Ja bym trochę ostrożnie z tym różnicowaniem surowy versus polerowany, bo nie chcę żeby Poludnica albo Druid doszli do wniosku że muszą mieć konkretny rodzaj żeby w ogóle zacząć. Przy transformacji strachu najważniejszy jest kontakt i intencja, a nie forma obróbki. Druid, gdzie skończyłeś jeśli chodzi o te pierwsze kroki, masz w ogóle malachit czy dopiero planujesz?
Ja kupowałem malachit przez internet i mi to nie przeszkadzało, ale robiłem to inaczej niż losowy zakup. Przeglądałem oferty i czekałem na taki przy którym poczułem że 'chcę' go mieć, coś jak nagłe zainteresowanie jednym konkretnym zdjęciem. Brzmi dziwnie, ale przy kamieniu do pracy z czymś osobistym jak strach, myślę że to ma znaczenie. Choć pewnie nie wszyscy się z tym zgodzą.
Dobra, to trochę zmienia moje podejście do tego zakupu przez internet. Myślałem że to będzie losowe i bezosobowe, ale to co Rafalek opisuje wygląda jakby kontakt zaczynał się już na etapie wyboru. Czy to częsta praktyka przy zamawianiu kamieni online?
Wracając do swojego pytania o pracę na odległość, bo po tym co napisał Heliotrop i Zofijka91 coraz wyraźniej widzę że mój polerowany malachit raczej potrzebuje bezpośredniego kontaktu. Ale mam teraz inne pytanie: czy to znaczy że w ogóle nie ma sensu ustawiać go na półce, czy raczej że to może być uzupełnienie a nie jedyna forma pracy?
To dobre doprecyzowanie. Półka to nie jest bezużyteczne miejsce, ale to jest wtedy raczej obecność kamienia w przestrzeni niż aktywna praca z nim. Malachit na półce może stabilizować energię pokoju, ale jeśli chcesz żeby pracował z Twoim konkretnym strachem i przekształcał go w odwagę, to to jest już inna skala zaangażowania i tu kontakt fizyczny ma znaczenie. Czy masz jakieś stałe miejsce do pracy z nim?
Kamienie nie 'usypiają' w sensie że tracą właściwości, ale mogą się nasycić środowiskową energią i przestać być czyste w intencji. Przy malachicie, który jest mocno absorpcyjny, kilka lat leżenia przy łóżku bez czyszczenia i świadomego programowania może oznaczać że wymaga porządnego oczyszczenia zanim zaczniesz z nim pracować celowo. Czy czyściłaś go w tym czasie?
A skąd wiadomo że kamień jest gotowy? Ja zawsze nie wiem takich rzeczy, wydaje mi się że nic nie czuję kiedy trzymam kamień albo że to czuję ale nie jestem pewna czy to naprawdę czy tylko wyobraźnia.
To co Runiarka opisuje jest zresztą ciekawym wątkiem do głównego pytania Tymianek. Bo jeśli sam kontakt fizyczny z kamieniem wywołuje reakcję somatyczną połączoną z myślą o lęku, to jest właśnie ten mechanizm bezpośredniej pracy o którym mówił Heliotrop. Odległość tego nie daje, bo ciało nie wchodzi w kontakt.
Czytam ten wątek od początku i chciałam zapytać o jedną rzecz. Kilka osób mówiło o czakrze serca i malachicie, ale on jest przecież zielony i zazwyczaj przypisuje się go do serca. A czy jest jakiś związek malachitu z czakrą splotu słonecznego? Pytam bo mój lęk czuję głównie w brzuchu, nie w sercu.
Słucham tego wszystkiego i powoli układa mi się obraz. Mój jest polerowany, więc bezpieczniejszy. Najpierw głębsze oczyszczenie, potem świadoma intencja. Ale mam pytanie które cały czas mi chodzi po głowie, jeszcze z początku wątku: czy ktokolwiek z was faktycznie pracował z malachitem przy transformacji strachu i może powiedzieć jak to wyglądało w praktyce, nie teorii?
Pracowałam. Przez kilka tygodni trzymałam go przy sercu podczas medytacji, skupiona konkretnie na jednym lęku, nie wszystkich naraz. To był strach przed konfrontacją z bliską osobą. Pierwsze sesje były nieprzyjemne, dosłownie coś we mnie się opierało. Potem zaczęło się zmieniać. Nie powiem że malachit to zrobił sam, ale był czymś w rodzaju kotwicy dla intencji.
Niekoniecznie. To zależy od tego co masz w sobie w tej chwili i jak głęboko siedzisz w tym strachu teraz. Mnie akurat trafił w moment kiedy bardzo potrzebowałam ruchu, a się bałam. Twoja sytuacja może być inna. Ale warto być przygotowaną na to, że malachit nie jest przyjemnie usypiający jak ametyst. On raczej wywleka.
Czytam i zastanawiam mnie jedna rzecz. Wszyscy mówicie o medytacji i bezpośrednim kontakcie, ale ja pracuję z malachitem inaczej, noszę go w kieszeni przez cały dzień i efekty mam całkiem dobre. Czy to nie jest równie skuteczne co świadoma medytacja z nim?
Mogę zapytać głupie pytanie? Przy tej całej dyskusji o malachicie ciągle słyszę że on jest trudny, wywleka, może nasilić na początku. Czy jest jakiś kamień do transformacji strachu który działa łagodniej? Pytam bo nie jestem pewny czy chcę czegoś tak intensywnego na start.
Mnie interesuje jedno co Heliotrop napisał wcześniej o obecności kamienia w przestrzeni kontra aktywna praca. Czy to znaczy że np. malachit leżący na biurku podczas pracy nie robi zupełnie nic? Bo mam kilka kamieni rozłożonych w pokoju i teraz się zastanawiam czy to ma sens jeśli nie siedzę przy nich z intencją.
Kamień w przestrzeni działa, ale inaczej niż podczas świadomej sesji. Nie jest neutralny, ale jego wpływ jest rozproszony, nieukierunkowany. Pytanie do ciebie: czy przez te kilka miesięcy zauważyłaś cokolwiek, co mogłoby być z nim związane? Zmiany nastroju, lepsze lub gorsze poczucie w tym pokoju, cokolwiek?
Właśnie, to moje pytanie z początku wątku i cieszę się że wracamy do tego. Bo mam takie okresy, że nie mogę fizycznie pracować z kamieniem, na przykład kiedy jestem poza domem przez dłuższy czas. I zastanawiałam się czy da się utrzymać ciągłość tej pracy bez trzymania go w ręku.
Pracowałam kilka razy z kamieniem zostawionym w domu, kiedy sama byłam gdzie indziej. Medytowałam z wizualizacją kamienia, ze świadomością gdzie leży. Nie powiem że to było identyczne, ale nie czułam zerwania. Raczej jakby cieńszy sygnał, a nie brak sygnału.
To brzmi jak rola symbolu, nie tylko energetyki kamienia. Wyobrażenie malachitu może działać jako kotwica dla pewnego stanu, który wcześniej wypracowałaś w kontakcie z nim. Ale tu pojawia się pytanie czy nowa osoba, która nie ma jeszcze wyrobionego kontaktu, może tak samo pracować na odległość.
Tak bym to widziała. Praca na odległość to raczej rozszerzenie kontaktu który już istnieje, a nie punkt startowy. Najpierw kilka sesji z kamieniem w ręku, żeby na nowo wypracować ten kanał. Potem odległość ma sens.
Ale to co Karolcia mówi o kanale, to jak to rozumieć fizycznie? Czy chodzi o to że kamień jakoś cię zapamięta? Brzmi trochę jak magia sympatyczna.
Ja mam inne podejście do tej kwestii. Przez cały ten czas nosiłam kamień w kieszeni i intuicyjnie czułam kiedy działa a kiedy nie. Nie budowałam żadnych świadomych kanałów i jakoś mi szło. Może po prostu niektórym osobom to przychodzi naturalnie bez tych wszystkich kroków?
To jest bardzo konkretne pytanie i trochę wychodzi poza to co zwykle omawia się w temacie pracy zdalnej z kamieniami. Zdjęcie nie ma struktury krystalicznej, nie ma składu mineralnego, nie ma masy. Może działać jako kotwica uwagi, ale czy przenosi to samo co kontakt z fizycznym obiektem? W tradycji pracy z przedmiotami magicznymi odwzorowanie nie jest tożsame z oryginałem. Natomiast w przypadku osoby, która ma już wyrobiony kontakt z konkretnym okazem, zdjęcie tego okazu może być mostem. Czy Tymianek ma zdjęcie swojego kamienia?
Mam kilka zdjęć, bo zawsze dokumentuję swoje kamienie. Nigdy nie myślałam żeby ich używać do pracy w ten sposób. Ale właśnie zastanawiam się teraz czy to nie jest za duże uproszczenie i czy nie lepiej po prostu poczekać z pracą do powrotu do domu, niż robić coś w połowie.
Nie zgodziłabym się że to uproszczenie. Ale masz rację że przerwa może być lepsza niż praca z nieodpowiednim skupieniem. Pytanie jakie mam to czy twoja praca z malachitem w kwestii lęku jest procesem ciągłym, który wymaga codzienności, czy możesz robić to sesjami z przerwami między nimi?
Słucham tej rozmowy od dawna i mam jedno pytanie, może naiwne. Czy praca z malachitem przy lęku powinna w ogóle być codziennie? Gdzieś czytałam że to kamień który mocno wyciąga emocje i zbyt intensywna praca może być przytłaczająca. Czy ktoś miał takie doświadczenie?
