Pytanie do Elwirki - a co z kamieniami? Bo kamienia nie przetopisz. I jak mam dobrą agaty, którą aktywowałam do jednej sprawy, a teraz potrzebowałabym jej do innej - to czy ona 'pamięta' zbyt mocno, żeby ją przestawić?
Kamień to osobna kategoria i cieszę się, że Gosposia pyta, bo to jest właśnie ten przypadek, gdzie ta logika przetopienia odpada. Agat jest trudny, bo ma dużą pojemność i długą pamięć - to znaczy że czyszczenie trwa dłużej i wymaga więcej powtórzeń niż przy kwarcu. Ale to nie znaczy że się nie da. Ja bym robiła kilka cykli czyszczenia z przerwami, a nie jedno intensywne. I szczerze - jakbyś miała możliwość, to zakopałabym ją na kilkanaście dni w ziemi, nie w soli, tylko dosłownie w ogrodowej ziemi. Nie wiem skąd ta praktyka dokładnie pochodzi, gdzieś o tym czytałam dawno temu i potem sama zaczęłam stosować. Daj znać co Gosposia o tym sądzi.
W ziemi to słyszałam, ale zawsze myślałam że to trochę przesada - jak zakopujesz to głęboko, płytko? Bo słyszałam że płytko żeby ziemia 'oddychała' z kamieniem, ale nie mam pojęcia czy to ma jakieś podstawy. I ile tych cykli czyszczenia - bo pisałaś o kilku, a ja ostatnio czytałam że trzy to standardowe, tylko że ta moja agata to naprawdę głęboko nasiąknięta tematyką, więc może bardziej?
Gosposia, zanim pojedziesz w te cykle, zatrzymajmy się na chwilę. Bo to 'nasiąkanie' kamienia tematyką to jest metafora, którą traktujemy jak opis fizykalny. Agat nie ma neuronów, nie archiwizuje wspomnień. Pytanie brzmi: co dokładnie ma być wyczyszczone i jak rozpoznasz że jest czyste? Bo bez odpowiedzi na to, te cykle to po prostu rytuał bez weryfikacji.
I tu wracamy do tego co mówiłam wcześniej - że nie da się wyciągnąć obserwatora z systemu. Zielarz to właściwie potwierdza, tylko inaczej to nazywa. Jeśli czyszczenie działa przez zmianę twojego nastawienia, to znaczy że kamień i ty jesteście układem, nie osobnymi elementami. To nie czyni czyszczenia iluzją, to po prostu przesuwa pytanie na inny poziom.
To się zgadza z tym co mam z tą moją talią. Temat był zamknięty obiektywnie, ale ja chyba w głowie jeszcze nie. I jak teraz o tym myślę, to może problem nie jest w talii, tylko w tym że sięgam po nią kiedy jeszcze za wcześnie. Jak długo czekałaś Elwirko zanim spróbowałaś użyć kamień do nowej sprawy po zamknięciu poprzedniej?
Czytam ten wątek od początku i mam jedno doświadczenie, które tu pasuje. Miałam bransoletę z czarnego turmalinu, kupioną na targu, nie robioną specjalnie z intencją. Po kilku miesiącach zaczęłam czuć że jest jakby ciężka, nie fizycznie, ale tak jak gdyby coś przygniata. W końcu zdjęłam i przez jakiś czas miałam ją po prostu w szufladzie. Jak po kilku miesiącach wróciłam - zupełnie inne odczucie. Nic nie robiłam z czyszczeniem, po prostu czas. Nie wiem co to oznacza dla tej dyskusji, ale wydaje mi się że to pasuje do tego co Elwirka mówi o przerwie.
Mam notatki z kilku podejść do tego tematu i jest jedna rzecz, która się powtarza niezależnie od tradycji - czas bez kontaktu jest wszędzie uznawany za ważny element, nawet jeśli mechanizm jest różnie opisywany. W systemach hinduskich jest mowa o tym, że przedmiot 'rozluźnia' więź kiedy nie jest aktywnie trzymany ani używany. W tradycji hoodoo jest podobna praktyka z pakowaniem do białej szmatki i odkładaniem. Wyglada jak różne języki opisujące coś podobnego, choć nie wiem co dokładnie.
Przepraszam że wchodzę, bo może to głupie pytanie, ale - jak ktoś kupuje nowy kamień i chce go aktywować do konkretnego celu, a nie do tego o czym mowa tutaj, czyli przestawiania - to ten etap aktywacji to właściwie co? Bo czytałam różne rzeczy i wszędzie jest inaczej opisane.
To co Ezoteryk opisuje z formalizowaniem liczb jest typowe dla całej tradycji rytualnej. Praktyki empiryczne z czasem nabierają formy przepisu i traci się kontekst dlaczego tak, a nie inaczej. Z perspektywy kwestii wygasania - i wracam do pytania z początku tego wątku, bo trochę odpłynęliśmy - może właśnie dlatego tak trudno powiedzieć czy przedmiot 'stracił moc', skoro sami nie jesteśmy pewni jak ta moc działa i co ją podtrzymuje.
Dobra ale z czysto praktycznego punktu widzenia - jak ktoś ma przedmiot i nie wie czy jeszcze działa, to co ma zrobić? Bo ta dyskusja jest ciekawa ale dla kogoś kto stoi z amuletm w ręku i nie wie co z nim, to nie ma odpowiedzi co dalej.
No dobra, Elwirka, ale to co piszesz o obserwowaniu siebie bez przedmiotu - to wymaga czasu, a co jeśli ktoś w ogóle nie potrafi ocenić, czy cos się zmienia? Nie każdy jest tak czuły na te subtelności.
A co z przedmiotami które dostałeś od kogoś? Nie robiłeś ich z intencją, nie wiesz co ta osoba miała w głowie jak to dawała. Czy taki przedmiot w ogóle ma 'cel' który można przestawić, czy jest pusta materia i wszystko zaczyna się od ciebie?
Właśnie, ta różnica jest istotna. Ja dostałam od babci stary różaniec, nie używam go rytualnie bo nie ma dla mnie takiego kontekstu, ale jest dla mnie ważny. I zastanawiam się czy coś takiego w ogóle można analizować przez pryzmat 'energii celu' - bo chyba nie o to tu chodzi w takim przedmiocie.
Ale to właśnie robi z tego trudniejszy temat, bo większośc ludzi nie ma czystych przypadków - ani przedmiotu zrobionego tylko przez siebie, ani czystej 'pustej' materii. Wszystko jest gdzieś pomiędzy. Szafirek, to jak to ugryźć w praktyce?
To jest ciekawe rozróżnienie, bo w tekstach o konsekracji - szczególnie w tradycji zachodniej ceremonialnej - ten krok jest zwykle pomijany. Zakłada się że konsekracja 'nadpisuje' wszystko poprzednie. A z tego co Szafirek mówi, to nie zawsze jest właściwe podejście.
No i tu się z Elwirką zgodzę, co rzadko robię. Rytuał bez skupienia to jest teatr. I nie mówię że teatr nie ma wartości, bo ma - ale nie w sensie zmiany stanu przedmiotu. To jest różnica między ceremonią a praktyką.
Oliwka ma punkt. Bo kiedy przygotowuję się do czegoś z rytuałem nawet prostym, to zmienia moje nastawienie do tego co trzymam w ręku. Nie wiem czy zmienia 'energię' ale zmienia to jak ja do tego podchodzę. I może to wystarczy.
A jeśli wystarczy, to wracamy do pytania czy przedmiot w ogóle potrzebuje 'ładowania' czy to wszystko jest w głowie? Bo jak słucham tej dyskusji, to mam wrażenie że im dalej, tym bardziej kamień staje się niepotrzebny i tylko my sami robimy robotę.
To trochę zmienia moje podejście do całego tematu. Całe życie myślałam o tych przedmiotach jako o czymś co działa, a nie o czymś przez co działam. Różnica w słowach ale całkiem spora w praktyce.
Ale czy to nie jest za bardzo racjonalizowanie czegoś co może po prostu działać inaczej niż myślimy? Czuję że ta dyskusja zmierza w stronę 'magia to tylko psychologia' i nie wiem czy to mi odpowiada.
No i właśnie dlatego ta dyskusja mnie trochę irytuje. Nie dlatego że ktoś coś źle powiedział, tylko dlatego że cały czas sprowadzamy to do 'to psychologia' albo 'to nie psychologia' i kręcimy się w kółko. Czy można po prostu przyjąć że nie wiemy jak to działa i że różne wyjaśnienia mogą być równocześnie częściowo prawdziwe?
No dobra, ale Gosposia też ma rację że ta rozmowa się kręci. Może zamiast debatować o tym czy energia istnieje, wróćmy do samego pytania z tytułu? Czy przedmiot może stracić moc. Bo w sumie jeszcze tego nie zamknęliśmy. Mam swoje obserwacje i nie wszystkie pasują do 'to tylko skupienie'.
To ciekawe bo ja właśnie dlatego pytałam na początku o to czy przedmioty się psują. Nie wiedzieć czemu intuicyjnie czułam że tak, ale nie umiałam tego uzasadnić. Zielarz, a co zrobiłeś ze starym? Odłożyłeś, wyczyściłeś, wyrzuciłeś?
A jak w ogóle rozróżnić które to jest? Bo słucham i mam wrażenie że to jest właśnie ten moment gdzie każdy ma inne zdanie i każde brzmi sensownie.
Szafirek, ale to zakłada że ta druga osoba jest wystarczajaco wrażliwa żeby w ogóle coś poczuć. Co jeśli nie jest? Wtedy brak reakcji nic nie mówi.
I właściwie to całe pytanie o 'stratę mocy' może mieć jeszcze jedno dno - czy przedmiot może stracić moc dlatego że już zrobił to do czego był przeznaczony? Jakby miał swój cykl i po prostu się skończył? Nie wiem czy to ma sens ale ostatnio tak o tym myślałam.
