Ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad czymś, co zauważam od jakiegoś czasu w swoich praktykach. Kiedy pracuję w domu, przy biurku, z zapalona świeczką i wszystkim poustawianym - jest okej, ale jakoś... płasko. Natomiast kiedy wychodzę z wahadłem na łąkę za miastem albo do lasu, to mam wrażenie, że coś jest inaczej. Nie chodzi mi o samopoczucie jako takie, bo to akurat mniej mnie interesuje. Bardziej o to, że odpowiedzi są jakby bardziej wyraziste, huśtania wyraźniejsze, bez tej całej mgły interpretacyjnej, którą czasem mam w zamkniętym pomieszczeniu. Czy ktoś pracuje regularnie poza domem i ma podobne obserwacje? Albo odwrotne - u kogoś w domu jest lepiej? Chciałabym zebrać więcej punktów odniesienia, bo moje notatki z ostatnich kilku miesięcy pokazują wyraźną różnicę, ale nie wiem, czy to efekt miejsca, czy może pory dnia, która akurat przy wyjściach w teren jest inna.
U mnie zawsze lepiej działa na zewnątrz i to nie od dziś. Ziemia pod stopami robi swoje, to nie jest żaden wymysł - chodzenie boso po trawie uziemia energetycznie, to jest fakt znany od pokoleń. W domu masz beton, panele, wykładziny i w kółko ta sama wibracja. Na dworze masz przepływ, wiatr, drzewa które oddają co swoje. Dlatego dawne rytuały zawsze odbywały się na łonie przyrody a nie w chałupach.
Zbych62 trochę to upraszczasz z tym uziemieniem. Samo chodzenie boso po trawie to earthing, fizjologicznie działa na układ nerwowy przez kontakt z jonami ujemnymi z gleby, ale to inna rozmowa. Co do dawnych rytuałów - część owszem odbywała się na otwartej przestrzeni, ale mnóstwo tradycji pracowało i pracuje w zamkniętych przestrzeniach celowo. Świątynie, krypty, izby - izolacja od zewnętrza też miała i ma swoje uzasadnienie. Więc nie powiedziałabym, że jedna opcja jest obiektywnie lepsza. Wahadlarka94, a czy notowałaś też porę roku? Zastanawiam się czy ta różnica, którą opisujesz, nie jest też sezonowa.
Dokładnie to samo mam z wróżeniem - wiosna to zupełnie inny poziom skupienia kiedy siedzę na dworze. Ale chciałam się zapytać o jedno: czy pracując w terenie macie jakiś sposób na to, żeby się nie rozpraszać? Bo u mnie problem jest taki, że w naturze owszem coś się otwiera, ale jednocześnie dużo bodźców - dźwięki, ruch, wiatr, jakiś pies przybiegnie. W domu przynajmniej kontroluję otoczenie.
A czy nie jest tak, że my po prostu inaczej psychicznie działamy na otwartej przestrzeni i to przekłada się na percepcję efektów? Tzn. czy to nie jest bardziej kwestia naszego stanu wewnętrznego niż samego miejsca? Pytam szczerze, bo sama nie wiem co o tym myśleć.
Ja mam takie wrażenie, że w lesie zawsze coś czuję intensywniej, ale zastanawiam się czy to nie jest tak, że po prostu wychodząc z domu automatycznie się nastawiamy na inny tryb, bardziej uważny? Jakbyśmy wychodzili z trybu autopilota. Czy to nie mogłoby tłumaczyć tej różnicy bez odwoływania się do zewnętrznych energii miejsca?
Przepraszam, że się wtrącę z głupim pytaniem, ale co konkretnie rozumiecie przez 'wyrazistość odpowiedzi' przy wahadle? Jak to odróżnić od silniejszego huśtania spowodowanego np. że ręka mniej napięta bo na świeżym powietrzu?
Nigdy nie próbowałam pracować na zewnątrz, bo myślałam że trzeba mieć jakieś specjalne miejsce albo że ktoś musi to miejsce wcześniej przygotować. Czy można wyjść gdziekolwiek i po prostu zacząć?
Beltane77, Zbych62 ma rację w sensie praktycznym, ale powiem szczerze - jakość miejsca jednak ma znaczenie. Nie chodzi o rytualne przygotowanie, ale o to, czy dane miejsce ma jakąś historię, charakter, czy jest w nim spokój. Przypadkowy parking też jest na zewnątrz. Dzidka81, do twojego pytania o rozpraszanie - ja celowo nie walczę z bodźcami zewnętrznymi. Uczę się je traktować jako tło, nie przeszkodę. Trochę jak w medytacji vipassana, gdzie dźwięki są częścią obserwacji. Wiesz co mi najbardziej przeszkadza? Ludzie w pobliżu. Zwierzęta i wiatr - zupełnie nie.
Czytam ten wątek i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Mówicie o intensywności, wyrazistości, lepszym przepływie - ale czy ktoś próbował to jakoś powtarzalnie sprawdzić? Tzn. to samo pytanie, to samo ćwiczenie, raz w domu raz na zewnątrz, w porównywalnych warunkach? Nie mówię że doświadczenia są fałszywe, ale ciekawi mnie czy ktoś ma coś więcej niż subiektywne odczucia. Wahadlarka94 wspomniała o notatkach - to brzmi jak najbardziej konkretny wkład w tej rozmowie do tej pory.
A da się w ogóle szybko sprawdzić czy dane miejsce nadaje się do pracy? Pytam bo nie chcę tracić czasu na wychodzenie gdzieś i okazuje się że nic tam nie ma.
Z liniami Hartmanna to bym ostrożnie. Sama sprawdzałam kilka miejsc oznaczonych na różnych mapach i moje wahadło nie potwierdzało tych lokalizacji w żaden spójny sposób. Może to kwestia mojej metody, ale za bardzo bym na tym nie polegała jako pewnej wskazówce.
Siatki geomantyczne mają problem podstawowy - różne systemy dają różne wyniki, nie ma jednej uzgodnionej siatki, a odległości między węzłami w teorii Hartmanna to jakieś 2,5 metra co oznacza że prawie gdziekolwiek stoisz jesteś blisko przecięcia. Trochę to podejrzane jako kryterium.
Właśnie to mnie w tym wszystkim zatrzymuje. Bo jeśli waham w miejscu cichym, bez linii, bez szumu, z historią - to jak oddzielić wpływ środowiska elektromagnetycznego od czegoś innego? Może nigdy się tego nie da rozdzielić. I może to nie jest nawet potrzebne do praktyki, tylko do opisania jej od zewnątrz.
A może to jest trochę jak z medytacją w konkretnych miejscach? Czytałam że buddyjskie klasztory nie były lokowane przypadkowo, mnisi szukali miejsc gdzie umysł sam się uspokaja. Może 'miejsce siły' to po prostu miejsce które spełnia warunki do pracy mentalnej, cokolwiek za tym stoi?
Beltane77, myślę że to trochę jak ze słuchem muzycznym - część ludzi ma od razu, część musi ćwiczyć uwagę. Ale żeby ćwiczyć, trzeba zacząć zauważać co się czuje w różnych miejscach i to notować, nie tylko gdzie, ale też kiedy, w jakiej porze roku, po czym. To nie magia, to obserwacja.
Właśnie to robiłam na początku. Przez jakiś czas nosiłam ze sobą małe wahadło i w każdym nowym miejscu robiłam krótką sesję bez pytania, tylko żeby sprawdzić jak reaguje. Wyłapałam tak kilka miejsc, do których wracam, i kilka które odpuściłam. Nie wiem czy moje odczucia są 'prawdziwe' w jakimś głębszym sensie, ale są powtarzalne.
to jest właśnie ten element który mnie interesuje - powtarzalność. Czy jak wracasz do tych samych miejsc, to zawsze masz zbliżony wynik? Czy są okresy kiedy dane miejsce 'milczy'?
