Mam takie pytanie, bo trochę mnie to nurtuje od jakiegoś czasu. Kupuję różne rzeczy do rytuałów i coraz częściej trafia mi się plastik. Miski, podstawki pod świece, jakieś pojemniczki. I zastanawiam się, czy to w ogóle ma sens, czy takie przedmioty coś wnoszą, czy może po prostu marnuję czas. Gdzieś czytałam, że plastik jest martwy energetycznie, bo to substancja całkowicie syntetyczna, nie ma żadnego połączenia z naturą, ziemią, niczym. Ale z drugiej strony, no nie wiem. Jak kupujesz kamień wydobyty gdzieś w kopalni przemysłowej w Chinach i przywieziony kontenerem, to on też ma tę energię ziemi? Trochę się pogubiłam.
To jest dobre pytanie, bo większość osób w ogóle tego nie drąży. Ja przez długi czas też używałam co popadnie, bo po prostu nie miałam dostępu do czegoś lepszego. I szczerze? Efekty były porównywalne. Ale zaczęłam zwracać na to uwagę, kiedy zaczęłam głębiej wchodzić w tradycje ceremonialną i herbalną. Tam materiał ma znaczenie, bo jest powiązany z konkretnymi korespondencjami. Drewno dębowe to nie to samo co sosnowe, miedź to nie to samo co stal. Ale plastik to w ogóle kategoria sama w sobie. On nie pochodzi z żadnej tradycji, bo tradycje magiczne powstawały zanim plastik w ogóle istniał. Więc tu nie chodzi o to, że jest 'zły', tylko że nie pasuje do żadnego systemu symbolicznego.
Ale serio, czy to ma jakieś praktyczne znaczenie? Bo jak robię rytuał i skupiam się na intencji, to chyba miska z plastiku nie zniszczy wszystkiego? Albo tak?
Ale czekajcie, bo to trochę brzmi jak snobizm. Przez całe wieki ludzie robili rytuały z tym, co mieli pod ręką. Glina, kamienie, kości, drewno. Nikt nie chodził do sklepu z zestawem do magii ceremonialnej. Czy teraz plastik nie jest po prostu tym, co mamy pod ręką?
No właśnie, i dlatego do rytuałów zawsze powinno się używać tylko naturalnych materiałów, najlepiej poświęconych przez kogoś doświadczonego. Plastik to w ogóle zbiera energię negatywną z otoczenia, szczególnie jak leżał gdzieś w magazynie albo był w wielu rękach. To jest poważny problem, który mało kto uwzględnia.
No właśnie, bo to mnie też zastanawia. Z jednej strony słyszę, że plastik nic nie robi, z drugiej, że zbiera złe energie. To jedno wyklucza drugie, nie?
Przepraszam, ale to jest właśnie dobry przykład mieszania pojęć. Nie istnieje coś takiego jak 'porowatość energetyczna' w sensie, który można gdziekolwiek znaleźć w jakimkolwiek systemie tradycyjnym. Ani w grimoirach europejskich, ani w tradycji wedyjskiej, ani w systemach afrykańskich. To jest coś, co ludzie wymyślają ad hoc, żeby uzasadnić tezę. W systemach, które faktycznie mają długą tradycję, materiały są oceniane przez pryzmat żywiołów, planet, bóstw. I plastik po prostu nie figuruje w żadnym z tych systemów, bo nie istniał. Pytanie o plastik to pytanie o to, jak adaptować stare systemy do nowych realiów, nie o to, czy jest 'zły'.
A czy ktoś z was próbował oczyszczać plastikowe przedmioty przed użyciem? Solą, dymem, wodą? Mam plastikową misę i zastanawiałam się, czy to w ogóle coś da.
A może chodzi o to, że my jako wykonawcy rytuału jesteśmy głównym źródłem energii, a przedmioty to tylko pomoce skupiające uwagę? Jakby tak patrzeć, to plastik działa tak samo jak drewno, bo i tak główna praca jest po naszej stronie.
Nie rozumiem jednej rzeczy. Mówicie o żywiołach. Plastik z jakiego żywiołu pochodzi? Z ognia? Bo ropa naftowa jest pod ziemią, więc może ziemia? Albo może to w ogóle nie ma żywiołu?
To co wyście tu napisali przez ostatnią godzinę to jest naprawdę dobra dyskusja, ale mam wrażenie, że nadal nie wiadomo, jak to przełożyć na praktykę. Bo okej, plastik nie pasuje do żadnego systemu. Ale co z tego wynika? Że nie używać w ogóle? Że używać i nie przejmować się? Że używać tylko do pewnych rzeczy?
No właśnie, bo ja mam wrażenie, że ta dyskusja kręci się wokół pytania, czy plastik jest zły, a tak naprawdę chyba lepiej byłoby zapytać: do czego konkretnie go używasz i czy w tym kontekście materiał w ogóle ma znaczenie. Bo inne wymagania są przy rytuałach ogniowych, inne przy pracy z intencją pisaną, a inne przy przechowywaniu przedmiotów. Nie wiem, może zamiast pytać o plastik w ogóle, warto byłoby popatrzeć na konkretne zastosowanie?
O, to ciekawy przypadek użycia. Bo tutaj chyba nie ma żadnego żywiołu, który by kolidował z plastikiem. To jest bardziej psychologiczne skupienie niż ceremonia. Albo się mylę?
A ja mam inne pytanie do tego. Bo rozumiem, że dla mnie plastikowa misa może nie działać, bo mi się nie podoba. Ale czy można ją jakoś przekształcić? Nie mówię o oczyszczaniu, bo już pisałam. Mam na myśli coś głębszego. Na przykład pomalowanie, owinięcie czymś naturalnym, wycięcie symbolu? Czy to zmienia jej charakter, czy to tylko naklejanie plasterka na coś, co i tak nie działa?
No ale właśnie dlatego prościej po prostu wziąć coś z naturalnego materiału. Zamiast owijać plastik sznurkiem i zastanawiać się, czy to wystarczy, można kupić zwykłą glinianą miseczkę za parę złotych w sklepie z ceramiką. I koniec problemu. Po co komplikować?
