Mam ostatnio kamień, który dostałam od znajomej - kawałek szarego, matowego minerału bez żadnego opisu. Ona sama nie wiedziała co to dokładnie, powiedziała tylko że 'z natury'. I zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy sam fakt, że coś jest kamieniem z ziemi wystarczy, żeby miał jakieś właściwości energetyczne, czy jednak każdy gatunek ma swoje coś konkretnego i nie można ich wrzucać do jednego worka. Bo z jednej strony słyszałam różne opinie, z drugiej sama mam mieszane odczucia przy tym konkretnym kawałku. Ktoś ma na to jakiś pogląd?
To ciekawe pytanie, bo sama przez długi czas myślałam, że każdy kamień 'coś robi', bo pochodzi z ziemi i ma swoją historię geologiczną. Ale im dłużej z tym pracuję, tym bardziej widzę różnicę między kamieniami, które faktycznie coś wnoszą do sesji, a takimi, przy których nic się nie dzieje. I nie mam na myśli efektu placebo - naprawdę kilka razy trafiłam na coś, co przy trzymaniu w dłoni dawało bardzo wyraźne wrażenia, i kilka razy na kamień, który był po prostu... kamykiem. Nie wiem czy to kwestia gatunku, czy może obróbki, czy czegoś innego.
Ale czy nie jest tak, że właściwości mają tylko te kamienie, które są nieobrobione? Bo słyszałam, że polerowanie i cięcie niszczy to, co w nich jest. Ale z drugiej strony w sklepach sprzedają same polerowane i każdy mówi, że działają. To jak to właściwie jest?
No właśnie, identyfikacja to podstawa bo inaczej mozna sie nabrac na zwykły beton albo żywice. Serio, widziałem sklepy gdzie sprzedawali 'naturalny kamień' a to było po prostu szkło barwione. Mam kolegę który kupił 'turkus' za 80 zł i wyszło że to howlit farbowany. Jakby sprawdzić gęstość albo twardość to by od razu widział że coś nie gra.
Dokładnie to chciałam napisać. Cała klasyfikacja kamieni pod kątem właściwości to stosunkowo nowa rzecz, większość tych opisów pochodzi z lat 80. i 90. XX wieku, z ruchów New Age. Tradycje znacznie starsze, jak chociażby niektóre praktyki szamańskie czy chińska medycyna, miały swoje kamienie i swoje sposoby z nimi pracy, ale zupełnie inaczej opisywały co i po co. Więc pytanie czy właściwości są 'wbudowane' w kamień, czy przypisywane przez praktykującego to chyba klucz do tej rozmowy.
Ja akurat staram się najpierw posiedzieć z kamieniem zanim w ogóle sprawdzę co to jest. Czasem robię to celowo, żeby nie sugerować sobie. I kilka razy miałam tak, że moje odczucia pokrywały się z tym co potem przeczytałam o danym minerale. Kilka razy totalnie nie. Nie wiem co z tego wynika.
a kiedy się nie pokrywało, to co czułaś? I czy te odczucia były słabe czy wyraźne? Bo zastanawiam się czy nie jest tak, że im silniejsze odczucie, tym większa szansa że trafiasz w coś realnego, a słabe to właśnie ta autosugestia.
To akurat ma sens z geologicznego punktu widzenia, skład chemiczny tego samego minerału może się różnić zależnie od złoża. Fluoryt z różnych miejsc na świecie ma różne domieszki i różne zabarwienia, więc jeśli przyjąć że cokolwiek 'działa', to logiczne że nie wszystkie okazy będą identyczne. Zresztą nawet w litoterapii często rozróżnia się kolory fluorytów i przypisuje im inne działanie.
No i tu dotykamy sedna. Część tych przypisań ma jakieś korzenie w starszych tradycjach, część jest stosunkowo nową konwencją. Czarny turmalin jako ochronny - to pojawia się w różnych miejscach niezależnie od siebie, więc może jest w tym coś. Ale różowy kwarc jako kamień miłości to już mocno New Age'owe, wcześniej był po prostu kwarcem z domieszką manganu i tyle. Mnie bardziej przekonuje praca z kamieniem przez czas, obserwowanie co się zmienia, niż ufanie gotowym listom.
Właśnie to 'praca przez czas' mnie zastanawia. Bo to wymaga cierpliwości, obserwacji przez tygodnie albo miesiące. A jak odróżnić że kamień coś zrobił od tego że po prostu czas upłynął i sami się zmieniliśmy?
To ma sens, co napisał Antos85. Mam kilka kamieni, które trzymam przy konkretnych miejscach, i samo ich widowanie przypomina mi o pewnych intencjach. Czy to magia czy psychologia, trudno mi powiedzieć, ale efekt jest. I wracając do mojego szarego kamienia z początku - może nie muszę wiedzieć jak się nazywa, żeby z nim pracować. Wystarczy że określę sobie z czym go łączę.
Głównie mam go przy biurku kiedy pracuję nad czymś długofalowym. Nie robiłam z nim żadnego konkretnego rytuału, bardziej traktuję go jako coś w rodzaju punktu skupienia uwagi. I widzę że od kiedy go tam postawiłam, jakoś łatwiej mi wracać do projektów które wymagają czasu, nie porzucam ich po tygodniu. Ale czy to kamień, czy po prostu sam akt zdecydowania się na coś - nie mam pojęcia.
To jest chyba jeden z bardziej dyskutowanych wątków jeśli chodzi o kamienie. Część ludzi czyści kamienie właśnie dlatego, żeby usunąć 'poprzednie' - sól, słońce, dym z szałwii. Inni mówią że to bez sensu, że minerał to minerał i nie przechowuje śladów. Ja sama czyściłam i mam wrażenie że coś się zmienia, ale równocześnie nie potrafię tego udowodnić nawet sobie.
Czytałam że część metod pochodzi z tradycji rdzennie amerykańskich, część z europejskiej tradycji herbalistycznej gdzie używano soli do oczyszczania przestrzeni, a część jest całkiem współczesna. To co znamy jako 'standardowe czyszczenie kamieni' to trochę zlepek różnych rzeczy z lat 80. No i szałwia - w Polsce to szczególnie śmieszne, bo białej szałwii tu nie rosło, a i tak wszyscy jej używają.
A nie można użyć zwykłej szałwii ogrodowej? Serio pytam, bo kiedyś próbowałem i dym jest bardzo podobny, tylko zapach inny. I skoro lokalizacja złoża ma znaczenie dla składu kamienia jak pisała Tojadek81, to dlaczego lokalna szałwia miałaby nie działać lokalnie?
Właśnie dlatego od jakiegoś czasu staram się używać rzeczy lokalnych do pracy z kamieniami. Woda ze źródła z pobliskich gór, zioła stąd, a nie coś importowanego przez trzy kontynenty. I mam wrażenie że to czyści mnie bardziej niż kamień, ale chyba o to chodzi - o uważność w procesie, a nie o sam przedmiot. Chociaż wracając do sedna, nie wiem nadal czy kamień sam w sobie coś ma czy to wszystko jesteśmy my.
Ale czy to nie jest trochę za łatwa odpowiedź, że 'to my jesteśmy źródłem a nie kamień'? Bo jak tak, to po co w ogóle kamień, wystarczyłoby patrzeć na ścianę. Chyba że kamień ma coś specyficznego co sprawia że łatwiej się skupić - ale wtedy też każdy kamień miałby działać tak samo, a chyba nie działa.
