Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad jedną rzeczą i nigdzie nie mogę znaleźć sensownej odpowiedzi. Mam kilka przedmiotów, które używam w praktyce - kamienie, drewno, no i parę metalowych rzeczy. I jakoś z metalem jest inaczej. Nie wiem jak to opisać. Jakby metal był mniej... otwarty? Czy to w ogóle ma sens? Słyszałem, że różne materiały inaczej się zachowują przy rytuałach, ale czy ktoś ma konkretne doświadczenia z metalem właśnie? Żelazo, miedź, srebro - to w ogóle jest jedna kategoria czy to zupełnie różne rzeczy w kontekście magii?
To jest dobre pytanie, bo faktycznie większość osób traktuje metal jak jedną kategorię, a to błąd. Miedź i żelazo to dwa absolutnie różne światy jeśli chodzi o tradycję. Żelazo historycznie było tym, czego się bały istoty z 'innego świata' - cała folklor celtycki, słowiański, nordycki zgodnie wskazuje na żelazo jako coś, co blokuje, odpycha, chroni przed tym co niematerialne. A miedź jest zupełnie odwrotna - przyciąga, przewodzi, była metalem Wenus i Afrodyty. Więc pytanie brzmi: czego ty szukasz w tej praktyce? Bo to zmienia wszystko.
Dorzucę coś od siebie do tego co napisała Nemezis55, bo to jest akurat obszar, który mnie od dawna interesuje z perspektywy astrologii. W tradycji hermetycznej każdy metal był przypisany konkretnej planecie - ołów to Saturn, cyna to Jowisz, żelazo to Mars, złoto to Słońce, miedź to Wenus, rtęć to Merkury, srebro to Księżyc. I to nie jest przypadkowe - alchemicy traktowali te przypisania bardzo serio. Ale mam pytanie do autora tematu: kiedy mówisz, że metal jest 'mniej otwarty', to masz na myśli że trudniej ci z nim pracować intuicyjnie, czy że jakby blokuje przepływ energii podczas rytuału?
Ja mam trochę inne doświadczenie. Pracuję z miedzianym wahadełkiem od dłuższego czasu i właśnie miedź wydaje mi się wyjątkowo 'responsywna' - przepraszam za to słowo, ale nie wiem jak inaczej powiedzieć. Może dlatego, że miedź jest doskonałym przewodnikiem elektrycznym? Myślę czasem, że to nie jest bez znaczenia. Jeśli nasze ciało też produkuje jakieś słabe pola elektromagnetyczne, to miedź może po prostu lepiej na nie reagować niż np. drewno.
Ale czy to nie jest trochę tak, że szukamy naukowego wytłumaczenia dla czegoś, co niekoniecznie musi działać przez elektromagnetyzm? Miedź przewodzi prąd, OK, ale czy to naprawdę przekłada się na magię w taki dosłowny sposób? Bo mam wrażenie, że czasem w tych rozmowach za bardzo próbujemy przyklejać fizykę do czegoś, co działa na zupełnie innych zasadach.
Czytam ten wątek i mam pytanie może trochę z boku - a co z biżuterią? Przecież większość z nas nosi na co dzień metalowe rzeczy, złote kolczyki, srebrne łańcuszki. Czy to znaczy, że te przedmioty też działają jakoś na nas cały czas i po prostu tego nie zauważamy?
A co z żelazem w kontekście tego co Nemezis55 pisała o folklorze? Słyszałam, że dawniej wbijano żelazne gwoździe w progi domów albo trzymano żelazne noże pod poduszką. Ale to brzmi jakby żelazo było głównie do ochrony, a nie do... no, do aktywnej magii jeśli tak można powiedzieć. Czy żelazem można w ogóle czegoś 'szukać' czy tylko odpychać?
To co piszesz o przestrzeni dla własnych myśli bardzo mnie zastanawia. Bo z jednej strony wydaje się, że metal blokuje - a z drugiej może właśnie o to chodzi? Żeby wyciąć zewnętrzne szumy i zostać sam ze sobą? Ale czy w takim razie nie jest to sprzeczne z ideą, że metal jest 'mniej otwarty'? Może on nie jest mniej otwarty, tylko... kierunkowo selektywny?
A srebro? Bo srebro jakoś mi zawsze kojarzyło się z czymś bardziej duchowym niż np. żelazo. Czy to tylko kulturowe skojarzenia z filmów o wampirach i wilkołakach czy jest za tym coś głębszego?
Ale właśnie - czy te skojarzenia działają dlatego, że są prawdziwe, czy dlatego że w nie wierzymy? Pytam serio, bo od dłuższego czasu próbuję sobie z tym poradzić. Jak mam srebrny wisiorek i myślę że to metal Księżyca, to czy on wtedy faktycznie inaczej działa, czy to ja inaczej się nastawiam?
To jest chyba sedno całego tematu. Czy metal jako materia ma znaczenie sam w sobie, czy jest tylko nośnikiem dla naszej intencji? Bo jeśli to tylko nośnik, to można go zamienić na cokolwiek. Jeśli nie - to znaczy, że materia jakoś uczestniczy w tym co robimy. I to drugie ma ciekawe konsekwencje, bo sugeruje, że wybór materiału to nie jest tylko symbolika, ale część samego działania.
I chyba właśnie tu leży moje oryginalne pytanie, tyle że teraz trochę lepiej to rozumiem po tej rozmowie. Zacząłem od 'metal jest inny' a teraz myślę, że może inny to nie znaczy trudniejszy - tylko wymagający innej rozmowy. Jak Pyromantka82 mówiła o czystej karcie - może właśnie przy metalach muszę bardziej sam wiedzieć czego szukam, zanim podejdę do pracy? A kamień czy drewno ma swój charakter i trochę mi podpowiada, w którą stronę iść?
Ale to mnie zastanawia - czy ta 'inna rozmowa' z metalem to coś co wypracowujesz stopniowo, czy raczej przychodzi w pewnym momencie nagle? Bo z moim wahadełkiem pamiętam, że przez długi czas nic się nie działo, a potem gdzieś po kilku tygodniach poczułam jakby... klik. I nie wiem co się zmieniło - ja czy ono.
To brzmi znajomo. Czytałam gdzieś, że właśnie ten moment 'odpuszczenia oczekiwań' jest w wielu tradycjach kluczowy - że dopóki bardzo chcesz żeby coś zadziałało, to niejako blokujesz kanał. Ale czy to nie jest po prostu psychologiczne, że jak przestajesz się stresować to lepiej się skupiasz? Nie wiem jak to rozdzielić.
A może nie trzeba tego rozdzielać? Tzn. serio pytam, bo Nemezis55 wcześniej też coś podobnego mówiła - że efekt jest efektem. Ale mnie nadal gryzie to pytanie o materię. Jeśli odpuszczenie oczekiwań to klucz, to po co w ogóle wahadełko? Można odpuścić bez żadnego przedmiotu.
Okej, ale jak słuchałam tej rozmowy od początku to mam takie poczucie, że rozmawiamy głównie o metalach tradycyjnych - złoto, srebro, miedź, żelazo. A co ze stalą? Większość metalowych przedmiotów które mam w domu to jest stal. Noże, łyżki, klamki. Czy stal ma jakiś odpowiednik w tej tradycji astrologicznej czy alchemicznej?
To jest coś czego jeszcze w tym wątku nie ruszyliśmy - historia przedmiotu. Miedź wydobyta i przetworzona przez kogoś anonimowego to jedno, ale nóż który służył konkretnej osobie przez kilkadziesiąt lat to coś innego. Czy to nie jest oddzielna warstwa od samego materiału?
Właśnie. I to może tłumaczyć skąd się wzięła ta 'pamięć metalu' o której mówiłam wcześniej. Metal twardnieje i zmiękcza się w zależności od temperatury i obróbki - fizycznie zachowuje zmiany których doświadczył. Psychometria opiera się na założeniu że to samo dotyczy historii emocjonalnej. Stary nóż po babci to zupełnie inny obiekt niż identyczny nóż kupiony ostatnio w Ikei, nawet jeśli oba są ze stali.
Nigdy nie brałam wahadełka do ręki, ale mam pierścionek po prababci i zawsze czuję się jakoś inaczej kiedy go zakładam. Nie wiem czy to magia czy sentyment ale to uczucie jest bardzo realne.
To jest interesujące co Majka62 mówi, bo to pokazuje że metal rodzinny działa zupełnie inaczej niż nowy zakupiony. Czyli może cała ta dyskusja o właściwościach metali była trochę niepełna - materiał to tylko część równania, a historia użytkowania to druga. Czy ktoś próbował kiedyś celowo pracować z przedmiotem po kimś bliskim jako punktem wejścia do kontaktu ze sobą?
