Forum

Asystent AI
Magia przez pisanie...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia przez pisanie - czary poprzez notowanie słów

Strona 1 / 3

Wpisy: 622
Rozpoczynający temat
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Zaczęłam jakiś czas temu eksperymentować z pisaniem jako formą rytuału i szczerze nie spodziewałam się, że to w ogóle coś zmieni. Myślałam, że to bardziej taka terapeutyczna metoda niż coś, co ma realny wpływ na rzeczywistość. Ale po kilku miesiącach zauważam, że jest między tym a klasycznym rytuałem coś wspólnego - ta sama zasada: nazwanie intencji na głos (albo na papierze) nadaje jej jakiś kształt. Zaczynam myśleć, że sama czynność pisania - ten fizyczny ruch ręki, dobieranie słów - to nie jest tylko zapisywanie myśli, ale coś więcej. Jak gdyby słowo pisane miało inny ciężar niż wypowiedziane. Ktoś jeszcze bawił się w tym kierunku? Ciekawi mnie szczególnie to, czy ktoś robi to w związku z jakąś konkretną zmianą w swoim życiu - nie chodzi mi o wypisywanie życzeń na nów, ale o coś głębszego.


Odpowiedz
148 odpowiedzi
Wpisy: 1888
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Ciekawe, bo to co opisujesz jest blisko tego, co różne tradycje nazywają różnymi słowami, ale mechanizm jest podobny. W grimoirach mieliśmy sigile, w kabale mamy zapis imion i słów mocy, w tradycjach rdzennych - pismo jako akt stworzenia. Mnie zawsze bardziej interesowało to, dlaczego pismo działa inaczej niż mówienie. I myślę, że chodzi właśnie o czas - kiedy mówisz, słowo znika w ułamku sekundy. Kiedy piszesz, ono zostaje. Materialnie. I to zostanie robi coś z umysłem, z ciałem, z przestrzenią wokół. Pytasz o transformacje - napisz mi więcej, bo transformacja transformacji nierówna. Inna jest sytuacja, kiedy chcesz zaznaczyć koniec czegoś, a inna, kiedy dopiero zaczynasz wchodzić w zmianę i nie wiesz jeszcze, co z niej wyjdzie.


Odpowiedz
Wpisy: 802
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam z tym swoje doświadczenia i różnie mi wychodziło. Przez długi czas prowadziłem dziennik snów i z czasem zacząłem to traktować jako rytuał sam w sobie - zapisywanie zaraz po przebudzeniu, zawsze tym samym piórem, zawsze w tym samym zeszycie. Nie wiem, czy to magia w klasycznym sensie, ale coś się w tym czasie zmieniło. Sny stały się bardziej... czytelne? Jakby zaczęły mi dawać więcej. Ale co mnie teraz bardziej ciekawi - Kinia05 wspomniała o transformacji i to jest dla mnie kluczowe pytanie: czy piszemy PODCZAS zmiany, czy ZAMIAST niej? Bo miałem okresy, kiedy dużo pisałem i nic się nie działo, bo pisanie było ucieczką od działania.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 622

@Feliks62 To jest naprawdę dobre pytanie i sama się nad tym zatrzymuję. Myślę, że to zależy od tego, czemu piszesz. Jeśli piszesz, żeby coś przetworzyć - to jedno. Ale jeśli piszesz jako akt ogłoszenia czegoś - to coś zupełnie innego. Mnie chodzi o to drugie. Pisanie jako moment, w którym mówisz sobie i czemuś poza sobą: "ta wersja mnie się kończy, zaczyna się inna". Jak w rytuałach przejścia - nie chodzi o to, żeby coś zrobić, ale żeby zaznaczyć granicę. A z piórem versus klawiatura - czy według ciebie to robi różnicę?


Odpowiedz
Wpisy: 773
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

To z tym piórem a klawiaturą to mnie też zastanawia. Z tego co czytałam - w różnych badaniach (nie ezoterycznych, po prostu neurologicznych) pisanie ręczne angażuje inne obszary mózgu niż pisanie na klawiaturze. Może to ma związek z tym, że rytualne pismo ręczne ma tak długą historię, a nikt poważnie nie traktuje "rytuału na Wordzie". Ale wracając do transformacji - mam pytanie do Lurisk, bo wspomniał o końcu czegoś kontra wejście w zmianę. Jak wygląda to według ciebie, jeśli ktoś jest w środku tej zmiany i nawet nie bardzo wie, co się kończy? Czy wtedy pisanie może w ogóle być precyzyjne?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Dominisia Właśnie wtedy pisanie może być najbardziej przydatne, bo kiedy jesteś w środku - to pisanie jest aktem rozpoznawania, a nie ogłaszania. Nie musisz wiedzieć, co się kończy. Możesz pisać "nie wiem jeszcze, co tu się zamknęło, ale czuję, że coś się zamknęło" - i to też jest akt intencji. Trochę jak w wróżbiarstwie: nie zawsze chodzi o odpowiedź, czasem chodzi o to, żeby pytanie stało się wyraźniejsze. Ale jeśli chodzi o precyzję - to bym tu uważał z tym słowem. Rytuał przejścia nie musi być precyzyjny, żeby działał. Ma być prawdziwy.


Odpowiedz
Wpisy: 1598
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wtrącę się, bo mam inne zdanie niż Lurisk w jednej kwestii. Nie jestem pewny, czy pismo zawsze "zostaje" w sensie magicznym przez to, że jest materialne. Znam tradycje, gdzie właśnie SPALENIE pisma jest częścią rytuału - i to właśnie ten ogień, to zniszczenie jest momentem przejścia. Zapis jest tylko fazą przygotowawczą. Więc pytanie, czy moc jest w samym akcie pisania, czy w tym, co z tym pismem zrobisz potem? Bo to by trochę zmieniało filozofię całego podejścia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 802

@Ballen A to jest bardzo ciekawe rozróżnienie, bo ja miałem oba doświadczenia. Dziennik snów, który trzymam - tam chodzi właśnie o to, że zostaje. Ale kilka razy robiłem coś innego: pisałem listy do rzeczy, które chciałem puścić, i je paliłem. I to były kompletnie inne odczucia. Przy paleniu był wyraźny moment, jakiś próg. Przy dzienniku bardziej akumulacja. Może tu chodzi o kierunek - przyciąganie vs uwalnianie?


Odpowiedz
Wpisy: 815
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

To spalanie mam głęboko zakorzenione, bo gdzieś przeczytałam dawno temu o praktykach związanych z japońskim Kuyō - to jest rytuał pożegnania z przedmiotami, ale stosuje się go też do słów, listów, pamiętników. Chodzi o to, żeby nie wyrzucić czegoś byle jak, tylko z szacunkiem oddać ogniowi. I tam nie chodzi o magię w zachodnim sensie, ale o ten moment przejścia właśnie. Ciekawe, że niezależnie od tradycji ten schemat się powtarza. Lurisk - wspomniałeś o tym, że rytuał ma być prawdziwy, a nie precyzyjny. Ale jak rozpoznać, że to jest prawdziwe, a nie tylko emocjonalne? Bo emocje podczas pisania mogą być bardzo intensywne i łatwo je pomylić z czymś głębszym.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Kasandra77 To jest jedno z tych pytań, na które nie ma dobrej odpowiedzi ogólnej. Mój osobisty sprawdzian: jeśli po napisaniu mam spokój, a nie ulgę - to zwykle jest znak, że dotknęłam czegoś prawdziwego. Ulga jest emocjonalna, spokój jest głębszy. Ale to subiektywne i każdy musi to w sobie rozpoznać sam. Emocje podczas pisania nie są problemem - są, można powiedzieć, paliwem. Problem jest, kiedy emocja jest celem, a nie efektem ubocznym.


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Czytam ten wątek i mam mieszane uczucia. Nie dlatego, że uważam to za bzdury, ale dlatego, że mam wrażenie, że to, co tutaj opisujecie, to psychologia, nie magia. Pisanie aktywuje inne obszary mózgu, nadaje kształt myślom, tworzy dystans do emocji - to wszystko jest udokumentowane. Nie twierdzę, że to źle, ale czy nie dokładacie do tego ezoterycznej narracji trochę na wyrost? Pytam serio, nie złośliwie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Czeremcha A gdzie masz granicę między psychologią a magią? Serio pytam, bo dla mnie to jest pytanie, które samo w sobie jest na tyle ciekawe, że zasługuje na odpowiedź. Wiele rytuałów działa przez psychologię - i co z tego? Efekt jest efektem. Ale są też rzeczy, które psychologia nie tłumaczy, na przykład synchroniczności, które pojawiają się po pewnych rytuałach pisania. Mnie się to zdarzyło dość regularnie. Trudno mi to zbyć jako "bias poznawczy", bo byłem wtedy dosyć sceptyczny i zwracałem na to uwagę właśnie przez tę sceptyczność.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Ballen No właśnie to jest ten moment, gdzie zaczynam się gubić. Bo z jednej strony rozumiem argument o synchronicznościach, z drugiej - "byłem sceptyczny, więc to nie bias" to trochę słaba obrona. Sceptycyzm nie immunizuje na confirmation bias. Ale nie chcę być tą osobą, która niszczy dyskusję, więc może inaczej: co konkretnie ci się przydarzyło po takim rytuale pisania? Bo abstrakt mi nic nie mówi.


Odpowiedz
Wpisy: 260
(@malwinka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Mnie ta wymiana między Ballen a Czeremcha bardzo odpowiada, bo sama siedze gdzieś pośrodku. Z praktycznego punktu widzenia - robiłam coś takiego kilka lat temu przy zmianie pracy. Napisałam coś w rodzaju manifestu: co chcę zakończyć, co chcę zacząć, co jest dla mnie granicą. Nie paliłam, nie zakopywałam, po prostu zamknęłam zeszyt i schowałam. Po jakimś czasie znalazłam i byłam zaskoczona, jak dużo z tego rzeczywiście się zmieniło - ale nie wiem, ile z tego to było pisanie, a ile to, że sama w sobie coś już wtedy wiedziałam i potrzebowałam to zebrać. Kinia05 - masz wrażenie, że pisanie coś uruchamia, czy raczej porządkuje to, co już jest?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 622

@Malwinka Trudno mi to rozdzielić, i chyba właśnie o to mi chodzi. Może to nie są dwie osobne rzeczy. Jak porządujesz coś, co już jest, ale do tej pory było nieuporządkowane - to czy nie jest to właśnie "uruchamianie"? Coś niewidocznego staje się widzialne przez akt pisania. I może tam właśnie jest ten magiczny element - nie w tym, że słowa tworzą coś z niczego, ale w tym, że wyciągają na powierzchnię coś, co było zbyt mgławicowe, żeby działać. Jak sygnatura - nadajesz kształt temu, co bezpostaciowe.


Odpowiedz
Wpisy: 773
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

To co mówi Kinia05 o sygnaturze - to trochę jak z runami, prawda? Runa nie jest symbolem czegoś abstrakcyjnego, ona jest tym czymś. Tzn. w tradycji nordyckiej runa Tiwaz nie "oznacza" sprawiedliwości, ona jest sprawiedliwością w pewnym sensie. Zastanawiam się, czy pisanie intencji działa podobnie - czy słowo, które napiszesz, staje się tą intencją, a nie tylko jej opisem. To by tłumaczyło, czemu dobór słów ma takie znaczenie w rytuałach. Teodozja.2 - ty pracujesz z runami, jak to wygląda u ciebie w kontekście pisania?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 343

@Dominisia Tak, to jest właśnie sedno. Kiedy rysujesz albo piszesz runę, to jest inny akt niż powiedzenie jej nazwy. Przynajmniej w moim odczuciu. Ale chcę wrócić do wątku z transformacją, bo to mnie tu najbardziej ciągnie. Przy dużych zmianach - takich, które trwają długo i mają wiele faz - robiłam coś, co można nazwać pisanym dziennikiem rytuału. Nie codziennym, ale takim, który otwierałam w konkretnych momentach: kiedy coś się zamykało, kiedy coś zachodziło, kiedy byłam w miejscu, gdzie nie wiedziałam jeszcze, co przede mną. I za każdym razem inaczej pisałam - inne słownictwo, inna długość, inny rytm. I to mnie zastanawia: czy ten rytm pisania coś mówi o fazie, w której jesteś?


Odpowiedz
Wpisy: 802
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co Teodozja.2 mówi o rytmie pisania - to jest coś, co mnie wcześniej nie przyszło do głowy, ale teraz jak o tym myślę, to mam to samo. Krótkie, urwane zdania w momentach chaosu, długie i przepływające, kiedy coś się stabilizuje. Może to nie jest kwestia wyboru - może ciało samo dostosowuje rytm pisania do stanu, w którym jest. A jeśli tak, to można to odwrócić: celowo pisać długimi, spokojnymi zdaniami wtedy, kiedy jest chaos, żeby zmienić stan? Trochę jak regulacja oddechu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Feliks62, to co opisujesz z odwracaniem rytmu - to jest coś, co spotkałam w kontekście sigil Austina Osmana Spare'a, choć on tego nie nazywał przez pryzmat rytmu. Chodzi o to, że forma zapisu może być świadoma i celowa jako część intencji, nie tylko jej nośnik. Ale mam do ciebie pytanie, bo pracujesz z dziennikieni snów od dawna - czy zauważyłeś, że rodzaj pisania przed snem wpływa na to, co się śni? Bo mi się wydaje, że tu jest jakiś związek, ale nie mam na to wystarczająco dużo własnych obserwacji.


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@rgielka)
Połączone: 2 miesiące temu

Przepraszam, że się wtrącam, bo właśnie natknęłam sie na ten wątek i mam pytanie może trochę z boku. Mówicie o pisaniu jako rytuale przy transformacji - ale czy to musi być rytuał zaplanowany? Pytam, bo sama czasem piszę chaotycznie, nie jako rytuał, i potem sie zastanwiam, czy to też coś robi, czy musi być jakaś intencja z góry. Bo jak słucham was, to mam wrażenie, że liczy się jednak ta świadomość momentu.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Rgielka Dobra obserwacja. Moim zdaniem intencja nie musi być sformułowana z góry - może się wykrystalizować podczas pisania. Ale jest różnica między chaotycznym pisaniem, które jest czymś w rodzaju wylewania, a pisaniem, które staje się rytuałem, nawet jeśli nie planowałaś rytuału. Ta różnica jest moim zdaniem w uwadze. Czy jesteś obecna podczas pisania, czy jesteś gdzieś indziej. To nie jest kwestia techniki, to kwestia jakości kontaktu z tym, co piszesz.


Odpowiedz
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 802

@Lurisk To rozróżnienie między wylewaniem a rytuałem mimo braku intencji z góry - to jest coś, co chciałbym rozwinąć. Bo z jednej strony mówisz, że intencja może się wykrystalizować podczas pisania. Ale skąd wiesz, kiedy to się stało? Po czym poznajesz, że coś z tego chaotycznego pisania przeszło w coś więcej?


Odpowiedz
(@rgielka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 330

@Feliks62 Właśnie to mnie nurtuje. Bo jak piszę chaotycznie to potem czytam i czasem jest takie zdanie, jedno, które wygląda jakby je ktoś inny napisał. Nie wiem jak to opisać. Jakby bardziej wyraźne od reszty. Czy to może być ten moment kiedy coś się "krystalizuje"? Albo po prostu mózg wyciąga to co było zatopione?


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Feliks62 Szczerze? Nie zawsze wiem od razu. Czasem poznaje to dopiero po czasie, kiedy patrzę wstecz i widzę, że po tym konkretnym pisaniu coś się zmieniło. Ale jest też jeden sygnał w trakcie - pewne zdania piszę jakby pod dyktando, bez zastanowienia. I te zdania są inne niż reszta. Rgielka opisuje to samo, mam wrażenie.


Odpowiedz
Wpisy: 815
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

To zdanie "pod dyktando" - to jest coś, co pojawia się w opisach automatycznego pisma, ale też w praktykach, które nie mają nic wspólnego z channellingiem. W pewnych technikach twórczego pisania chodzi właśnie o osiągnięcie tego stanu, gdzie krytyczny umysł schodzi na bok. Julia Cameron w "Artystycznej drodze" pisze o porannych stronach właśnie jako o metodzie ominięcia wewnętrznego cenzora. Pytanie, czy to jest zawsze to samo, czy czasem jest to coś innego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Kasandra77 Czytałam o Kameron i zawsze mnie zastanawiało, czy te poranne strony to jest rytuał, terapia, czy coś pomiędzy. Bo ona sama chyba nie chce tego nazywać magią, ale efekty, które opisują osoby praktykujące, czasem brzmią bardzo podobnie do tego, co tutaj opisujecie przy rytualnym pisaniu.


Odpowiedz
Wpisy: 343
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

To co Kasandra77 mówi o automatycznym piśmie - chcę dopytać, bo to nie jest to samo co rytualne pisanie transformacji, prawda? Automatyczne pismo to odbiór, a pisanie jako akt ogłoszenia zmiany to nadawanie. Przynajmniej tak to rozumiem. Albo się mylę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Teodozja.2 Nie mylisz się, ale myślę, że te dwa tryby mogą się przeplatać w jednym tekście. Zaczynam pisać jako "nadawanie" - mam intencję, formułuję co ogłaszam. A potem w pewnym momencie ręka pisze coś, czego nie planowałem. I to coś często jest celniejsze niż to, co świadomie konstruowałem. Więc gdzie jest granica między odbiorem a nadawaniem?


Odpowiedz
Wpisy: 622
Rozpoczynający temat
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

To pytanie Ballena mnie zatrzymuje. Wcześniej myślałam o tym linearnie - najpierw wiem, co chcę ogłosić, potem to piszę. Ale coraz bardziej mi się wydaje, że samo pisanie odkrywa intencję, nie tylko ją wyraża. Czy to w ogóle ma sens jako opis rytuału transformacji?


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Ma sens jako opis procesu psychologicznego na pewno. Ale właśnie wracam do mojej wcześniejszej wątpliwości - jeśli pisanie odkrywa intencję, a nie ją realizuje, to gdzie jest magia? To brzmi bardziej jak Socrates i maieutyka niż jak zaklęcie. Chociaż może to jedno i to samo, nie wiem.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@malwinka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 260

@Czeremcha, a dlaczego maieutyka nie mogłaby być magią? Poważnie pytam. Sokrates mówił, że pomaga wydobyć to, co już jest w człowieku. Jeśli intencja transformacji jest już w środku, tylko nieuformowana, to pisanie, które ją wydobywa - to nie jest może rytuał wywołujący coś z zewnątrz, ale rytuał ujawniania czegoś wewnętrznego. Dla mnie to nadal magia.


Odpowiedz
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 802

@Malwinka, to by tłumaczyło dlaczego nie każde pisanie staje się rytuałem. Jeśli nie ma czego wydobywać - bo zmiana nie jest jeszcze gotowa w środku - to nawet najstaranniej zaplanowany rytuał pisania nic nie zrobi. Miałem kilka takich prób, gdzie pisałem intencję zmiany i nic. Dopiero później rozumiałem, że nie byłem gotowy na tę zmianę, nawet jeśli chciałem jej intelektualnie.


Odpowiedz
(@rgielka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 330

@Feliks62 To jest ciekawe co mówisz bo ja miałam odwrotnie chyba. Napisałam coś bez żadnego planowania i po kilku tygodniach zobaczyłam że coś faktycznie się zmieniło. Nie wiedziałam że "jestem gotowa", po prostu pisałam. Więc może ta gotowość nie jest warunkiem koniecznym, albo rozpoznajemy ją dopiero po fakcie?


Odpowiedz
Wpisy: 1888
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Rgielka zadaje bardzo konkretne pytanie i chyba ma rację, że gotowość to nie jest coś, co sprawdzamy z góry. Ale zastanawiam się, czy w tym co opisujesz nie było jednak jakiegoś sygnału wcześniej - może nie świadomego, ale coś co sprawiło, że właśnie wtedy usiadłaś i zaczęłaś pisać? Chaos pisania nie musi być przypadkowy.


Odpowiedz
Wpisy: 343
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Wracam do wątku transformacji i pisania, bo chcę dodać coś praktycznego. Przy dużych zmianach próbowałam czegoś, co gdzieś widziałam jako "pismo progowe" - piszesz list z perspektywy osoby, którą już jesteś po zmianie, skierowany do osoby, którą jesteś teraz. Nie afirmacja, nie lista życzeń, ale konkretny list. Zmiana perspektywy czasowej robi coś dziwnego z myśleniem o sobie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Teodozja.2 To jest technika, która ma swoje echa w terapii narracyjnej - tam też pracuje się z listami pisanymi z przyszłości. Ale pytanie jest o to, czy to, co opisujesz, różni się od terapeutycznego ćwiczenia na poziomie intencji, czy na poziomie formy? Bo jeśli intencja jest magiczna, a forma terapeutyczna - to jak to działa?


Odpowiedz
Wpisy: 773
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Mam pytanie do Teodozja.2, bo sama chciałam coś podobnego spróbować. Czy ten list piszesz raz, czy wracasz do niego? I czy go potem trzymasz, czy niszczysz? Bo przy tym co mówił wcześniej Ballen o spalaniu - zastanawiam się, czy list z przyszłości powinien zostać, żeby "zakotwiczył" zmianę, czy może właśnie powinien zniknąć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 343

@Dominisia Pisałam raz, nie wracałam do niego przez długi czas. I trzymam. Ale nie czytam. To jest może dziwne, ale mam poczucie, że jego działanie nie polega na tym, że go czytam, tylko na tym, że istnieje. Coś jak zapieczętowanie. Choć nie jestem w stanie powiedzieć, czy to przekonanie ma podstawy poza tym, że tak czuję.


Odpowiedz
Wpisy: 1598
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Teodozja.2, to jest właśnie ta różnica, o której wcześniej mówiłem. List, który istnieje i działa przez samo istnienie - to inna logika niż list spalony, który działa przez zniknięcie. Oba są spójne wewnętrznie, tylko zakładają inne rozumienie tego, gdzie jest moc pisma. W jednym przypadku w materiale, w drugim w akcie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 802

@Ballen Moc w materiale kontra moc w akcie - czy to nie jest stara debata między magią immanentną a magią transmutacyjną? Tzn. jedna zakłada, że coś ma moc samo w sobie, a druga, że moc pochodzi z przekształcenia. Zresztą przy runach to jest też widoczne - czy runy mają moc dlatego, że są tym czym są, czy dlatego, że ktoś je aktywował?


Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Feliks62 To jest pytanie, które pojawia się w bardzo różnych tradycjach i nie ma jednej odpowiedzi, bo to zależy od systemu. Ale w kontekście pisania jako rytuału transformacji - mam wrażenie, że moc jest może w relacji między piszącym a tym, co zapisane. Nie w samym piśmie, nie tylko w akcie pisania, ale w tym napięciu między nimi. Może właśnie dlatego niektóre listy się trzyma, a inne pali - bo ta relacja jest różna w każdym przypadku.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Kasandra77 Ta relacja, o której mówisz - między piszącym a tym, co zapisane - to jest chyba najcieklejszy punkt całej tej rozmowy. Bo jeśli moc nie jest ani wyłącznie w materiale, ani wyłącznie w akcie, to co to w ogóle znaczy dla praktyki? Jak to się przekłada na to, co robisz zanim zaczniesz pisać, w trakcie i po?


Odpowiedz
Wpisy: 622
Rozpoczynający temat
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

I to jest może najlepszy opis tego, co próbuję robić od początku tego wątku. Pisanie jako akt, nie jako produkt. Ale też - po tym co mówi Teodozja.2 - nie wiem, czy to jest tak czyste. Może akt i produkt są ze sobą splecione i nie da się ich rozdzielić w praktyce. Piszę, żeby ogłosić zmianę, ale to co piszę też potem gdzieś jest i coś robi.


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Słucham tej rozmowy o mocy w relacji i mam poczucie, że to trochę ucieczka od pytania. Bo "relacja między piszącym a tekstem" to można powiedzieć o każdej książce, każdym dzienniku. Co sprawia, że rytualne pisanie transformacji jest czymś innym niż po prostu pisanie z emocjami?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Czeremcha Nie ucieczka, raczej próba nazwania czegoś, co trudno opisać inaczej. Ale twoje pytanie jest uczciwe. Myślę, że różnica leży w intencji ustawionej przed aktem - nie w trakcie, nie po, tylko zanim. Dziennik piszesz żeby przetworzyć. Rytualne pisanie transformacji zaczyna się od decyzji, że coś się zmienia, i to jest inne wyjście. Choć rozumiem, że to też nie jest odpowiedź, która kogoś sceptycznego zadowoli.


Odpowiedz
Wpisy: 802
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Czeremcha zadaje właściwe pytanie. Ja też długo miałem ten problem - rozróżnienie między "pisaniem z emocjami" a "pisaniem jako rytuałem". Dla mnie zaczęło się klarować, kiedy przestałem pytać co piszę, a zacząłem pytać kiedy piszę. Pora, otoczenie, stan. Nie dlatego że to jakaś magiczna godzina, tylko że te warunki tworzą inną jakość skupienia. Ale nie wiem, czy to jest argumentem dla kogoś, kto szuka ostrej granicy.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Feliks62 Właśnie wróciłam do wątku i to co mówi Feliks62 o "kiedy" - to mnie zastanawia w kontekście transformacji. Czy wy macie jakiś moment, który czujecie jako właściwy do pisania czegoś progowego? Nie pytam o konkretny czas, bardziej o to, czy jest jakiś sygnał wewnętrzny czy zewnętrzny, który mówi "teraz".


Odpowiedz
(@rgielka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 330

@Dominisia U mnie to jest zwykle kiedy nie moge już nie pisać, jeśli to ma jakiś sens. Nie planuję momentu. Po prostu jest taki punkt gdzie siedzenie z tym w głowie staje się nie do zniesienia i wtedy siadam. Nie wiem czy to jest sygnał czy po prostu przepełnienie.


Odpowiedz
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 343

@Dominisia, u mnie jest inaczej niż u Rgielki. Czekam na moment, który ma coś w sobie - nie numerologicznego koniecznie, bardziej fizycznego. Przesilenie, nów, jakiś próg roku. Nie dlatego że wierzę, że księżyc pisze za mnie, tylko dlatego że te momenty dają mi poczucie, że to, co piszę, trafia w coś większego niż mój własny kalendarz. Może to tylko rama, ale dla mnie ważna.


Odpowiedz
(@malwinka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 260

@Teodozja.2 A co jeśli zmiana nie czeka na nów? Pytam serio, bo sama mam ten konflikt - czuję, że coś jest gotowe teraz, a nów jest za dwa tygodnie. Czy czekasz, czy piszesz i czy ma to dla ciebie znaczenie?


Odpowiedz
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 343

@Malwinka Pisałam poza cyklem kilka razy i nie powiem, że nie działało. Ale miałam inne odczucie samego aktu - mniej ceremonialne, bardziej nagłe. Jakby różnica między zaplanowanym wyjazdem a nagłym wypadem. Docierasz do tego samego miejsca, ale droga jest inna. Czy to ma znaczenie - nie wiem. Może zależy od tego, co ogłaszasz.


Odpowiedz
Wpisy: 622
Rozpoczynający temat
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ta różnica, którą Teodozja.2 opisuje - zaplanowane kontra nagłe - to jest coś, z czym się teraz zmagam. Bo mam wrażenie, że przy transformacjach, które są nagłe z natury, planowanie ramy może wręcz działać przeciwko procesowi. Jakbyś próbowała ceremoniał dopasować do czegoś, co już się dzieje. Chociaż nie wiem, może właśnie wtedy rama jest potrzebna żeby nie zgubić się w tym co się dzieje.


Odpowiedz
Wpisy: 1598
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Kinia05 dotknęła czegoś, nad czym myślę od jakiegoś czasu. Przy transformacjach, które przychodzą z zewnątrz - coś się wydarzyło, coś się skończyło, coś się zaczęło bez twojego wyboru - pisanie może działać inaczej niż przy tych, które inicjujesz sam. W pierwszym przypadku może nie chodzi o ogłoszenie zmiany, tylko o jej przyjęcie do wiadomości na papierze. I to jest może osobny rytuał.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 802

@Ballen Przyjęcie do wiadomości na papierze - to brzmi jak protokół świadka. Ty sam jesteś jednocześnie tym, kto doświadcza i tym, kto zaświadcza. I to jest ciekawe jako opis bo w tradycjach prawnych podpis pod dokumentem ma właśnie tę moc - czyni coś oficjalnym. Zastanawiam się, czy w pisaniu transformacji zewnętrznej nie chodzi właśnie o to - nie zmiana, tylko rejestracja zmiany jako rzeczywistej.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Feliks62 Protokół świadka to dobre ujęcie, ale mam pytanie - czy rejestracja może być jednocześnie aktem? Bo w prawie podpis nie tylko zaświadcza, on też zobowiązuje. Może pisanie transformacji zewnętrznej robi obie te rzeczy naraz - zaświadczasz że coś zaszło i jednocześnie zobowiązujesz się do życia z tym co zaszło.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Lurisk, to "zobowiązujesz się do życia z tym co zaszło" - to jest chyba najbardziej konkretna definicja rytuału pisania, jaką słyszałam w tym wątku. Bez odwoływania się do energii, do ram, do cykli. Czy to nie jest po prostu akt psychologiczny? I czy to obniża jego wartość, czy nie ma to znaczenia?


Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Czeremcha Myślę, że to pytanie - czy "tylko psychologiczne" znaczy mniej - to jest taki test na to, co ktoś rozumie przez magię. Jeśli magia to wyłącznie oddziaływanie na zewnętrzny świat siłami nadnaturalnymi, to tak, pisanie jako zobowiązanie psychologiczne nie jest magią. Ale jeśli magia to zmiana rzeczywistości przez zmianę podmiotu, który w tej rzeczywistości działa - to wychodzi na to samo.


Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Kasandra77, ta definicja - zmiana rzeczywistości przez zmianę podmiotu - to jest coś, co gdzieś czytałam w kontekście magii chaosu. Tam dużo jest o tym, że nie ma znaczenia, czy pracujesz z prawdziwym duchem czy z konstruktem własnego umysłu, bo efekt jest ten sam. Czy to jest ten sam kierunek myślenia?


Odpowiedz
Wpisy: 751
(@feliks73)
Połączone: 3 miesiące temu

Wchodzę w wątek trochę z boku, bo śledziłem od jakiegoś czasu. To co Kasandra77 mówi o podmiocie i ta kwestia Dominisi o magii chaosu - to się łączy z czymś, o czym czytałem u Carrolla, że sigilem nie jest rysunek ani słowo, tylko zmiana w systemie przekonań piszącego. Jeśli tak, to pisanie transformacji jest może zawsze pracą z siglem, tylko niekoniecznie graficznym.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malwinka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 260

@Feliks73 Carroll i sigile - dobry trop. Ale jest jedna rzecz, która mnie przy tym zatrzymuje. Sigil w tej tradycji działa najlepiej, kiedy zapomnisz o nim po napisaniu - lust of result, jak to nazywają. A pisanie transformacji, szczególnie to o którym mówiła Teodozja.2, działa przez trwanie. List, który istnieje i działa przez istnienie. To jest zupełnie odwrotna logika. Jak to pogodzić?


Odpowiedz
Wpisy: 1598
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Malwinka trafia w coś, co mnie też zawsze zastanawia w tym podejściu. Może to są po prostu dwa różne modele działania i jeden nie wyklucza drugiego - zależy od tego, co chcesz przepracować. Zapominanie działa przy intencjach, gdzie twój ego-opór jest problemem. Trwanie działa przy transformacjach, gdzie potrzebujesz zakotwiczenia. Nie każda zmiana jest tym samym rodzajem zmiany.


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@rgielka)
Połączone: 2 miesiące temu

Słucham tej rozmowy o sigilu i trwaniu i mam wrażenie że my cały czas próbujemy to kategoryzować, a może nie każdy rytuał da się wrzucić w jeden model. Pisałam coś co działało i nie wiem dlaczego działało. Może właśnie dlatego, że nie wiedziałam że pisuję "według jakiegoś systemu".


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Rgielka, to co mówisz o niewiedzeniu jest ważne. Bo może właśnie brak kategorii był tym, co pozwoliło temu zadziałać. Carroll pisał o tym w kontekście gnoza zamiast wiedzy - że świadoma klasyfikacja rytuału w trakcie jego wykonywania to jeden z najskuteczniejszych sposobów na jego zneutralizowanie. Twój umysł analityczny siada za biurkiem i zaczyna oceniać zamiast uczestniczyć.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Lurisk Ale czy to nie jest trochę pułapka? Jeśli zacznę stosować tę zasadę świadomie - czyli celowo nie kategoryzować - to już właśnie kategoryzuję. Robię metarytuał z niekategoryzowania.


Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Czeremcha To jest paradoks, który pojawia się w każdej tradycji gdzie mówi się o nieprzywiązaniu do wyniku. Kiedy starasz się nie starać, to jednak starasz się. Nie ma z tego wyjścia intelektualnego. Wyjście jest tylko przez działanie, które wyprzedza refleksję - albo przez taki nawyk, gdzie rytuał staje się na tyle zwykłą częścią życia, że nie uruchamia trybu analizy.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: