Mam taki drobiazg, który leży na moim stole od kilku tygodni i za każdym razem, jak zabieram się do czegokolwiek, wzrok mi na nim się zatrzymuje z jakimś dziwnym niepokojem. Nie potrafię tego dokładnie opisać - to stary zegarek po dziadku, nic szczególnego, ale jest coś w nim, co mnie irytuje. I zacząłem się zastanawiać, czy ten rodzaj drażnienia może faktycznie wpływać na przebieg rytuału. Bo ostatnio kilka rzeczy mi nie poszło tak jak powinno, a sprzątałem stół, ustawiałem wszystko jak zawsze - tylko ten zegarek zawsze tam był. Ktoś miał podobnie z jakimś przedmiotem?
Jasne, że może przeszkadzać. Przedmioty mają swoją energię i jeśli coś na nas działa negatywnie, to blokuje przepływ intencji podczas rytuału. Wystarczy usunąć taki obiekt z przestrzeni i już jest lepiej. To dosyć podstawowa kwestia.
A czy to nie jest przypadkiem kwestia niezałatwionej emocji z tym przedmiotem związanej? Bo jeśli zegarek po dziadku drażni, to może nie chodzi o sam obiekt, tylko o coś nierozwiązanego. Mam to czasem z pewnymi kamieniami - kupuję z pełnym przekonaniem, a potem odkrywam, że trzymam go i czuję jakiś opór, i to nie jest kwestia samego kamienia. Telesfor, jak długo ten zegarek jest u ciebie? I czy to drażnienie pojawiło się od razu, czy z czasem?
To co pisze Lucynka jest ciekawe, ale mam inne pytanie do tematu - bo w tytule jest 'wsteczne działanie' rytuału. Czy chodzi o to, że rytuał mógł w jakiś sposób wpłynąć na uczucia, które mieliśmy jeszcze przed jego wykonaniem? Bo to by było coś innego niż zwykłe rozpraszanie. Telesfor, a te nieudane rzeczy, o których piszesz - czy to były rytuały nastawione na jakiś konkretny cel, który dotyczył czegoś z przeszłości?
To jest naprawdę interesujące. W niektórych tradycjach jest coś, co można by nazwać analogią sympatetyczną - jeśli przedmiot jest powiązany ze sprawą, na którą pracujesz, to może zacząć działać jako rodzaj wzmocnienia lub zakłócenia, zależnie od tego, jakie emocje przynosisz. Ale to 'wsteczne' działanie - masz na myśli, że rytuał mógł wpłynąć na to, jak teraz czujesz się do przeszłości? Czy raczej, że przedmiot zaczął cię drażnić dopiero po wykonaniu rytuału?
Ale to chyba znaczy, że rytuał zadziałał? Skoro coś się ruszyło? Pamiętam, że czytałam gdzieś, że jak stare rzeczy zaczynają zwracać na siebie uwagę po pracy magicznej, to jest znak, że energia zaczyna działać. Może to dobry sygnał, nie zły.
Chciałabym się tu wtrącić, bo temat jest naprawdę złożony i trochę mnie niepokoi, jak szybko padło słowo 'energia'. W magii sympatetycznej, o której wspomniał Damianek, przedmiot powiązany ze sprawą lub osobą może działać jako łącznik - to jest koncepcja obecna w różnych tradycjach, od Frazera po praktyki hoodoo. Ale mechanizm jest inny niż 'emitowanie energii'. Chodzi raczej o to, że obiekt wywołuje konkretne stany mentalne u praktykującego, co bezpośrednio wpływa na intencję. Więc Telesfor - to, co opisujesz, czyli nagle widoczny przedmiot po rytualne - może mieć bardzo przyziemne wyjaśnienie: twój umysł sam skojarzył sprawę z obiektem i teraz nie może przestać tego połączenia widzieć.
Chciałam wrócić do kwestii, którą Telesfor poruszył - tego 'wstecznego' działania. Bo to jest naprawdę osobny temat, który mnie zastanawia. Jeśli rytuał dotyczy czegoś z przeszłości, to czy może zmienić to, jak tę przeszłość postrzegamy? Nie samą przeszłość oczywiście, ale nasze do niej podejście? I czy to, że zegarek nagle zaczął drażnić, to nie jest właśnie taki efekt - zmiana percepcji starej historii?
Miałam coś podobnego, tylko nie z rytuałem, a ze snem. Po intensywnym śnie o kimś z przeszłości zaczęłam inaczej widzieć pewną fotografię, która wisiała u mnie od lat. Nagle zaczęła mnie niepokoić. Nie wiem, czy to analogiczne, ale może chodzi o ten sam mechanizm - że coś w nas się zmienia i zaczyna rzutować na otoczenie.
No właśnie to mnie trapi. Zabrałem zegarek do szuflady dwa dni po tym, jak zacząłem go zauważać, i... rzeczywiście, po kilku dniach zacząłem dziwnie patrzeć na inny przedmiot. Na książkę, która leżała obok. Więc pytanie Damianeka jest celne. Czy to jest tak, że to ja jestem źródłem tego napięcia, a nie przedmioty?
Nie jestem przekonana do całego tego myślenia o energiach i tak dalej, ale to co opisuje Telesfor to brzmi jak coś, z czym znam się całkiem dobrze - tylko z zupełnie innej perspektywy. To może być po prostu podwyższony stan czujności po tym, jak umysł raz zaczął szukać połączeń. Mózg lubi wzorce i jak raz coś znajdzie, to szuka dalej. Czy naprawdę trzeba tu zakładać, że rytuał cokolwiek zmienił?
Dobra, odpowiadając na pytanie Almandynki - tak, miał konkretny cel. Chodziło o uwolnienie się od pewnego ciągnącego się konfliktu z przeszłości. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale sprawa dotyczyła kogoś z rodziny. I ten zegarek jest właśnie po tej osobie - tej, z którą był konflikt. Więc może nie dziwi, że akurat on się pojawił po rytuale w tym dziwnym kontekście.
To zupełnie zmienia obraz sytuacji. Powiem wprost - jeśli zegarek pochodzi od osoby, której dotyczyła praca magiczna, to nie mamy tu do czynienia z przypadkowym 'zakłócaczem', tylko potencjalnie z czymś, co w magii sympatetycznej określa się jako link, czyli fizyczne połączenie z celem. To poważna sprawa. Mam pytanie: czy ten przedmiot był przy tobie podczas rytuału, czy gdzieś w mieszkaniu, ale nie bezpośrednio obok?
Był w tym samym pokoju. Leżał na komodzie, dosłownie metr od miejsca, gdzie siedziałem. Nie myślałem o tym wtedy, bo w ogóle nie łączyłem go z tą osobą - zegarek dostałem dawno temu i jakoś nie kojarzyłem go bezpośrednio. No ale teraz jak o tym piszę, to robi się z tego całkiem inna historia.
No to wszystko jasne. Zegarek wchłonął część energii rytuału i teraz po prostu daje ci znać. Taki przedmiot trzeba albo oczyścić, albo wynieść z przestrzeni. Sól, dym, woda z solą - cokolwiek co stosujesz.
Ale jak to zerwać? Rytuał już się odbył, więc chyba nie można cofnąć tego co zaszło?
Wróćmy do tego, co mnie najbardziej zastanawia w tym wątku - kwestia 'wsteczności'. Telesfor napisał coś wcześniej, że rytuał dotyczył starej sprawy i zastanawia się, czy zegarek jest z nią powiązany przez czas, nie tylko przez osobę. Czy ktoś spotkał się z koncepcją, że praca z przeszłością może aktywować przedmioty powiązane z tym samym okresem, nawet jeśli nie bezpośrednio z tym samym człowiekiem?
Ja nie wiem, czy to jest ten sam mechanizm, ale mój sen, o którym pisałam - on też dotyczył kogoś z przeszłości. I ta fotografia, która zaczęła mnie niepokoić, była zrobiona mniej więcej w tym samym czasie co sytuacja ze snu. Nie z tą samą osobą. Więc może Eteria ma rację, że czas gra tu większą rolę niż samo powiązanie z konkretnym człowiekiem.
Może to jest po prostu tak, że w trudnych momentach jesteśmy bardziej wrażliwi na wszystko, co jest z nimi skojarzone? Mózg to robi automatycznie - łączy bodźce z emocjami. Zegarek, fotografia, kamień - jeśli natrafia na nie w stanie podwyższonej uwagi, to je zapamiętuje inaczej. Nie twierdzę, że na pewno nie ma tu czegoś więcej, ale to wyjaśnienie też tłumaczy co opisujecie.
Bo rytuał sam w sobie jest aktem skupienia uwagi. Siedzisz, koncentrujesz się, tworzysz intencję. To jest bardzo silny bodziec emocjonalny, niezależnie od tego, w co wierzysz. Mózg po czymś takim jest dosłownie pobudzony do szukania powiązań. Ale wiesz co - nie wiem tego na pewno. Może masz rację i jest coś więcej.
Powiem szczerze, że to jest jeden z tych wątków, gdzie obie interpretacje - psychologiczna i magiczna - są dla mnie nie do rozdzielenia. I nie chodzi o to, że nie chcę wybierać, tylko że w praktyce to po prostu tak działa. Rytuał zmienia twój stan wewnętrzny i to zmienia to, jak postrzegasz otoczenie. Czy to jest 'tylko' psychologia, czy coś więcej - nie wiem. Telesfor, powiedz jedno: jak się teraz czujesz w związku z tą starą sprawą, pomijając zegarek?
Hmm. Inaczej. Trudno powiedzieć lepiej czy gorzej, ale wyraźnie inaczej. Jakby coś w tej sprawie przestało być zamrożone, a zaczęło się ruszać. I nie wiem, czy to mnie cieszy, bo ruch w tym miejscu to też niepokój.
To jest chyba odpowiedź na moje pytanie o 'wsteczność'. Rytuał nie zmienił przeszłości, ale zmienił to, jak do niej stoisz teraz. I zegarek to trochę taki znacznik tej zmiany - wyskoczył na radar, bo stał się nagle widoczny w nowym kontekście. Mam rację, Telesfor?
Chcę dodać jedno do tego, co mówi Eteria, bo to mi się łączy z czymś konkretnym. W tradycji germańskiej jest pojęcie wyrd - sieć przyczynowości, w której przeszłe działania są nadal 'aktywne' i wpływają na teraźniejszość. Praca z przeszłością w tym ujęciu nie cofa czasu, ale zmienia napięcie w tej sieci. I przedmiot powiązany z danym węzłem sieci zaczyna to napięcie odzwierciedlać. Więc to, co opisuje Telesfor, ma swój odpowiednik w systemach tradycyjnych - niezależnie od tego, jak to wytłumaczymy mechanistycznie.
Okej, to zacznę od odpowiedzi na Damianowe pytanie, bo ono mnie zatrzymało. Czego chcę? Szczerze - nie wiem. Zacząłem rytuał z konkretną intencją, ale teraz, kiedy sprawa 'ruszyła', czuję się trochę jak ktoś, kto otworzył drzwi i stoi w progu. Nie wchodzi, nie wychodzi. Zegarek leży tam gdzie leżał. Nie oczyściłem go, nie wyniosłem. Może właśnie dlatego, że nie mam pewności czy to byłoby sensowne.
No to stoisz w progu i czekasz na co? Sprawa ruszyła, jak mówisz - to albo idziesz dalej, albo świadomie zamykasz. Tak mi się przynajmniej wydaje. Niezdecydowanie w trakcie aktywnego procesu to jest chyba najgorsza opcja.
Energia nie czeka - to jest jedno z tych zdań, które brzmią przekonująco, a kiedy się nad tym chwilę zastanowić, to trudno powiedzieć co właściwie znaczy. Co się dzieje z 'energią' kiedy się nie zdecyduje? Rozpływa się? Wraca? Kumuluje? Telesfor, a ty jak to czujesz po stronie praktycznej - czy masz wrażenie, że coś na ciebie 'czeka', czy raczej że proces po prostu toczy się bez twojego aktywnego udziału?
