Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad czymś, o czym rzadko się mówi wprost - jak intuicja w ogóle działa w kontekście praktyki magicznej, szczególnie jeśli twój mózg po prostu inaczej przetwarza bodźce. Mam na myśli osoby z ADHD albo w spektrum autyzmu. Bo z jednej strony słyszę od ludzi, że w rytuałach trzeba być skupionym, w odpowiednim stanie, 'wyczyścić głowę' - a z drugiej, sama wiem, że moje najsilniejsze przeczucia przychodzą właśnie wtedy, kiedy robię coś zupełnie innego, nie siedzę z zamiarem skupienia. Ciekawi mnie, czy ktoś ma tu podobne doświadczenia - czy w ogóle próbowaliście jakoś strukturyzować pracę z intuicją, czy raczej zostawiacie to bez ram? I czy ta struktura pomagała, czy bardziej przeszkadzała?
To jest dobre pytanie, bo naprawdę nie ma jednej odpowiedzi. Struktura w rytuałach może być albo kołem ratunkowym, albo gorsem - zależy w dużej mierze od tego, jak ktoś działa. Dla mnie osobiście szkielet rytuału - konkretna kolejność, stałe punkty - daje temu, co robię, jakiś kontener. Bez niego mam poczucie, że intencja się rozpływa. Ale znam ludzi, dla których każda sztywna forma to koniec kontaktu z czymkolwiek głębszym. Wyłączają się, bo skupiają się na tym, czy zrobili krok trzeci przed czwartym. Myślę, że to nie jest kwestia poziomu praktyki, tylko tego, jak ktoś myśli. I to jest o wiele ciekawszy problem niż 'jak odprawiać rytuały poprawnie'.
Wtrącę się, bo mam na to własne zdanie wyrobione przez lata prób. Pracuję sporo z runami i astrologia też nie daje mi spokoju - i w obu przypadkach zauważyłam, że mój własny rytm jest ważniejszy niż jakikolwiek podręcznikowy schemat. Jak próbowałam robić rzeczy 'jak należy', to efekty były nijake. Jak zaczęłam słuchać kiedy mam na to energię, a kiedy nie - efekty były zupełnie inne. Ale to nie znaczy, że struktura jest zła. Chodzi raczej o to, czyja jest ta struktura. Narzucona z zewnątrz kontra ta, którą sami wypracowaliśmy - to chyba jest klucz.
Czytam ten wątek i trochę się gubię w jednej rzeczy - mówicie o intuicji w magii, ale nie jestem pewna, czy rozumiemy przez to to samo. Dla jednych to chyba jest to uczucie 'wiedzenia bez powodu', dla innych jakiś sygnał z ciała, dla jeszcze innych głos w głowie. I teraz pytanie do was, bo serio nie wiem: czy wy w ogóle rozróżniacie między intuicją a tym, że po prostu coś sobie wmawiacie? Bo z zewnątrz te dwie rzeczy wyglądają identycznie.
Wchodzę w temat, bo mam czakry i afirmacje jako swoje główne obszary, ale słucham was i myślę, że ta rozmowa dotyczy czegoś bardziej podstawowego niż techniki. Chodzi o to, jak w ogóle 'słyszymy' siebie. I właśnie przy afirmacjach mam z tym problem - bo powtarzanie czegoś głośno, kiedy wewnętrzny głos mówi coś innego, to jest chyba najbardziej antyintuicyjna rzecz, jaką można zrobić. Pytia, masz na myśli, że intuicja wymaga pewnego rodzaju pasywności, żeby mogła się pojawić? Bo to by się zgadzało z tym, co opisujesz.
O tym McGilchriście pierwszy raz słyszę w tym kontekście, ale intuicyjnie to rozumiem. Jak robię coś mechanicznego - sprzątam, chodzę po lesie - to właśnie wtedy 'przychodzi' rozwiązanie albo obraz. Zastanawiam się teraz, czy struktura rytuału mogłaby dla niektórych osób pełnić właśnie tę rolę - zająć 'logiczną' część, żeby intuicja miała luz. Czyli nie chodzi o to, żeby forma wyzwalała, tylko żeby zajmowała tę część siebie, która przeszkadza.
Filomena, to jest ciekawe odwrócenie - że struktura nie jest dla skupienia, tylko żeby zająć czymś ten wewnętrzny komentator. W pracy z runami to ma sens, bo kiedy ciągam kamień i od razu go czytam, jest jedno wrażenie. Kiedy muszę 'poprawnie' sprawdzić pozycję, relacje, układ - zanim dojdę do odczucia, jestem już tak głęboko w głowie, że właściwe przeczucie gdzieś się zapodziało. Ale nie wiem, czy to jest problem z moją metodą, czy po prostu mam tak skonstruowaną głowę, że za dużo myślę.
Mam notatki z kilku ostatnich miesięcy, gdzie próbowałam właśnie to śledzić. Zaczęłam zapisywać każde 'przeczucie' razem z kontekstem - co robiłam, kiedy do mnie przyszło, jaki był stan ciała, czy coś się poprzednio stresowałam. I powiem wam, że jak teraz to przeglądam, to widzę wzorce. Lękowe 'przeczucia' mają u mnie konkretny rodowód - zawsze po nocy słabego snu albo po stresującej rozmowie. Intuicja przychodzi inaczej, bez tego tła. Nie mówię, że to jest metoda, którą każdy musi stosować, ale dla mnie właśnie ta świadomość wzorców bardzo dużo zmieniła.
Słucham tego wszystkiego i mam pytanie, może trochę z boku: czy da się w ogóle 'trenować' intuicję? Bo czytałem o praktykach w tradycjach szamańskich - na przykład u Mircea Eliade można znaleźć opisy tego, jak kandydaci na szamanów przechodzą przez okresy izolacji i deprywacji sensorycznej, żeby wyostrzyć ten rodzaj percepcji. I to jest bardzo ustrukturyzowane, tylko zupełnie inaczej niż standardowy rytuał. Mam wrażenie, że my tu mówimy o intuicji jako o czymś, co albo jest, albo go nie ma, a może da się to jednak jakoś rozwijać?
Gienia, to co robisz z notatkami - sama to rozważałam, ale się wahałam, bo miałam wrażenie, że jak zacznę analizować przeczucia, to je zniszczę. Jak obserwator wpływa na cząstkę. Ale ty mówisz, że u ciebie nie tak wyszło - wzorce stały się widoczne bez utraty samego doświadczenia. Czy nie czułaś, że ta analiza retrospektywna zmienia coś w tym, jak je interpretujesz? Bo mnie to trochę niepokoi - że mogę zacząć 'produkować' przeczucia zgodne z moimi oczekiwaniami.
to szczere pytanie i odpowiem szczerze: tak, na początku trochę tak było. Miałam tendencję do kategoryzowania za szybko. Ale z czasem nauczyłam się odkładać interpretację - zapisuję tylko fakty: co poczułam, kiedy, co się działo. Interpretacja przychodzi potem, jak mam dystans. Coś w rodzaju fenomenologii bez ocen. I wiesz co, to mi pomogło nie tylko w rozróżnianiu, ale też w tym, że przestałam się bać własnych przeczuć. Bo jak widzisz wzorzec, to mniej panikujesz przy kolejnym.
Ale właśnie - czy to nie jest paradoks? Żeby słuchać intuicji, musisz ją obserwować, a obserwacja zmienia obserwowanego. W fizyce kwantowej to się nazywa problem obserwatora. Nie mówię, że magia to fizyka kwantowa, bo wiem, że to jest nadużywany argument, ale samo zjawisko - że uwaga zmienia to, na czym spoczywa - wydaje mi się realne. Czy u was w praktyce to w ogóle był problem?
Wracając jeszcze do tego, co mówiłeś Emilian o trenowaniu - mam wrażenie, że w astrologii działa coś podobnego, tylko że przez powtarzanie. Jak długo pracujesz z symboliką i wzorcami, to w pewnym momencie przestajesz myśleć 'Mars w Baranie to znaczy X' i po prostu coś w tobie od razu rejestruje całość. Może intuicja w magii to jest właśnie to - skumulowane doświadczenie, które stało się nieświadome i szybkie. Choć to nie wszystko tłumaczy, bo mam przeczucia w obszarach, gdzie nie mam żadnej wiedzy.
Filomena, to co piszesz o astrologii i przechodzeniu od 'Mars w Baranie to znaczy X' do czegoś bardziej bezpośredniego - w runach jest identycznie. W pewnym momencie przestajesz w ogóle sięgać do pamięci, bo obraz po prostu przychodzi. Ale mam pytanie do ciebie: czy to przyszło samo z czasem, czy był jakiś konkretny moment, kiedy przestałaś 'sprawdzać' w głowie?
Słucham tego i zastanawiam się, czy ta kołderka bezpieczeństwa nie jest w pewnym sensie niezbędna na początku. To znaczy - czy nie jest tak, że bez struktury w ogóle nie masz się od czego odbić? Jak możesz przestać sprawdzać w głowie, jeśli najpierw nie masz co sprawdzać?
Czeremcha ma rację i to jest ważna uwaga. Ale mnie bardziej interesuje praktyczne pytanie: co robić z tym, kiedy struktura zaczyna przeszkadzać, a nie pomagać? Bo mam wrażenie, że wiele osób siedzi z protokołem rytuału, który kiedyś działał, i nie potrafi wyjść poza niego nawet wtedy, gdy intuicja mówi im coś innego.
Wracam tu, bo ta rozmowa poszła w kierunek, którego nie przewidziałam otwierając temat, i to jest dobre. Gienia, twój system notatek - czy ty go kiedyś porzucałaś? Bo mnie się zdarzyło kilka razy zaczynać prowadzić taki dziennik i potem go zawalać, i potem mieć poczucie winy, że 'znowu' nie zapisałam. Czy to nie staje się kolejną strukturą, która przeszkadza?
Pytia, tak, kilka razy go porzucałam. I wiesz co? Za każdym razem, kiedy wracałam, byłam w innym miejscu, więc stare notatki i tak nagle nabierały sensu, jakiego nie miały, kiedy je pisałam. Więc nawet przerwy były jakoś użyteczne. Poczucie winy to osobny temat, ale powiem tyle: jak zaczynam cokolwiek robić z poczucia winy, to nie wychodzi z tego nic dobrego.
Wchodzę tu z boku, bo czytam od jakiegoś czasu. Mam pytanie, może naiwne: czy w tarocie też tak jest? Że kiedyś sprawdzasz znaczenia, a potem przestajesz? Bo ja dalej sprawdzam i trochę się zastanawiam, czy mnie to blokuje, czy po prostu jeszcze nie jestem na tym etapie.
W runach stosuję jedną praktykę, która może mieć zastosowanie też przy tarocie: najpierw opisuję obraz słowami, dosłownie jak dziecko, bez wiedzy o tym, co to 'znaczy'. Co widzę, jakie kolory, co postać robi, jaki jest klimat. I to opisanie często daje więcej niż interpretacja. Bo kiedy mówię 'ta postać stoi tyłem i nie patrzy na mnie' - to jest już jakaś treść.
Dobra, to mnie trochę przekonuje. Ale mam inne pytanie: czy ta intuicja, o której rozmawiamy - ona jest zawsze w służbie rytuału, praktyki? Czy może się zdarzyć, że mówi 'nie rób tego teraz, zostaw', i wy słuchacie?
Emilian, to pytanie dotyka czegoś naprawdę podstawowego i myślę, że większość osób na tym forum odpowie inaczej - i to jest w porządku. Osobiście nie wiem, czy to dialog czy monolog z głębszą częścią siebie, i szczerze przestałem uważać, że muszę to wiedzieć. Praktycznie efekt jest podobny: coś mówi, słucham lub nie słucham, i widzę różnicę.
Właśnie, i może to jest odpowiedź na moje własne pytanie sprzed chwili. Skoro nie muszę wiedzieć, czy to intuicja czy zniechęcenie - tylko mogę sprawdzić, co się stanie jak posłucham - to może samo sprawdzanie jest praktyką. Nie wiem czy to naiwne, ale jakoś mi to układa.
Dobre pytanie, muszę się zastanowić. Chyba... raczej po fakcie? Nie siadam i nie myślę 'teraz sprawdzam intuicję'. Po prostu coś robię albo nie robię, a potem patrzę wstecz i mówię sobie 'aha, chyba słyszałam coś, co mnie zatrzymało'. Nie wiem czy to się liczy jako świadoma praktyka.
To co opisujesz krokus to jest chyba bardzo uczciwa obserwacja. Większość osób, które pytam, mówi dokładnie to samo - że intuicja jest rozpoznawalna głównie retrospektywnie. I właśnie dlatego ten dziennik albo notatki, o których mówiła Gienia, mają sens - bo pozwalają zbudować jakiś punkt odniesienia. Ale mam pytanie do wszystkich: czy kiedykolwiek mieliście poczucie, że wiecie w czasie rzeczywistym, że coś jest sygnałem? Nie domyślacie się po fakcie, tylko wiecie w momencie?
Mnie to się zdarza, ale głównie przy runach i przy pewnych snach. Nie przy afirmacjach, nie przy intencjach ustawianych przy biurku - ale kiedy ciągnę runę i coś we mnie nieruchomieje dosłownie na ułamek sekundy przed tym, zanim zdążę pomyśleć co to jest. Nie wiem, jak to wytłumaczyć inaczej. Nie zastanawiam się - po prostu zatrzymuję się. Dopiero potem przychodzi analiza.
To jest pytanie, które zadają też badacze zajmujący się poznaniem - Gary Klein prowadził dużo pracy nad tym, co nazywał Recognition-Primed Decision, i jego wniosek był taki, że eksperci w wielu dziedzinach podejmują decyzje właśnie przez rodzaj szybkiego rozpoznania wzorca, a dopiero po fakcie racjonalizują. W magii to by oznaczało, że doświadczona praktyka po prostu zakodowała pewne sygnały - i 'intuicja' jest realnym zjawiskiem, tylko mechanizmem może być coś innego niż myślimy. To nie neguje doświadczenia, tylko opisuje je inaczej.
