Mam pytanie, bo ostatnio zaczęłam się tym bardziej interesować - czy w ogóle ma sens robienie czegoś dla kogoś, kogo znasz tylko z internetu? Mam na myśli sytuację, gdzie nie ma fizycznego kontaktu, nie wiesz jak ta osoba wygląda na żywo, nie czujesz jej energii bezpośrednio. Znam kilka osób, które twierdzą, że pracują zdalnie i że im to wychodzi, ale nigdy nie dopytałam o szczegóły. Zastanawia mnie, czy to kwestia umiejętności, czy może po prostu niektórzy mają naturalne predyspozycje do pracy bez fizycznego zakotwiczenia.
To zależy od tego, co rozumiesz przez 'pracę dla kogoś'. Jeżeli chodzi o rytuał ochronny albo intencję wysyłaną na rzecz konkretnej osoby, to fizyczny kontakt nigdy nie był warunkiem koniecznym. Zanim był internet, robiono to samo listownie, przez fotografię, przez imię zapisane na papierze. Sieć to tylko inny nośnik kontaktu - osoba istnieje realnie, ma swoje imię, datę urodzenia, twarz. Pytanie raczej brzmi: co masz zamiar zrobić i czy masz dość informacji, żeby to zrobić świadomie.
A czy zdjęcie z Instagrama wystarczy? Serio pytam, bo słyszałem że zdjęcie to jakby namiastka osoby i można z nim pracować. Ale z drugiej strony - jak ktoś ma tysiąc zdjęć w sieci i każdy może je pobrać, to czy to nie znaczy że każdy może coś z tym zrobić?
Dodam tylko, że zdjęcie jako łącznik to tradycja stara jak magia sympatyczna - zasada podobieństwa. Fotografia jest 'odbiciem' osoby, więc bywa używana jako punkt skupienia. Ale żeby to działało, potrzebna jest jakaś podstawa połączenia: imię, data urodzenia albo przynajmniej silna i wyraźna intencja skierowana na konkretną osobę, nie na jej awatar. Problem z osobami z sieci polega często na tym, że nie wiadomo, ile z tego co widzisz jest prawdziwe.
Miałam podobne rozterki, gdy ktoś poprosił mnie żebym zrobiła coś w jego intencji, a znałam go tylko z jednej grupy na fejsie. Dałam mu wtedy małe zadanie domowe - żeby napisał mi swoje prawdziwe imię, datę i miejsce urodzenia. Część ludzi od razu rezygnuje, część podaje. Jeżeli ktoś nie chce podać nawet imienia, to dla mnie sygnał, że kontakt jest za słaby żeby cokolwiek sensownego z tym zrobić.
Przepraszam, że wchodzę, ale trochę się gubię. Jak wy w ogóle 'robicie coś dla kogoś'? Nie mówię o tym, żeby było wytłumaczone od początku, ale nie rozumiem tego całego procesu - czy to jest modlitwa? Wizualizacja? Coś fizycznego?
Jest jeszcze jeden aspekt, który tu pomijamy - zgoda osoby, dla której pracujesz. Przy pracy dla kogoś online często zakłada się, że skoro ktoś poprosił, to wyraził zgodę. Ale zdarza się, że osoba raz napisała 'może coś zrobisz', a potem odeszła z rozmowy, zniknęła, a ktoś i tak wykonuje pracę. To etycznie niespójne i praktycznie może generować opór.
Dla mnie wymagam świadomej prośby, nie tylko wzmianki. Rozróżniam między 'oby mi się poszczęściło' jako westchnieniem a 'proszę cię, zrób to konkretnie w moim imieniu'. To różnica między życzeniem a zleceniem. Poza tym pytam zawsze, czy osoba wie, że ma to konsekwencje i że powinna być otwarta na to, co przyjdzie. Nie dlatego że jestem formalistką, ale dlatego że praca bez świadomego udziału odbiorcy często się po prostu rozmywa.
Słucham tej rozmowy od początku i mam jedno pytanie - czy ktoś z was miał sytuację, gdzie zrobił coś dla osoby online i ta osoba potwierdziła, że coś rzeczywiście poczuła albo wydarzyło się coś konkretnego? Nie pytam o dowód naukowy, po prostu ciekawa jestem, czy są takie doświadczenia.
To co opisuje Nastie pasuje do tego, o czym mówił Wizjoner - że to skumulowane połączenie przez czas i interakcje tworzy coś, z czym można pracować. Jakby wybudowana przez miesiące relacja online dawała jakiś ślad energetyczny niezależnie od fizycznej odległości. Co innego obcy z netu.
Jestem sceptyczna wobec całej tej dyskusji, ale jedno mnie zatrzymuje - ta kwestia czasu trwania relacji jako warunku. To brzmi logicznie nawet z pozycji kogoś, kto nie wierzy w magię. Czym dłużej kogoś znasz, tym więcej wiesz, możesz lepiej 'trafić' w to, czego potrzebuje. Ale to wtedy bardziej brzmi jak psychologia niż magia jako taka?
I tu wracamy do tytułu tego wątku, bo on jest o czymś konkretnym - czy można pracować dla kogoś ze sieci. Z tej rozmowy wyłania mi się takie podsumowanie-robocze: tak, ale pod warunkiem że masz realne, trwałe połączenie z tą osobą, a nie tylko nick i jedno zdjęcie z profilu. I że ta osoba świadomie o to prosi, nie tylko wspomina. Dobrze rozumiem, czy ktoś to widzi inaczej?
Właśnie o to mi chodziło - nie chodzi o staż znajomości jako taki, tylko o to, ile realnej osoby wiesz. Nick bez historii to za mało. Ale nick, za którym stoi rok codziennych rozmów, gdzieś w środku wiesz, jak ta osoba działa, jak reaguje - to jest coś innego.
Okej, ale to mnie prowadzi do innego pytania. Jak wy w ogóle przechodzicie od 'znam kogoś online' do 'zaraz, zrobię coś w jego intencji'? Bo to nie jest oczywisty krok dla kogoś z zewnątrz. Coś musi być impulsem - ta osoba prosi, czy wy sami decydujecie?
Lonia03 dotknęła czegoś ważnego, bo to jest pytanie, które każdy praktyk powinien sobie zadawać regularnie. Potwierdzenie od osoby to jeden sygnał, ale nie dowód. Różnica jest między 'poczułam się lepiej po tym co zrobiłaś' a 'wydarzyło się dokładnie to, o czym nie wiedziałaś, że się wydarzy'. To drugie jest rzadsze, ale bardziej wymowne.
Mam pytanie do całej grupy, bo nie byłam do końca w tej dyskusji - czy ktoś z was robił kiedyś pracę dla osoby online, która tego nie chciała? Nie mówię o złej intencji, tylko o czymś w stylu 'wiem że jej źle, zrobię coś bez pytania, bo i tak się zgodzi'. I co z tego wyszło?
