Bo praktyka bez zrozumienia co robimy jest trochę ślepa. Ale okej, jeśli mamy mówić konkretnie - w tradycji słowiańskiej domy "odkurzało się" nie tylko z kurzu. Jałowiec, dym, otwarte okna od wschodu. Nie jako magia w sensie hokus pokus, ale jako fizyczne i symboliczne oczyszczenie przestrzeni jednocześnie. Te dwie rzeczy nie musiały być rozdzielone.
Jałowiec jest dostępny, ale mam psa - czy dym z jałowca jest bezpieczny dla zwierząt? Piszę serio, nie chcę eksperymentować na psie.
Ciekawi mnie jedno - wróćmy do tej ściany Guslarza. On mówi że unika jednej ściany. Ale co tam jest? Czy to jest ściana zewnętrzna, nośna, przy łazience, czy w ogóle wie co jest po drugiej stronie?
Nie mierzyłem nigdy termometrem, ale różnica jest wyczuwalna ręką. Nie lodowata, po prostu wyraźnie chłodniejsza. Okej, przyjmijmy że to wilgoć i mostki - ale czy to oznacza że nie ma sensu nic robić poza remontem? Bo remont na razie odpada.
Sól kamienna w rogu to jedno, ale Azalia, mam pytanie - czy tu chodzi o jakąś konkretną ilość, jakieś naczynie, czy po prostu kupka soli i tyle? Bo słyszałam różne wersje i nie wiem która ma sens.
A co z tym zamkiem co pisałam wcześniej - tam nie było żadnej wilgoci, ściana była sucha, normalna temperatura, a mimo to ta jedna sala była zupełnie inna. Nie zimna, nie duszna. Po prostu inne odczucie, trudno to opisać słowami. Więc nie wszystko da się sprowadzić do fizyki budynku chyba?
To jest właśnie ciekawe podejście - architektura jako nośnik. Stare kościoły były projektowane żeby wywołać konkretne stany, proporcje, kierunek światła, wysokość nawy. To nie był przypadek. Czy w takim razie intencja architekta jest wbudowana w przestrzeń fizycznie?
Okej, ale to wszystko dotyczy budynków projektowanych z myślą o konkretnym efekcie. Co z tymi zwykłymi starymi domami mieszkalnymi, kamienicami, chałupami? Tam nikt nie myślał o affordances tylko o tym żeby dach nie przeciekał. Skąd tam bierze się ten efekt?
Skąd bierze się? Ze zwykłego życia. Lata gotowania, spania, kłótni, płaczu, świętowania w jednej przestrzeni fizycznie odciskają się w strukturze budynku - tłuszcze, kwasy, sole, pot, dym. Ściany nasiąkają dosłownie. Nie mówię o pamięci miejsca w sensie mistycznym, mówię o chemii. Stara chałupa pachnie inaczej niż nowa bo jest dosłownie nasączona historią biologiczną swoich mieszkańców.
I właśnie to mnie w tym wątku najbardziej porusza - że im dalej schodzimy w wyjaśnienia, tym bardziej wszystkie poziomy się mieszają. Biologia, chemia, psychologia, i coś czego jeszcze nie umiemy nazwać. Może granica między fizycznym a duchowym jest po prostu za wąsko postawiona.
Słuchajcie, praktycznie się pytam - zrobiłem w tygodniu dwa wietrzenia dziennie, w tym jedno od podwórka jak mówiła Azalia. Jest jakaś różnica, ale małą. Ta ściana nadal jest inna. Co dalej? Czy jest jakiś krok drugi, bo sól zamawiam, ale co jeszcze?
A grzyb przy ścianie zewnętrznej jest bardziej prawdopodobny niż przy wewnętrznej? Pytam bo w poprzednim mieszkaniu miałam coś podobnego i też nie widziałam nic gołym okiem, a okazało się że za szafą był cały płat.
Nie głupio, po prostu tak działa szukanie wyjaśnień - zaczynamy od skrajności zamiast od sprawdzenia ściany. Guslarz, daj znać co znajdziesz. Szczerze jestem ciekaw czy to skończy się na pleśni czy jednak będziesz musiał wyjść poza to wyjaśnienie.
I tu właśnie wracamy do sedna tego wątku, bo nawet jeśli Guslarz znajdzie pleśń - to nie zamknie pytania o energie miejsc, tylko pokaże jeden z poziomów tej kwestii. Stare domy działają na ludzi wielowarstwowo i rzadko kiedy jeden mechanizm wyjaśnia całość.
Dobra, sprawdziłem za szafą. Jest trochę ciemniejsza plama przy narożniku, ale nie wiem czy to grzyb czy po prostu brud. Jak odróżnić pleśń od zwykłego zaciemnienia na ścianie?
Nie ma co się wstydzić, naprawdę. Jak czujesz że coś jest nie tak w miejscu gdzie mieszkasz, to sprawdzasz różne możliwości i jedna z nich trafia. Tak po prostu wygląda diagnozowanie przestrzeni - niezależnie od tego czy patrzysz na to od strony budowlanej czy jakiejkolwiek innej. Ważne że sprawdziłeś.
I jeszcze jedno do tej pleśni - nawet jeśli się okaże że to jednak tylko zaciemnienie, to sam fakt sprawdzenia zmienia relację z tym miejscem. Wiesz co wiesz. Przestrzeń przestaje być czymś nieznanym, a to już robi różnicę w tym jak się w niej czujesz.
To ciekawe co Azalia napisała, bo ja tak samo miałam z tym zamkiem - kiedy Jasiek98 wspomniał o akustyce, to niemal natychmiast tamto wspomnienie trochę się ułożyło inaczej. Nie zniknęło odczucie, ale jakby dostało ramę. Czy to znaczy że wyjaśnienie zmienia samo doświadczenie wstecz?
Ale to trochę destabilizuje cały temat, nie? Jeśli doświadczenie miejsca jest tak bardzo zależne od interpretacji, to skąd wiadomo że cokolwiek piszemy tu o "energii starych domów" nie jest po prostu opowieścią którą sobie układamy po fakcie?
A czy ktoś z was miał doświadczenie z miejscem które działało inaczej na was i inaczej na kogoś kto był razem z wami? Pytam bo jezynka wspominała że z koleżanką zostały w tej sali i obie coś czuły, ale nie wiem czy tak samo.
To mnie zawsze zastanawia w takich relacjach - kiedy dwoje ludzi jest razem, nawzajem sugerują sobie odczucia bez słów. Ktoś się zatrzymuje, patrzy inaczej, oddycha głębiej - i już drugi zaczyna być bardziej czujny. Nie wiem czy to wyklucza że coś "jest" w miejscu, ale na pewno miesza obraz.
Jest jeszcze jedna warstwa w tym co jezynka opisuje i co Guslarz obserwuje u siebie - czas przebywania w miejscu. Pierwsze wrażenie to jedno, ale miejsce działa inaczej po godzinie niż po minucie. Stare domy szczególnie, bo dużo w nich jest powolne - zmiana zapachu po otwarciu okna, zmiana akustyki gdy zachodzi słońce i materiały się kurczą.
I może nie ma sensu stawiać tego jako opozycji - zmiana w budynku czy w tobie. Może właśnie stare domy działają dlatego że wymuszają pewien rodzaj uważności, do którego nowoczesne przestrzenie znieczulone wentylacją mechaniczną i dźwiękoszczelnymi oknami po prostu nie zapraszają. Odczucie jest prawdziwe, tylko pytanie co je wywołuje.
Dobra, ale jak to rozróżnić w praktyce? Bo siedzę w tym domu już od dłuższego czasu i nie wiem czy to co czuję to jest ta uważność którą wymusza przestrzeń, czy po prostu nerwy bo wcześniej nastraiałem się na szukanie czegoś.
Do tego co Jasiek napisał - mam podobne doświadczenie z jednym miejscem, gdzie chodziłam regularnie przez długi czas zanim w ogóle zaczęłam je jakoś interpretować. I mimo że nie szukałam niczego konkretnego, jedno pomieszczenie zawsze mi spowalniało oddech. Nie dramatycznie, ale za każdym razem. Zauważyłam to dopiero po wielu wizytach, z perspektywy.
To co Azalia mówi o odkryciu z opóźnieniem - ja mam tak z tym zamkiem cały czas. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi się zdaje że czułam coś już przy wejściu do budynku, ale tamtego dnia w ogóle nie przywiązywałam do tego wagi. Dopiero ta sala z tyłu mnie zatrzymała. Ale czy mózg nie dokłada teraz tych wcześniejszych odczuć żeby historia była spójna?
I tu mam wrażenie że ta rozmowa trochę odpłynęła od samych miejsc. Bo interesuje mnie konkretniej - co się dzieje z człowiekiem kiedy jest w starym domu przez dłuższy czas. Nie przez godzinę, ale przez tygodnie. Guslarz, masz tu unikalną pozycję bo właśnie tak mieszkasz.
