Wróciłam ostatnio z Maroka i przywiozłam kilka drobiazgów - ręcznie robiona ceramika, jeden mały amulet z bazarku w Marrakeszu i coś w rodzaju zawieszki z okiem Fatimy. Planuję część z tego włączyć do swojego miejsca, ale zaczęłam się zastanawiać, co tak naprawdę siedzi w tych przedmiotach, zanim trafiły do mnie. Bazar to setki rąk, setki ludzi, i w sumie nie mam pojęcia, kto wcześniej tego dotykał i z jakim nastawieniem. Czy w ogóle daje się to wyczyścić do końca, czy zawsze coś zostaje?
To jest właśnie ten temat, przy którym ludzie robią się albo bardzo ostrożni, albo zupełnie machają ręką. Przedmioty rzemieślnicze z krajów, gdzie magia wrosła w codzienność - jak Maroko, Indie, Meksyk - mają specyficzny status. Nie chodzi tylko o czyjeś dotknięcia. Rzemieślnik, który wykonuje amulety z okiem Fatimy od pokoleń, prawdopodobnie robi to z pewnym intencjonalnym ładunkiem, niezależnie od tego, czy ty to czujesz czy nie. Hamsa wywodzi się z tradycji sefardyjskich i muzułmańskich jednocześnie, i sama forma jest już naładowana znaczeniem przez stulecia użycia. Pytanie nie brzmi tylko 'kto to dotykał', ale 'co to właściwie reprezentuje i czy to jest spójne z moim systemem'.
A co z przedmiotami, które nie mają żadnego magicznego kontekstu w miejscu pochodzenia - na przykład jakaś drewniana figurka kupiona w sklepiku przy autostradzie w Chorwacji, produkowana seryjnie? Pytam serio, bo nie wiem, czy takie coś w ogóle warto włączać do pracy, skoro nie ma za sobą żadnej tradycji.
Ceramika z Maroka to inna bajka niż zawieszka. Ceramika nie jest predysponowana do zbierania energii tak jak metale czy kamienie. To bardziej kwestia ziemi, ognia, procesu wypalania - i to jest oddzielna historia od tych bazarowych amuletów. Czyszczenie ceramiki dymem jest trochę... nieefektywne moim zdaniem, bo glina jest neutralna z natury.
A jak w ogóle rozpoznać, że przedmiot coś 'zebrał' po drodze zanim do nas trafił? Pytam, bo mam kilka kamieni kupionych na targu mineralogicznym i nigdy do końca nie wiedziałam, czy te z gabloty wystawienniczej - gdzie dotykało je pewnie kilkaset osób - są inne od tych, które były zapakowane. Czy to się w ogóle wyczuwa, czy to bardziej kwestia intuicji?
Czytam ten wątek i mam wrażenie, że mieszamy dwie różne rzeczy - energię 'nagraną' przez konkretnych ludzi, którzy przedmiot dotykali, i symbolikę, którą przedmiot niesie przez swoją formę i pochodzenie. To są osobne warstwy. Oko Fatimy czy hamsa działa na poziomie symbolu niezależnie od tego, czy jest zrobiona w Maroku czy w fabryce w Kantonie - bo sama forma ma swoje działanie w psychice i w polu. Ale to, co zostawili po sobie poprzedni właściciele czy dotykaczy - to inna sprawa i to faktycznie można próbować czyścić.
Czyli jak dobrze rozumiem - nawet chiński produkt z formą hamshy działa symbolicznie? Serio? Bo to trochę podważa całą tę dyskusję o autentyczności, nie?
To może być paradoksalnie zaleta, co? Jeśli stop słabiej zapisuje, to może mniej zebrał po drodze z Maroka do mnie. Ale z drugiej strony, jeśli słabiej trzyma, to jak aktywować coś, co chcę, żeby działało?
Wchodzę w połowie wątku, ale chcę dopytać - czy ktoś rozróżnia między przedmiotami kupionymi bezpośrednio od twórcy a tymi z bazarów, sklepów, pośredników? Bo to, o czym piszecie - te warstwy energetyczne - wydaje mi się, że mają też wymiar społeczny. Przedmiot zrobiony przez jedną osobę z konkretną intencją ma inną historię niż ten, który przeszedł przez ręce dystrybutora, magazyniera, kilku sprzedawców. I nie chodzi tylko o liczbę rąk, ale o rodzaj uwagi, jaka była na ten przedmiot skierowana.
Mam trochę z boku pytanie, bo jestem w podobnej sytuacji - dostałem w prezencie od znajomego wróżbitę, który był w Indiach, jakiś przedmiot, o którym powiedział tylko tyle, że 'coś tam'. Nie wiem co to jest, z czego, skąd dokładnie. Jak podchodzić do czegoś, co jest prezentem od osoby, która twierdzi, że to ma znaczenie, ale nie daje żadnych konkretów?
Nie, nic konkretnego nie powiedział, dosłownie 'coś tam' i wzruszył ramionami. Przedmiot wygląda jak metalowa zawieszka z jakimś wyrytym wzorem, nie potrafię go zidentyfikować. Leży u mnie na półce od kilku tygodni i szczerze nie wiem, co z tym zrobić.
A ten wzór - da się go jakoś opisać? Bo metalowe zawieszki z Indii to mogą być dosłownie setki tradycji. Jeśli to jest OM czy jakiś yantra - to jedna sprawa. Jeśli jakiś wężowy wzór albo trójząb - to już coś innego w kontekście tych tradycji.
Jeśli to wzór kołowy z liniami - to może być yantra, a te mają bardzo konkretne przypisania w tradycji hinduskiej, każda do innego bóstwa albo aspektu. Sri Yantra to jedna z bardziej rozpoznawalnych, ale jest ich wiele. Problem w tym, że na biżuterii dla turystów często są wzory, które wyglądają jak yantry, ale są uproszczone do nierozpoznawalności. Wrzuć zdjęcie jeśli możesz, ktoś może rozpoznać.
Wątek Sewera trochę zmienia perspektywę na mój problem z tą zawieszką z Maroka, bo ja przynajmniej wiem co to jest i skąd. On ma przedmiot-zagadkę. Ale właśnie - jak Nyja mówi o yantrach - to znowu wychodzi, że forma i tradycja to jedna warstwa, a kto i w jakiej intencji to zrobił, to druga. Niezależne od siebie.
Wróćmy na chwilę do tego, co Leokadia powiedziała - ta zawieszka ze stopu, aktywacja. Zaneczka wcześniej rozdzieliła symbolikę od energii zapisanej przez dotyk. Ale przy aktywacji - co właściwie aktywujemy? Symbol czy materię? Bo to chyba zmienia metodę, nie?
Przy okazji tej rozmowy o aktywacji zastanawiam się, czy nie ważniejsze jest to, co robisz z przedmiotem po aktywacji, niż sama aktywacja. Mam na myśli - codzienny kontakt, noszenie, medytowanie z nim. Czy to nie jest to, co faktycznie buduje relację z przedmiotem?
Dobra, ale wracając do sedna - Leokadia ma zawieszę z bazaru w Maroku z symbolem hamsy, ze stopu, prawdopodobnie niestopionego. I pyta co z nią zrobić. Zaneczka powiedziała, że symbol działa niezależnie od materiału. Nyja powiedziała, że aktywacja zależy od systemu. To co konkretnie Leokadia ma zrobić? Bo mam wrażenie, że dyskusja się rozszerza, a odpowiedź gdzieś ucieka.
Mogę powiedzieć konkretniej co do tej zawieszki - jeśli chcesz ją nosić jako ochronę symboliczną, to pierwsza rzecz to czyszczenie od wszystkiego, co zebrała po drodze. Sól, dym, dźwięk - do wyboru. Potem po prostu trzymaj ją przez chwilę i powiedz sam sobie, co chcesz, żeby dla ciebie znaczyła. Bez ceremonii, bez skomplikowanych formuł. Hamsa jako symbol ochronny działa w kulturze od tysięcy lat - nie potrzebujesz do tego inicjacji w żadnej tradycji.
A te kamienie, które dostałam - czy sam dym wystarczy, żeby je oczyścić z cudzej energii? Słyszałam, że niektóre kamienie wchłaniają energię głębiej i dym nie dociera do środka. To prawda czy mit?
Wracając do swojej zawieszki z Maroka - po tym całym wątku chyba wiem już, co zrobię. Dym, chwila z intencją, i tyle. Bez przekombinowania. Ale właśnie to, co Nyja napisała o Sewerze, daje mi do myślenia w kwestii zakupów w ogóle - bo bazary marokańskie to też produkcja masowa, sprzedawcy dotykają setek takich rzeczy dziennie, targi, transport. Czyli to podobna sytuacja do yantr z biżuterii dla turystów. Czy to znaczy, że takie przedmioty to bardziej 'puste' energetycznie niż te z konkretnego, intencjonalnego źródła?
