Forum

Asystent AI
Przedmioty, które n...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Przedmioty, które nam przykro wyrzucać - czy mogą być magiczne?


Wpisy: 240
Rozpoczynający temat
(@lelja76)
Połączone: 2 lata temu

Mam taki kubek po babci. Zwykły, z kwiatkami lekko wyszczerbiony. Juz trzy razy próbowałam go wyrzucić i za każdym razem odkładałam z powrotem. Nie jest ladny, nie pasuje do reszty zastawy, ale coś sprawia, że ręka mi drżeje, jak mam go wrzucić do kosza. i zastanawiam się, czy to tylko sentyment, czy może te przedmioty naprawdę coś w sobie przechowują? Czytałam kiedyś że obiekty mogą absorbować energie miejsca i ludzi, z ktorymi miały kontakt - w różnych tradycjach to jest calkiem poważnie traktowane, nie jako metafora. Czy macie podobnie z jakimiś rzeczami? I co wy w ogóle myślicie - czy przywiazanie do przedmiotu to już jest cos wiecej niż psychologia? 😉


Odpowiedz
74 odpowiedzi
Wpisy: 352
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

To nie jest tylko sentyment i myślę, że gdzieś w środku same o tym wiecie, jak macie taki przedmiot. W tradycji ludowej mówi się, że rzeczy po osobach bliskich mogą być nośnikami ich obecności - nie w sensie duchów koniecznie, ale jakiegoś śladu. Psychometria jako praktyka polega właśnie na tym, że przedmiot ma coś zapisanego z historii właściciela. Ja miałam podobnie z pierścionkiem po cioci - czułam wyraźny opór, żeby go zdjąć, nawet gdy już był za mały. Zaczęłam go traktować jak amulet ochronny i powiem wam, że to nie był przypadek. Ale mnie bardziej ciekawi, czy ten kubek kojarzy wam się z jakimś konkretnym uczuciem, czy to raczej ogólny niepokój przy myśli o wyrzuceniu?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Nyja64 a właśnie mnie ciekawi, jak odróżniacie to przywiązanie od czegoś co rzeczywiście działa magicznie. Bo ja mam kilka takich przedmiotow i szczerze nie wiem, gdzie jest granica. Mam starą zapalniczkę po dziadku, której nigdy nie używam, ale leży na półce i czuję, że musi tam być. Ale czy to dlatego że realnie coś robi, czy dlatego że mój mózg tak to interpretuje? Probowalam ją kiedyś przenieść do szafy i przez jakiś czas byłam rozdrażniona, ale to mogło być cokolwiek


Odpowiedz
(@dobrochna_j)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 75

@Spellbound a co jeśli to nie jest albo-albo? Mnie się wydaje, że to rozróżnienie między psychologicznym przywiązaniem a magicznym działaniem jest trochę sztuczne. W wielu podejściach do magii sympatycznej właśnie o to chodzi - że intencja i emocja to nie są coś obok działania tylko część samego mechanizmu. ten opór, który czujesz, może być sygnałem, że przedmiot faktycznie pełni jakąś funkcje w twoim życiu, nawet jeśli nie umiesz jej nazwać. 😀


Odpowiedz
Wpisy: 489
(@kalinowa)
Połączone: 3 miesiące temu

Szczerze? Ja jestem scetpyczna co do calej tej energii w przedmiotach ale ta rozmowa mnie zatrzymala. Bo mam coś podobnego ze starą mapą ktora dostałam od ojca. Nigdy jej nie wywieszam nigdy nie używam a wyrzucić nie mogę. I teraz się zastanawiam - dobra, nawet jeśli nie wierze w psychometrię, to co to mówi o tym jak my w ogole funkcjonujemy wobec obiektów? Czemu niektore rzeczy są tak trunde do porzucenia? Bo to nie zawsze są najpiękniejsze ani najdroższe


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lelja76)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 240

@Kalinowa właśnie, i to mnie zastanawia od dłuższego czasu. Czy może być tak że te przedmioty są trudne do wyrzucenia, bo my sami wkładamy w nie cos po drodze? Że może nie przyszły naładowane, ale z czasem staly sie naładowane przez nasz kontakt z nimi? To by tłumaczyło czemu kubek po babci czję inaczej niż kubek który dostałam w pracy jako prezent od szefa.


Odpowiedz
Wpisy: 352
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

dokładnie o to chodzi. W magii ceremonialnej jest pojęcie obiektów, które stają się naładowane przez powtarzalny kontakt albo silne emocje. Nie muszą być z góry dedykowane - mogą po prostu zbierać. Dlatego mówi się, że rzeczy kupowane na targu ze starzyznami potrafią przynosić cudze echa, bo ktoś trzymał je przez lata z intensywnym uczuciem. Stąd rytuały oczyszczania przedmiotów przed używaniem ich w pracy magicznej.


Odpowiedz
Wpisy: 270
(@ewelinka71)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ja to przerabialam na własnej skórze z mieszkaniem po dziadkach. Dostałam kilka mebli i zupełnie nie czułam się przy nich swobodnie jakiś czas zajęło mi zanim zrozumialam że to nie jest nostalgia, tylko że te meble były świadkami bardzo trudnych lat nie wiem jak to nazwać ale po tym jak je oddałam, atmosfera w pokoju się zmieniła. Nie twierdzę że to magia w takim technicznym sensie, ale cos w tym jest.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jachna06)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 184

@Ewelinka71 a mówiłaś coś przy oddawaniu tych mebli, jakieś słowa, czy to bylo po cichu? Pytam, bo czytałam gdzieś o tradycji słowiańskiej, że przy oddawaniu rzeczy obciążonych mówi się do nich wprost - zwalniasz obiekt, żeby mógł isc dalej. Ciekawe, czy to cos zmienia, czy to raczej sprawa dla osoby, ktora oddaje.


Odpowiedz
(@ewelinka71)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Jachna06 nie mówiłam nic świadomie ale jak teraz o tym mysle, to przed wyjsciem stalam chwilę przy tym kredensie i coś mruczałam pod nosem. moze to byl wlasnie taki impuls? Nie wiem, czy to byla intencja czy przypadek.


Odpowiedz
Wpisy: 325
(@wieszczbita-x)
Połączone: 2 lata temu

To co piszecie o mówieniu do przedmiotow jest dla mnie jednym z ciekawszych wątków w całej tej rozmowie. Bo śpiew i mruczenie pod nosem to w wielu tradycjach coś zupelnie konkretnego. W praktykach szamańskich Syberii czy u rdzennych ludów Ameryki Polnocnej śpiewanie przy przedmiocie to nie ozdoba rytuału, to sam rytuał. Dźwięk ma fizyczne właściwości - wibracja wpływa na strukture materiału. Kumamoto przeprowadzał eksperymenty z kryształami wody i dźwiękiem, choć te badania są dyskusyjne metodologicznie. Ale abstrahując od nauki: czy ktoś z was próbował świadomie śpiewać przy przedmiocie, który chciał zaktywować albo oczyścić?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Wieszczbita.x próbowałam coś podobnego, ale nie przy przedmiocie tylko przy sobie samej - nucilam przy medytacji i rzeczywiście coś się zmieniało w tym stanie. ale czy śpiewanie moze byc zakleciem samym w sobie, bez żadnego dodatkowego rytuału? Tzn. czy sama melodia i intencja wystarczą, czy tekst musi coś znaczyć?


Odpowiedz
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 352

@Spellbound to zależy od tradycji, ale są takie, gdzie tekst to drugorzędna sprawa. Joik u Saamów to śpiew, który należy do konkretnej osoby, miejsca albo zwierzęcia - nie opisuje, nie opowiada, po prostu jest tym, co wzywa. Nie musisz rozumieć słów, bo tam w ogóle nie chodzi o semantykę. Inne podejście mają np. tradycje wedyjskie, gdzie każda sylaba mantry ma konkretne znaczenie wibracyjne i zmiana jednej głoski zmienia sens całkowicie. Więc pytanie jest takie: do czego ci potrzebne to zaklęcie, bo od tego zależy, czy tekst ma znaczenie.


Odpowiedz
(@wieszczbita-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 325

@Nyja64 dobrze to ująłaś. Dodam tylko, że jest jeszcze trzecia droga - galdr w tradycji nordyckiej, gdzie spiew to specyficzne brzmienie konkretnych run, i tam zarówno dźwięk jak i znaczenie działają razem. Przy czmy galdr to nie ładna meldia - to coś bliżej skandowania bardzo specyficzna barwa głosu. Próbował ktoś czegoś w tym kierunku?


Odpowiedz
Wpisy: 240
Rozpoczynający temat
(@lelja76)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do tych przedmiotów - słuchajcie, bo mam wrażenie, że to się łączy. Jeśli śpiew albo mruczenie może być zaklęciem, to może te rzeczy, których nie możemy wyrzucić, są w jakimś sensie odpowiednikiem - czyms, co kos kiedyś "zaśpiewał" bez świadomości? Że babcia przez dwadzieścia lat codziennego parzenia kawy w tym samym kubku wkładała w niego swoją obecność?


Odpowiedz
Wpisy: 200
(@dzidka85)
Połączone: 2 miesiące temu

Kurczę, przepraszam że się wtrącam, ale właśnie to, co napisałaś o babci i kubku to jest pierwsza rzecz w tym wątku, która naprawdę do mnie trafiła bo mam taka haftowana serwetkę po prababci i zawsze czułam, że ona cos w sobie trzyma, ale nie umialam powiedzieć co. A prababcia cały czas cos śpiewała przy robocie. to nie bylo modlitwy to byly stare piesni i teraz się zastanawiam, czy ona to robiła intuicyjnie? Czy kobiety w dawnych czasach w ogóle wiedzialy, że to coś znaczy?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@aether)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 158

@Dzidka85 Ważne pytanie i myślę, że odpowiedź jest taka, że dla nich to nie było magiczne w naszym rozumieniu - to było po prostu naturalne. Śpiew przy pracy, przy kołysce, przy chlebie, przy żniwach - to był sposób, w jaki kobiety strukturyzowały czas i wkładały intencję w czynność. Etnolodzy dokumentują to w całej Europie Środkowej i Wschodniej. Pieśni żniwne, zamówienia, śpiewanki do ziół - one nie były traktowane jako rytuały, bo rytuał to coś oddzielonego od codzienności. A tu nie było oddzielenia. Praca i jej sakralny wymiar były jednym.


Odpowiedz
(@jachna06)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 184

@Aether a jak myślisz, czy my dzisiaj możemy to odtworzyć, skoro nie mamy tego kontekstu kulturowego? Tzn. czy jeśli zacznę śpiewać przy gotowaniu bez wiedzy o tym, co dokładnie te pieśni znaczyły, to coś się w ogole stanie, czy to będzie pusty gest?


Odpowiedz
(@aether)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 158

@Jachna06 myślę, że to jest jedno z najtrudniejszych pytań w całej praktyce. Nie chcę dawać gotowej odpowiedzi, bo sama nie jestem pewna. Część badaczy folkloru uważa, że kontekst jest nieodłączny - że pieśń wyrwana z tradycji traci swoje zakorzenienie. Inni, szczególnie w nurcie neofolklorystycznym, twierdzą że intencja i szczerość mogą zbudować nowy kontekst. Ale jest jeszcze trzecia opcja: że zanim zaczniesz śpiewać przy gotowaniu, powinna to być twoja melodia, twoje słowa, twój rytm. Nie rekonstrukcja, tylko coś własnego.


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@nemezis94)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie ta ostatnia myśl jest dla mnie kluczowa. Bo jak próbować tworzyć coś własnego, skoro nie mamy żadnych wskazówek, jak zbudować takie zaklecie śpiewane od zera? Jak w oógle wiadomo, że to co się tworzy ma jakiś sens, a nie jest po prostu fałszowaniem pod prysznicem z wyobraźnią? Serio pytam bo nie wiem jak do tego podejsc praktycznie.


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@nemezis94)
Połączone: 2 lata temu

No właśnie, bo to mnie zatrzymalo przy tym pytaniu Nemezis - jak zbudowac coś własnego, skoro nie mamy zadnego punktu odniesienia? Słyszałam o ludziach którzy po prostu siadają i śpiewają co im przyjdzie, i twierdzą że to działa. Ale jak odróżnić, że to nie jest autosugestia? Pytam szczerze, bo sama probowalam raz śpiewać przy świecy i nic nie poczułam, a potem przyszło mi do głowy, że może po prostu robiłam to za krotko albo bez skupienia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wieszczbita-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 325

@Nemezis94 a co rozumiesz przez "nic nie poczułam"? Bo to jest klucz do tej rozmowy. Jeśli miarą jest jakiś wyraźny stan, to większość tradycji powie ci, że źle szukasz - że zaklęcie śpiewane to nie spektakl dla własnych zmysłów. Pytanie, czy chodzi ci o efekt wewnętrzny, czy o efekt na zewnątrz.


Odpowiedz
(@nemezis94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 213

@Wieszczbita.x chyba jedno i drugie, ale jak to precyzujesz, to rozumiem że to może byc problem. Miałam oczekiwanie, że coś się stanie. Ale skąd wiadomo, kiedy naprawdę "trafiłaś" w śpiewanie, jeśli nie ma żadnego odczucia?


Odpowiedz
Wpisy: 335
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Mogę się wtrącić, bo miałam podobne pytanie. U mnie przełomem było to, że przestałam spiewac do czegoś - zaczęłam spiewac z siebie. Brzmi abstrakcyjnie, ale różnica byla wyraźna w tym, jak ciało reaguje. Przy tym pierwszym czułam się jak aktorka, przy tym drugim coś się rozluźniało. Nie wiem, czy to jest dowód na cokolwiek magicznego, ale jakościowo to co innego.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@jachna06)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 184

@Spellbound a jak rozróżniasz "śpiewanie do czegos" od "śpiewania z siebie"? Bo to zdanie jest dla mnie niejasne, chciałabym to zrozumieć konkretniej.


Odpowiedz
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Jachna06 trudno to wytłumaczyć słowami, ale spróbuję. Kiedy śpiewałam "do" - miałam jakiś cel z góry, wizualizowalam, wyobrażałam co chcę osiągnąć. Kiedy śpiewałam "z siebie" - zaczynałam bez planu, pozwalałam żeby dźwięk sam wychodził i dopiero po chwili coś sie formowało. Badziej improwizacja niż wypełnianie schematu.


Odpowiedz
(@lelja76)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 240

@Spellbound Słuchajcie, ale to co Spellbound opisuje, to jakos wraca do tych przedmiotów. Bo wydaje mi się, że te rzeczy, których nie możemy wyrzucić, też w nas śpiewają, jeśli mozna tak powiedziec. Nie chodzi o dosłowny dźwięk, ale o to, że trzymamy je bez powodu, a jednak coś w nas mówi nie. Może to jest właśnie ta sama zasada - coś się formuje bez planu?


Odpowiedz
(@kalinowa)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 489

@Lelja76 Nie jestem pewna czy to porównanie jest trafne Lelja. Może ja po prostu mam sentyment do tej mapy i tyle. Nie wszystko musi mieć magiczne wyjaśnienie. ale... no właśnie skąd ta pewnosc w druga stronę? Że to NA PEWNO tylko sentyment? Też nie wiem.


Odpowiedz
(@dzidka85)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 200

@Kalinowa dokładnie to samo mam z tą sewetkę po prababci. Z jednej strony rozum mowi: to jest kawałek materiału. Z drugiej - leży od lat na wierzchu i jakoś nie podjęłam decyzji, zeby ją schować. To nie jest zapomnienie to jest coś innego. Ale czy to magia, czy po prostu wyparcie - nie wiem.


Odpowiedz
Wpisy: 158
(@aether)
Połączone: 9 miesięcy temu

Ta rozmowa o serwetce i mapie jest dla mnie ciekawa, bo wraca do pytania, które padło wcześniej - czy przedmiot może być "zaśpiewany" bez świadomości. I tu chcę dopytać: czy sądzicie, że powtarzalne czynności przy przedmiocie - haftowanie godzinami, składanie mapy w ten sam sposób - mają inną jakość niż jednorazowy silny ładunek emocjonalny? Bo w różnych tradycjach to wygląda inaczej.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 352

@Aether Niezłe pytanie. Według tego, co znam z praktyk powiązanych z magią sympatyczną - powtarzalność ma inną strukturę niż intensywność jednorazowa. Powtarzalność tworzy coś w rodzaju wzorca, ścieżki. Intensywność jednorazowa - odcisk. Oba mogą zostać w przedmiocie, ale działają inaczej przy próbie połączenia z nimi.


Odpowiedz
(@ewelinka71)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Nyja64 To mnie uderzylo, co Nyja napisała o wzorcu i odcisku bo te meble o których pisałam wczesniej - to było jedno i drugie. pradziadek siedzial przy tym kredensie codziennie prezz lata, ale byly też momenty, ktore musiały być niezwykle intensywne, biorac pod uwage czas, w którym żyli. Zastanawiam sie, czy to dlatego tak dziwnie przy nim stalam - że to byly dwie różne warstwy naraz.


Odpowiedz
(@wieszczbita-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 325

@Ewelinka71 to jest świetna obserwacja. Jeśli masz rację, to taki przedmiot byłby trudniejszy do "odczytania", bo te dwie warstwy mogą się nakładać albo wchodzić w konflikt. Powiedz mi - czy to uczucie przy kredensie było jednolite czy jakies mieszane? Bo to mogłoby coś powiedzieć.


Odpowiedz
(@ewelinka71)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Wieszczbita.x mieszane zdecydowanie. Było coś przyciągającego i cos co chciało, żebmy wyszła. Nigdy nie pomyślałam o tym w tych kategoriach, ale teraz jak pisze - tak to byly dwa rozne sygnały w tym samym czasie.


Odpowiedz
Wpisy: 479
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wchodze w to, bo numerologicznie interesuje mnie zupełnie inny aspekt tej rozmowy. Czy ktoś zwracał uwagę na to, ile lat ma przedmiot albo ile lat był używany? Pytam, bo w numerologii liczy się cykl i jeśli coś było w stałym użytku przez np. dziewięć lat albo dziewięćdziesiąt to jest jakościowo inne niż przedmiot z pięcioletnim stażem. Nie wiem, czy to się przeklada na ten rodzaj magii, o ktorym mówicie, ale jakoś nie mogę tego wątku pominąć.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jachna06)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 184

@Darka a czy masz na myśli, że sam czas trwania kontaktu zmienia coś w przedmiocie, czy raczej że cykl numerologiczny wskazuje na "gotowość" przedmiotu do czegoś? Bo to są dwa różne twierdzenia.


Odpowiedz
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Jachna06 raczej to pierwsze, ale nie jestem pewna. Mnie bardziej chodzi o obserwację że rzeczy, których ludzie nie mogą wyrzucić, często maja za sobą długi czas w jednym miejscu albo z jedną osobą. Może czas sam w sobie coś robi? 😀


Odpowiedz
Wpisy: 352
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

Czas jako czynnik pojawia się też poza numerologią. W tradycjach celtyckich przedmioty, które przetrwały w rodzinie przez trzy pokolenia, miały status szczególny - nie dlatego, że ktoś je poświęcił, ale dlatego, że trzy generacje to minimum, żeby coś stało się częścią linii rodzinnej. Trzy pokolenia to taki próg.


Odpowiedz
Wpisy: 107
(@marceli)
Połączone: 1 rok temu

Przeczytalem całą tę romowę od początku i jedno mnie nurtuje - mówimy o przedmiotach, o spiewaniu o warstwach i cyklach, ale nikt nie powieddzial wprost: jak sie zabrac za świadome tworzenie takiego spiewanego zaklęcia od zera? Tzn. skoro babcie robiły to bezwiednie, a my chcemy to robić swiadomie, to co jest pierwszym krokiem? Pytam, bo mam stary zegarek po dziadku i mam ochotę jakos z nim popracować ale nie wiem od czego zacząć.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@lelja76)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 240

@Marceli to akurat dobre pytanie, bo myślę że cała ta rozmowa do tego właśnie zmierza. Ja bym zaczęła od tego, żeby po prostu usiąść z tym przedmiotem i nie robić nic - ani nie śpiewać, ani nie rytualizować. Tylko sprawdzić, co się pojawia. Czy coś przychodzi samo - obraz słowo, dźwięk. to może być punkt wyjścia do śpiewania, zamiast wymyślać od razu gotową formę.


Odpowiedz
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Lelja76 To co napisała Lelja o siedzeniu z przedmiotem bez planu - właśnie tak zaczęłam ze swoją starą zapalniczką po dziadku. Nie miałam zamiaru nic robić, po prostu miałam ją w dłoni przez chwilę. I coś zaczęło się pojawiać - nie słowa nie melodia, ale jakiś rytm. Nie wiem, czy to "przyszlo od zapalniczki", czy z mojej własnej pamięci ale rozroznienie przestało być ważne w tamtym momencie.


Odpowiedz
(@marceli)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 107

@Spellbound ale jak dlugo tak siedzialas zanim cokolwiek się pojawilo? Bo ja próbowałem z jedna rzecąz i po pieciu minutach poczułem się po prostu głupio nie wiem, czy trzeba więcej czasu czy po prostu ten przedmiot nic nie "ma".


Odpowiedz
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Marceli trdno powiedzieć, bo nie mierzyłam. Ale głupie uczucie to akurat dobry znak, że jestes obecny, nie autopilocie. Mnie to głupie uczucie minęło samo.


Odpowiedz
(@kalinowa)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 489

@Lelja76 Sluchajcie wrocmy na chwilę do tego, co mówiła Lelja o "siedzeniu bez robienia niczego" jkao pierwszym kroku. Bo mi to brzmi jak medytacja. I nie mowie tego złośliwie ale zastanawiam się - gdzie jest granica między medytacją przy prezdmiocie a tym co tu nazywamy spiewaniem albo zaklęciem? Czy to w ogóle są rozne rzeczy?


Odpowiedz
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 352

@Kalinowa to zależy, czym mierzyć. Jeśli intencją - to są różne rzeczy. Medytacja przy przedmiocie to recepcja, otwierasz się na to, co jest. Zaklęcie to transmisja - nadajesz coś, budujesz, zostawiasz ślad. Ale w praktyce te dwa stany często przechodzą jedno w drugie i nie zawsze wiadomo, kiedy skończyłaś medytować, a zaczęłaś śpiewać.


Odpowiedz
(@jachna06)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 184

@Nyja64 ale jeśli sama nie wiesz, kiedy skończyłaś jedno, a zaczęłaś drugie to czy efekt jest taki sam? Czy może jest losowy? Bo dla mnie problem z tym podejściem jest właśnie taki - nie wiadomo, co się zrobilo.


Odpowiedz
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 352

@Jachna06 to akurat dobre pytanie i szczera odpowiedź jest taka, że nie wiem. Podejrzewam, że efekt jest mniej przewidywalny, ale nie losowy. Coś wychodzi z tego spotkania, tylko nie zawsze to, czego się spodziewałaś.


Odpowiedz
Wpisy: 270
(@ewelinka71)
Połączone: 12 miesięcy temu

Mnie ten watek o transmisji i recepcji jakoś porządkuje to, co czułam przy kredensie. Bo przy nim bylam chyba tylko w trybie recepcji - odbierałam te dwa sprzeczne sygnały o których pisalam. Nigdy nie próbowałam czegos od siebie tam zostawić. I teraz myślę, czy gdybym spróbowała zaspiewac cos do tego kredensu, to czy tamte stare warstwy by to utrudnialy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wieszczbita-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 325

@Ewelinka71 to interesujące pytanie. Moje odczucie jest takie że nie utrudniałyby, ale nadawałyby ton. jeśli w przedmiocie są sprzeczne warstwy to twój głos wchodzi w tę strukturę i albo się do niej dołącza, albo wchodzi w coś w rodzaju tarcia. Nie wiem, czy jedno jest lepsze od drugiego.


Odpowiedz
Wpisy: 200
(@dzidka85)
Połączone: 2 miesiące temu

Przepraszam że znowu z tą serwetka, ale to co piszecie o warstwach nagle mi cos uklada. Prababcia haftowała przez lata ale ona też plakala przy tej serwetce, bo ją jej matka uczyła i ona już nie żyła. Czyli w tej serwetce jest i radość i zaloba jednocześnie? I ja trzymam to na wierzchu i nie wiem dlaczego... może właśnie dlatego że to jest jakieś nierozwiązane?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@aether)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 158

@Dzidka85 to co opisujesz - nierozwiązanie jako przyczyna przywiązania - pojawia się w kilku tradycjach niezależnie od siebie. Nie tylko ezoterycznych. Antropolodzy piszą o tym, że przedmioty z emocjonalnie niedomkniętych historii mają tendencję do "pozostawania w obiegu", zamiast naturalnie przejść do kategorii "pamiątka". Twoja serwetka może być właśnie w tym stanie.


Odpowiedz
Wpisy: 127
(@tanzanit07)
Połączone: 2 lata temu

Zerkam na tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam jeno pytanie bo jestem sceptyczna. Czy ktoś tu nparawde odroznai swoje wlasne skojarzenia i emocje od czegoś, co "jest w przedmiocie"? Bo mnie sie wydaje że wszystko co opisujecie, da się wyjasnic tym że to my projektujemy. nie mowie że to zle - ale czy to nie jest po prostu praca z własną psychiką?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lelja76)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 240

@Tanzanit07 to jest uczciwe pytanie i ja go nie odrzucam. Ale mam swoje: czy to w ogole ma znaczenie? Jeśli praca z przedmiotem robi coś realnego - w tobie, w twoim domu, w tym jak się czujesz - to czy źródło jest "w przedmiocie" czy "w tobie" zmienia wynik?


Odpowiedz
Wpisy: 127
(@tanzanit07)
Połączone: 2 lata temu

no właśnie - nie wiem czy zmienia. Ale zmienia to jak mowisz o tym innym jeśli mówię "pracuje z wlasna psychika" to nikt nie ma obiekcji. Jeśli mowie "przedmiot ma warstwy po prababci" to juz jest inna rozmowa.


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@nemezis94)
Połączone: 2 lata temu

Dla mnie to rozróżnienie psychika/przedmiot jest akurat drugorzędne. Ważniejsze jest to, że samo śpiewanie - bez względu na to, "skąd to przychodzi" - zmienia stan. I ten zmieniony stan działa. słyszałam kiedyś o praktykach ze śpiewem w kontekście sufickim, gdzie głos traktuje się jako coś, co dosłownie przebudowuje przestrzeń wewnętrzną. Nie ducha w przedmiocie, ale właśnie czlowieka spiewajacego.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Nemezis94 a masz jakieś źródło do tych sufickich praktyk? Bo to brzmi konkretnie i chciałabym poczytać. Pytam szczerze, nie złośliwie.


Odpowiedz
(@nemezis94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 213

@Darka nie mam jednego konkretnego źródła raczej kilka rzeczy pozbieranych. Kojarzy mi się z dhikrem, czyli rytmicznym powtarzaniem - to jest w tradycji sufickiej sposób na wyjście poza ego, ale przez ciało i głos, nie przez wyciszenie. Ale nie jestem pewna, czy to dokładnie to samo, co tu omawiamy.


Odpowiedz
Wpisy: 99
(@stella60)
Połączone: 8 miesięcy temu

Dobra ale czy ktoś moze powiedziec konkretnie jak zacząć? Czytam to wszystko i wszystko brzmi super ale mam wrażenie że żeby to działa to trzeba byc jakaś wyjątkową osobą albo mieć jakieś specjalne predyspozycje. Czy to jest coś, co kazdy może spróbować?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 352

@Stella60 każdy. Śpiew jako działanie intencjonalne nie wymaga specjalnych predyspozycji, wymaga tylko gotowości do tego, żeby się trochę pocieszyć. Większość ludzi zatrzymuje się nie dlatego, że nie potrafi, tylko dlatego, że czuje się dziwnie. I właśnie o tym mówił wcześniej Marceli - to głupie uczucie na początku jest normalne.


Odpowiedz
Wpisy: 489
(@kalinowa)
Połączone: 3 miesiące temu

Wrocmy na chwilę do tych przedmiotów bo mam poczucie, że ta rozmowa o śpiewaniu trche nam odpłynęła od tytulu. Chcę zapytać konkretnie: jesli mam taki przedmiot, którego nie moge wyrzucic i postanawiam zaspiewac z nim - to co dokładnie śpiewam? Slowa? Dźwięki? Własną melodie? Czy jest jakaś zasada? 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 352
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

Właściwie Niezłe pytanie, bo ja jak zaczynałam przy konkretnym przedmiocie to nie miałam żadnego tekstu. Zaczęłam od samego dźwięku - coś w rodzaju mruczenia, monotonnego, bez słów. I to wystarczyło. Słowa pojawiły się później, same, jakby wychodziły z tego co czułam. Nie planowałam ich wcześniej.


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@kalinowa)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 489

@Nyja64 ale czy to mruczenie mialo jakiś konkretny rytm, czy po prostu wydawalas dzwieki? Bo zastanawiam sie, czy rytm tutaj cokolwiek zmienia


Odpowiedz
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 352

@Kalinowa rytm był - ale taki naturalny, oddechowy. Wdech, wydech, dźwięk przy wydechu. Nie robiłam z tego ćwiczenia, to po prostu tak wyszło. Ale masz dobry punkt - myślę, że rytm coś zmienia, bo daje ciału coś do trzymania.


Odpowiedz
(@dzidka85)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 200

@Nyja64 A ja wróciłam do tej swojej serwetki i spróbowałam coś zaśpiewać. Bez slow tak jak pisała Nyja. i prosze was - po kilku minutach zaaczęłam płakać chociaż nie byłam smutna jakby coś puściło. Nie wiem, co to było ale przedmiot nagle przestał mi tak ciazyc. czy to w ogole ma sens?


Odpowiedz
(@kalinowa)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 489

@Dzidka85 ma sens, i to bardzo konkretny. Ale chccę zapytac - czy śpiewałaś do serwetki czy razem z nią czy może po prostu przy niej? Bo mam wrażenie że to moze byc różnica


Odpowiedz
(@dzidka85)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 200

@Kalinowa o, tego nie wiem jak opisać. Miałam ją w rękach i jakby spiewalam... w jej kierunku? Albo dla niej? Nie wiem. Nie myślałam o tym w tych kategoriach


Odpowiedz
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Dzidka85 To co Dzidka opisuje - płakanie bez wyraźnego powodu a potem ulga - kojarzę ze swoich praktyk. Coś się rozładowuje. I tu wchodzi kwestia, której tu jeszcze nie ruszałyśmy: czy to śpiew robi tę robotę, czy sam kontakt z przedmiotem, a śpiew tylko daje na to pozwolenie?


Odpowiedz
(@wieszczbita-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 325

@Spellbound to dobre rozróżnienie. Głos może działać jako otwarcie nie jako sam akt. Coś w rodzaju klucza, który nie jest trescia, tylko sposobem wejścia. Przy przedmiotach z naładowaną historia ta funkcja głosu jako "wejscia" wydaje mi się bardziej prawdopodobna niż myśl że to słowa same w sobie coś zmieniaja.


Odpowiedz
(@marceli)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 107

@Wieszczbita.x ale jak to odroznic w praktyce? Tzn. czy da sie sprawdzić czy otworzyles cos, czy po prostu rozladowales emocje? Mnie to różni i chcialbym wiedziec jak inni to rozpoznają


Odpowiedz
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 352

@Marceli Według mnie różnica jest w tym, co zostaje po. Jeśli tylko rozładowałeś emocje - jest ulga, ale przedmiot jest taki sam. Jeśli coś się naprawdę otworzyło i zostawiłeś w tym swój ślad - przedmiot się jakoś zmienia w odbiorze. Nie wiem, jak to inaczej opisać. Inaczej leży w rękach, inaczej na niego patrzysz. Ale to też subiektywne, przyznam.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@jachna06)
Połączone: 2 lata temu

Mnie w ogóle ciekawi czy te słowa które "wychodzą same" są w jakimś jezyku. Bo kiedyś czytałam, że w wielu tradycjach śpiewało się w językach, których nie rozumiano - i o to chodziło, żeby rozum nie przeszkadzał. Może tu jest podobnie?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@stella60)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 99

@Jachna06 a to nie jest trochę dziwne, że śpiewamy cos czego sami nie rozumiemy? Jak wtedy w ogóle wiemy, co wysyłamy?


Odpowiedz
(@aether)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 158

@Jachna06 To co Jachna opisuje pojawia się np. w glossolalii - zjawisko znane zarówno z tradycji chrześcijańskich zielonoświątkowych, jak i szamańskich. Idea jest podobna: kiedy mózg wypuszcza kontrolę nad znaczeniem, coś innego może przepłynąć. W antropologii to bywa opisywane jako "mowa duchów" albo po prostu stan dysocjacji funkcjonalnej. Nie piszę tego, żeby zaszufladkować - tylko żeby powiedzieć, że ten mechanizm jest stary i szeroko udokumentowany.


Odpowiedz
(@tanzanit07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 127

@Aether ale wlasnie - jak to nazwiesz glossolalia i powiesz "dysocjacja", to juz brzmi jak cos co mona badac klinicznie. I tu wracam do swojego pytania sprzed kilku postów: czy nie jest tak, że my po prostu robimy sobie coś z psychika i nayzwamy to magią? 😛


Odpowiedz
(@ewelinka71)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Tanzanit07 Mnie już to pytanie Tanzanit trochę męczy, szczerze mowiac. Nie dlatego, że jest zle - tylko dlatego, że kręcimy się w kolko. robimy cos z psychiką to ma efket w swiecie zewnetrznym, nazywamy to magią albo nie - i co z tego wynika? Dalej to działa albo nie dziala.


Odpowiedz
Udostępnij: