I może to jest odpowiedź na pytanie z tytułu wątku. Przedmioty nabyte przypadkowo mogą pełnić funkcję magiczną - ale czas i uwaga są częścią tego, co tę funkcję konstytuuje. Nie przynoszą jej z fabryki ani ze sklepu ezoterycznego. Przychodzi przez relację.
Wolchw, ale to by oznaczało, że nie ma zasadniczej różnicy między przypadkowym a nieprzypadkowym - tylko inna kolejność. W jednym zaczynasz od intencji i dorabiasz relację, w drugim zaczynasz od przypadku i dorabiasz intencję. Efekt może być ten sam?
Mnie zastanawia jeszcze jedno - w tym, co Kinia mówi, jest założenie, że 'dorabianie intencji' do przypadkowego przedmiotu to normalny, pełnowartościowy proces. Ale czy to nie jest tak, że ta intencja, która przychodzi po czasie, jest jakoś inna jakościowo? Bardziej osadzona, bo wyrasta z obserwacji, nie z projektu?
Dziunia, 'intencja wstecz' - to jest zgrabne określenie. Ale to mnie prowadzi do pytania o oddech, który był tutaj omawiany. Czy te wolne wydechy działają inaczej, kiedy siedzisz z przedmiotem, który znasz od dawna, kontra takim, który masz od niedawna? Bo zakładam, że stopień ciszy, który osiągasz, jest podobny - ale to, co z tej ciszy wyłazi, może być inne?
Ludwiczek, to jest dobre pytanie, bo mój kompas mam od dość dawna i już go trochę znam. Ale ostatnio wzięłam przypadkowo do ręki starą broszkę babci, którą znalazłam w szufladzie - i zrobiłam to samo, te wydechy, luźne trzymanie - i to było kompletnie inne. Jakby cisza była ta sama, ale w tej ciszy była... nie wiem, nieznajomość? Nie miałam gotowych skojarzeń.
Teodozja, 'cisza bez gotowych skojarzeń' - to jest coś, o czym mówi się w kontekście psychometrii jako o stanie idealnym. Kiedy znasz przedmiot, twój umysł ma już katalog. Przy nowym przedmiocie katalog jest pusty i cokolwiek się pojawia, nie ma skąd być 'pożyczone' ze wspomnień.
Wolchw, myślę, że praktycznie się nie da - i może nie trzeba. Dla mnie ważniejsze jest to, co z tym odczytaniem zrobię, niż skąd pochodzi. Jeśli coś, co 'przyszło' przy trzymaniu broszy, prowadzi mnie do pytania, które jest dla mnie ważne - to jest użyteczne, bez względu na źródło.
Kinia, ale tu się trochę nie zgadzam. 'Użyteczne' to nie to samo co 'prawdziwe' w sensie - odzwierciedlające coś poza mną. Jak mówisz, że przedmiot coś niesie albo ma historię, to sugerujesz, że jest coś do odczytania, a nie tylko do skonstruowania. Te dwie rzeczy wymagają innych kryteriów.
I może właśnie to jest odpowiedź na pytanie z tytułu wątku od innej strony. Jeśli przedmiot jest punktem zaczepienia, a nie źródłem - to przypadkowość nabycia ma drugorzędne znaczenie. Liczy się to, że jest fizyczny, konkretny, że można go trzymać. Czy przyszedł z targu staroci czy ze sklepu z kryształami - mniejsza.
Ale ja nie do końca się z tym zgadzam, bo mój kompas i broszka babci działają na mnie inaczej - i podejrzewam, że to nie jest tylko kwestia tego, ile czasu z nimi spędziłam. Ta broszka ma historię, której nie znam. I ta nieznana historia coś robi, zanim jeszcze zacznę oddychać i skupiać się.
Teodozja, to jest coś, co w tradycji psychometrycznej rozróżnia się jako 'imprinting' - część praktyków zakłada, że obiekty, przez które przeszło intensywne przeżycie emocjonalne, niosą coś innego niż obiekty neutralne. Broszka babci - jeśli była noszona przez długi czas, przez konkretną osobę - ma inną historię odciskania niż nowy kryszał kupiony ostatnio.
Ludwiczek, z obiektami nie ma czegoś mocnego empirycznie, o ile wiem. Ale jest ciekawy kontekst z psychologii - efekt zakotwiczenia i pamięć skojarzeniowa sprawiają, że obiekty, które były przy ważnych wydarzeniach, naprawdę inaczej działają na psychikę. To nie jest mistyka, tylko mechanizm asocjacyjny. Czy to tłumaczy psychometrię - nie wiem, ale może być równoległa ścieżka.
To by znaczyło, że broszka działa inaczej na Teodozję nie dlatego, że 'niesie energię babci', ale dlatego, że Teodozja wie, czyja była. I ta wiedza uruchamia zupełnie inny tryb przetwarzania. Trochę to defluje romantyczną wersję, ale jest logiczne.
Właśnie - i wracając do sedna całego wątku - przypadkowość nabycia chyba właśnie o tym jest. Że nie ma gotowej historii, którą ty wnosisz. Że przedmiot przyniósł ją skądś, gdzie ty nie byłaś. I to jest ta różnica, którą czuję między kompasem a broszką - nawet jeśli oboje są 'moje', to broszka jest bardziej obca.
Teodozja, 'bardziej obca' - to jest chyba najlepsze określenie, jakie padło w tym wątku. I myślę, że ta obcość nie znika po czasie, tylko się oswaja. Ale zostaje w tle. I może właśnie to jest to, co sprawia, że przypadkowe przedmioty mają ten specyficzny ciężar - nigdy nie są do końca twoje.
Dziunia, ta 'obcość, która się oswaja, ale zostaje w tle' - to jest chyba najlepszy opis tego, czym różnią się przedmioty z historią od tych, które sami załadowaliśmy. I teraz zastanawiam się, czy ta obcość to coś, czego się pozbyć, czy raczej coś, z czym się pracuje. Bo jeśli zostaje - to może właśnie o to chodzi?
Wracając do tego, co padło wcześniej o oddechach przy nowych vs starych przedmiotach - mam takie doświadczenie, że przy rzeczach z nieznaną historią moje ciało robi coś innego już na początku wydechu. Trudno to opisać inaczej niż jako rodzaj czujności. Jakby coś nie wiedziało, czego oczekiwać. Czy ktoś miał podobnie?
Weszłam w ten wątek dość późno, ale muszę się odnieść do tego, co Dziunia powiedziała o obcości. Pracowałam z kilkoma kamieniami, które dostałam od różnych osób - i jest coś innego w kamieniu znalezionym przypadkowo na spacerze a kamieniu kupionym świadomie pod konkretną intencję. Ten pierwszy długo pozostaje 'nie mój'. Ale nie wiem, czy to jest cecha przedmiotu, czy moja własna projekcja oporu.
To co Willowa mówi brzmi logicznie, ale trochę mi się kręci w głowie. Bo jeśli przedmiot jest skuteczniejszy, kiedy jest 'z boku' - to po co w ogóle mówić o budowaniu relacji z przedmiotem? Może relacja nie jest tu kluczem?
Dziunia, to mi coś układa. Bo z tą broszką babci - ja chyba próbowałam ją czytać na swoich zasadach, ze swoją siatką skojarzeń z babcią, i to właśnie tworzyło ten zator. A kompas, mimo że jest 'mój', też działa inaczej, kiedy podchodzę do niego bez gotowego pytania. Może chodzi o zawieszenie własnych zasad, niezależnie od tego, skąd przedmiot pochodzi?
Ale jeśli zawieszamy własne zasady przy każdym przedmiocie - to co je różnicuje? Jeśli technika jest ta sama, to przypadkowość nabycia przestaje mieć znaczenie. A tytuł tego wątku sugeruje, że ma - bo inaczej nie byłoby o czym gadać.
Novaria, mi się wydaje, że przypadkowość nabycia wpływa właśnie na to, co Bogumil nazwał 'polem'. Jak coś trafia do ciebie bez twojego aktywnego wyboru, to nie niosłaś w tym kierunku żadnej intencji z wyprzedzeniem. I to jest coś, co trudno odtworzyć przy świadomym zakupie.
Chyba właśnie o to chodzi - neutralność na wejściu to jest ta szczególna funkcja. W magii ceremonialnej jest cały protokół oczyszczania przedmiotów przed użyciem, żeby je sprowadzić do tego samego punktu. Przypadkowo znaleziony przedmiot jest już bliżej tego punktu niż ten, który kupiłaś z konkretnym zamiarem.
Innym na pewno. Czy lepszym - zależy do czego. Jeśli chcesz czegoś, co ma być przedłużeniem ciebie, to może ten świadomie wybrany jest lepszy. Ale jeśli chcesz czegoś, co przyniesie informację z zewnątrz - przypadkowy ma przewagę. I to chyba jest odpowiedź na tytułowe pytanie - tak, może pełnić funkcję magiczną, ale inną funkcję niż to, co wybierasz sam.
Dziunia, to ładnie to podsumowuje, ale mnie ciągnie do pytania praktycznego - jak rozpoznać, że przedmiot, który gdzieś do ciebie trafił, w ogóle nadaje się do tej 'zewnętrznej' funkcji? Bo nie każdy przypadkowy obiekt będzie działał. Albo może każdy, tylko nie z każdym masz cierpliwość?
To, co Teodozja opisuje, jest bardzo zbliżone do tego, co Castaneda - z całym zastrzeżeniem, że to literatura, nie instruktaż - nazywał obiektem władzy, który 'sam się pokazuje'. Nie chodzi o nadnaturalność, ale o ten moment zawieszenia, kiedy coś nie pozwala się zignorować. Ciekawe, że to somatyczne kryterium - zostaje w ręce, nie odkładasz - pojawia się u bardzo różnych praktyków bez żadnego porozumienia między nimi.
Fiolek, ale czy to nie jest trochę tak, że przypisujesz oddechowi coś, co po prostu wynika z zaskoczenia? Jak coś cię zaskoczy, to też się zatrzymujesz i oddychasz głębiej, niekoniecznie dlatego, że coś z tym robisz świadomie.
