Mam taką sytuację, którą chcę opisać, bo sam nie do końca wiem co o tym myśleć. Robiłem ostatnio coś prostego - zaklęcie na wzmocnienie przyjaźni z jedną osobą, zupełnie bez manipulacji, chodziło mi tylko o to żeby ta relacja była bardziej autentyczna i żeby było między nami mniej nieporozumień. Użyłem świecy, kamienia i kawałka papieru z intencją. I teraz ta świeca - dosłownie pękła w trakcie. Nie stopniowo, tylko z trzaskiem. Kamień, który miałem przy sobie, jakoś się zarysował, choć leżał spokojnie na stole. No i nie wiem - czy to znaczy że coś poszło nie tak, czy to normalne? Bo nie spotkałem się z tym wcześniej, albo po prostu nie zwracałem uwagi.
Pękające świece to temat, który pojawia się dość regularnie w różnych tradycjach. Są szkoły myślenia, które mówią że to wręcz pożądany znak - energia gdzieś się rozładowała, coś zostało zwolnione. Ale są też takie podejścia, gdzie traktuje się to jako sygnał że intencja była napięta albo niespójna. Mam pytanie - jak się czułeś w trakcie? Bo to może być ważniejsza wskazówka niż sam fakt pęknięcia.
Pytanie o kamień mnie bardziej zastanawia niż świeca, szczerze mówiąc. Świece pękają z różnych przyczyn - mogą mieć bąble powietrzne w wosku, mogą być za szybko zapalane po wyjęciu z zimnego miejsca, gradient temperatury robi swoje. Kamień to inna sprawa. Co to był za kamień i czy faktycznie był nienaruszony przed rytuałem? Bo jeśli tak, to ta zarysowana powierzchnia jest ciekawszym elementem tej historii.
Kwarc różowy i przyjaźń - to połączenie ma sens, ale różowy kwarc jest jednak kojarzony bardziej z miłością w szerokim sensie niż z przyjaźnią jako taką. Nie mówię że to błąd, ale zastanawiam się czy to mogło coś zamieszać na poziomie intencji. Jakbyś miał to zrobić jeszcze raz, to może inny kamień byłby trafniejszy. Lapis lazuli, amazonit... te kamienie mają w różnych tradycjach silniejsze powiązanie z komunikacją i zaufaniem.
Słucham tej rozmowy i mam podstawowe pytanie, bo chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Czy te psucie się przedmiotów podczas rytuałów to zjawisko które macie często, czy raczej rzadkość? Bo ja przez jakiś czas siedziałem głównie w tematach czakrowych i energetycznych, i tam jakoś o tym nie słyszałem.
W pracy z intencją psucie lub uszkodzenie przedmiotu podczas rytuału jest interpretowane różnie zależnie od kontekstu, ale nie jest czymś niespotkanym. Słyszałam o tym wielokrotnie. Świece pękają, sznurki się urywają, kamienie wypadają ze stolika. Najczęstsze wytłumaczenie jakie znam to że przedmiot jakby wziął na siebie ciężar intencji albo napięcia, które było w pracy. Ale szczerze - to jest interpretacja, a nie prawo.
Przepraszam że wchodzę, ale nie rozumiem jednej rzeczy - jeśli przedmioty się psują, to czy nie można uznać że rytuał po prostu nie zadziałał? Pytam serio, nie złośliwie. Skąd wiadomo że to "znak" a nie zwykła fizyka?
A ja mam inne pytanie bo mnie nurtuje - czy ważne jest CO się psuje? Bo rozumiem że świeca pęka i to jakoś można wytłumaczyć temperaturą i wosk, ale kamień który się rysuje to chyba coś innego? Kwarc różowy jest twardości 7 w skali Mohsa bodajże, nie rysuje się byle czym
Sprawdziłem go teraz - to nie jest wyraźna rysa, bardziej jakby matowienie na jednym miejscu, jakby ktoś pocierał. Nie rzucałem nim o nic, leżał spokojnie. Może coś z kamienia samego w sobie? Może miał jakąś skazę wewnętrzną i to wyszło? Nie wiem, to tylko domysły.
To matowienie może być po prostu odtłuszczeniem powierzchni albo mikrouszkodzeniem, które było wcześniej i stało się widoczne dopiero przy innym świetle. Znam to z pracy z kamieniami - czasem wynosisz kamień z ciemnego miejsca i nagle widzisz coś czego wcześniej nie widziałeś. Ale żeby nie zbaczać za bardzo od tematu - mnie bardziej interesuje to co piszesz o intencji. Mówiłeś o wzmocnieniu przyjaźni bez manipulacji. Jak rozumiałeś to rozróżnienie w praktyce, kiedy to robiłeś?
Ma sens i jest to podejście które w magii non-coercive - jak to się często określa w tradycjach anglosaskich - jest uważane za etycznie czyste. Nie mówisz nic osobie trzeciej co ma czuć, tylko wysyłasz intencję w stronę relacji jako czegoś między wami. Różnica jest subtelna ale istotna. To co opisujesz to raczej coś w stylu pracy z przestrzenią między dwojgiem ludzi, a nie z samą osobą.
W tradycjach wicca i w ogóle w nowoczesnych zachodnich podejściach do magii to rozróżnienie jest dość często omawiane, choć nie ma jednej szkoły. Część praktyków uznaje że nawet życzenie komuś zdrowia bez jego zgody jest ingerencją. Inne podejście mówi że intencja skierowana na wzmocnienie czegoś dobrego, co już istnieje, jest po prostu wspieraniem naturalnego biegu, a nie manipulacją. To stara debata i nie ma tu jednej odpowiedzi.
Wracając do tytułu wątku - bo trochę odpłynęliśmy - mam wrażenie że pytanie o psucie się przedmiotów ma dwa aspekty. Jeden fizyczny, który Nyja już dobrze podnosiła, i jeden symboliczny. Jasio, skoro kamień i świeca to jedyne przedmioty których używałeś, to czy po tym zdarzeniu czułeś jakąś różnicę w relacji z tą osobą? Niekoniecznie dramatyczną, ale jakąkolwiek?
Kilka tygodni, może trochę więcej. Nie liczyłem dokładnie. To nie była jakaś wielka kłótnia między nami, bardziej takie stopniowe oddalenie, każde zajęte swoim życiem. I nagle wiadomość, zupełnie zwykła, ale jednak.
Właśnie to mnie w tym wszystkim zatrzymuje. Nie podważam niczyich doświadczeń, naprawdę. Ale jak rozmawiamy o magii w kontekście relacji z konkretną osobą, to ta osoba nic o tym nie wie, prawda? I może się odezwała bo miała swoje powody. Skąd pewność że nie zredukowaliśmy jej decyzji do skutku rytuału?
Nie wie. I szczerze nie wiem czy bym jej powiedział. Nie dlatego że mam coś do ukrycia, ale dlatego że wyobrażam sobie jej minę. To jest osoba która jest raczej sceptyczna wobec takich rzeczy. Może kiedyś, ale nie teraz.
Tak, właściwie tak. Była taka chwila po zakończeniu gdzie poczułem coś w rodzaju spokoju, że zrobiłem co chciałem zrobić. Potem zobaczyłem pękniętą świecę i kamień i to trochę zaburzyło to poczucie, bo zacząłem się zastanawiać czy coś poszło nie tak.
Czyli to poczucie spokoju było zanim zauważyłeś uszkodzenia? Bo to wydaje mi sie ważne. Jakbyś najpierw ocenił rytuał pozytywnie, a potem wątpliwości pojawiły się przez zewnętrzny widok, nie przez wewnętrzne odczucie.
To co Nightshade mówi jest naprawdę istotne. W wielu podejściach do magii intencyjnej zakłada się że ciało i odczucie wewnętrzne są lepszym wskaźnikiem 'jak poszło' niż stan przedmiotów. Przedmioty są drugorzędne wobec procesu. Jasio, gdybyś nie zobaczył tych uszkodzeń, to jak byś ocenił co zrobiłeś?
A może warto odwrócić pytanie - skąd założenie że pęknięte lub uszkodzone przedmioty oznaczają że coś poszło nie tak? Skąd ten kierunek interpretacji a nie odwrotny? Bo znam podejścia gdzie uszkodzenie przedmiotu jest odczytywane jako potwierdzenie że coś zadziałało, że energia gdzieś przepłynęła. Nie mówię że to jest jedyna słuszna interpretacja, ale domyślne skojarzenie 'psuje się równa się źle' nie jest wcale oczywiste.
To jest szerszy problem z tym jak w ogóle funkcjonuje wiedza w praktykach ezoterycznych - dużo rzeczy przyjmuje się jako oczywiste bez zastanowienia skąd pochodzi ta oczywistość. To że pęknięta świeca albo zmieniony kamień znaczy 'coś poszło nie tak' to jeden z tych memów które krążą i są powtarzane. Ale w tradycjach ceremonialnych, choćby w pewnych odłamach Hoodoo, zniszczenie świecy w trakcie jest odczytywane odwrotnie - jako znak że praca 'pochłonęła' to co trzeba było pochłonąć. Więc nie ma tu jednej odpowiedzi, wszystko zależy od systemu w którym pracujesz.
