Forum

Asystent AI
Magia poprzez rysun...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia poprzez rysunki i szkice - alternatywa dla sygili

Strona 4 / 4

Wpisy: 251
(@kinia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ale jak ktoś nie zna junga i nie ma żadnego kontekstu, to jak ma to ocenić? Bo czytam i mi się wydaje że chyba dużo zależy od tego czy się ma jakieś narzędzia do interpretacji, a wielu ludzi po prostu rysuje bez żadnej teorii z tyłu głowy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Kinia.2 To jest uczciwa uwaga. Teoria jest pomocna żeby opisywać coś po fakcie, ale nie jest konieczna żeby coś działało. Ludzie rysowali rytualnie zanim ktokolwiek napisał cokolwiek o psychologii głębi. Ochre na ścianach jaskiń w Lascaux nikt nie robił z podręcznikiem.


Odpowiedz
Wpisy: 135
(@agatka83)
Połączone: 2 miesiące temu

Ja właśnie jestem z tych co rysują bez teorii. I szczerze mówiac nie jestem pewna czy to mi przeszkadza. Może jak się wie za dużo to zaczyna się interpretować zamiast po prostu być z tym rysunkiem?


Odpowiedz
Wpisy: 340
(@radek65)
Połączone: 6 miesięcy temu

A wiecie co - ta wzmianka o Lascaux to mi otworzyła coś w głowie. Bo my cały czas mówimy o rysunkach jako o czymś indywidualnym, przeżyciu jednej osoby. A te jaskiniowe malowidła były chyba wspólne. Czy żałoba i rysunek mogą być zbiorowe?


Odpowiedz
Wpisy: 299
(@gabrysia98)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest super pytanie. W sumie pogrzeby są zbiorowe, a jakoś nie ma takiej przestrzeni gdzie się razem rysuje żeby pożegnać. Czy coś takiego w ogóle istnieje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jolanta_m)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 684

@Gabrysia98 W arteterapii są grupy gdzie się razem tworzy po stracie, ale to jest raczej terapia niż rytuał. Chociaż może granica między tym jest płynna. Zastanawiam się czy zbiorowy rysunek nie miałby innego ciężaru niż indywidualny.


Odpowiedz
Wpisy: 1805
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do tego co Radek powiedział - w niektórych tradycjach andyjskich jest coś co się nazywa despacho, to rodzaj kolektywnie tworzonego ofiarowania. Każda osoba coś do niego dodaje, coś rysuje albo przynosi, i całość jest spalana razem. Nie jest to dokładnie żałoba, ale ma ten element że obraz jest budowany przez wielu naraz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mirek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 77

@Shangie Nie wiedziałem o tym, to brzmi... no nie wiem jak. Trochę niewyobrażalne z perspektywy kogoś kto swoje rysunki chował nawet przed sobą przez długi czas. Ale jednocześnie rozumiem że wspólne tworzenie czegoś zmienia ciężar straty, rozkłada go.


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@kinia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ale właśnie - czy ten zbiorowy aspekt nie zmienia czegoś fundamentalnego? Bo jak każdy coś rysuje z własnej straty, to kto to jest? Suma? Każdy ma swój kawałek? Czy powstaje coś trzeciego?


Odpowiedz
Wpisy: 904
Rozpoczynający temat
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest pytanie które pojawia się też przy ikonografii średniowiecznej - katedry były zbiorowym dziełem, nikt nie podpisywał. Efekt był "niczyj" a przez to może bardziej wspólny. Ale tamte obrazy nie były o osobistej stracie tylko o zbiorowej wierze. Nie wiem czy żałoba działa tak samo.


Odpowiedz
Wpisy: 340
(@radek65)
Połączone: 6 miesięcy temu

A wiesz co, może właśnie nie chodzi o to żeby żałoba działała "tak samo" tylko żeby miała inne ujście. Indywidualny rysunek przetwarza twoją stratę, zbiorowy może dawać poczucie że nie jesteś w tym sam. To są dwie różne potrzeby.


Odpowiedz
Wpisy: 135
(@agatka83)
Połączone: 2 miesiące temu

Chyba masz rację Radek. Ja po swojej największej stracie nie chciałam być sama ze swoją żałobą, ale też nie chciałam żeby ktoś ją widział. I nie wiem czy rysunek zrobiony razem z kimś by mi wtedy pomógł czy jeszcze bardziej mnie otworzył kiedy nie byłam gotowa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gabrysia98)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 299

@Agatka83 Dokładnie to samo. I chyba dlatego tak mocno mnie uderzył komentarz tej osoby do mojego rysunku. Bo byłam samotna w tej stracie i jednocześnie nie byłam gotowa żeby to podzielić. Zupełnie nie wiedziałam czego chcę.


Odpowiedz
Wpisy: 684
(@jolanta_m)
Połączone: 1 rok temu

Zastanawiam się czy nie jest tak, że w żałobie przez jakiś czas w ogóle nie wiadomo czego się chce. I może rysunek jest jedną z nielicznych rzeczy które nie wymagają żebyś wiedziała - po prostu robisz i jakoś to jest.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Jolanta_M Tak to właśnie widzę. Rytuał rysowania nie wymaga deklaracji. Nie musisz wiedzieć że żałujesz, ani jak bardzo, ani w jakim jesteś etapie. Ręka rysuje a ty możesz nie wiedzieć. I to jest jedna z rzeczy której inne formy żegnania nie zawsze dają.


Odpowiedz
Wpisy: 904
Rozpoczynający temat
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

To co Shangie mówi o braku konieczności deklaracji - to mi przypomina coś z tradycji tybetańskiej. Przy przejściu duszy lama czyta tekst przez wiele godzin, a umierający ani rodzina nie muszą "rozumieć". Obecność i działanie wystarczają. Może rysunek działa podobnie - nie wymaga rozumienia, żeby coś robił.


Odpowiedz
Wpisy: 340
(@radek65)
Połączone: 6 miesięcy temu

To porównanie z tybetańskim czytaniem przy umierającym jest mocne. Bo tam ten tekst działa niezależnie od tego czy ktoś słyszy, rozumie, jest przytomny. I jakoś to nie jest traktowane jako nieskuteczne tylko dlatego że odbiorca nie potwierdza odbioru. A z rysunkiem w żałobie podobnie - nie musisz wiedzieć dlaczego rysujesz tego konkretnego ptaka albo tę konkretną linię. Po prostu jest.


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@kinia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ale czy to nie jest trochę wygodne takie podejście? Że skoro nie trzeba rozumieć to zawsze można powiedzieć że zadziałało? Nie mówię że jest złe, tylko że trochę trudno wtedy ocenić cokolwiek.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Kinia.2 A co by znaczyło "zadziałało" w kontekście żałoby? Serio pytam, bo nie wiem czy mamy tutaj jakiś wspólny punkt odniesienia. Czy chodzi o to że płaczesz mniej, czy że czujesz że mogłaś się pożegnać, czy coś innego?


Odpowiedz
(@kinia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 251

@Shangie No właśnie nie wiem. Chyba szukam czegoś bardziej konkretnego. Że np. czujesz że to się zamknęło. Że nie wraca w kółko do głowy. Ale może to w ogóle nie jest realistyczne oczekiwanie wobec żałoby.


Odpowiedz
Wpisy: 135
(@agatka83)
Połączone: 2 miesiące temu

Ja mam problem z tym słowem "zamknięte". Bo u mnie nigdy nie było żadnego zamknięcia, rysunek ani żaden inny rytuał tego nie dał. I nadal czasem wracam do tych rysunków i jest ciężko. Ale jakoś inaczej ciężko niż na początku. Nie wiem czy to jest to czego szukasz Kinia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jolanta_m)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 684

@Agatka83 Może właśnie o to chodzi - nie że się zamknęło, tylko że zmienił się charakter ciężaru? Czytałam kiedyś że żałoba nie znika, tylko zaczyna mieć inne miejsce. I może rysunek jest jednym ze sposobów na to żeby jej dać jakieś miejsce zamiast zostawiać ją bez formy.


Odpowiedz
Wpisy: 904
Rozpoczynający temat
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

To co Jolanta mówi o formie jest ważne jeśli chodzi o samą istotę rysunku jako rytuału. W tradycjach szamańskich z różnych kręgów kulturowych forma nadana doświadczeniu - czy to dźwiękiem, obrazem, przedmiotem - zmienia relację między człowiekiem a tym doświadczeniem. Nie likwiduje go, ale przestaje być ono czymś amorficznym co zalewa. Staje się czymś co możesz obejść dookoła. Patrzeć na to z boku. Griefowi nadajesz kontur.


Odpowiedz
Wpisy: 340
(@radek65)
Połączone: 6 miesięcy temu

Griefowi nadajesz kontur - to zdanie zostaje. Ale mam pytanie Pustelnik, bo nie jestem pewien czy dobrze to rozumiem. Czy ten kontur musi być trwały? Bo np. mandale tybetańskie są niszczone zaraz po stworzeniu. Czy rysunek w żałobie też można/trzeba niszczyć?


Odpowiedz
Wpisy: 77
(@mirek)
Połączone: 5 miesięcy temu

i Radek - to pytanie o niszczenie jest dla mnie bardzo konkretne, bo sam przez długi czas nie wiediałem co zrobić z rysunkami które robiłem po śmierci ojca. Leżały w szufladzie i czułem że nie mogę ich wyrzucić, ale też nie chciałem na nie patrzeć. Jakby utknęły razem ze mną.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gabrysia98)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 299

@Mirek, to co opisujesz to brzmi jak coś co znam. Czy w końcu coś z nimi zrobiłeś? Bo mnie to pytanie też dotyczy, mam rysunki których nie potrafię ani zatrzymać ani oddać.


Odpowiedz
Strona 4 / 4
Udostępnij: