Mam ostatnio taki etap życia, że połowa dnia to czekanie. Przychodnia, przedszkole, sklep, apteka. I zaczęłam się zastanawiać, co można z tym czasem zrobić magicznie, bo stać i gapiść się w telefon to strata. Myśłę głównie o rzeczach, których nie widać, żeby nie wyglądać dziwnie. Ktoś tu praktykuje coś w kolejkach albo w poczekalni?
Kolejki to mój ulubiony czas na wizualizacje. Nikt nie wie, że w głowie budujesz konkretny obraz sytuacji, którą chcesz przyciągnąć. Stoisz, patrzysz gdzieś przed siebie, a w środku trwa praca. Córkę mam małą, więc rozumiem ten temat, bo dużo takich momentów w ciągu dnia.
Ja to jeszcze inaczej podchodzę. Kolejka, szczególnie ta długa i irytująca, to idealny moment na obserwację własnego ciała. Gdzie napięcie? W szczęce, ramionach? Bo jeśli praktykujesz jakikolwiek rodzaj pracy energetycznej, to te momenty codziennego stresu są jak wskaźniki, gdzie coś blokuje. Zamiast walczyć z frustracją, można ją po prostu zauważyć i puścić. Dzieci przy tym uczą się przy okazji, że mama nie wybucha w kolejce, co też ma swoją wartość.
Mam pytanie do tematu, bo zaczęło mnie to ciekawić. Czy ktoś stosuje w kolejkach coś konkretniejszego niż wizualizacja, coś z wymiaru magii intencji albo słów? Chodzi mi o to, czy da się zrobić coś bardziej ustrukturyzowanego w głowie, kiedy stoisz piętnastą minutę w rejestracji z dzieckiem przy nodze.
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale jak ustawiasz tę intencję? Mam na myśli, czy to coś, co formułujesz rano, czy na bieżąco w zależności od dnia? Bo zawsze myślałam, że do czegokolwiek magicznego potrzeba więcej przygotowania, a tu wychodzi, że można po prostu w kolejce.
Muszę dodać do tego wątku coś o oddechach, bo widzę, że nie padło. Istnieje stara technika, która w tradycjach tantrycznych i w niektórych nurtach jogi nosi nazwę pranayamy sytuacyjnej, czyli pracy z oddechem w warunkach niemedytacyjnych. W kolejce możesz robić coś bardzo prostego: cztery takty wdechu przez nos, zatrzymanie na cztery, wydech na osiem. Robi się to w ciszy i niewidocznie. Reguluje układ nerwowy w ciągu dosłownie dwóch minut, a przy regularnej praktyce zaczyna działać jak reset. Przy pracy z czakrami to fundament, bo rozregulowany oddech blokuje pracę energetyczną zanim w ogóle zaczniesz.
Ciekawe, że wyszło na oddech, bo ja ostatnio miałam sytuację odwrotną. Stałam w przychodni, byłam zmęczona, dziecko przy mnie, i nagle złapałam się na tym, że zamiast czegokolwiek robię magicznego, po prostu obserwuję ludzi dookoła i wysyłam im w myślach coś życzliwego. Bez systemu, bez intencji, po prostu tak. I wróciłam do domu dziwnie lekka. Nie wiem, jak to nazwać.
Wracam, bo temat poszedł w ciekawe strony, ale chciałam zapytać o coś bardziej fizycznego. Czy ktoś nosi przy sobie kamień albo amulet właśnie do takich sytuacji, czyli do codziennego chaosu z dzieckiem? Mam kilka kamieni, ale w sumie używam ich głównie w domu i jakoś nie przyszło mi do głowy, żeby to przenieść na zewnątrz.
A to mnie zastanawia, bo słyszałam, że kamień noszony przy ciele przez długi czas przejmuje energię otoczenia, nie tylko tę twoją. Czyli stojąc w kolejce z obsydianem w kieszeni, nie wchłaniasz przypadkiem czegoś niepotrzebnego od innych ludzi? Pytam szczerze, bo sama noszę czasem różaniec kwarcowy i zawsze się zastanawiam, czy go nie powinam co wieczór czyścić.
A ja mam inne pytanie, bo słucham tego o mojo bag i myślę, że to sensowne, ale zastanawia mnie jedno. Jak masz przy sobie tę torebkę w kolejce z wózkiem, to w którym momencie ona działa? Sama obecność przy ciele wystarczy, czy jednak trzeba coś robić aktywnie, żeby to nie był tylko woreczek z lawendą w kieszeni?
To jest naprawdę dobre pytanie i chyba niedostatecznie omawiane. W większości tradycji, które pracują z obiektami fizycznymi, sama obecność przy ciele tworzy ciągłe, pasywne oddziaływanie. Ale aktywacja, czyli świadomy kontakt, na przykład dotknięcie torebki w trudnym momencie i skierowanie uwagi na intencję, jest jakościowo inna. Można to porównać do różnicy między świeczką zapaloną w pokoju a świeczką, na którą aktywnie patrzysz i skupiasz myśl. Obie coś robią, ale w inny sposób.
Mam wrażenie, że w tej dyskusji cały czas zakładamy, że kolejka to przeszkoda, z którą trzeba sobie radzić. A co jeśli spojrzeć na nią inaczej, mianowicie jako czas zawieszenia między jednym zadaniem a drugim, coś jak naturalna pauza, którą można świadomie wypełnić? To zmienia perspektywę na to, co się w niej robi magicznie.
Dokładnie o to mi szło. Bo koncepcyjnie to wszystko brzmi sensownie, ale jak masz rok i osiem miesięcy przy nodze i kolejkę na dziesięć osób, to te kilka sekund na dotknięcie kamienia brzmi jak luksus. Chociaż może to ja za bardzo komplikuje.
Nie komplikujesz. To jest realne ograniczenie i w ogóle warto go nie lekceważyć, bo dużo rad o magii codziennej jest pisanych przez ludzi bez małych dzieci. Ale właśnie z tego powodu praca z obiektami pasywnie działającymi, jak ta mojo bag czy kamień noszony przy sobie, ma sens dla rodziców, bo nie wymaga niczego aktywnego w trudnym momencie. Przygotowujesz to wcześniej.
Ale skąd wiadomo, że ta intencja zadziałała? To moje stałe pytanie przy każdej praktyce magicznej, bo nie mam żadnego sygnału zwrotnego. Jak mam wiedzieć, że nie ustawiam jej w kółko na próżno?
Trochę mnie śmieszy ten paragon, ale to prawda 🙂 Ja stosuję coś w rodzaju notatnika, gdzie zapisuję intencje i datę, i wracam do nich. Wtedy łatwiej zauważyć zmiany, które inaczej by umknęły, bo w codziennym chaosie z dzieckiem i tak wszystko się zlewa.
No właśnie, ja noszę obsydian w kieszeni kurtki i to chyba jest ta bliższa opcja. Ale Nyja poruszyła coś, co mi chodzi po głowie, mianowicie to, że kamień na dnie torby to jak go nie masz. I uważam, że w tym jest sens, bo kilka razy miałam go w dużej torbie i kompletnie o nim zapominałam. Natomiast kurtka to coś, czego dotykam odruchowo, sięgam po klucze i mam kontakt. Nie wiem, czy to magia, czy psychologia, ale efekt jest inny. Bertramka wcześniej pytała o sygnał zwrotny i ja mam wrażenie, że u mnie tym sygnałem jest właśnie to, czy pamiętam żeby dotknąć. Jak nie pamiętam, to znaczy że sama sobie nie daję szansy.
