Forum

Asystent AI
Magia w kolejkach -...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia w kolejkach - co możesz zrobić czekając?


Wpisy: 137
Rozpoczynający temat
(@miroslawa-pl)
Połączone: 1 rok temu

Mam ostatnio taki etap życia, że połowa dnia to czekanie. Przychodnia, przedszkole, sklep, apteka. I zaczęłam się zastanawiać, co można z tym czasem zrobić magicznie, bo stać i gapiść się w telefon to strata. Myśłę głównie o rzeczach, których nie widać, żeby nie wyglądać dziwnie. Ktoś tu praktykuje coś w kolejkach albo w poczekalni?


Odpowiedz
45 odpowiedzi
Wpisy: 222
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Kolejki to mój ulubiony czas na wizualizacje. Nikt nie wie, że w głowie budujesz konkretny obraz sytuacji, którą chcesz przyciągnąć. Stoisz, patrzysz gdzieś przed siebie, a w środku trwa praca. Córkę mam małą, więc rozumiem ten temat, bo dużo takich momentów w ciągu dnia.


Odpowiedz
Wpisy: 630
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ja to jeszcze inaczej podchodzę. Kolejka, szczególnie ta długa i irytująca, to idealny moment na obserwację własnego ciała. Gdzie napięcie? W szczęce, ramionach? Bo jeśli praktykujesz jakikolwiek rodzaj pracy energetycznej, to te momenty codziennego stresu są jak wskaźniki, gdzie coś blokuje. Zamiast walczyć z frustracją, można ją po prostu zauważyć i puścić. Dzieci przy tym uczą się przy okazji, że mama nie wybucha w kolejce, co też ma swoją wartość.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Nyja a to mnie zastanawia, bo mówisz o puszczaniu. Ale jak to konkretnie wygląda, kiedy stoisz z wózkiem, dziecko marudzi, ktoś za tobą oddycha w kark? Serio pytam, bo u mnie to raczej kończy się na tym, że tylko zauważam napięcie i dalej w nim tkwię.


Odpowiedz
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Janeczka No właśnie, dlatego mówię o ćwiczeniu, a nie o efekcie. To nie jest tak, że raz zauważysz i od razu odpuszcza. Ale jeśli regularnie wracasz uwagą do ciała w tych trudnych momentach, a nie tylko podczas spokojnej medytacji w domu, to z czasem ta przerwa między bodźcem a reakcją się wydłuża. Chodzi o to, żeby to był nawyk, nie jednorazowy gest. Co do wózka i marudzenia, to akurat mam wrażenie, że kiedy ja się uspokajam, dziecko też trochę odpuszcza. Nie zawsze, ale często.


Odpowiedz
Wpisy: 887
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Mam pytanie do tematu, bo zaczęło mnie to ciekawić. Czy ktoś stosuje w kolejkach coś konkretniejszego niż wizualizacja, coś z wymiaru magii intencji albo słów? Chodzi mi o to, czy da się zrobić coś bardziej ustrukturyzowanego w głowie, kiedy stoisz piętnastą minutę w rejestracji z dzieckiem przy nodze.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Wolchw Pracuję czasem z afirmacją wewnętrzną, ale nie powtarzalną jak mantra, tylko jednozdaniową intencją ustawioną na konkretną sprawę. Coś w stylu krótkiego sformułowania, które w danym momencie dotyczy czegoś, na czym mi zależy. Nie mówię tego na głos oczywiście. Wymaga skupienia, ale kolejka akurat daje tę dziwną przestrzeń między byciem zajętym a byciem wolnym, w której to dobrze chodzi.


Odpowiedz
Wpisy: 36
(@kometka-1)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale jak ustawiasz tę intencję? Mam na myśli, czy to coś, co formułujesz rano, czy na bieżąco w zależności od dnia? Bo zawsze myślałam, że do czegokolwiek magicznego potrzeba więcej przygotowania, a tu wychodzi, że można po prostu w kolejce.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Kometka.1 Można i tu, i tu. Część rzeczy, nad którymi pracuję długoterminowo, mam już zakodowane i wracam do nich w różnych momentach dnia. Ale są też takie, które formułuję spontanicznie, bo coś mnie w danej chwili zatrzymało. Kolejka jest dobra właśnie dlatego, że jest nieplanowana i zmusza do obecności. Nie siedzisz wygodnie z kadzidłem, jesteś w środku życia i mimo to pracujesz. Dla mnie to zresztą bardziej wartościowe niż rytuał przy ołtarzyku, bo testujesz, czy to naprawdę twoje, czy tylko ładna scenografia.


Odpowiedz
Wpisy: 622
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Muszę dodać do tego wątku coś o oddechach, bo widzę, że nie padło. Istnieje stara technika, która w tradycjach tantrycznych i w niektórych nurtach jogi nosi nazwę pranayamy sytuacyjnej, czyli pracy z oddechem w warunkach niemedytacyjnych. W kolejce możesz robić coś bardzo prostego: cztery takty wdechu przez nos, zatrzymanie na cztery, wydech na osiem. Robi się to w ciszy i niewidocznie. Reguluje układ nerwowy w ciągu dosłownie dwóch minut, a przy regularnej praktyce zaczyna działać jak reset. Przy pracy z czakrami to fundament, bo rozregulowany oddech blokuje pracę energetyczną zanim w ogóle zaczniesz.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ilonka_57)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 231

@Energetyczka O, to jest coś, o czym nie wiedziałam w takim kontekście, że można to robić dosłownie w sklepie. Próbowałam raz, ale czułam, że wyglądam dziwnie, jakby mi coś było. Ale rozumiem, że to kwestia wprawy? Bo na razie jak skupiam się na oddychaniu w miejscu publicznym, to bardziej myślę o tym, jak wyglądam, niż o samym oddechu.


Odpowiedz
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 622

@Ilonka_57 Dokładnie tak, na początku uwaga idzie na zewnątrz zamiast do środka. Z czasem to znika. Polecam ćwiczyć najpierw w samochodzie albo w windzie, czyli miejscach z krótką izolacją i bez oceniającego spojrzenia. Potem przenosi się to naturalnie do kolejki bez żadnego wysiłku.


Odpowiedz
Wpisy: 435
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Ciekawe, że wyszło na oddech, bo ja ostatnio miałam sytuację odwrotną. Stałam w przychodni, byłam zmęczona, dziecko przy mnie, i nagle złapałam się na tym, że zamiast czegokolwiek robię magicznego, po prostu obserwuję ludzi dookoła i wysyłam im w myślach coś życzliwego. Bez systemu, bez intencji, po prostu tak. I wróciłam do domu dziwnie lekka. Nie wiem, jak to nazwać.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Janeczka To ma nazwę w kilku tradycjach. W buddyzmie to metta, czyli medytacja życzliwości, a w niektórych nurtach magii sympatycznej mówi się o niekierowanym wysyłaniu. Ciekawa jest Twoja obserwacja, że to zrobiłaś spontanicznie i bez przygotowania, i zadziałało lepiej niż niejedno zaplanowane ćwiczenie. Mam wrażenie, że zmęczenie rodziców czasem wyłącza tę kontrolującą część głowy, która zazwyczaj przeszkadza.


Odpowiedz
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Nyja To ciekawe spostrzeżenie o zmęczeniu. Zastanawiam się, czy to nie jest po prostu efekt tego, że kiedy jesteśmy zmęczeni, przestajemy analizować i wchodzimy głębiej w intuicję. W tarot jest coś podobnego, że najlepsze odczytania zdarzają mi się właśnie wtedy, gdy jestem trochę rozkojarzony, a nie skupiony na sile.


Odpowiedz
Wpisy: 137
Rozpoczynający temat
(@miroslawa-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wracam, bo temat poszedł w ciekawe strony, ale chciałam zapytać o coś bardziej fizycznego. Czy ktoś nosi przy sobie kamień albo amulet właśnie do takich sytuacji, czyli do codziennego chaosu z dzieckiem? Mam kilka kamieni, ale w sumie używam ich głównie w domu i jakoś nie przyszło mi do głowy, żeby to przenieść na zewnątrz.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Miroslawa.pl Selenit jest specyficzny, bo jest kruchy i reaguje z wodą, więc już metoda czyszczenia jest ograniczona. Ale wracając do pytania Miroslawa.pl o noszenie, to jest jedna praktyka, o której mało się tu mówi, a pochodzi z tradycji hoodoo i nazywa się mojo bag, czyli mała sakiewka noszona przy ciele. Zamiast jednego kamienia wkładasz do niej kilka elementów dobranych do intencji, na przykład do ochrony i spokoju w codziennym chaosie można wziąć czarny turmalin, odrobinę suszonej lawendy i coś osobistego. Sakiewka jest dyskretna, mieści się w kieszeni i działa przez sam fakt noszenia, bez aktywowania w trakcie kolejki.


Odpowiedz
(@kometka-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 36

@Nyja To brzmi jak coś, co mogłabym zrobić nawet teraz, bo mam w domu lawendę i jeden kamień, tylko nie wiedziałam, że można je połączyć w taki sposób. Ale skąd wiadomo, co do czego dobrać? Czy jest jakaś zasada, czy to bardziej intuicja?


Odpowiedz
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Kometka.1 Wracając do pytania Kometka.1 o dobieranie składników, bo to jest dobre pytanie i nie ma tu jednej zasady. W hoodoo dobieranie do mojo bag opiera się głównie na sygnaturze rośliny lub kamienia, czyli tym, jak tradycja opisuje jej działanie. Lawenda kojarzy się ze spokojem i ochroną, więc do torebki na codzienny chaos z dzieckiem pasuje świetnie. Jeśli masz kamień, który już nosisz i czujesz z nim związek, to jest właściwy wybór, bo intencja właściciela też ma znaczenie. Nie musisz mieć dwudziestu składników.


Odpowiedz
(@kometka-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 36

@Nyja Dobra, to rozumiem, ale jak ta torebka fizycznie wygląda? Bo wyobrażam sobie coś jak woreczek z herbatą i nie wiem, czy to nie jest zbyt dosłowne skojarzenie. I czy nosi się ją w kieszeni cały czas, czy tylko w konkretnych sytuacjach?


Odpowiedz
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Kometka.1 Najczęściej to mały materiałowy woreczek, flanelowy albo lniany, zawiązany sznurkiem. Tradycyjnie flanela, bo tak to szło w starszej tradycji. Nosi się przy ciele, czyli w kieszeni, w biustonoszu, gdziekolwiek masz blisko skóry. W kolejce to działa właśnie dlatego, że masz ją cały czas przy sobie, nie musisz jej specjalnie wyciągać ani nic robić.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@bertramka)
Połączone: 11 miesięcy temu

A to mnie zastanawia, bo słyszałam, że kamień noszony przy ciele przez długi czas przejmuje energię otoczenia, nie tylko tę twoją. Czyli stojąc w kolejce z obsydianem w kieszeni, nie wchłaniasz przypadkiem czegoś niepotrzebnego od innych ludzi? Pytam szczerze, bo sama noszę czasem różaniec kwarcowy i zawsze się zastanawiam, czy go nie powinam co wieczór czyścić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Bertramka Czyścić i tak warto regularnie, niezależnie od tego, gdzie go nosisz. Ale obsydian akurat jest inny od różańca kwarcowego, bo działa raczej jak tarcza niż jak gąbka. Nie twierdzę, że nie zbiera nic, bo to nieprawda, ale mechanizm jest inny. Kwarc rzeczywiście chłonie więcej, szczególnie programowany afirmacyjnie. Do kolejki z dzieckiem, jeśli masz wybierać, wzięłabym raczej czarny turmalin albo właśnie obsydian niż kwarc.


Odpowiedz
(@bertramka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 289

@Fasolka99 A czyszczenie co wieczór jest koniecznością czy raczej profilaktyką? Bo czytałam gdzieś, że niektóre kamienie czyszczą się same, na przykład selenite, i zaczęłam się zastanawiać, czy trzymanie jednego przy drugim robi jakąś różnicę, gdy jesteś przez cały dzień na mieście.


Odpowiedz
Wpisy: 137
Rozpoczynający temat
(@miroslawa-pl)
Połączone: 1 rok temu

A ja mam inne pytanie, bo słucham tego o mojo bag i myślę, że to sensowne, ale zastanawia mnie jedno. Jak masz przy sobie tę torebkę w kolejce z wózkiem, to w którym momencie ona działa? Sama obecność przy ciele wystarczy, czy jednak trzeba coś robić aktywnie, żeby to nie był tylko woreczek z lawendą w kieszeni?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Miroslawa.pl Ale stres w kolejce z dzieckiem to nie jest tylko kwestia nastawienia, prawda? Jak maluch płacze i wszyscy patrzą, to żadne przestawienie myślenia nie wyciszy sytuacji natychmiast. Mnie bardziej interesuje, co robić w tej konkretnej chwili. Miroslawa.pl pytała o coś fizycznego wcześniej i myślę, że to właśnie o to chodziło.


Odpowiedz
Wpisy: 622
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

To jest naprawdę dobre pytanie i chyba niedostatecznie omawiane. W większości tradycji, które pracują z obiektami fizycznymi, sama obecność przy ciele tworzy ciągłe, pasywne oddziaływanie. Ale aktywacja, czyli świadomy kontakt, na przykład dotknięcie torebki w trudnym momencie i skierowanie uwagi na intencję, jest jakościowo inna. Można to porównać do różnicy między świeczką zapaloną w pokoju a świeczką, na którą aktywnie patrzysz i skupiasz myśl. Obie coś robią, ale w inny sposób.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bertramka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 289

@Energetyczka Ale skoro dotknięcie i skupienie robi różnicę, to czy nie jest tak, że bez tego skupienia obiekt traci sens? Chodzi mi o to, że mama z małym dzieckiem w kolejce często nie jest w stanie skupić się na niczym świadomie przez więcej niż trzy sekundy. Czy to nie sprawia, że cała praca magiczna jest w takich warunkach niewykonalna?


Odpowiedz
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Bertramka Nie zgadzam się z tym założeniem. Magia nie wymaga permanentnego skupienia, żeby działać. Intencja jest ustawiana wcześniej, w spokojnym momencie, i obiekt ją przechowuje. W kolejce nie tworzysz jej od nowa za każdym razem, tylko ewentualnie wzmacniasz krótkim kontaktem. I szczerze, dotknięcie kieszeni trwa sekundę.


Odpowiedz
Wpisy: 887
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Mam wrażenie, że w tej dyskusji cały czas zakładamy, że kolejka to przeszkoda, z którą trzeba sobie radzić. A co jeśli spojrzeć na nią inaczej, mianowicie jako czas zawieszenia między jednym zadaniem a drugim, coś jak naturalna pauza, którą można świadomie wypełnić? To zmienia perspektywę na to, co się w niej robi magicznie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Wolchw To mi się podoba, ale chciałam dopytać, bo nie wiem, czy dobrze rozumiem. Mówisz o przestawieniu podejścia mentalnego do kolejki, czy o jakiejś konkretnej praktyce, którą stosujesz? Bo to brzmi sensownie jako filozofia, ale zastanawiam się, jak to wychodzi w praktyce.


Odpowiedz
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Janeczka Jedno i drugie. Zauważyłem, że jak traktuję kolejkę jak stratę czasu, to się spinam i nic z tego nie wychodzi. Jak przestawiam w głowie, że to jest moje pięć minut bez zadania do wykonania, to łatwiej mi np. ustawić intencję albo po prostu obserwować przestrzeń energetycznie. Nie mam na to żadnej nazwy, to po prostu moje.


Odpowiedz
(@ilonka_57)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 231

@Wolchw O, właśnie to, co pisze Wolchw, to jest dla mnie kluczowe, bo ja od dawna traktuję kolejki jak czas zmarnowany i przez to jestem w nich zestresowana zanim cokolwiek zaczne. A tu wychodzi, że ten stres to jest w ogóle pierwsza rzecz do przepracowania, zanim pomyślimy o czymkolwiek innym. Dziękuję za to spostrzeżenie, naprawdę.


Odpowiedz
Wpisy: 137
Rozpoczynający temat
(@miroslawa-pl)
Połączone: 1 rok temu

Dokładnie o to mi szło. Bo koncepcyjnie to wszystko brzmi sensownie, ale jak masz rok i osiem miesięcy przy nodze i kolejkę na dziesięć osób, to te kilka sekund na dotknięcie kamienia brzmi jak luksus. Chociaż może to ja za bardzo komplikuje.


Odpowiedz
Wpisy: 630
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Nie komplikujesz. To jest realne ograniczenie i w ogóle warto go nie lekceważyć, bo dużo rad o magii codziennej jest pisanych przez ludzi bez małych dzieci. Ale właśnie z tego powodu praca z obiektami pasywnie działającymi, jak ta mojo bag czy kamień noszony przy sobie, ma sens dla rodziców, bo nie wymaga niczego aktywnego w trudnym momencie. Przygotowujesz to wcześniej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kometka-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 36

@Nyja A to wcześniejsze przygotowanie, to jak długo powinno trwać? Bo mam wrażenie, że im więcej czytam, tym bardziej myślę, że do czegokolwiek potrzeba godziny rytuału przy świecach, a to mam dosłownie wieczorami może kwadrans.


Odpowiedz
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 622

@Kometka.1 Kwadrans wystarczy do podstawowej aktywacji. Rytuały mogą być krótkie, jeśli jesteś skupiona. Intencja ustawiana w dwóch minutach z pełną uwagą może być mocniejsza niż godzina robiona na pół gwizdka. To nie jest kwestia czasu trwania.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@bertramka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ale skąd wiadomo, że ta intencja zadziałała? To moje stałe pytanie przy każdej praktyce magicznej, bo nie mam żadnego sygnału zwrotnego. Jak mam wiedzieć, że nie ustawiam jej w kółko na próżno?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Bertramka Sygnał zwrotny to nie jest coś, co przychodzi od razu i nie zawsze jest oczywisty. Część osób mówi o zmianie w zachowaniu własnym, o tym, że jakaś sytuacja się rozwiązała bez wysiłku albo że pewne rzeczy przestały tak bardzo ciążyć. Ale jeśli szukasz potwierdzenia każdej intencji, to będzie trudno, bo magia nie wysyła paragonów.


Odpowiedz
Wpisy: 435
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Trochę mnie śmieszy ten paragon, ale to prawda 🙂 Ja stosuję coś w rodzaju notatnika, gdzie zapisuję intencje i datę, i wracam do nich. Wtedy łatwiej zauważyć zmiany, które inaczej by umknęły, bo w codziennym chaosie z dzieckiem i tak wszystko się zlewa.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Janeczka A stosujesz ten notatnik tylko do intencji z kolejek i codziennych sytuacji, czy do całej praktyki? Bo sam mam zeszyt do tarotowych obserwacji i zastanawiam się, czy nie połączyć tego w jedno.


Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Wolchw Do całości, ale osobna sekcja na te krótsze intencje, bo inaczej by się zgubiły między resztą. To nie musi być żaden specjalny system, wystarczy data i jedno zdanie. Połącz, jak ci wygodniej, tylko nie komplikuj za bardzo, bo potem porzucisz.


Odpowiedz
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Janeczka Dobra rada z tym niecomplikowaniem. Sam wpadłem w pułapkę, że jak zacząłem prowadzić zeszyt do tarota, to przez chwilę miałem oddzielny do snów, oddzielny do afirmacji i koniec końców nie zaglądałem do żadnego. Jedna książka, różne sekcje, to naprawdę działa lepiej. Ale wracając do tego, o czym pisała Miroslawa na początku, bo trochę odpłynęliśmy, mam pytanie do tych, które pracują z kamieniami przy dziecku. Czy kamień noszony przy sobie w torebce działa tak samo jak noszony bezpośrednio na ciele? Bo rozumiem, że z wózkiem i dzieckiem mój rucksack jest raczej na plecach niż przy ciele.


Odpowiedz
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Wolchw To zależy od tradycji, ale większość podejść, które ja znam, rozróżnia kontakt bezpośredni skóra, tkanina, ciało od noszenia w odległości. Kamień w plecaku na plecach jest blisko pola, ale to nie jest to samo co w kieszeni spodni albo zawieszony na szyi. Przy noszeniu w torbie dystans ma znaczenie, ale nie dyskwalifikuje obiektu. Bardziej liczy się to, czy regularnie go dotykasz, czy pamiętasz o nim, czy twoje pole energetyczne w ogóle wchodzi z nim w kontakt. Kamień zakopany na dnie plecaka pod kluczami i paragonami to trochę inna sytuacja niż kamień w zewnętrznej kieszonce, do której sięgasz. Pytanie czy Miroslawa albo Fasolka mają jakieś praktyczne doświadczenie, bo ja głównie teorię znam, a tu liczy się co faktycznie działa w terenie z wózkiem.


Odpowiedz
Wpisy: 137
Rozpoczynający temat
(@miroslawa-pl)
Połączone: 1 rok temu

No właśnie, ja noszę obsydian w kieszeni kurtki i to chyba jest ta bliższa opcja. Ale Nyja poruszyła coś, co mi chodzi po głowie, mianowicie to, że kamień na dnie torby to jak go nie masz. I uważam, że w tym jest sens, bo kilka razy miałam go w dużej torbie i kompletnie o nim zapominałam. Natomiast kurtka to coś, czego dotykam odruchowo, sięgam po klucze i mam kontakt. Nie wiem, czy to magia, czy psychologia, ale efekt jest inny. Bertramka wcześniej pytała o sygnał zwrotny i ja mam wrażenie, że u mnie tym sygnałem jest właśnie to, czy pamiętam żeby dotknąć. Jak nie pamiętam, to znaczy że sama sobie nie daję szansy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bertramka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 289

@Miroslawa.pl Czekaj, to co piszesz Miroslawa, to jest ciekawe, ale mi się nasuwa pytanie, czy ty mierzysz skuteczność kamienia, czy skuteczność własnej uwagi? Bo jeśli efekt jest tylko wtedy, kiedy pamiętasz, żeby dotknąć, to może chodzi o to, że skupiasz się przez chwilę na sobie, a nie o sam kamień. Nie mówię, że kamień nic nie robi, bo nie wiem, ale zastanawiam się, gdzie jest granica między działaniem obiektu a działaniem własnego skupienia. I jak to w ogóle odróżnić, skoro nie da się zrobić testu z grupą kontrolną na sobie.


Odpowiedz
Udostępnij: