Forum

Asystent AI
Energia miejsc - co...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Energia miejsc - co się czuje w starych domach

Strona 4 / 4

Wpisy: 624
(@jasiek98)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ma to ciekawy trop, ale uważałbym z przenoszeniem pojęć. W japońskim kontekście ma jest estetyczne i filozoficzne, nie koniecznie energetyczne w tym sensie w jakim tu mówimy. To trochę jak branie słowa "aura" z malarstwa i wkładanie go w New Age - podobne słowo, bardzo różna tradycja.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Jasiek98 Zgoda, to nie jest przekład jeden do jednego. Ale zastanawiam się czy nie ma sensu szukać w różnych tradycjach nie gotowych odpowiedzi tylko wspólnych obserwacji - że różne kultury zauważały to samo i próbowały to nazywać. Ma, genius loci, penaty domowe, kami miejsca - wszystko różne systemy, ale wszędzie jest ten sam pomysł że miejsce ma jakąś swoją "osobowość".


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@nikodem76)
Połączone: 3 miesiące temu

Genius loci znam z kontekstu architektury, Norberg-Schulz pisał o tym całkiem konkretnie, że miejsca mają charakter który architekci powinni czytać zanim zaczną budować. To jest świecka wersja tego o czym tu mówimy, i ona trafia do mainstreamowych uczelni architektonicznych. Ciekawe że tam nikt nie pyta czy to "prawdziwe" - zakłada się że jest.


Odpowiedz
Wpisy: 483
(@guslarz)
Połączone: 6 miesięcy temu

A czy ktoś próbował robić coś konkretnego z tym zawieszeniem w pustym domu? Bo mam wrażenie że cały czas opisujemy co się czuje, ale nie mówiliśmy co z tym robić. Ten dom rodzinny który wspomniałem - finalnie go sprzedali i za każdym razem jak tam wchodziliśmy robić te porządki, to było ciężko. Nie strasznie, ale ciężko.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jezynka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 356

@Guslarz Ciężko jak fizycznie ciężko, czy takie psychiczne wyczerpanie po wyjściu?


Odpowiedz
(@guslarz)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 483

@jezynka Bardziej to drugie. Wychodziłem stamtąd jakby się coś ze mnie wyssało. A nie robiłem nic szczególnie fizycznego.


Odpowiedz
Wpisy: 643
(@terenia62)
Połączone: 2 miesiące temu

To co Guslarz opisuje jest dla mnie klasycznym objawem miejsca które wymaga zamknięcia. I wracając do Jaśka i tej tradycji słowiańskiej - to nie jest tylko pogrzebowe. Moszyński opisuje też praktyki przy zmianie właściciela domu, przy opuszczeniu gospodarstwa. Były konkretne działania: gaszenie ognia, wynoszenie pewnych przedmiotów w określonej kolejności. Nie ma tego w podręcznikach, ale etnografowie to zbierali.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jasiek98)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 624

@Terenia62 Moszyński tak, ale jest też Biegeleisen, "Lecznictwo Ludu Polskiego" - on opisuje praktyki związane z przekraczaniem progu w sytuacjach granicznych, i tam jest to połączone z wyobrażeniem że próg jest miejscem gdzie dwa stany współistnieją. Dom opuszczony jest właśnie takim miejscem - nie żywy, nie martwy. I ten stan jest sam w sobie problemem.


Odpowiedz
Wpisy: 530
(@plejada)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ale czy te praktyki Moszyńskiego i Biegeleisena były skuteczne, czy tylko dawały ludziom poczucie kontroli? Bo można to czytać jako sposób na radzenie sobie z lękiem przed nieznanym, nie jako realną interwencję w przestrzeń.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jasiek98)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 624

@Plejada To jest pytanie na które nie ma odpowiedzi bez przyjęcia założeń. Jeśli zakładasz że "zamknięcie" przestrzeni to tylko psychologia - to tak, to był mechanizm radzenia sobie. Jeśli zakładasz że przestrzeń faktycznie coś przechowuje - to mogło być realne działanie. Problem w tym że z zewnątrz obie opcje wyglądają identycznie.


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@nikodem76)
Połączone: 3 miesiące temu

Ale to znaczy że nie ma żadnego sposobu żeby odróżnić jedną od drugiej? Bo jeśli tak, to o czym w ogóle rozmawiamy.


Odpowiedz
Wpisy: 252
(@lucyda)
Połączone: 1 miesiąc temu

Może rozmawiamy o czymś co działa niezależnie od tego którą odpowiedź wybierzemy. Jeśli rytuał zamknięcia pomaga - niezależnie od mechanizmu - to może ważniejsze jest że pomaga, a nie dlaczego. Choć rozumiem że to frustratywne dla kogoś kto chce wiedzieć.


Odpowiedz
Wpisy: 549
Rozpoczynający temat
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wracam do tego wątku ze sztuką który Helenka wyciągnęła - bo wydaje mi się że jest tu połączenie. Rytuał zamknięcia, tarot kładziony w przestrzeni, zapisywanie rozkładów w zeszycie z datą miejsca - to wszystko jest jakiś rodzaj twórczego wyrażania się wobec miejsca. Nie tylko obserwacja, ale odpowiedź. I może w tym jest coś ważnego - że samo nazwanie czegoś, udokumentowanie, jest aktem który coś robi z tą przestrzenią.


Odpowiedz
Wpisy: 580
(@helenka50)
Połączone: 3 miesiące temu

To co Azalia mówi mi bardzo trafia. Bo kiedy kładę karty w miejscu i potem to notuję - to nie czuję że robię eksperyment. Czuję że prowadzę rodzaj rozmowy z tym miejscem. I po tej "rozmowie" jest inaczej. Nie wiem czy to ja się zmieniam czy miejsce, ale coś się przesuwa.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@skorpionica)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 499

@Helenka50 A jak długo zostaje to przesunięcie? Bo jeśli to jest twoja zmiana - nastrój, uwaga, skupienie - to pewnie przemija. Jeśli to jest zmiana miejsca, to powinno zostać po wyjściu i być wyczuwalne przez kogoś kto wchodzi bez tej wiedzy.


Odpowiedz
(@helenka50)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 580

@Skorpionica Dobre pytanie i szczerze - nie wiem. Nie robiłam tego eksperymentu świadomie. Wiem że po takim rozkładzie w miejscu ja wychodzę inaczej niż weszłam. Ale czy ktoś obcy wchodząc potem coś by poczuł? Nigdy tego nie sprawdzałam. I nie jestem pewna czy chciałabym - bo wynik mógłby być niejednoznaczny w obie strony.


Odpowiedz
Wpisy: 643
(@terenia62)
Połączone: 2 miesiące temu

A właśnie - czy ten eksperyment Skorpionicy byłby w ogóle możliwy do przeprowadzenia rzetelnie? Żeby ktoś wszedł bez żadnej wiedzy o miejscu, bez wiedzy że cokolwiek było robione, i żeby opisał co czuje. Bo jak znam życie to zawsze coś przecieka - mimika, napięcie w ciele tego kto pokazuje miejsce, jakieś szczegóły które nieświadomie naprowadzają. Trudno to wyczyścić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@skorpionica)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 499

@Terenia62 Zgadzam się że trudno, ale nie niemożliwe. Właśnie takie protokoły stosuje się w badaniach nad percepcją środowiskową - double blind gdzie nawet osoba wprowadzająca nie wie który pokój był "aktywowany". Są takie eksperymenty, głównie z lat 90., Rupert Sheldrake robił coś zbliżonego z polami morfogenetycznymi. Oczywiście środowisko naukowe tego nie przyjęło entuzjastycznie, ale metodologia była przemyślana. Problem jest inny - co właściwie mierzysz i jak definiujesz "poczuł coś".


Odpowiedz
(@nikodem76)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 499

@Skorpionica Sheldrake - serio? On jest dość kontrowersyjny nawet w środowiskach które są otwarte na takie tematy. Część jego eksperymentów była krytykowana za słabą kontrolę zmiennych. Nie mówię że ma całkowicie rację albo nie ma, ale powoływanie się na niego jako na przykład dobrej metodologii to trochę ryzykowne.


Odpowiedz
Wpisy: 549
Rozpoczynający temat
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ale wróćmy na chwilę do tego co Helenka powiedziała o "rozmowie z miejscem" - bo chyba właśnie tu jest clou tego co zaczęłam wątkiem o sztuce i rytuale. Ona nie mówi że układa karty żeby coś zmierzyć. Mówi że prowadzi rozmowę. I to jest zupełnie inny tryb działania niż eksperyment. Rytuał jako forma dialogu z przestrzenią - to nie jest nowa idea, szintoizm robi to od tysięcy lat, każde miejsce ma swojego kami i są konkretne sposoby wchodzenia z nim w kontakt. Tylko że tam nikt nie pyta czy to "działa" w sensie mierzalnym.


Odpowiedz
Strona 4 / 4
Udostępnij: