Ostatnio trafiłam na coś co mnie mocno zatrzymało przy czytaniu, chodzi o te tzw. przedmioty bizonowe. Nie jestem pewna czy dobrze rozumiem ten termin, bo spotykam go w różnych miejscach i nigdzie nie znaczy tego samego. Jedni piszą ze to przedmioty z własną energią, inni że to rodzaj receptakulum do ktorego celowo "wkłada się" intencję. Czy ktoś w ogóle rozróznia te dwa podejscia? Bo dla mnie to nie jest oczywiste ze to synonimy.
Sam miałem z tym problem przez dlugi czas, szczerze mowiac. Receptakulum to pojęcie z ceremonialnej tradycji zachodniej, pojawia się już u Agryppy i oznacza przedmiot ktory skupia albo zatrzymuje energie konkretnego rodzaju, nie dowolnej. A "przedmiot bizonowy" to określenie ktore zaczęło funkcjonowac w polskich środowiskach i jest trochę luźniejsze. Używa sie ich wymiennie, ale nie powinno.
Mam w notatkach ciekawy fragment z "Three Books of Occult Philosophy", Agryppa pisze że przedmioty materialne mogą "odbierać" wpływy astralne tylko jeśli są do tego przygotowane zgodnie z harmonią sfer. Więc ten kamień z parku, bez żadnego przygotowania, byłby według tej logiki po prostu kamieniem. Ale z drugiej strony inne tradycje, choćby szamanizm rdzennych ludow, mówią zupełnie inaczej, że pewne przedmioty mają energię z natury, bez żadnego rytuału. Więc co jest bazą?
Przepraszam ze sie wtrącam ale trochę sie gubię. co to znaczy ze przedmiot "ma energię z natury"? mowicie o kryształach które maja własne wibracje, czy o czyms innym? bo z astrologii wiem ze planety mają swoje atrybuty i wpływają na rzeczy ale żeby jakis przedmiot sam z siebie cos trzymał... hmm nie wiem.
A wracając do tych bizonowych, bo mi umknęło przez te kamienie, właściwie skąd w ogóle ten termin? Szukałam i nie znalazłam jednoznacznego źródła. Słyszałam że pochodzi od słowa "bizo" w sensie jakiejś konkretnej tradycji słowiańskiej, ale to może być kompletne zmyślenie. Ktoś wie skąd się wzięło to słowo w polskim obiegu?
Szczerze mówiąc nie kojarzę tego terminu z żadną ustaloną tradycją. Myślę że to może być termin autorski albo slangowy, który powstał w polskich środowiskach internetowych i zaczął żyć własnym życiem. Nie jest to odosobnione, w polskim ezoeslangu funkcjonuje dużo pojęć których nie znajdziesz w żadnym podręczniku. Co nie znaczy że za nimi stoją puste treści. Kwestia na ile ta intuicyjnie ukształtowana koncepcja jest spójna.
To już jest całkiem inny wątek i bardzo ciekawy. Wpływ na relacje bez ingerencji w wolną wolę to stary problem w tradycjach magicznych. Część szkół mowi że magia może tylko "oczyścić przestrzeń" wokół relacji, usunąc przeszkody, poprawić komunikację energetyczną, ale nie może zmienić uczuć ani decyzji. Inne tradycje w ogole odrzucają to rozróżnienie jako iluzoryczne.
Jest tu pewna analogia do psychologii. Jeśli wychodzę na spotkanie spokojniejsza, lepiej uziemiona, ta sama rozmowa może przebiec zupełnie inaczej. Nie zmieniam drugiej osoby, zmieniam swoje własne pole. Przedmiot który działa jako kotwica stanu robi dokładnie to samo. Czy to już jest "wpływ na kogoś"? Myślę że to zależy od tego jak ktoś rozumie wolną wolę w ogóle.
No właśnie i tu pytanie czy przedmiot bizonowy który "trzyma" energię konkretnej relacji w ogóle mieści się w tej sferze własnej, czy już z definicji wychodzi poza nią. Bo relacja z definicji jest między dwiema osobami.
Chyba za dużo tu filozofowania. Praktycznie rzecz biorąc przedmiot naładowany intencją i noszony przy sobie przez jedną osobę działa tylko na tę osobę. Energia nie przeskakuje sama do kogoś drugiego, chyba że ten ktoś fizycznie dotknie przedmiotu. Przynajmniej tak wynika z tego co wiem o pracy z obiektami.
I to jest właśnie to co chciałam dopowiedzieć. W runach jest odpowiednik tego zagadnienia, przy tworzeniu binde-run dla dwóch osob pojawia się dokładnie ten sam dylemat. Czy splecione runy dwóch imion to ingerencja czy wspieranie wspólnej przestrzeni? Nie ma jednej odpowiedzi i każdy mistrz run z którym rozmawiałam miał inną.
To jest akurat sedno całej tej dyskusji i nie ma tu jednej odpowiedzi. Zależy od modelu w ktorym pracujesz. Jeśli zakładasz że runy działają na poziomie archetypowym, to świadomość osoby nie jest wymagana. Jeśli zakładasz model psychologiczny, Jungowski powiedzmy, to binde-runa może być tylko twoją projekcją i działa głównie na ciebie. W tym drugim przypadku ta druga osoba jest poza zasięgiem w ogóle.
Właściwie to jest podobny problem co z kamieniami uziemiającymi w bioenergoterapii, jeśli pracuję z kimś na odległość i używam jego zdjęcia i kamienia jako punktu skupienia, to granica między "pracą nad sobą" a "pracą na kimś" robi się naprawdę cienka. Nie mówię że to złe, tylko że wymaga uczciwości wobec siebie. Żebyś wiedziała co tak naprawdę robisz i dlaczego.
Zbieżność czasowa to akurat największa pułapka w każdej pracy magicznej. Mózg szuka wzorców i zawsze coś znajdzie, szczególnie jeśli ma motywację żeby znaleźć.
I tu właśnie wracamy do początku watku, bo przedmiot bizonowy, cokolwiek ten termin dokładnie oznacza, miał podobno działac właśnie jako taki posrednik w relacji. Trzymasz go ty, ale ma "łączyc" cię z kimś. Brzmi to jak opis czegoś miedzy amuletem osobistym a magią sympatyczną. Tylko bez wiedzy tej drugiej osoby.
Mam wrażenie że ten termin "bizonowy" mógł powstać jako kalka od czegoś innego i po drodze zmienił znaczenie. Bo opis który podajesz, przedmiot trzymany przez jedną osobę, ale odnoszący się do relacji dwuosobowej, to brzmi jak to co w anglojęzycznych tradycjach bywa nazywane "link object" albo "materia magica" dla połączenia sympatycznego. Tylko że tam zwykle używa się czegoś należącego do obu stron, a nie tylko do jednej.
Sorki że znowu z głupim pytaniem ale co to znaczy "materia magica"? ze przedmiot musi należec do tej osoby, jak jej włosy albo cos? bo to brzmi trochę niepokojąco szczerze.
Ten ślad stóp to chyba też stare słowiańskie przekonanie, nie tylko zachodnia ceremonialna. Kojarzę że w polskim folklorze rzucanie uroku przez zrobienie czegoś z czyimś śladem było dość powszechne. Więc może to "bizonowe" jest jednak jakoś zakorzenione w słowiańskiej tradycji, tylko nikt już nie pamięta dokładnie skąd.
A wracając do tego etycznego pytania, czy jeśli ktoś chce użyc takiego przedmiotu w intencji zyczliwej, powiedzmy żeby poprawic atmosfere między sobą a kimś bliskim, to to też jest naruszenie? Mam wrazenie ze część osob traktuje całą magię interpersonalną jak coś z gruntu złego, a część w ogole nie robi tego rozróznienia.
to zależy kogo spytasz. Ja uważam że intencja robi dużą różnicę. Modlitwa za kogoś bez jego wiedzy jest formą energetycznej pracy interpersonalnej i mało kto ją kwestionuje. Dlaczego amulet miałby być inny?
No ale jest różnica między modlitwą a amuletem, nie? Modlitwa idzie "wyżej" i zakłada że jakaś wyższa inteligencja zdecyduje czy i jak to zadziała. Amulet albo przedmiot naładowany intencją jest bardziej bezpośredni, ty decydujesz, ty kierujesz, ty wykonujesz. Inne rozłożenie odpowiedzialności, zupelnie inne.
Słucham tej rozmowy od początku i mam jedno pytanie. Czy przedmiot bizonowy który "nosi" intencję spokoju mógłby w ogóle zaszkodzić drugiej osobie, jeśli jej interes byłby sprzeczny z tą intencją? Zakładamy że jest życzliwy, ale co jeśli ta druga osoba akurat chce konfliktu?
Ja właśnie z czymś takim próbowałam pracowac, i dlatego założyłam ten temat. Mam kamień ktory dostałam razem z kimś bliskim, oboje go trzymalismy, oboje wiedzielismy o intencji. I teraz się zastanawiam czy to w ogole pasuje do definicji "bizonowego" czy to już inna kategoria, bo ta osoba była przy całym procesie.
