Forum

Asystent AI
Magia przez pisanie...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia przez pisanie - czary poprzez notowanie słów

Strona 2 / 3

Wpisy: 802
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co Kasandra77 mówi o nawyku - to mi otwiera inne pytanie w kontekście pisania. Jeśli piszę regularnie, notatki, dziennik, cokolwiek, to moment kiedy siadam i piszę intencję nie jest już niczym specjalnym z perspektywy nawyku. Czy to pomaga czy przeszkadza? Z jednej strony - nie ma oporu, nie ma ceremonialności. Z drugiej - może właśnie ta zwyczajność jest tym, co trzyma ego z boku.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Feliks62 Ja mam wrażenie że to działa dwupoziomowo. Codzienne pisanie jako tło sprawia, że akt pisania intencji nie wywołuje stresu ani nacisku. Ale żeby to coś znaczyło, musi być jakaś różnica między zwykłym notowaniem a tym momentem. Choćby papier, choćby pora. Coś co daje sygnał - to nie jest wpis do kalendarza.


Odpowiedz
(@malwinka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 260

@Dominisia, a co jeśli ta różnica jest zbyt subtelna żeby ją poczuć? Bo rozumiem o co ci chodzi z sygnałem, ale mam wrażenie że u mnie te drobne markery - inny zeszyt, wieczór zamiast rana - po jakimś czasie stają się właśnie kolejnym nawykiem. I znowu wracam do punktu, gdzie nie wiem czy to co robię ma inną jakość niż zwykłe pisanie.


Odpowiedz
(@rgielka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 330

@Malwinka Mam dokładnie ten problem. Zaczęłam od świecy, konkretnego zeszytu, potem to spowszedniało. Czy zmienić zeszyt? Dokładać kolejny element? To wychodzi jak wyścig z własnym przyzwyczajeniem. Nie wiem jak to zatrzymać.


Odpowiedz
Wpisy: 1598
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Może cały ten wątek z markerami i sygnałami idzie w złym kierunku. Nie mówię że jest bez sensu, ale skupiamy się na tym co zewnętrzne - zeszyt, świeca, pora - a może granica między zwykłym pisaniem a rytuałem nie leży w rekwizytach tylko w tym, co się dzieje z oddechem i uwagą w momencie, kiedy zaczynasz. Można napisać intencję na paragonie z marketu i mieć pełną obecność. Można mieć ołtarz i myśleć o tym co na kolację.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@feliks73)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 751

@Ballen To brzmi przekonująco, ale mam jedno zastrzeżenie. Zewnętrzne markery właśnie po to były w tradycjach ceremonialnych - żeby wywołać zmianę stanu przed aktem, nie w trakcie. Nie chodzi o to, że świeca "robi magię", tylko że zapalenie jej uruchamia skojarzenie, które zmienia twój stan przed pisaniem. To conditioned response, żeby użyć bardziej laickiego języka.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Feliks73 Zgadza się, ale to conditioned response działa tylko dopóki nie jest automatyczne. Jak staje się automatyczne, staje się rytuałem martwym - robisz go, ale on już nie zmienia twojego stanu, tylko go utrzymuje na stałym poziomie. I wracamy do problemu Rgielki. Pytanie brzmi czy można celowo "odświeżyć" skojarzenie, czy trzeba za każdym razem szukać nowego markera.


Odpowiedz
Wpisy: 622
Rozpoczynający temat
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Zatrzymuję się na tym "odświeżeniu skojarzenia" bo to jest bardzo praktyczne pytanie i nikt tu nie powiedział co z tym faktycznie robi. Czy ktoś ma jakiś sposób na to że rytuał pisze się stale ale nie robi się pusty? Nie pytam o teorię, pytam co konkretnie ktoś z was robi kiedy zauważa, że robi to mechanicznie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 343

@Kinia05, u mnie to działa tak, że jak zauważam mechaniczność, to na jakiś czas całkowicie przerywam. Nie szukam nowego markera, nie modyfikuję - po prostu nie robię tego przez kilka tygodni. I kiedy wracam, jest inaczej. Nie wiem czy dlatego że mi brakowało, czy dlatego że w tym czasie coś się we mnie zmieniło, co sprawia, że podchodzę do tego z innym pytaniem.


Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Teodozja.2 A czy w tym czasie przerwy zauważasz jakąś różnicę? Czy jest jakiś moment gdzie czujesz, że coś się zbiera i warto by wrócić, czy to jest bardziej arbitralna decyzja po tym jak upłynął jakiś czas?


Odpowiedz
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 343

@Dominisia Szczerze - to jest mieszanka. Raz wrócę bo coś konkretnego się wydarzyło i poczułam, że muszę to zapisać w jakiś inny sposób niż w dzienniku. Innym razem wróciłam bo po prostu minął miesiąc i sprawdziłam czy coś mnie ciągnie z powrotem. Nie ma u mnie jednego mechanizmu.


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wtrącę się z boku, bo ta rozmowa zaczyna mi trochę przypominać dyskusję o tym jak nie rozmyślać. Im więcej metodologii nakładamy na pisanie jako rytuał, tym bardziej oddalamy się od tego co sprawia, że w ogóle działa - jeśli działa. Może jest coś w tym co Rgielka mówiła wcześniej, że nie wiedziała że pisze "według modelu" i właśnie dlatego poczuła efekt.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Czeremcha Rozumiem ten argument, ale on prowadzi donikąd praktycznie. Mówisz w istocie: nie analizuj, po prostu rób. To jest dobra rada dla kogoś, kto już gdzieś jest. Dla kogoś kto zaczyna albo komu coś przestało działać - to nie wystarcza. Metodologia jest rusztowaniem. Zdejmujesz je, kiedy budynek stoi.


Odpowiedz
Wpisy: 802
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Kasandra77 ma rację z tym rusztowaniem, ale Czeremcha też coś wyciąga na wierzch. Są tradycje gdzie inicjacja w rytuał pisania polega właśnie na tym, że ktoś ci daje formę i mówisz rób tak bez wyjaśnienia - a wyjaśnienie przychodzi po tym jak masz za sobą kilka miesięcy praktyki. Nie na odwrót. Może właśnie dlatego rozumowanie od metodologii do praktyki jest trudniejsze niż od praktyki do rozumienia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@malwinka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 260

@Feliks62 Ale my tu na forum nie mamy tej możliwości żeby ktoś nam dał formę bez wyjaśnienia i poczekał. Śledzimy wątek, piszemy co myślimy, co nam działa, i konstruujemy to sami. To inne warunki nauki. Czy uważasz, że to zasadniczo zmienia to co można wyciągnąć z takiej rozmowy?


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Malwinka To jest trafne pytanie i myślę, że tak - zmienia. Forum to dobry teren do zebrania perspektyw i sprawdzenia, czy twoje doświadczenie jest unikalne czy ma wzorzec w kimś innym. Ale nie zastąpi praktyki bez teorii na jej plecach. Tutaj zawsze jest teoria pierwsza, bo piszesz o tym co zrobiłaś i dlaczego to interpretujesz tak a nie inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@rgielka)
Połączone: 2 miesiące temu

A mnie zastanawia inne rzecz - czy ta rozmowa sama w sobie jest już jakoś bliska temu o czym mówimy. Piszemy o pisaniu. Nazywamy to co robimy. Czy to nie jest ten sam gest tylko zbiorowy?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Rgielka To jest ciekawa obserwacja, ale powiedziałbym że nie do końca. Rytuał pisania jako transformacji działa kiedy jest singular - kiedy ty, konkretna osoba, konfrontujesz się z konkretną zmianą i robisz z niej akt językowy. Tu mapujemy ogólną przestrzeń doświadczeń. To ma inną funkcję. Choć możliwe, że dla kogoś sama ta dyskusja jest momentem klarowania - i wtedy może działać analogicznie.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Lurisk Ale czy to jest problem? Że tu jest zawsze teoria na plecach praktyki? Bo mam wrażenie że ty to mówisz jak zarzut, a ja się zastanawiam czy w przypadku pisania to nie jest akurat odwrotnie niż w innych rytuałach - czyli że tu teoria i praktyka są tym samym aktem. Jak piszesz o zmianie, to jednocześnie ją opisujesz i ją robisz. To nie jest tak jak z zapaleniem świecy, gdzie gest jest fizyczny a intencja osobna.


Odpowiedz
Wpisy: 751
(@feliks73)
Połączone: 3 miesiące temu

To co Czeremcha mówi to jest właściwie serce tego tematu i dziwię się że dopiero teraz to pada wprost. Pisanie jest medium które scala formę i treść. W innych rytuałach możesz wykonywać formę bez treści - zapalić świecę myśląc o zakupach. W pisaniu ciężej uciec od sensu bo żeby pisać, musisz jednak budować zdania. Chyba że piszesz automatycznie, ale to już osobna rozmowa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Feliks73 Automatyczne pisanie to nie jest osobna rozmowa, to jest ten sam kontynuum tylko inny biegun. I tam właśnie theory i praktyka się rozchodzą bo piszesz bez konstruowania sensu. Ciekawe czy ktoś tu miał doświadczenie z obydwoma i czy transformacja którą czuł po stronie pisania intencyjnego różni się od tej po automatycznym.


Odpowiedz
Wpisy: 773
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ja miałam oba i to jest inne uczucie, ale nie wiem czy "transformacja" to właściwe słowo dla obu. Po pisaniu intencyjnym jest coś w rodzaju zamknięcia - jakbyś postawiła kropkę. Po automatycznym jest raczej otwarcie, jakieś pytanie zawieszone w powietrzu. Nie wiem czy jedno jest silniejsze od drugiego, po prostu działają w innym kierunku.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@malwinka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 260

@Dominisia A który z tych kierunków bardziej pasuje do tematu tego wątku, czyli do transformacji? Bo jeśli chodzi o przechodzenie przez zmianę, to mnie bardziej przekonuje to "zamknięcie" które opisujesz - akt oznajmienia że coś się dzieje. Chociaż to otwarcie też brzmi jak coś co może być potrzebne na początku procesu, nie na końcu.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Malwinka Albo i na końcu, zależy co rozumiemy przez transformację. Jeśli transformacja to przejście z A do B, to zamknięcie ma sens przy B. Ale jeśli transformacja to ciągły stan, a nie punkt docelowy - wtedy otwarcie jest właściwsze bo nie ma "po". I to jest chyba pytanie które powinnyśmy sobie zadać na początku tego wątku a nie po osiemdziesiąt kilku postach.


Odpowiedz
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 622

@Lurisk, to uczciwe, że to mówisz, ale myślę że ta rozmowa sama jest przykładem transformacji bez wyraźnego B. Zaczęłam ten temat z bardzo konkretnym pytaniem o pisanie i zmianę, a teraz jesteśmy przy tym czy zmiana ma koniec. To nie jest odpłynięcie, to jest rozwinięcie. Czy uważasz że odpowiedź na to pierwotne pytanie - jak przez pisanie oznajmić zmianę - zależy od tego czy zmiana ma punkt końcowy?


Odpowiedz
Wpisy: 1598
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

To jest dobre pytanie i myślę że tak - sposób pisania zależy od tego co rozumiemy przez zmianę. Jeśli masz konkretną rzecz którą chcesz przekroczyć - piszesz to inaczej niż kiedy opisujesz stan w którym jesteś i nie wiesz dokąd idzie. Pierwsza sytuacja to bardziej deklaracja. Druga to coś bliższego świadectwu.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@rgielka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 330

@Ballen Świadectwo to ciekawe słowo. Znaczy że piszesz dla siebie jako obserwatora, nie jako kogoś kto decyduje. Czy to nie osłabia siły rytuału? Bo ja zawsze myślałam że chodzi właśnie o sprawczość, o powiedzenie że tak będzie. A tu wychodzi że samo opisywanie tego co jest też może być aktem magicznym.


Odpowiedz
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 343

@Rgielka, ja też się zastanawiałam nad tym i powiem ci że u mnie to świadectwo działa mocniej niż deklaracja, ale to może być kwestia temperamentu. Jak piszę "będzie tak", czuję opór - bo część mnie wie że nie wiem. Jak piszę "jest tak i tak i to mnie prowadzi gdzieś" - jest więcej prawdy i ta prawda jakoś trzyma. Ale to nie znaczy że tak jest u każdego.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Teodozja.2 To co opisujesz brzmi prawie jak dziennik a nie rytuał. Przepraszam że wprost, nie z przekąsem pytam - gdzie dla ciebie jest granica między dziennikowym opisem a rzeczywiście rytuałem pisania? Bo z zewnątrz brzmi podobnie.


Odpowiedz
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 343

@Czeremcha Sama się nad tym zastanawiałam. Myślę że granica jest w tym z jakiej pozycji piszesz. W dzienniku jestem narratorem własnego życia i piszę do siebie z przyszłości albo żeby przetworzyć. W rytuale jestem kimś kto zwraca się do czegoś - nie wiem jak to nazwać, do procesu, do siły, do tej zmiany jako do czegoś żywego. Zmienia się adresat.


Odpowiedz
Wpisy: 802
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ten "zmieniony adresat" to bardzo konkretna obserwacja. Właściwie w wielu tradycjach ustnych zaklęcia były formą bezpośredniego zwrotu - nie opisu stanu, ale mowy do kogoś lub czegoś. Pisanie jako rytuał kiedy jest adresowane ma inną gramatykę niż kiedy jest tylko opisowe. To nawet widać składniowo - zamiast "chcę żeby" piszesz "obejmuję", "oddaję", "przechodzę".


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Feliks62 I to jest właściwie klucz do całej tej rozmowy o pustce rytuału którą mieliśmy wcześniej. Rytuał staje się pusty kiedy zsuwa się z adresowania na opisywanie. Mechanicznie piszesz słowa ale nie ma już zwrotu, nie ma adresata. To tłumaczy dlaczego przerwa działa - po przerwie wracasz i znowu masz do kogo pisać.


Odpowiedz
(@malwinka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 260

@Kasandra77 Ale to zakłada że zawsze jest jakiś adresat i że wiesz do kogo lub czego się zwracasz. Co jeśli ktoś nie ma takiego poczucia? Czy rytuał pisania bez adresata w ogóle ma sens, czy to jest wtedy po prostu pisanie?


Odpowiedz
Wpisy: 1888
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

To nie musi być osobowy adresat. Może być proces, stan, czas, zmiana jako abstrakcja. W starszych formach zaklęć pisanych - np. teksty defixiones z antyku albo późniejsze grimoary - nie zawsze był bóg czy duch, czasem było po prostu nazwanie tego co ma nastąpić jakby było już obecne. Adresat to tylko jeden model, nie jedyny.


Odpowiedz
10 Odpowiedzi
(@inkantacja)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 353

@Lurisk defixiones - to pierwsze słyszę, możesz powidzieć więcej co to jest? Coś z Rzym albo Grecja? Pytam bo interesuję się skąd to pisanie w rytuałach w ogóle pochodzi historycznie.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Inkantacja Tabliczki przekleństwa z antyku - najczęściej ołowiane płytki z wygrawerowanym tekstem, zakopywane albo wrzucane do wody. Cały basen Morza Śródziemnego, od Grecji przez Rzym po północną Afrykę. Zapisywano na nich imię osoby którą chciało się związać, skrzywdzić albo wygrać z nią w sądzie. Sam akt pisania i zakopania był rytuałem. Nie było w tym koniecznie bóstwa - czasem tak, ale sam tekst miał działać.


Odpowiedz
(@feliks73)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 751

@Lurisk, to świetny przykład bo pokazuje że pisanie jako rytuał ma ciągłość znacznie dłuższą niż nam się wydaje kiedy mówimy "magia słów". To nie jest new age ani nowoczesny wynalazek. I co ważne - w tych tradycjach forma była bardzo precyzyjna, nie było miejsca na "jak mi pójdzie". Każde słowo miało swoje miejsce. To zupełnie inaczej niż to o czym rozmawiamy, czyli pisanie intencyjne które jest raczej płynne.


Odpowiedz
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 622

@Feliks73, ale czy ta precyzja była konieczna dlatego że tak uważano, czy dlatego że to był inny typ rytuału - z adresatem osobowym, z konkretnym celem, może z przywołaniem siły zewnętrznej? Bo to o czym tu mówimy to transformacja, zmiana wewnętrzna. Tam była zewnętrzna interwencja. Myślę że to tłumaczy różnicę w podejściu do formy, nie tylko czas i kultura.


Odpowiedz
(@inkantacja)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 353

@Kinia05, ale to rozróżnienie między zmianą zewnętrzną a wewnętrzną jest ważne bo zmienia też to co i jak piszesz. W tych tabliczkach był konkretny cel, konkretna osoba, konkretny skutek. A kiedy chcesz opisać że sama się zmieniasz - to kto jest adresatem? Ty sama? Jakiś proces? Bo to chyba jednak inna kategoria.


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Inkantacja Właśnie to pytanie o adresata w transformacji wewnętrznej jest dla mnie centralne. W rytuałach zewnętrznych adresat jest oczywisty. Ale kiedy opisujesz własną zmianę, to masz do czynienia z czymś bardziej skomplikowanym - piszący i adresat to ta sama osoba w różnych momentach czasu. Albo różne warstwy tej samej osoby. I nie wiem czy starsze tradycje miały na to rozwiązanie.


Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Ballen Miały, tylko w innej formie. Modlitwy poświęcenia, teksty inicjacyjne, pisane śluby - to były formy zwrotu do siebie jako nowej osoby, ale przy świadkach, przy bóstwie, przy wspólnocie. Sam akt pisania nie był tylko wewnętrzny, był osadzony w kontekście. Pytanie czy bez tego kontekstu pisanie transformacyjne ma tę samą moc.


Odpowiedz
(@feliks73)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 751

@Kasandra77 A czy ten kontekst musi być zewnętrzny? Tzn. czy nie może go stworzyć sama osoba piszącą - rytualne warunki, czas, miejsce, intencja? Bo mi się wydaje że w praktyce solowej właśnie o to chodzi - że sami sobie budujemy ten kontener.


Odpowiedz
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 343

@Feliks73, to jest coś o czym długo myślałam. Budowanie własnego kontenera to brzmi sensownie ale w praktyce jest trudne bo nie ma zewnętrznego lustra. W grupie albo w tradycji jest ktoś kto widzi że coś się stało. Solo piszesz i... no i co? Skąd wiesz że to było rytuałem a nie tylko pisaniem?


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Teodozja.2 To jest dokładnie moje pytanie od kilku postów temu 🙂 Cieszę się że wróciłyśmy do tego bo nie dostałam wtedy satysfakcjonującej odpowiedzi. Skąd w ogóle wiadomo że rytuał "przeszedł" albo "zadziałał" w kontekście transformacji? Jakie są sygnały?


Odpowiedz
Wpisy: 773
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

U mnie sygnałem jest nie to co jest po, tylko co jest podczas. Jak piszę i w połowie zdania nagle wiem coś czego nie wiedziałam kiedy zaczynałam - to jest ten moment. Nie efekt po tygodniu, nie zmiana którą obserwuję. Samo pisanie coś otwiera i to jest sygnał że to nie był tylko zapis.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@rgielka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 330

@Dominisia Ale czy to nie jest po prostu myślenie przez pisanie? Bo ja też tak mam, że jak piszę to nagle coś mi się układa w głowie. I zawsze nie byłam pewna czy to jest cokolwiek magicznego czy po prostu działanie mózgu.


Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Rgielka Sama nie wiem szczerze. Może to nie są rozdzielne rzeczy? Tzn. może myślenie przez pisanie jest właśnie jednym z mechanizmów przez które rytuał pisania działa? Nie wiem czy trzeba to rozdzielać.


Odpowiedz
Wpisy: 1888
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Myślenie przez pisanie to jest zjawisko które opisywała między innymi Gabriela Rico - nie w kontekście magii, ale w kontekście pisania kreatywnego i tego jak linearny zapis angażuje inne procesy niż myślenie bez zapisu. Jeśli rytuał pisania ma efekt - to może właśnie przez ten mechanizm. Nie musi być sprzeczność między "to jest kognitywne" i "to jest rytualne".


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@malwinka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 260

@Lurisk Ale to by znaczyło że każde poważne pisanie jest w jakimś sensie rytuałem transformacyjnym. Co mi się z jednej strony podoba, ale z drugiej trochę rozmywa całą tę rozmowę o specyfice rytuału.


Odpowiedz
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 622

@Malwinka, ja myślę że nie każde pisanie, tylko takie z intencją. Różnica jest w tym z jakiego miejsca siadasz do kartki. Jak siadam żeby przetworzyć dzień - to jest dziennik. Jak siadam żeby powiedzieć czemuś że zmiana się dzieje - to jest inaczej, nawet jeśli zdania wyglądają podobnie.


Odpowiedz
Wpisy: 802
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

To rozróżnienie między intencją a formą jest u mnie wciąż otwarte. Bo można mieć intencję bez żadnej formy i nic z tego nie wyjdzie. I można mieć formę bez intencji i też nic. Ale co jest ważniejsze kiedy jedno z nich jest słabsze? Czy silna intencja ratuje słabą formę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Feliks62 W tradycji ceremonialnej powiedzieliby że nie - że forma jest nośnikiem intencji i bez niej intencja się rozłazi. Ale to jest perspektywa z jednej strony. Są też podejścia gdzie forma jest prawie nieważna, liczy się skupienie. Ja osobiście myślę że to zależy od osoby - dla jednych forma dyscyplinuje, dla innych ją blokuje.


Odpowiedz
Wpisy: 815
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Dodam że forma może też być za sztywna i wtedy blokuje. Miałam takie okresy kiedy siedziałam z idealnie przygotowaną kartką, właściwym atramentem, właściwą datą i... nic nie wychodziło bo cały czas pilnowałam formy zamiast pisać. To też jest coś o czym rzadko się mówi w kontekście rytuału pisania.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@inkantacja)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 353

@Kasandra77 Właściwy atrament - masz na myśli kolor czy coś jeszcze? Pytam bo nie wiedziałam że to w ogóle ma znaczenie przy pisaniu.


Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Inkantacja Kolor tak, ale też atrament vs długopis vs ołówek - to zmienia poczucie permanentności tego co piszesz. Piszesz długopisem i to zostaje, piszesz ołówkiem i można wymazać. Przy transformacji - chcesz żeby to zostało czy chcesz sobie zostawić furtkę? To może być świadoma decyzja.


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest bardzo konkretna obserwacja i właściwie pierwsza rzecz w tej rozmowie która mnie przekonała że za rytuałem pisania stoi jakaś realna praktyczna logika. Bo różnica między permanentnym a wymazywalnym - to jest coś czego naprawdę można doświadczyć, nie trzeba w to wierzyć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 343

@Czeremcha Właśnie. I to samo z papierem - cienki notes kontra gruby zeszyt kontra luźna kartka którą możesz spalić albo zakopać po. Każdy z tych wyborów coś mówi o tym jak traktujesz to co piszesz. Czy to ma trwać, czy ma być wysłane, czy ma zniknąć.


Odpowiedz
Wpisy: 751
(@feliks73)
Połączone: 3 miesiące temu

A co z cyfrowym pisaniem? Pytam serio bo dużo osób dzisiaj pisze na telefonie albo w notatniku online i zastanawiam się czy to w ogóle wchodzi w grę jako rytuał. Brakuje tej fizyczności. Ale może dla kogoś kto pisał cyfrowo przez całe życie, to jest bardziej naturalne.


Odpowiedz
Wpisy: 1888
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Cyfrowe pisanie to ciekawy problem i nie mam jednoznacznej odpowiedzi. Fizyczność nośnika robi różnicę, ale nie dlatego że papier jest "bardziej magiczny" - raczej dlatego że angażuje inne pętle sensoryczne. Piszesz ręcznie i czujesz opór narzędzia, temperaturę, rytm. To wszystko wchodzi do doświadczenia. Na klawiaturze tego nie ma. Ale z drugiej strony - znam osoby które od lat prowadzą bardzo świadome praktyki całkowicie cyfrowo i nie widzę żeby to im przeszkadzało. Więc może pytanie nie jest czy cyfrowo czy analogowo, tylko czy twoje ciało jest zaangażowane w to co robisz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@feliks73)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 751

@Lurisk To z tym ciałem to mnie zatrzymało. Bo jak to rozumiesz w praktyce? Że chodzi o jakieś napięcie fizyczne, skupienie, pozycję ciała? Bo jak siadam do rytuału pisania i wiem że to jest rytuał, to też jakoś się inaczej ustawiam fizycznie niż kiedy odpisuję na maile.


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@rgielka)
Połączone: 2 miesiące temu

ja piszę dużo na telefonie i szczerze to nigdy nie traktowałam tego jako rytuał, właśnie przez brak tej fizyczności o której piszecie. ale teraz się zastanawiam czy robiłam sobie krzywdę czy po prostu nie próbowałam. czy ktoś to w ogóle testował - ten sam tekst, raz ręcznie raz na klawiaturze, i sprawdzał czy cokolwiek czuje inaczej?


Odpowiedz
Wpisy: 622
Rozpoczynający temat
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Sama robiłam coś takiego, choć nie metodycznie. Przez jakiś czas pisałam deklaracje transformacyjne w notatniku na laptopie bo miałam tam wszystko poukładane. I fizycznie było wygodniej. Ale zawsze po jakimś czasie wracałam do zeszytu - nie dlatego że z góry zakładałam że to lepsze, tylko że coś mi się nie domykało przy tym cyfrowym. Może to jest właśnie ta różnica o której pisze Lurisk - nie tyle nośnik co czy coś się domknęło czy nie.


Odpowiedz
Wpisy: 815
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

To domknięcie to jest ciekawy wątek. Przy pisaniu ręcznym jest jakiś moment kiedy skończysz i odłożysz długopis - i to jest fizyczny sygnał końca. Na klawiaturze... zamykasz zakładkę? To nie jest to samo. Rytuał potrzebuje jakiegoś gestu zamknięcia i przy cyfrowym jest z tym problem strukturalny.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@inkantacja)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 353

@Kasandra77 a czy ten gest zamknięcia można jakoś dododać do cyfrowego? Np. wydrukować i spalić? Albo przynajmniej świadomie zamknąć program? To brzmii głupio może ale pytam serio.


Odpowiedz
(@kasandra77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 815

@Inkantacja Nie brzmi głupio, właściwie to logiczne rozwiązanie. Wydrukowanie i fizyczne działanie na wydruku - spalenie, zakopanie, rozdarcie - to może być właśnie ten brakujący element. Piszesz cyfrowo, ale finalizujesz fizycznie. Nie wiem czy to działa tak samo jak od początku na papierze, ale coś to jest.


Odpowiedz
Wpisy: 343
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Ja to robiłam trochę inaczej - pisałam na komputerze pierwsze wersje, żeby w ogóle wyrzucić co mam w głowie, a potem przepisywałam ręcznie tylko to co zostało jako ważne. Przepisywanie było dla mnie tym momentem który coś selekcjonował. Nie wiem czy to rytuał ale działało jako filtr.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@malwinka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 260

@Teodozja.2 To jest bardzo konkretna metoda. Mam pytanie - kiedy przepisywałaś, zmieniałaś coś w treści czy przepisywałaś dokładnie? Bo zastanawiam się czy sam akt przepisywania coś zmienia, czy chodzi o to żeby te słowa przeszły przez rękę dosłownie.


Odpowiedz
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 343

@Malwinka Zmieniałam. I myślę że o to w tym chodziło - że przepisywanie było też edytowaniem, i to edytowanie było właśnie tym momentem decyzji co naprawdę chcę powiedzieć. Wersja cyfrowa była surowym materiałem, ręczna była już sformułowaniem.


Odpowiedz
Wpisy: 802
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co opisuje Teodozja.2 przypomina mi trochę praktykę lectio divina - to czytanie medytacyjne z tradycji benedyktyńskiej gdzie tekst czyta się wielokrotnie, za każdym razem inaczej, i dopiero w którymś podejściu coś zaczyna naprawdę trafiać. Może w pisaniu transformacyjnym ta wielokrotność - szkic, przepisanie, finalne słowa - ma podobną funkcję? Nie wiem, ale coś w tym siedzi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Feliks62 Lectio divina to dobry trop, chociaż tam jest tekst zewnętrzny a tutaj piszemy własny. Ale ta logika wielokrotnego podejścia - tak. W tradycji gnostyckiej jest coś podobnego przy pisaniu imion czy formuł, gdzie samo powolne zapisanie każdej litery jest już praktyką skupienia. Nie chodzi o efekt końcowy tylko o czas spędzony z każdym słowem.


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Dobra, ale wróćmy do tego czego mi tu brakowało przez chwilę - mówicie o procesie, o fizyczności, o metodach. Ale nadal nie wiem jak rozpoznać że transformacja przez pisanie rzeczywiście się wydarzyła. Bo mogę mieć piękny rytuał, ręczne pismo, świeczkę, papier który potem spalę - i dalej nie wiedzieć czy coś przeszło czy piszę do szafy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Czeremcha Ja to rozpoznaję po tym że nie mogę wrócić do poprzedniego zdania jako prawdziwego. Tzn. piszę "nie jestem już osobą która..." i po jakimś czasie jak próbuję wrócić do tego jak było - to coś nie gra, nie leży. Nie dlatego że zabroniłam sobie myśleć, tylko że to zdanie przestało być prawdziwe i sama to wiem. Czy to jest sygnał? Dla mnie tak.


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@rgielka)
Połączone: 2 miesiące temu

ale Dominisia to nie może być po prostu to że upłynął czas i zmieniłaś zdanie naturalnie? Pytam bez złośliwości, naprawdę nie wiem jak to odróżnić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Rgielka To jest dobre pytanie i sama nie mam na nie czystej odpowiedzi. Może nie da się tego odróżnić? Albo może to nie jest ważne czy zmieniłam zdanie przez pisanie czy przez czas - ważne że się zmieniło i że pismo było punktem kiedy się ze zmianą zgodziłam. Jak akt notarialny trochę.


Odpowiedz
Wpisy: 1888
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Ten akt notarialny to dobra metafora. W antropologii rytuału jest coś takiego jak "performatyw" - wypowiedź która nie opisuje rzeczywistości ale ją tworzy w momencie wypowiedzenia. "Ogłaszam was mężem i żoną" nie opisuje faktu, ten fakt tworzy. Pisanie transformacyjne może działać podobnie - nie opisujesz zmiany która już zaszła, tylko ją deklarujesz i tym piszesz ją w istnienie. To Austin, filozofia języka, nic ezoterycznego, ale myślę że mechanizm jest ten sam.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@feliks73)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 751

@Lurisk Austin to masz na myśli Johna Langshawa? Bo jeśli tak to to jest naprawdę ciekawe połączenie. Ale mam pytanie - czy performatyw działa jeśli osoba wypowiadająca nie wierzy w jego moc? Sędzia który myśli że małżeństwo to bez sensu i tak formalnie zawarł związek wypowiadając formułę. Czy w pisaniu transformacyjnym wiara jest warunkiem koniecznym?


Odpowiedz
Wpisy: 622
Rozpoczynający temat
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ja bym powiedziała że wiara nie musi być pełna na starcie, tylko nie może być aktywnego sabotażu. Pisałam kiedyś przez mocne wewnętrzne opory i nic z tego nie wyszło - nie dlatego że forma była zła, ale dlatego że połowa mnie pisała "zmieniam się" a druga połowa krzyczała "nieprawda". To nie był rytuał, to była kłótnia z kartką.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@malwinka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 260

@Kinia05, ta kłótnia z kartką to brzmi znajomo aż za bardzo. I właśnie to jest chyba najtrudniejsze przy transformacji - że często chcesz zmienić coś w sobie i jednocześnie boisz się tej zmiany. I rytuał pisania to wyłapuje natychmiast, bo jak siedzisz i piszesz to nie ma gdzie uciec od tej sprzeczności.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Malwinka To co opisujesz - że rytuał wyłapuje opór natychmiast - to mnie uderzyło. Bo to by znaczyło że pisanie działa jak lustro, nie jak instrukcja. Nie robisz czegoś żeby coś się zmieniło, tylko siedzisz i nagle widzisz co tak naprawdę myślisz. I to jest może ważniejsze niż sam efekt?


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: