Mam ostatnio taki temat w głowie i nie mogę go z siebie wytrząsnąć, więc piszę, bo może ktoś miał podobne przemyślenia. Zbieram rzeczy do wyrzucenia - stare słoiki, kawałki sznurka, jakieś potłuczone coś - i zanim to wyląduje w śmietniku, przez chwilę trzymam to w rękach i myślę sobie coś w rodzaju życzenia. Nie rytuał, nie nic zaplanowanego, po prostu... nadzieja wbudowana w gest. I zastanawiam się, czy takie rzeczy mają jakiś sens czy to tylko moje rojenia. Czy nadzieja jako stan, kiedy coś robisz, w ogóle zmienia jakość tego, co tworzysz? Nie mówię o skupieniu ani o intencji jako technice - bardziej o tym emocjonalnym podkładzie, który bywa, albo go nie ma. Różnica między zrobieniem czegoś z nadzieją a zrobieniem czegoś z przekonaniem to chyba nie jest to samo.
To ciekawe rozróżnienie, bo w praktyce z runami często mówi się o 'wiljan' - woli. Ale wola to nie to samo, co nadzieja. Wola zakłada decyzję, nadzieja zakłada niepewność. Zastanawiam się, czy ta niepewność nie działa czasem na korzyść, zamiast przeszkadzać. Kiedy coś robisz z pełnym przekonaniem, możesz nieświadomie ograniczyć zakres tego, co chcesz osiągnąć. A nadzieja zostawia przestrzeń.
Jest w tradycji hoodoo coś, co nazywa się 'disposable spell' - zaklęcie skonstruowane tak, żeby po spełnieniu zostało porzucone albo zniszczone. Często używa się do tego właśnie przedmiotów, które i tak miały trafić do śmietnika. Sznurek, papier, resztki wosku. Pomysł jest taki, że przedmiot już jest na 'wyjściu' z twojego życia, więc jego energia idzie razem z tym, co chcesz odpuścić albo wysłać dalej. Nie wiem, czy autorka wątku o tym myślała, ale to dosyć stara logika.
To 'okoliczne' to dobry opis. Mam podobne odczucie. I to może właśnie pasuje do tej nadzieja-vs-intencja różnicy - nadzieja nie tworzy wąskiego kanału, więc odpowiedź też nie przychodzi wąskim kanałem.
Przyznam, że trochę mi umknęło, o czym mówimy. Czy te przedmioty do wyrzucenia mają być zaklęciami przeznaczonymi do jednorazowego użytku, czy chodzi o coś innego? Bo jeśli jednorazowe, to czy są słabsze od amuletów, które nosisz przy sobie długo?
Hmm, ale czy nadzieja nie zakłada, że możesz nie dostać tego, czego chcesz? W afirmacjach mówi się, że masz mówić tak, jakbyś już miał. Nadzieja brzmi trochę odwrotnie do tego.
Mam pytanie do tych, co pracują z przedmiotami - czy ważne jest, co to konkretnie za przedmiot? Tzn. czy stary słoik i kawałek sznurka są tak samo dobre jak coś, co miało kontakt z daną sytuacją albo osobą? Bo rozumiem logikę rzeczy 'na wyjściu', ale zastanawiam się, czy historia przedmiotu w ogóle gra rolę.
Słucham tej rozmowy z mieszanymi uczuciami, bo z jednej strony rozumiem co mówicie, z drugiej zastanawiam się, czy nie projektujemy na te przedmioty czegoś, co jest wyłącznie nasze. Historia słoika to nasza historia ze słoikiem, nie historia słoika samego w sobie. Czy to różnica, która ma znaczenie w magii, czy nie?
To co powiedziałaś na końcu - że historia słoika to nasza historia ze słoikiem - brzmi przekonująco, ale mam z tym problem. Bo jeśli tak, to z czego w ogóle bierze się przekonanie, że przedmiot 'niesie' cokolwiek? Czy to nie jest po prostu mechanizm placebo, tylko opisany innym językiem?
Słucham tej dyskusji o placebo i zastanawiam się, czy to nie jest ślepa uliczka. W runach jest pojęcie 'megin' - siły, która nie jest ani w kamieniu ani wyłącznie w osobie, tylko w relacji między nimi. Nie wiem czy to rozwiązuje problem, ale przynajmniej zmienia pytanie.
To jest dobre pytanie i szczerze nie mam na nie prostej odpowiedzi. Moje doświadczenie jest takie, że kiedy wiedziałam dokładnie czego chcę i robiłam zaklęcie z precyzyjną intencją, efekty były albo dokładne albo wcale. A przy nadziei - zawsze coś przychodziło, tylko nie zawsze to, co planowałam. Czy jedno jest lepsze? Zależy co akceptujesz.
to znaczy, że przy nadziei masz mniejszą kontrolę, ale większą szansę na jakiś efekt?
Ale zaraz, bo chyba gubi nam się wątek. Rozmawiamy o przedmiotach do wyrzucenia jako nośnikach zaklęć, a teraz jesteśmy przy filozofii kontroli. Czy te rzeczy w ogóle są ze sobą połączone?
Dokładnie. I ja wciąż nie mam odpowiedzi na moje wcześniejsze pytanie - czy ten przedmiot musi mieć jakiś związek z sytuacją, czy może być przypadkowy. Bo jeśli to tylko 'ruch od', to może być dosłownie cokolwiek.
Właściwie Inwokacja_D dotknęła czegoś, co mnie nurtuje od początku tej rozmowy. Kiedy ktoś mówi 'robiłam zaklęcie z nadzieją' - czy ta nadzieja była w przedmiocie, w rytualne, w słowach, czy po prostu w nastroju dnia? Bo wydaje mi się, że ta rozmowa trochę traktuje nadzieję jako coś jednorodnego, a ona może być bardzo różna.
Czytam tę rozmowę już od dłuższego czasu i mam pytanie, może głupie - czy te przedmioty do wyrzucenia to muszą być rzeczy 'swoje', czy mogę wziąć cokolwiek? Bo teraz zwracam uwagę na to, co ląduje w koszu i zastanawiam się, czy jest między tym jakaś różnica.
No bo czytam i widzę, że cały czas mówimy o rzeczach 'swoich' - zużyta świeczka, stary sznurek, coś z szuflady. Ale mnie nurtuje ta kwestia ze 'swoim' - bo ja np. regularnie trafiam na rzeczy wyrzucone przez kogoś innego. Paragon na ulicy, zakrętkę, kawałek sznurka przy płocie. To już odpada do takiego zaklęcia?
Ale czy naprawdę każde sięgnięcie po przedmiot ma głębszy powód? Czasem podnoszę coś odruchowo, bo po prostu mam nawyk sprzątania. To też się liczy?
To co Glifmistrz mówi o narracji - czy to nie jest ten sam problem, o którym mówiła Czarownica, że nadzieja nie tworzy wąskiego kanału? Bo może właśnie przedmiot z cudzą narrację jest jeszcze mniej precyzyjny jako nośnik, bo masz do czynienia z czymś, czego nie w pełni znasz.
Właśnie tak to czuję. Kiedy biorę rzecz własną, przeznaczoną do wyrzucenia, to znam jej historię - wiem, co w niej było, kiedy ją kupowałam, do czego służyła. Przedmiot czyjś, znaleziony, ma historię, której nie znam. To nie musi być wada, ale to jest inna praca.
Ale to może być też zaleta, nie? Jeśli robisz zaklęcie z nadzieją, a nie z precyzyjną intencją, to może ta nieznana narracja jest wręcz odpowiednia - nie ogranicza, bo nie wiesz co ogranicza.
Ta rozmowa o nieznanej historii przedmiotu przypomina mi coś z psychologii - efekt projekcji Rorschacha. Widzisz więcej własnego w czymś, co jest neutralne lub niejasne. Może właśnie o to chodzi przy nadziei jako stanie - że masz mniej z góry założonych kształtów.
A co, jeśli to nie jest podział, który ma sens? Większość tradycji, które znam od środka, nie separuje pracy wewnętrznej od rytuału. Runy np. są jednocześnie symbolem zewnętrznym i wewnętrzną transformacją. Pytanie czy to psychologia czy magia jest trochę jak pytanie czy wiersz to zapis czy dźwięk.
Mam pytanie, które może być głupie - kiedy mówicie o przedmiocie przeznaczonym do wyrzucenia jako nośniku, to czy po zaklęciu ten przedmiot rzeczywiście wyrzucacie? Bo mam wrażenie, że to jest ważna część tego, co tu opisujecie, ale nikt tego nie doprecyzował.
