Notatki to klasyka, ale tu jest jeden problem. Kiedy zaczynasz notować, to już interpretujesz w trakcie albo zaraz po, i ta interpretacja koloryzuje wspomnienie. Pamięć jest bardziej plastyczna niż nam się wydaje. Nie mówię że to bez sensu, ale warto mieć tego świadomość przy wyciąganiu wniosków.
Ja robiłam coś pośredniego, zapisywałam tylko jedną rzecz zaraz po, jakiś jeden przymiotnik albo zdanie maksymalnie. Żeby nie wchodzić w interpretację, tylko złapać pierwsze wrażenie. To potem daje jakiś materiał do porównań bez przegadania.
Wróćmy na chwilę do meritum, bo to jest interesująca rozmowa, ale trochę nam odeszła od tematu. Joasia ma konkretną sytuację: ktoś jest w domu, nie wie, nie przeszkadza, jest neutralny. Pytanie czy to wystarczy do zwykłej pracy, czy trzeba czegoś więcej niż tylko brak aktywnej uwagi.
Właśnie to chciałam sprawdzić i w zasadzie już sprawdziłam, przynajmniej wstępnie. Zrobiłam coś niedługiego kiedy ona siedziała w salonie, ja w sypialni przy tym stoliku. Nic skomplikowanego. I powiem tyle, że nie czułam żadnego zakłócenia z jej strony. Ale to był jeden raz, za mało żeby wyciągać wnioski.
I co, poczułaś tę 'plastyczność' o której mówiłaś wcześniej, czy było bardziej jak zwykle?
Hm, to co opisujesz brzmi jak to że sama sobie dałaś zielone światło mentalnie, bo wiedziałaś że ona jest neutralna. Ciekawe czy wynik byłby inny gdybyś nie wiedziała kto jest w salonie.
To jest ten sam problem co w fizyce kwantowej z obserwatorem, gdzie sam akt pomiaru zmienia mierzony obiekt. Tu nie możesz mierzyć bez wpływania na to co mierzysz, bo jesteś częścią układu.
Mam pytanie bardziej praktyczne. Joasia, ta mama partnera, ona zostaje na stałe, czy to sytuacja przejściowa? Bo jeśli zostaje, to cały ten wątek ma dla ciebie realne znaczenie długoterminowe.
Jeden raz to za mało, sama to powiedziałaś. Polecałbym powtórzyć w różnych porach dnia i przy różnych jej aktywnościach. Śpi, ogląda tv, rozmawia przez telefon. To może dawać różne warunki i zobaczysz czy jest jakaś zależność.
Ale Gebda, to podejście 'zależy od modelu' trochę rozmywa problem. Joasia ma konkretną sytuację i konkretne pytanie praktyczne. Można teoretyzować bez końca, ale czy jest coś co empirycznie sprawdzało się u innych? Nie modele, tylko doświadczenia.
Właśnie, to jest to czego szukam. Nie filozofii, tylko czegoś co ktoś sprawdził u siebie. Szaman zaproponował żebym testowała w różnych warunkach, spróbuję. Ale ciekawi mnie czy ktoś tu miał taką sytuację długoterminowo i wyciągnął jakieś wnioski.
Ja miałem coś podobnego przez jakieś dwa miesiące, mieszkałem z bratem który nie wiedział w ogóle o mojej praktyce. Pracowałem z runami głównie wieczorami kiedy on grał w gry w swoim pokoju. Subiektywnie nie czułem żadnej różnicy względem czasu kiedy byłem sam. Ale nie prowadziłem wtedy żadnych notatek, więc to tylko wrażenie.
To co Dominik opisuje jest dość typowe. Wyraźny czynnik zakłócający, w tym wypadku słyszalna kłótnia, jest łatwy do zidentyfikowania. Gorzej z tymi subtelnymi. Dlatego pytałem Joasię o różne pory i aktywności, bo subtelne zakłócenia mogą się kumulować i dopiero po czasie coś sygnalizować.
Ale czy to nie zakłada z góry że zakłócenia istnieją? Pytam serio, bo może jest tak że przestrzeń jest po prostu przestrzenią i tylko my sami decydujemy co nas zakłóca przez koncentrację albo jej brak.
Ale Lirka, 'w głowie' nie znaczy 'nieistniejące'. Skupienie i stan psychiczny to są realne warunki każdej praktyki, nie można ich wyrzucić za burtę tylko dlatego że są wewnętrzne. Pytanie czy jest coś poza nimi, tego nie wiemy, ale one same są jak najbardziej materialne.
To jest ciekawe przesunięcie, ale prowadzi do kolejnego pytania. Czy można tę świadomość czyjejś obecności wyciszyć celowo? Bo jeśli tak, to może cała dyskusja o 'czy neutralny świadek przeszkadza' sprowadza się do treningu skupienia, a nie do samej osoby.
A co z przestrzenią fizyczną? Joasia wspominała o stoliku w sypialni. Zastanawiam się czy wydzielone stałe miejsce do praktyki nie działa jak taki bufor samo w sobie, bez względu na techniki skupienia.
Czyli z tego co tu pada wynika, że im bardziej wyrobione masz miejsce i techniki wejścia w stan, tym mniej ma znaczenia czy ktoś jest w sąsiednim pokoju?
Dobra, to ja to wezmę jako roboczą tezę do dalszego testowania. Wyrobione miejsce i technika wejścia mogą kompensować świadomość czyjejś obecności, ale ekstremalny bodziec zewnętrzny przebije to i tak. Ma to dla mnie sens. Zobaczę jak będzie przez kolejne tygodnie, może dam znać tutaj.
To co Joasia powiedziała na końcu brzmi sensownie jako punkt wyjścia do testów, ale mam jedno pytanie. Mówisz o robieniu tego przez kolejne tygodnie, ale jak w ogóle planujesz oceniać wyniki? Bo to jest chyba najtrudniejsza część, nie samo testowanie warunków, tylko potem powiedzenie sobie czy coś zadziałało czy nie.
Szczerze to nie mam gotowej metody i właśnie to jest problem. Myślałam o tym żeby prowadzić notatki za każdym razem, co robiłam, kto był w domu, jak się czułam podczas i jaki był efekt w kolejnych dniach. Ale przyznam że nigdy nie prowadziłam takiego dziennika rytuałów systematycznie i nie wiem jak bardzo to jest miarodajne, skoro i tak wiem co testowałam i to może wpływać na to jak interpretuję wyniki.
dziennik to dobry pomysł, ale masz rację co do pułapki. Jest jedno obejście, które stosują niektórzy, żeby trochę zniwelować ten problem. Zapisujesz notatki bezpośrednio po rytuale, zanim jeszcze cokolwiek się wydarzy w kolejnych dniach. Wtedy przynajmniej opis stanu podczas jest czysty, bez wstecznej racjonalizacji. Ocenę efektu i tak będziesz robić subiektywnie, ale przynajmniej dane z samego procesu są niezanieczyszczone. Pytanie ile jesteś w stanie prowadzić taki reżim, bo to wymaga konsekwencji.
