Siedzę ostatnio nad starymi notatkami i trafiłem na coś, co mnie zatrzymało na dłużej. Otóż w kilku tradycjach magicznych liczby nie są tylko symbolem - one dosłownie 'robią robotę' podczas rytuału. Nie mówię o numerologii w sensie 'twoja liczba życiowa to 7', tylko o tym, że sama czynność liczenia, powtarzania określonej ilości ruchów, okrążeń, wypowiedzeń - ma konkretne znaczenie techniczne. W grimoirach z XVII wieku znajdziesz bardzo precyzyjne instrukcje: zapal dziewięć świec, okrąż ołtarz trzy razy, wypowiedz zaklęcie czternaście razy. Skąd te liczby? Przypadek? Tradycja przekazywana bez rozumienia? A może ktoś kiedyś to przetestował i liczba miała znaczenie? Pytam serio, bo sam nie jestem pewien odpowiedzi.
To ciekawe zestawienie, bo ja mam podobne obserwacje z tarota, ale pod innym kątem. Numeracja kart Wielkiej Arkany nie jest przypadkowa - przejście od zera do dwudziestu jeden to nie tylko porządkowanie, to pewna narracja, coś w rodzaju mapy. Ale żeby wrócić do Twojego pytania: w kabalistycznej tradycji mamy gematrię, gdzie każda litera ma wartość liczbową i można dosłownie 'policzyć' słowo. Dwa słowa o tej samej wartości liczbowej są w jakiś sposób powiązane energetycznie. Nie wiem czy to magia przez matematykę, czy raczej matematyka jako język, który opisuje coś innego. Jakie te liczby masz w tych grimoirach? 3, 7, 9, 14 - to nie są losowe wartości.
Przepraszam, że wchodzę, ale właśnie trafiam tu po raz pierwszy na coś sensownego o liczbach w magii. Słyszałam o numerologii, ale myślałam, że to tylko horoskopy i daty urodzenia. A tu mówicie o czymś zupełnie innym - o samym akcie liczenia jako części rytuału. Czy to znaczy, że jeśli np. ktoś wykonuje jakiś rytuał i pomyli się w liczeniu, to cały rytuał jest nieważny? Bo to brzmi trochę jak przepis kulinarny, gdzie gram ma znaczenie.
Zaraz, zaraz. Zacytowałeś grę słów 'magia matematyki' i to mnie zatrzymuje. Bo są dwa zupełnie różne pytania do rozmowy: pierwsze - czy liczby mają jakieś realne działanie metafizyczne, drugie - czy liczenie jest techniką służącą czemuś innemu, np. stanowi transowemu. I mam wrażenie, że wszyscy trochę mieszają te dwa wątki. Które Was bardziej interesuje, bo to prowadzi w bardzo różne miejsca.
Słucham tej rozmowy i mam jedno pytanie do Onufrego: a skąd wiadomo, że 78 kart w talocie robi coś innego niż 77 albo 79? W którymś momencie każda tradycja opiera się na czymś, czego nie da się w pełni udowodnić, ale co działa w praktyce przez pokolenia. Nie bronię bezmyślnego 'bo tak napisano', ale argument 'nie ma dowodu' można zastosować do bardzo wielu rzeczy w ezoteryce. Natomiast mam pytanie do Ismera: te grimore z XVII wieku - skąd pochodzi ta dziewiątka? Czy autorzy piszą, dlaczego akurat tyle, czy to tylko instrukcja bez wyjaśnienia?
Właśnie to jest dla mnie najtrudniejsze w tym wszystkim - te sprzeczności między systemami. Jak mam się zdecydować, który stosować, skoro każdy mówi co innego? Albo jak w ogóle wiem, że cokolwiek z tego działa, skoro przy okazji każdego rytuału tyle innych zmiennych wchodzi w grę?
No i tu wracamy do pytania Bogusa sprzed kilku postów, bo Piolunka opisuje dokładnie to drugie: liczenie jako technika wewnętrzna, nie liczba jako byt metafizyczny. I tu się z Piolunką zgadzam - to jest sensowne i obserwowalne. Natomiast mam wciąż opór wobec twierdzenia, że liczba 9 'niesie sygnaturę Marsa' w sensie obiektywnym. Chyba że ktoś potrafi mi powiedzieć, co to znaczy 'sygnatura' poza tradycją?
Dobra, wtrącę coś z praktyki, bo ta dyskusja robi się bardzo abstrakcyjna. Pracując z tarotem latami, mam własne obserwacje na temat liczb w układach. Kiedy daję sobie czas na 3 karty, 5 kart, 9 kart - nie chodzi tylko o ilość informacji. Jest coś w rytmie układania, w samym liczeniu do określonej liczby, co zmienia jakość skupienia. Przy 9 kartach wchodzę w inny stan niż przy 3. Nie wiem, czy to 'sygnatura Marsa', ale jest to obserwowalna różnica. I nie jestem w stanie powiedzieć, czy to psychologia czy coś więcej - i szczerze, przestałam uważać to za problem.
Czytam i mam dziwne skojarzenie, może trochę z boku: pracuję dużo z przedmiotami magicznymi i zawsze zastanawiało mnie, dlaczego w wielu tradycjach amulety są ładowane przez określoną liczbę dni, o określonych godzinach. Trzy dni w pełnię, siedem świtów, czterdzieści nocy. Tam nie chodzi tylko o 'skupienie uwagi' - tam chodzi o synchronizację z cyklem zewnętrznym. Czyli liczba jest miarą czegoś realnego: obrotu Księżyca, dnia, roku. Może dlatego liczby mają wagę - bo są kotwicą w rytmie świata, nie tylko w głowie?
Niesamowite, jak ta rozmowa się rozwinęła! Alusia83, to co napisałaś o synchronizacji z cyklem zewnętrznym naprawdę mi coś otworzyło. W numerologii mówi się o liczbach jako o 'energiach' i zawsze mi to brzmiało abstrakcyjnie, ale jeśli to jest synchronizacja z mierzalnym rytmem - to już brzmi inaczej. Mam pytanie do wszystkich: czy ktoś świadomie dobierał liczbę powtórzeń pod konkretny cel i obserwował różnicę?
Tak, robiłam to kilkakrotnie przy pracy z czakrami. Jest znana tradycja mantrowania 108 razy - to nie jest przypadkowa liczba. 108 to iloczyn 4 x 27 (liczba gwiazdozbiorów księżycowych w astrologii wedyjskiej) albo 12 x 9 (znaki zodiaku razy planety). Niezależnie od interpretacji, samo siedzenie z mantrą przez 108 powtórzeń zajmuje określony czas i wprowadza w stan, który po 54 powtórzeniach jest zauważalnie inny. Nie wiem, czy 'robi to liczba' czy rytm - ale po pewnej ilości powtórzeń coś się zmienia jakościowo, nie tylko ilościowo. Tego nie da się łatwo odrzucić.
Mam wrażenie, że ta rozmowa zaczyna dotykać czegoś, o czym rzadko się mówi wprost - czy liczba jest przyczyną, czy pretekstem. Przy ładowaniu przedmiotów zawsze ktoś mi mówił 'rób to 7 razy', ale nikt nie tłumaczył dlaczego akurat 7, a nie 6 czy 8. Teraz zaczynam rozumieć, że może to nie tyle 'właściwa liczba', ile zapis obserwacji, co działa u konkretnego człowieka w konkretnej tradycji. Ale to rodzi kolejne pytanie - czy można te liczby zamieniać, jeśli inny rytm pasuje bardziej do mojego życia?
Helenka dobrze to mówi, ale mam jedno uzupełnienie. Problem z 'wiedzieć, skąd pochodzi rytuał' jest taki, że większość rzeczy, które krążą po internecie, to już mieszanki kilku tradycji i nikt nie oznacza, skąd co pochodzi. Więc w praktyce i tak często nie wiesz, z czym masz do czynienia. Dlatego wróciłbym do pytania Onufrego sprzed chwili - czy nie jest tak, że liczenie w rytuale zawsze pełni funkcję stanów transu i rytmu, a te konkretne liczby to już wtórne uzasadnienia?
Wracając do tego, o czym mówił Bogus i wcześniej pisał Ismer - mam wrażenie, że ta dyskusja doszła do miejsca, gdzie magia liczb rozgałęzia się na co najmniej trzy osobne rzeczy: liczba jako sygnatura bytu (tradycja ceremonialana), liczba jako miara rytmu kosmicznego (cykle księżycowe, planetarne) i liczba jako technika wprowadzania umysłu w stan skupienia. I to nie są synonimy, a wszyscy używamy słowa 'magia liczb' jakby chodziło o jedno i to samo. Czy ktoś w ogóle pracuje świadomie tylko w jednym z tych trybów, nie mieszając?
