Ostatnio wróciłam do tematu, który od jakiegoś czasu siedzi mi z tyłu głowy - mianowicie czy ruch ciała, konkretnie taniec, może działać jak zaklęcie. Nie mówię tu o żadnych skodyfikowanych rytuałach z podręczników, ale o czymś bardziej podstawowym. W wielu tradycjach szamańskich taniec to nie jest 'oprawa' rytuału, tylko sam rdzeń działania. Hopi tańczą o deszcz, derwisze wirują żeby wejść w stan odmienny, w Candomblé ciało ma przywoływać orishy. We wszystkich tych przypadkach konkretna postawa, konkretny ruch to nie metafora, tylko akt magiczny sam w sobie. I teraz pytanie, które mnie tutaj przyciągnęło: czy zaklęcie wypowiedziane ruchem ciała wymaga tej samej tajności co zaklęcie słowne? Bo o ile przy słowach jeszcze rozumiem logikę 'nie mów nikomu', o tyle przy tańcu - jak tu zachować tajność, skoro z definicji taniec jest widoczny?
To jest naprawdę dobre pytanie i cieszę się, że ktoś to w końcu postawił wprost. Bo ta dyskusja o tajności zaklęć często jest strasznie uproszczona - ludzie powtarzają 'nie mów nikomu' jak mantrę, nie zastanawiając się skąd to w ogóle pochodzi. W tradycji ceremonialnej magii zachodniej tajność miała bardzo konkretne uzasadnienie - chodziło o to, żeby nie rozpraszać zamiaru, nie 'rozładowywać' napięcia zanim intencja zdąży zadziałać. Aleister Crowley pisał o tym w kontekście 'sekretności woli' - że wyjawienie celu osłabia jego ładunek. Ale to dotyczyło głównie formuł werbalnych i mentalnych, nie ruchu. Przy tańcu sprawa jest zupełnie inna, bo ciało pracuje zupełnie inaczej niż słowo. Mam jednak pytanie do Andromedki: czy masz na myśli konkretnie taniec jako intencjonalne działanie magiczne, czy też pytasz szerzej - czy każda postawa ciała, nawet nieświadoma, może być zaklęciem?
Ja bym tu dorzucił perspektywę, która trochę komplikuje tę dyskusję o tajności. W tradycji tantrycznej, którą trochę śledzę, mudry - czyli gesty dłoni - są klasyfikowane jako jedne z trzech ciał mantry obok dźwięku i wizualizacji. I te mudry bardzo często są wykonywane publicznie, w świątyni, przy innych. Nikt tam nie pyta o tajność. Wręcz przeciwnie, zbiorowe wykonanie tego samego gestu przez grupę ma wzmacniać działanie, nie osłabiać. Więc ta zasada 'tajności' jest wyraźnie kulturowo i systemowo uwarunkowana, nie jest jakimś prawem fizycznym. Ciekawi mnie natomiast co innego: czy w tych tradycjach, które przywołała Andromedka, taniec działa przez precyzję ruchu, czy przez stan świadomości tancerza? Bo to by zmieniało całkowicie odpowiedź na pytanie o tajność.
Wtrącę się, bo akurat mam tutaj swoje doświadczenie. Od kilku lat pracuję z ruchem świadomym, nie nazywam tego magią, ale efekty są takie, że chyba jednak coś jest na rzeczy. Kiedyś przez kilka tygodni robiłam rano konkretną sekwencję ruchów z wyobrażeniem konkretnego stanu, do którego chcę wejść w ciągu dnia. Żadnych słów, żadnych świec, tylko ruch i intencja. I były momenty, kiedy to wyraźnie działało w sensie - stan przez resztę dnia był inny. Ale nigdy nikomu o tym nie mówiłam, nie dlatego żeby 'zachować tajność', ale po prostu dlatego że trudno to wytłumaczyć bez wyjścia na wariatke. Więc ta tajność była praktyczna, nie magiczna. Zastanawiam się teraz czy to w ogóle ma znaczenie z jakiego powodu się zachowuje tajność - czy efekt jest ten sam?
Słucham tej dyskusji i mam wrażenie, że wszyscy mówicie o tajności zakładając że wiecie co ma być tajne. Ale to jest właśnie to co mnie nurtuje - czy tajne ma być samo działanie, intencja stojąca za działaniem, czy cel tego działania? Bo to są trzy różne rzeczy. Zapisałam sobie kiedyś taki podział kiedy czytałam o magii słowa: można powiedzieć komuś 'tańczyłam dziś rano', można powiedzieć 'tańczyłam dziś rano z intencją', albo można powiedzieć 'tańczyłam dziś rano żeby przyciągnąć konkretną sytuację'. Intuicyjnie czuję że to trzecie jest tym, co powinno zostać tajne, jeśli ta zasada w ogóle ma sens. Ale to tylko moje notatki, nie mam na to dowodów.
Hej, ja tu może powiem coś głupiego ale - skoro mówimy o tym że ciało może działać jak zaklęcie, to co z postawą ciała w ogóle, na co dzień? Chodzę na jogę od jakiegoś czasu i instruktorka mówi że każda asana to coś więcej niż ćwiczenie fizyczne, że to jest 'postawa energetyczna'. Nigdy tego nie brałam serio, ale po tej dyskusji zaczynam się zastanawiać czy jest w tym cokolwiek magicznego czy to po prostu marketing studia jogi.
Przepraszam że wchodzę z bardzo podstawowym pytaniem, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Mówicie o tańcu jako zaklęciu, ale zaklęcie to dla mnie coś z konkretnym celem - żeby coś się stało. A taniec może być po prostu tańcem, bez celu. Skąd ciało wie kiedy 'jest' zaklęciem a kiedy tylko tańczy?
Śledzę tę dyskusję i chcę dorzucić coś z własnych obserwacji, bo dużo podróżowałam i widziałam różne podejścia na żywo. W Maroku widziałam ceremonie Gnawa - tam muzycy i tancerze grają konkretne rytmy przypisane konkretnym duchom, mluk. Rytm jest publiczny, wszyscy wiedzą który duch jest przyzywany. Nie ma tu żadnej tajności na poziomie formy. Ale jest coś innego: osoba dla której ceremonia jest odprawiana często nie wie dokładnie co się dzieje wewnętrznie, bo jest w stanie między. I ta jej nieświadomość własnego procesu - to jest chyba jedyna prawdziwa 'tajność' jaka tu istnieje. Więc może pytanie nie brzmi czy zaklęcie musi być tajne, tylko: kto nie powinien wiedzieć i na jakim etapie?
Mam pytanie trochę z boku, ale wydaje mi się związane. Skoro mówimy o tym że postawa ciała może być zaklęciem - to czy to działa też odwrotnie? Znaczy, czy codzienna postawa ciała, np. chodzenie zgarbiony, zamknięta pozycja przez cały dzień, też coś robi? Nie pytam o jogę ani o rytuały, tylko dosłownie o to jak się nosisz przez dzień. Bo jeśli ciało może nadawać intencję, to może też ją blokować przez samą formę?
Wracając jeszcze do pytania Cezarego o codzienną postawę - i łącząc to z tym co mówił Pustelnik - zastanawiam się czy nie ma tu pułapki. Jeśli chodzenie zgarbione przez cały dzień 'coś robi', to czy każdy człowiek cały czas nieświadomie wykonuje jakąś magię ciałem? I jeśli tak, to wracamy do pytania z tytułu wątku, ale radykalniej: nie czy każdy taniec jest zaklęciem, tylko czy każda postawa w ogóle jest zaklęciem.
właśnie o to mi chodziło tylko nie umiałem tego tak postawić. Bo jeśli odpowiedź brzmi 'tak, każda postawa coś robi', to tajność przestaje mieć jakikolwiek sens jako kategoria. Każdy idzie przez ulicę i nieświadomie odprawia coś. To by zmieniało całą tę dyskusję.
Jest jeden problem z tym rozumowaniem. Jeśli wszystko jest zaklęciem, to nic nie jest zaklęciem - to klasyczna pułapka inflacji pojęcia. W tradycjach które znam, zawsze jest jakiś próg, który oddziela zwykły ruch od rytuału. Może to być intencja, może kontekst, może konkretna forma. Bez tego progu magia jako praktyka przestaje istnieć i zostaje nam tylko 'życie jako wielki rytuał', co brzmi ładnie, ale jest bezużyteczne operacyjnie.
Ten obraz z instrumentem jest dobry, ale mam jedno zastrzeżenie. Przypadkowe dźwięki na instrumencie czasem tworzą coś co słuchacz odbiera jako muzykę. Czyli odbiorca nadaje znaczenie, nie wykonawca. Przenoszę to na temat - może tajność nie dotyczy tego co robi tancerz, tylko tego kto 'słucha'? Jeśli nikt nie widzi rytuału, nie ma zewnętrznego interpretującego.
Zaraz, bo zgubiłem się trochę. Elzuchna mówiła o transie jako bramie do stanu, a nie nośniku intencji. Pustelnik mówi o godform jako świadomym budowaniu stanu krok po kroku. Pelagiusza mówi o rytmie jako komunikacie do zewnętrznego odbiorcy. To są chyba trzy różne modele dlaczego taniec działa magicznie. I chciałem zapytać - czy one się wykluczają, czy mogą działać jednocześnie w tym samym rytuale?
Czytam to wszystko i mam wrażenie że to idzie w stronę która mnie trochę przytłacza. Bo zaczęliśmy od pytania czy taniec może być zaklęciem, a skończyliśmy na tym że może wszystko jest zaklęciem albo nic nie jest zaklęciem. Czy jest jakiś praktyczny punkt środkowy? Jak ktoś chce po prostu tańczyć z intencją i nie ma dostępu do żadnej tradycji ceremonialnej - to co ma zrobić?
Ale Andromedka - jak sprawdzić czy zmienia? Serio pytam, bo to wydaje się być kluczowy punkt i nie mam pojęcia jak to zmierzyć albo zaobserwować u siebie. Mimoza wspominała że raz powiedziała bliskiej osobie i że 'coś było inaczej' - ale czy to był efekt zmiany stanu wewnętrznego, czy po prostu oczekiwania i ocena z zewnątrz?
Wchodzę tu bo pracuję z runami i tam jest podobny problem - mianowicie niektóre systemy runiczne mówią że wyrytą runę trzeba utrzymywać w tajemnicy przed osobą na którą jest skierowana, inne mówią że nie ma to żadnego znaczenia. Siedziałam długo nad tym i mój wniosek jest taki że tajność służy wykonawcy, nie samemu zaklęciu. Chroni intencję przed rozmyciem, bo każda rozmowa o tym co robisz to jakiś przeciek energii uwagi na bok.
Wracam do tego co powiedział Zengui o tajności w fazie przygotowania - to mnie uderzyło bo dokładnie tak to u mnie wygląda. Przed rytuałem tańca nie mówię nikomu co planuję, ale nie dlatego że gdzieś jest napisane żeby nie mówić. Po prostu jak zaczynam opowiadać co chcę zrobić, to w mowie próbuje się skrystalizować coś co jeszcze nie ma formy. I to jest niekomfortowe, jakbym próbował opisać coś co nie istnieje jeszcze w języku. Tylko że to jest wyjaśnienie psychologiczne, nie magiczne. Ciekawi mnie czy Elzuchna miałaby coś do dodania - skoro trans otwiera stan, a nie przenosi intencję, to może w ogóle ta intencja zanim wejdziesz w trans jest mniej istotna niż myślimy?
to ma swój odpowiednik - przynajmniej coś bliskiego. W pewnych nurtach sufickich jest rozróżnienie między hadra, czyli zbiorowym rytualnym ruchem, a czymś co można by nazwać osobistym wiru wewnętrznym, gdzie ciało zaczyna się poruszać bez świadomego planu, ale z intencją w tle. To nie jest ani czysty trans ani ustrukturyzowana ceremonia. Tylko że tam to wszystko dzieje się w kontekście, który sam w sobie niesie znaczenie - modlitwa, wspólnota, przestrzeń. Wyciągnięcie samego ruchu i intencji z tego kontekstu to trochę jak zabranie płomienia ze świecy i pytanie dlaczego nie świeci.
Tylko że zaklęcie bez adresu to dosyć niepokojące sformułowanie, nie? Jeśli każdy ruch wysyła coś w jakimś kierunku, tylko nieokreślonym, to chodzenie przez miasto jest jak strzelanie ślepakami w różnych kierunkach. Może nic nie trafia, może coś trafia przypadkowo. Chyba wolę żeby to był konstrukt który wymaga świadomego uruchomienia, bo inaczej za dużo się dzieje bez wiedzy zainteresowanych.
To ciekawe jak ta dyskusja cały czas krąży między dwoma rzeczami - mechanizmem a praktyką. Znaczy: czy każdy ruch coś robi to jedno pytanie, a co z tym zrobić to drugie. Mam wrażenie że Kolczasta pyta o to pierwsze, a Elzuchna odpowiada na drugie.
Zostanę przy tym wątku z zamykaniem, bo to dotyczy tańca bezpośrednio. Jak ktoś tańczy rytualnie i potem np. wychodzi do sklepu i nadal ma w ciele tę energię, to co się z nią dzieje? Pytam serio, bo słyszałam różne podejścia - jedne mówią że się rozprasza, inne że osiada w ciele na długo. Macie jakieś własne obserwacje?
Wchodzę w ten wątek, bo mam podobny mechanizm z runami. Mam gest którym 'zamykam' pracę. Raz celowo go pominęłam - i nie stało się nic katastrofalnego, ale przez kilka godzin miałam trudność z koncentracją na zupełnie innych rzeczach. Nie wiem czy to było przyczynowo związane, ale odnotowałam.
