Zaczęłam sie ostatnio zastanawiać nad czymś co mnie trochę gryzło przy cyklicznych rytuałach. Konkretnie przy tych, gdzie używam olejków i ziół jako elementu zaklęcia. Robie pewien rytuał co nowiu i zawsze parzę tę samą mieszankę ziołową - werbena, drzewo sandałowe, trochę bylicy. Po kilku miesiącach zauważyłam coś dziwnego: sam zapach tej mieszanki, zupełnie poza rytuałem, wprowadza mnie w jakiś specyficzny stan skupienia jakby ciało zapamiętało, co ma robić. Zaczęłam się zastanawiać, czy to działa też w drugą stronę - czy jeśli noszę przy sobie ten zapach na co dzień to "rozcieńczam" jego działanie w rytuale, czy może go wzmacniam przez ciągłe przypominanie? Ktoś to testował?
To co opisujesz to coś, czym zajmuje się też psychologia - warunkowanie klasyczne, bodźce sensoryczne i pamięęć proceduralna. Tylko że w praktyce magicznej to działa w dwie strony i nie jestem pewna, czy oba kierunki są jednakowo korzystne. Sama mam zasade, że pewne zapachy trzymam ściśle pod rytuał i nigdy ich nie używam w codziennym życiu. inne z kolei noszę przy sobie właśnie po to, żeby działały jak kotwica przez cały czas. To są dla mnie dwie różne funkcje. Pytanie, którą ty chcesz osiagnac?
Właśnie o to mi chodzi. Że to skojarzenie może pracować na twoją korzyść albo stać się przekleństwem, zależy jak je poprowadzisz. Tylko że moje pytanie jest trochę głębsze - bo noszenie zapachu przy sobie fizycznie powiedzmy jako olejek na nadgarstkach, to jest ingerencja w ciągłe trwanie zaklęcia, czy coś zupelnie neutralnego? Rytuał wykonałam, on "poszedl w świat", a teraz noszę zapach, który mu towarzyszyl. Co to robi?
To zależy od tego jak patrzysz na nature samego zaklęcia. Jeśli traktujesz je jako impuls - jednorrazowy akt, który się wydarzył i działa dalej sam - to noszenie zapachu to po prostu osobna sprawa ale jesli rytuał jest dla ciebie czymś ciaglym strukturą, ktora trwa w czasie, to noszenie zapachu moze byc albo jej częścią albo wprowadzać szum. Który model bliższy jeest temu jak ty to robisz?
Ech, chcę tu doprecyzować jedną rzecz, bo widzę, że rozmowa idzie w kierunku "czy mogę nosic ten zapach czy nie", a to może być zbyt uproszczone. W tradycjach, które wywodzą się z mgaii ceremonialnej i herbalnej - na przykład z grimoirów europejskich czy z praktyki hoodoo - olejki i zapachy mają konkretne przypisania zależne od rosliny, nie tylko od intencji użytkownika. Sandałowiec od wieków używany jest właśnie do pracy ciągłej i meditacyjnej, nie tylko rytualnej. Bylica z kolei to zapach typowo używany do wzmacniania percepcji i snwo - i to działa niezalznie od rytuału. Więc zanim zdecydujecie, "programować czy nie programować", warto wiedzieć, co dana roślina robi sama z siebie.
A mogę zapytac - co to znaczy że roslina "gra swoje"? Rozumiem metaforycznie, ale czy to jest cos, co można sprawdzić, czy to bardziej kwestia tradycji i przekonania? Pytam, bo sama używam lawendy do kapieli i nie mam wrażenia, żeby cokolwiek "dzialalo", po prostu ladnie pachnie.
Hej, troche się pogubilem w tej rozmowie. Czy wy mowicie o tym że zapahcy fizycznie zmieniaja cos w mózgu, czy o czyms nadnaturalnym? Bo jeśli to pierwsze to rozumiem ale co to ma wspólnego z zaklęciami?
Wracając do pytania z poczatku - o noszeniu zapachu przy sobie - mam wrazenie, że nie padla jeszcze konkretna odpowiedź na to, czy to osłabia rytuał. bo mamy juz dwa stanowiska: że to zależy od intencji przy tworzeniu i że zalezy od wlasnosci samej rosliny. Czy te dwa stanowiska są ze sobą sprzeczne czy uzupełniają się?
O rany, mam pytanie do wszystkich - czy ktos z was w ogóle sprawdzal fizycznie jak zapach trzyma sie na ciele przez dzień? Bo z mojego doswiadczenia olejek na nadgarstkach po 3-4 godz znika prawie zupełnie. Wiec czy zaklecie "trwa" przez cały dzień, czy tylko póki czuć zapach? To ma praktyczne znaczenie jeśli ktos chce nosic go jako ciągły element.
To jest właśnie to, co mnie tutaj najbardziej interesuje. Czy zapach to nośnik intencji, który musi byc fizycznnie obecny żeby działał, czy wystarczy samo skojarzenie w głowie? Bo jeśli to drugie, to właściwie po kilku miesiącach praktyki wystarczyłoby sobie wyobrazic ten zapach i efekt byłby podobny bez noszenia czegokolwiek przy sobie.
O matko, mam wrażenie, że cały czas kręcimy sie wokol pytania, czy zapach to warunek konieczny, czy tylko jeden z możliwych nośników. Bo jak slucham tej rozmowy to wychodi mi, że każda z nas traktuje to nieco inaczej - i może właśnie dlatego nie ma jednej odpowiedzi.
W praktykach z kregu magii naturalnej jest pojęcie sygnatury roślinnej - czyli czegoś więcej niż tylko zapach czy wygląd bardziej calosc "charakteru" danej rosliny. i w tym rozumieniu zapach, który wyparowuje to tylko jeden z przejawów tej sygnatury. reszta może nadal byc aktywna bo praca została wykonana. Ale - i to jest ważne - dotyczy to raczej sytuacji, gdzie masz już zbudowaną relacje z dana rośliną. Nie kazde pierwsze uzycie.
Mam pytanie może trochę z boku, ale: czy ktoś z was w ogóle pracował z zapachami, ktore są trwałe inaczej - nie olejki, nie kadzidło, ale na przykład suszone zioła zaszyte w woreczku? Bo taaki woreczek noszony przy sobie przez cały dzień to zupełnie inna dynamika niz olejek na nadgarstku. Zapach jest słabszy, ale stały. i zastanawiam się, czy to zmienia cokolwiek w tym o czym teraz mówimy. 😛
Wymiana ziół w woreczku to w wielu tradycjach wlasnie element cyklu a nie jego przerwanie. Na przykład w niektórych podejściach do magii ludowej woreczek jest "karmiony" - dosłownie uzupełniany, odświeżany, czasem kroplą olejku albo nowm składnikiem przy każdym nowiu. Nie chodzi o zastapienie, tylko o podtrzymanie. Ciągłość nie jest w materiale, tylko w intencji i rytmie. 🙁
To ciekawe zestawienie - bo jeśli zarówno hoodoo jak i europejska magia ludowa niezaelznie doszly do podobnego wniosku o podtrzymywaniu nosnika, to może to wskazuje na coś bardziej podstawowego w tym jak w ogóle działa praca z przedmiotami magicznymi. Nie jako jednorazowy akt, tylko jako relacja wymagajaca uwagi. Czy ktoś wie czy w innych tradycjach - powiedzmy w japonskiej maii albo w praktykach hinduskich - też jest cos podobnego?
Ja uzupelniam, nie wymieniam - ale mam jedno zastrzeżenie. Jesli woreczek był robiony pod konkretną okoliczność kora minęła albo się domknęła to wtedy go nie uzupelniam, tylko kończę i rozkładam swiadomie. Uzupelnianie ma sens tylko wtedy kiedy praca jest naprawde ciagla. Inaczej to jak odnawianie czegos, co już nie ma celu.
E tam, to mi daje do myslenia w kontekscie mojego cedru. Bo ta praca z czakrami jest dla mnie długoterminowa i nie ma daty konca - więc mże podejscie z uzpuelnianiem albo regularnym "odświeżaniem" jest tu bardziej sensowne niż szukanie momentu wymiany ale skad wiedzieć że czas woreczka albo zaapchu dobiegł końca, jesli sama praca trwa dalej? Czy zapach "powie", że się skończył?
Skad wiem że czas odświeżyć, a nie wymieniac? Bo mam dokładnie ten sam problem - cedr jest przy mnie od dawna i nie mam poczucia, że praca się zamknęła ale jednocześnie widze, że zapach wyraznie osłabł. Czy to w ogóle ma znaczenie dla energii?
Hmm, to wszystko krąży wokół czegoś, o czym myślę od poczatku tej rozmowy. Mój woreczek zmienil się fizycznie i czuje, że zmieniła się jego rola - już nie jest tym samym przedmiotem, co na początku. Ale ta zmiana nie wygląda na koniec. Bardziej jak dojrzewanie. Tylko nie wiem, czy to jset moje nadawanie znaczenia czy coś, co można sprawdzić.
Czy to w ogóle można sprawdzić? Bo mam wrażenie, że w tych rozmowach zawsze dochodzimy do punktu, gdzie albo ktoś czuje że tak albo ktoś mówi że nie ma narzędzi do weryfikacji. Ale może właśnie to jest pytanie - co byloby dla ciebie sygnałem, że woreczek już nie działa jako ciaglosc, a tylko jako stary przedmiot?
A co jelsi problem jest prostszy? Że po kilku miesiacach wooreczek traci zapach po prostu fizycznie a my interpretujemy to jako zmiane energetyczną, bo mozg szuka narracji? Pytam serio, bo mam podobny woreczek i też zaczelam zastanawiać się czy nie wmawiam sobie czegoś
Zastanawiam sie, czy ta kwestia warstw zapachu nie jest też kwestią intencji przy uzupełnianiu. Czy jak dosypujesz nowe ziolo to robisz to z jakims rytuałem czy po prostu dosypujesz? Bo to chyba robi różnicę w tym czym ta nowa warstwa jest.
To znaczy że sam akt fizycznego uzupełnienia jest już jakoś intencjonalny nawet jesli nie towarzyszy mu żaden rytuał? Bo to brzmi jakby sama uwaga poświęcona przedmiotowi - to, że po niego siegasz, otwierasz coś dodajesz - juz coś zmieniala.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam jedno obserwacje. Wszyscy mówicie o zapachach jako o czymś, co ma działać na was - na skupienie, na stan, na wejście w rytm. Ale nikt nie mówi o tym, co zapach robi w przestrzeni wokół, nie tylko w głowie. to inne podejście do nośnika i zastanawiam się, czy ktoś w ogóle tak myśli o tym woreczku, który nosi przy sobie.
Wracam do swojego woreczka z tym w głowie. przez kilka miesięcy nosiłam go przy sobie właściwie bez przerwy, też w nocy trzymałam go blisko. I teraz mysle, że jeśli ta "ruchoma strefa" cokolwiek znaczy, to moj woreczek jest juz bardzo nasycony - miejscami, stanami, sytuacjami, w których bylam. Czy to jest powód, żeby go wymienić, czy żeby zostawic właśnie z tym powodu?
To pytanie mnie zatrzymuje bo mam dokladnie ten dylemat z moim cedrem. Im dłużej go nosze, tym bardziej myślę, że jest "zapisany", ale nie wiem, czy to jest zaleta czy problem. Jak w ogóle wiadomo kiedy zapis staje się zbyt gęsty, żeby pracował dobrze?
