio dziwną sytuację i nie wiem co o tym myśleć. Dostałam w prezencie mały nożyk do otwierania listów - stary, z rękojeścią z kości słoniowej, ryty wzorami. Absolutnie piękny. I kompletnie nie mogę go używać do czegoś praktycznego, bo czuję że to byłoby jakieś... profanowanie. Ale potem przyszło mi do głowy że może sam fakt że go chronię i trzymam w konkretnym miejscu, już coś robi. Że przywiązanie do przedmiotu coś uruchamia. Czy ktoś miał podobne podejście do jakiejś rzeczy?
To stare zagadnienie. W wielu tradycjach magicznych rozrozniano przedmioty "do uzytku" i te, ktore same były nośnikami intencji. W grimoirach sa opisy amuletow, ktorych nie wolno bylo dotykac golymi rekami, bo kontakt mial oslabiać ich działanie. Ale zanim pójdziemy dalej - co rozumiesz przez "uruchamia cos"? Bo to może być kilka zupełnie różnych mechanizmów.
Ja się zastanawiam nad czymś innym tutaj - czy piekno przedmiotu nie jest przypadkiem rodzajem zaklecia samo w sobie? Jak widzisz cos naprawde pieknego, zatrzymujesz sie, skupiasz uwage, zmienia ci sie oddech. Brzmi jak wejście w jakis stan, bardzo bliski temu co sie robi przed ritualem. Moze piekne przedmioty to po prostu skroty do skupienia?
głównie myślałem o zachodniej magii ceremonialnej - Key of Solomon i podobne teksty mają sporo o tym, jak obchodzić się z narzędziami rytualnymi żeby nie "rozcieńczać" ich przeznaczenia. Podobne podejście znajdziesz w shintoizmie, gdzie przedmiot używany do konkretnego celu nie może być używany do innych, bo traci swój "charakter". Nie jedna tradycja, raczej coś co pojawia się niezależnie w różnych miejscach.
Czytam i mam pytanie, moze naiwne ale naprawde sie zastanawiam - jak to w ogole dziala ze przedmiot "robi cos" jak sie na niego patrzy? Mam w domu wazon po babci i zawsze mam przy nim inne odczucia niz przy reszcie rzeczy ale myslalam ze to po prostu sentyment. Czy tu chodzi o cos innego niz zwykle wspomnienia?
Chcę dorzucić jeden kontekst, bo może być pomocny. W wielu tradycjach szamanistycznych rozróżnia się obiekty "uśpione" i "aktywne". Uśpiony wymaga intencji i działania. Aktywny sam coś wywołuje w obserwującym bez żadnego rytuału - bywa to przypisywane starym przedmiotom albo tym, które były długo w pobliżu intensywnych emocji lub praktyk. Czy ten nożyk sprawia, że coś czujesz nawet bez myślenia o nim - tak po prostu, jak wchodzisz do pokoju?
Muszę tu coś dopowiedzieć, bo widzę że idziemy w kierunku "każdy piekny przedmiot to zaklęcie", a to nie takie proste. Sa przedmioty piekne ktore w ogole nic nie robia poza tym ze sa piekne. istotne jest połączenie kilku rzeczy naraz: forma, material, historia i to jak przedmiot był wytworzony. Stara kosc słoniowa z rytymi wzorami ma zupełnie inna "gęstość" niz odlew z żywicy ktory wyglada podobnie. To nie jest kwestia estetyki tylko struktury.
ja mam trochę inne podejście do tego. mam kilka rzeczy które są dla mnie specjalne i żadna z nich nie jest szczególnie piękna wizualnie. jeden kamień to zwykły szary otoczak z plaży. ale jak go trzymam, działa inaczej niż cokolwiek innego. więc zastanawiam się, czy piękno to nie jest tylko jeden ze sposobów żeby przedmiot "zaczepiał" uwagę. może są inne - dotyk, ciężar, historia którą znasz.
Wracając do wątku z tytułu, bo trochę odbiegliśmy. Jeśli piękny przedmiot wywołuje zmianę stanu bez żadnego rytuału, to czy nie jest to właśnie najszybsze możliwe zaklęcie? Spojrzenie, zatrzymanie, zmiana - i gotowe. Nie trzeba świec, nie trzeba słów. Może właśnie o to chodzi, że niektóre przedmioty są zaklęciami skróconymi do minimum.
To mnie zastanawia - czy intencja musi byc swiadoma żeby zaklęcie działało? jesli przedmiot wywoluje zmiane stanu bez twojej wiedzy i zgody, to gdzie jest twoja sprawczosc w tym procesie? jestes podmiotem czy przedmiotem tego zaklecia?
To jest najcelniejsze pytanie w tej rozmowie. Kiedy patrzę na swój nożyk i coś się zmienia, to czy to ja robię zaklęcie, czy zaklęcie robi się ze mną? I czy ta różnica w ogóle ma znaczenie, jeśli efekt jest ten sam?
Nie sfalsyfikujesz i to jest właśnie problem z tą dyskusją. Zaczynamy od konkretnego pytania o nożyk i przedmioty które coś robią, a kończymy na tym że wszystko może być zaklęciem. To pułapka którą znam z debat o magii - rozciągamy pojęcia aż przestają cokolwiek znaczyć. Mam wrażenie że idziemy w złą stronę.
Różni się intensywnością, ale kierunek jest zawsze ten sam. Uspokojenie i jakieś zwolnienie. Nie pamiętam żebym kiedykolwiek na niego patrząc poczuła się bardziej rozbita niż przed patrzeniem. To chyba odpowiedź na twoje pytanie, Fraida.
A czy ktos probowal celowo wystawic sie na działanie takiego przedmiotu w zlym stanie - jak jest bardzo zdenerwowany albo smutny? Bo sie zastanawiam czy to działa niezaleznie od stanu wejsciowego, czy tylko kiedy juz jestes w miare spokojny.
Wracam do pytania o szybkie zaklęcia, bo widzę że wchodzimy głębiej w dygresje. W tradycjach wedyjskich jest pojęcie drishti - spojrzenia, które samo w sobie jest aktem. Nie metaforą, dosłownie: sam akt patrzenia zmienia obiekt i obserwatora jednocześnie. Jeśli przyjąć to jako punkt wyjścia, to każde spotkanie z działającym przedmiotem jest obustronną wymianą, nie jednostronnym oddziaływaniem. I to może być właśnie definicja zaklęcia trwającego sekundy.
To jest piękna koncepcja, ale mam z nią jeden praktyczny problem. Jesli każde spojrzenie jest zakleciem, to jak odroznic te spojrzenia ktore faktycznie cos robia od tych ktore nic nie robia? Bo patrzyłam dziś rano na kubek z kawą i nic szczegolnego sie nie wydarzylo. I nie sadzę, zeby to był moj brak uwaznosci.
