Ostatnio zrobiłam sobie herbatę wieczorem i zanim się napiłam, siedziałam chwilę i po prostu myślałam o spokoju. Nie żaden rytuał, nie świece, nic. I zastanawiam się czy to cokolwiek znaczy, czy intencja przy jedzeniu czy piciu w ogóle ma sens bez całej oprawy. Bo z jednej strony słyszałam że samo skupienie się może wystarczyć, z drugiej strony to brzmi jak samooszukiwanie.
To ciekawsze pytanie niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Są tradycje, w których jedzenie traktowano jako akt sakralny od tysięcy lat, nie tylko symbolicznie. W shinto na przykład ofiary z jedzenia to nie dekoracja, to konkretny akt przekazania energii. Japończycy mają też pojęcie itadakimasu, które dosłownie oznacza coś w stylu "przyjmuję to życie" - to nie jest kurtuazja, to stara formuła intencyjna. Więc pytanie nie brzmi czy intencja przez jedzenie działa, ale raczej w jakiej tradycji i co przez to rozumiesz.
Ale zaraz, to jest magia czy filozofia? Bo jak ktoś myśli o spokoju przy herbacie to nie wiem czy to się różni od zwykłego relaksu. Gdzie tu jest magia a gdzie po prostu dobry nastrój?
Dokładnie, tu chodzi o to żeby intencja weszła do ciała razem z pożywieniem i przez ciało dalej działała. To działa przez czakrę splotu słonecznego, tam się koncentruje cała energia związana z wolą i przetwarzaniem, więc spożywanie czegoś z intencją bezpośrednio aktywuje tę czakrę. To dlatego post i oczyszczanie diety jest w magii takie ważne.
"Czytałem w kilku miejscach" to nie jest źródło. Hoodoo nie używa w ogóle terminologii czakrowej, to afroamerykańska tradycja ludowa z zupełnie innym aparatem pojęciowym, więc mieszanie tych dwóch rzeczy razem tworzy coś, czego nie ma w żadnej z nich. To nie znaczy że twoja praktyka jest zła, ale nie przedstawiaj synkretycznej interpretacji jako ogólnie obowiązującej zasady.
Dobra ale wróćmy do tego co mnie interesuje, bo zaczęłam temat dla siebie 🙂 Ja nie robię żadnych skomplikowanych rytuałów, bo po prostu nie pasuję do tej formy. Nie lubię ceremonii, świec, zapamiętywania formuł. Mnie to rozprasza zamiast skupiać. I właśnie dlatego ta myśl przy herbacie wydała mi się sensowna, bo to jest coś co mogę robić bez przygotowań. Ale nie wiem czy to ma jakiś sens dla kogoś poza mną.
Myślę że sensownie to ujęłaś. Jest taki termin w magii operatywnej, gnosis, który oznacza stan zmieniającej się świadomości potrzebny do zakotwiczenia intencji. Chaos magicy, którzy eksperymentowali z tym bardzo systematycznie, opisywali różne drogi do tego stanu, od medytacji, przez rytm bębnów, przez wysiłek fizyczny, ale też przez skupienie na prostej czynności, jedzeniu, piciu, spacerze. Idea jest taka, że monotonia lub głęboka uważność przy prostej czynności działa podobnie jak rytuał, tylko bez formy zewnętrznej. Dla introwertyków którzy gorzej funkcjonują przy ceremoniale, to może być bardziej naturalny dostęp do tego stanu.
A to w ogóle jest bezpieczne? Tak pytam bo nie wiem, czy jak się skupia na jakiejś intencji przy jedzeniu to nie przyciąga się czegoś niechcianego. Czytałam że intencje mogą wracać.
Też mnie to zastanawiało, bo jak myślisz przy jedzeniu to myślisz przy jedzeniu, nie wiem czy to jest w ogóle inna kategoria niż normalne myślenie.
To co Alchemik60 napisał o gnosis mnie zatrzymało. Czy to znaczy że rodzaj skupienia jest ważniejszy niż sam rytuał? Bo ja zawsze myślałam że forma rytuału niesie jakiś sens sam w sobie, że nie jest tylko dekoracją.
A co z samym jedzeniem, czy ma znaczenie co się je? Bo rozumiem że przy herbacie ziołowej to jakoś pasuje, ale czy to samo działa przy kanapce z serem?
No i właśnie tu leży mój problem. Ja nie pracuję w żadnym modelu, po prostu mi się to samo przydarzyło. I teraz zastanawiam się czy to ma sens poza jakimś spójnym systemem, czy można to robić po swojemu bez uczenia się całej tradycji.
Też tak mam, że nie chcę się przyklejać do konkretnej tradycji. Ale jak nie ma żadnych reguł to jak wiadomo czy to działa? Może to po prostu efekt placebo i lepiej czuję się bo wierzyłam że zadziała.
Gruszanka57 poruszyła coś, co mnie też kręci od dawna, czyli czy można działać bez systemu i mieć z tego jakikolwiek efekt. I szczerze? Myślę że można, ale z pewnym zastrzeżeniem. Jak działasz bez tradycji, to musisz mieć coś innego co spaja tę praktykę, i to jest właśnie ten moment skupienia, ta gotowość żeby naprawdę coś w siebie wpuścić, a nie tylko myśleć przy jedzeniu. Różnica między myśleniem a intencją magiczną to w moim rozumieniu właśnie ta jakość obecności. Ale chętnie bym usłyszała jak Gruszanka57 sama to opisuje, bo każdy ma to trochę inaczej.
Janeczka68 o to właśnie chodzi że trudno mi to opisać 🙂 To nie jest tak że siadam i mówię sobie 'teraz robię magię'. Po prostu jak piję rano kawę albo herbatę to jest taki moment że wszystko inne ustępuje i zostaje tylko to co chcę żeby było. Nie formuły, nie słowa, nawet nie obraz, bardziej... nastawienie. I potem cały dzień się zachowuję jakby to już trochę było, jeśli to ma sens. Nie wiem czy to jest magia czy autosugestia ale różnicę czuję.
A czy ta różnica którą czujesz to jest różnica w twoim nastroju i zachowaniu, czy coś poza tobą się zmienia? Bo to jest chyba kluczowe pytanie w całym tym wątku i jakoś nikt tego wprost nie powiedział.
Ale jak czegoś nie wiesz to jak wiesz że to ta herbata a nie coś zupełnie innego co zrobiłaś tego dnia? Przepraszam że tak pytam, nie chcę kwestionować twojego doświadczenia, tylko naprawdę zastanawiam się jak to w ogóle można od siebie oddzielić.
No właśnie, i dlatego ważne jest żeby mieć jakiś stały element który się powtarza, wtedy przynajmniej wiesz że ten element był i możesz obserwować wzorce. Ja na przykład zawsze używam tej samej herbaty do konkretnego rodzaju pracy, kupiłem akurat zieloną z miętą, i teraz sam zapach już mnie przestawia na odpowiedni tryb. To jest właśnie to zakotwiczenie o którym mówił Alchemik60.
