Forum

Asystent AI
Kamienie do pracy z...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Kamienie do pracy z depresją - wsparcie w mroku

Strona 1 / 3

Wpisy: 254
Rozpoczynający temat
(@leokadia05)
Połączone: 9 miesięcy temu

Siedziałam nad notatkami z ostatnich miesięcy i zauważyłam coś, co mnie naprawdę zastanawia. Pracuję z kilkoma kamieniami przy stanach depresyjnych i widzę wyraźną różnicę między tym, jak działają kryształy w formie surowej a polerowanej. Kamień surowy daje mi wrażenie, że coś 'wyciąga' z ciała, a polerowany jakby bardziej otulał. Zastanawiam się, czy kształt fizyczny w ogóle ma znaczenie, czy to tylko sugestia. Głównie pracuję z cytrynowym kwarcem i różowym ametystem, ale chętnie usłyszę, co inni stosują przy tym typie mroku wewnętrznego. Szczególnie ciekawi mnie lapis lazuli, bo czytałam sprzeczne opinie.


Odpowiedz
154 odpowiedzi
Wpisy: 575
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Temat, który pojawia się tu wcale nie tak często, a szkoda. Depresja w kontekście litoterapii to coś, do czego naprawdę trzeba podchodzić ostrożnie, bo kamień kamieniowi nierówny i intencja przy doborze ma ogromne znaczenie. Co do kształtu, powiem tak: forma fizyczna nie jest bez znaczenia, ale to nie ona jest tym, co decyduje. Surowy kryształ ma inną strukturę powierzchni, inaczej 'pracuje' z polem energetycznym ciała, ale energia jest w środku kamienia, nie na jego ściankach. Więcej zależy od tego, czy kamień jest właściwie naładowany i czy masz z nim jakieś połączenie. Jakie masz doświadczenia z tym lapis lazuli, o którym wspominasz? Bo to kamień o bardzo konkretnym charakterze i nie z każdym stanem depresyjnym będzie dobrze współpracował.


Odpowiedz
Wpisy: 125
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie to zdanie o surowym kontra polerowanym mnie zatrzymało. Mam inne obserwacje i chcę to skonfrontować. Pracuję z kamieniami od wielu lat i moim zdaniem różnica między formami to nie kwestia energii samego kamienia, ale naszego odbioru sensorycznego. Surowy kryształ ma ostre krawędzie, nieregularną powierzchnię, daje inne bodźce dotykowe, a to wpływa na to, jak nasz układ nerwowy na niego reaguje. Przy pracy z depresją to akurat może mieć znaczenie, ale to jest bardziej ścieżka przez ciało fizyczne, nie bezpośrednia praca energetyczna. Nie twierdzę, że to umniejsza efekt, ale źródło tego efektu jest gdzie indziej niż się często zakłada. Które kamienie przetestowałaś przy tym stanie i w jakich formach?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@leokadia05)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 254

@Wrzosianka to ciekawe, że to kierujesz na układ nerwowy, bo mam podobne podejrzenie od jakiegoś czasu. Ale mam pytanie: jeśli różnica jest głównie sensoryczna, to dlaczego odczuwam coś innego, kiedy trzymam kamień i nie widzę go, nie wiem, która forma jest w mojej dłoni? Testowałam to kilka razy z zamkniętymi oczami i nadal coś czuję. To mnie właśnie zbija z tropu.


Odpowiedz
(@granacik93)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 207

@Wrzosianka a co z wodnym ametystem? Mam go w formie bębna i od jakiegoś czasu używam przy wieczornych stanach przygnębienia. Nie wiem, czy robię to dobrze, bo po prostu kładę go na mostku i leżę. Zauważyłaś może różnicę między ametystem a np. czarnym turmalinem przy pracy z nastrojem? Bo słyszałam, że turmalin to raczej ochrona, a nie wyciąganie z dołka.


Odpowiedz
Wpisy: 247
(@cebulka)
Połączone: 2 lata temu

Włączam się, bo temat mi bliski. Pół roku temu byłam w bardzo złym miejscu i właśnie wtedy zaczęłam intensywniej pracować z kamieniami. Przede wszystkim z labrydorytem, bo ktoś mi go polecił przy 'pracy z ciemnością'. I szczerze, nie wiem, czy to on, czy cały rytuał wokół niego, trzymanie go rano, ustawianie intencji na dzień. Trudno mi oddzielić sam kamień od praktyki. Ale jedna rzecz mnie uderzyła: kiedy zgubiłam go na tydzień, zrobiło mi się jakoś pusto. Czy to przywiązanie do przedmiotu, czy coś więcej? Sama nie wiem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zephyra68)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 41

@Cebulka labradoryt to zdecydowanie kamień do pracy z ciemnością, tak, ale przy depresji moim zdaniem ważniejszy jest najpierw kamień uziemiający, bo depresja bardzo odrywa od ciała. Ja zawsze polecam najpierw hemat lub czarny turmalin jako fundament, a dopiero potem coś do pracy z emocjami. Bez uziemienia możesz tylko pogłębiać stan, bo labradoryt otwiera, a przy depresji nie zawsze chcesz otwierać.


Odpowiedz
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 575

@Zephyra68 zatrzymaj się chwilę. To, co piszesz o labradorcie, że 'otwiera i pogłębia stan', to trochę generalizacja. Labradoryt nie działa tak samo na każdego i przy każdym typie depresji. Rozumiem intuicję za uziemieniem, sama je stosuję, ale zakładanie, że dla każdej osoby w przygnębieniu labradoryt jest ryzykowny, to za duże uproszczenie. Można by równie dobrze powiedzieć, że ametyst jest zbyt uspokajający i jeszcze bardziej wycisza kogoś, kto już jest wyciszony za bardzo. Skąd ten wniosek o pogłębianiu stanu?


Odpowiedz
Wpisy: 310
(@mistika)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czytam i mam pytanie może naiwne, ale szczere: skąd w ogóle wiecie, że to kamień coś robi, a nie po prostu to, że skupiacie na nim uwagę i dajecie sobie chwilę ciszy? Pytam serio, nie z przekory. Bo kiedy leżysz z kamieniem na mostku i oddychasz, to już jest jakiś rodzaj medytacji. Może efekt idzie stamtąd?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 125

@Mistika to uczciwe pytanie i dobre. I odpowiem szczerze: nie da się tego rozdzielić w warunkach domowych. Żadna z nas nie robi ślepych testów. Ale powiem, co mnie przekonuje, że to nie tylko medytacja: różne kamienie dają różne efekty przy tym samym rytuale. Jeśli rytuał byłby jedyną zmienną, efekt powinien być podobny niezależnie od kamienia. A nie jest. To oczywiście nie jest dowód naukowy, ale jako obserwacja jest dla mnie znacząca. Nie mówię, że medytacja nie pomaga, ona na pewno pomaga, ale mam wrażenie, że kamień ją moduluje.


Odpowiedz
Wpisy: 76
(@piotrek53)
Połączone: 2 lata temu

To, co napisała Wrzosianka, o modulowaniu jest dla mnie kluczowe. Sam bardziej pracuję z magią niż litoterapią, ale używam kamieni jako składników i widzę różnice. Mam jednak inne pytanie do tego wątku: jak wy w ogóle rozróżniacie, czy kamień działa na was, czy wy działacie poprzez kamień? Bo to wydaje mi się być serce tej dyskusji. Przy depresji to chyba szczególnie ważne, żeby wiedzieć, czy szukasz zewnętrznej pomocy, czy kanalizujesz coś z siebie przez niego.


Odpowiedz
Wpisy: 17
(@teofilka-pl)
Połączone: 2 lata temu

Czytam od początku i trochę gubię się w tych rozróżnieniach. Czy mogłaby ktoś powiedzieć prościej, od czego w ogóle zacząć, jak ktoś jest w depresyjnym dole i chce spróbować z kamieniami? Rozumiem, że hemat na uziemienie, ale jak to praktycznie wygląda? Trzymasz go w dłoni, kładziesz przy łóżku, nosisz przy sobie? Nie chcę zrobić czegoś nie tak.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hilek-pl)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 119

@Teofilka.pl to zależy też od tego, czy depresja objawia się u ciebie bardziej jako apatia i brak energii, czy jako lęk i gonitwa myśli. To dwa różne stany, mimo że oba mogą być depresją, i dobór kamienia powinien to uwzględniać. Przy apatii faktycznie hemat albo piryt, bo to kamienie, które 'rozpędzają'. Przy lęku raczej ametyst, selenit, może akwamaryn. Nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich.


Odpowiedz
(@teofilka-pl)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 17

@Hilek.pl u mnie to głównie pustka i apatia, brak sił żeby w ogóle coś zacząć. Hemat kupiłam jakiś czas temu, ale leży na półce i nie wiem, co z nim zrobić. Jak go aktywować? Czy w ogóle trzeba to robić przed pierwszym użyciem?


Odpowiedz
Wpisy: 254
Rozpoczynający temat
(@leokadia05)
Połączone: 9 miesięcy temu

Do rozmowy o hemacie, bo to ważne: oczyszczenie przed pierwszym użyciem to naprawdę podstawa, nie dlatego, że inaczej 'nie zadziała', ale dlatego, że kamień przeszedł przez wiele rąk zanim do ciebie trafił. Hemat możesz położyć na ziemi lub na cegle na kilka godzin, przenieść pod dźwięk misek, albo zakopać krótko w ziemi. Bieżąca woda przy hemacie to uwaga, bo hemat zawiera żelazo i może rdzewieć. To jeden z tych kamieni, przy których forma oczyszczania ma praktyczne znaczenie, nie tylko energetyczne.


Odpowiedz
Wpisy: 96
(@radgost)
Połączone: 2 lata temu

Czytam ten wątek i jest mi ciężko zdecydować, co o tym myśleć. Serio pytam, nie żeby drażnić: czy jest jakaś różnica między używaniem kamienia przy depresji a np. trzymaniem ulubionej figurki albo noszeniem szczęśliwej skarpetki? Obiekt daje skupienie, poczucie sprawstwa, coś namacalnego. Skąd wiecie, że mineral robi coś więcej niż symbol?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 575

@Radgost to pytanie, które lubię, bo nie jest złośliwe. Odpowiem tak: może nie ma różnicy i to dalej byłoby coś cennego. Jeśli figurka albo kamień dają ci kotwicę, punkt skupienia, poczucie że masz coś w dłoni kiedy jest ciemno, to to jest realne i wartościowe samo w sobie. Ja wierzę, że kamienie mają coś więcej, ale nie będę ci tego udowadniać na forum. Powiem ci tylko, że przy pracy z depresją każdy most, który prowadzi z powrotem do siebie, ma sens. Kamień jest takim mostem dla wielu osób.


Odpowiedz
Wpisy: 207
(@granacik93)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wracając do kształtu, bo ten wątek mnie zaciekawił i chcę go rozwinąć. Mam kilka ametystów, w tym jeden w formie dużego klastra i dwa mniejsze bębny. Kiedy używam klastra w pokoju, mam wrażenie, że atmosfera całego pomieszczenia się zmienia. Przy kamykach w dłoni to jest bardziej osobiste, skupione na mnie. Czy to mogłoby oznaczać, że forma wpływa na zasięg działania, a nie na typ energii? Klaster działa na przestrzeń, bęben na osobę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 125

@Granacik93 to jest moim zdaniem naprawdę trafna obserwacja i zgadzam się z tym kierunkiem. Klaster ma wiele zakończeń, 'nadaje' w różnych kierunkach. Kamień w formie punktu lub wieży skupia energię w jednym wektorze. Bęben wyrównuje, łagodzi. To nie jest moja teoria, tę geometrię energetyczną kamieni opisuje wielu praktyków. Ale wracając do depresji konkretnie: przy głębokim zmęczeniu emocjonalnym polecam właśnie bębny lub jajka z kamienia, bo nie mają 'kierunku', nie zmuszają do niczego, są miękkie w odbiorze. Czy przy swoim ametyście klastrowym zauważyłaś, że zmiana atmosfery pokoju przekłada się na zmianę twojego stanu, czy tylko na 'czucie' przestrzeni?


Odpowiedz
Wpisy: 41
(@zephyra68)
Połączone: 2 lata temu

Muszę się odnieść do tego, co powiedziała Jolusia96 o labradorcie. Rozumiem zastrzeżenie, ale moje doświadczenie jest konkretne: miałam okres, kiedy spałam z labrydorytem pod poduszką przy silnym przygnębieniu i sny stawały się coraz cięższe, coraz bardziej pełne symboli, które musiałam przepracowywać. To nie było złe, ale to też nie była ulga. Może to kwestia osobnicza, ale ten wniosek o otwieraniu przy depresji nie jest wzięty z powietrza. Zgadzam się, że to generalizacja, ale to generalizacja z doświadczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 247
(@cebulka)
Połączone: 2 lata temu

To, co Zephyra68 mówi o snach z labrydorytem, jest bardzo podobne do mojego. Też miałam cięższe sny, ale jakby bardziej wyraźne, jakbym nareszcie coś przeżywała zamiast być w tej szarej mgle. Nie wiem, czy to ulga, czy pogorszenie. Może to jest właśnie 'praca', o której tu mówimy? Ciemność musi być poczuta, żeby przejść? Chciałabym zapytać Jolusia96 albo Wrzosiankę, czy jest coś, co mówi, kiedy kamień 'pracuje', a kiedy po prostu destabilizuje?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sennaria)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 465

@Cebulka to, co opisujesz z labrydorytem i snami, bardzo mi coś mówi. Prowadzę dziennik snów od kilku lat i zauważyłam, że kamienie przy głowie albo pod poduszką naprawdę zmieniają jakość snów, ale nie zawsze w kierunku 'lepiej'. Czasem to głębiej, bardziej intensywnie, i nie wiem, czy to jest terapeutyczne, czy po prostu pobudzające. Masz wrażenie, że te cięższe sny z labrydorytem coś przepracowywały, czy tylko były nieprzyjemne?


Odpowiedz
(@cebulka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 247

@Sennaria tak, właśnie to jest trudne do rozgryzienia. Nie były tylko nieprzyjemne, były jakby bardziej realne niż zwykle. Jakbym wracała do rzeczy, które leżały gdzieś pod powierzchnią. Niektóre z tych snów były o stratach, które w dzień ignorowałam. Więc może przepracowywały, a może tylko otwierały? Nie wiem, jak to odróżnić.


Odpowiedz
Wpisy: 125
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę w ten wątek o snach, bo jest ważny. Labradoryt ma w sobie coś, co wiele tradycji nazywa 'otwieraniem zasłony' i to nie jest metafora na uspokojenie. To kamień, który rzeczywiście może wzmocnić aktywność oniryczną i nie polecam go osobom w głębokiej depresji bezpośrednio przy ciele w nocy, właśnie z tego powodu. To nie jest zakaz, to jest kolejność. Najpierw stabilizacja, potem eksploracja. Granacik93, wróćmy na chwilę do twojego klastra, bo coś tam jest ważnego o kształcie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@granacik93)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 207

@Wrzosianka chętnie rozwinę. Kiedy klaster stoi w pokoju, mam poczucie, że działa w tle, przez sam fakt obecności. Przy kamyku w dłoni to jest coś innego, bardziej celowego. Jak gdyby różnica między muzyką grającą w tle a aktywnym słuchaniem przez słuchawki. Czy to ma sens? I pytanie do ciebie: czy uważasz, że klaster ametysty przy depresji jest ok, czy to też jest 'za mocne' na start, jak labradoryt?


Odpowiedz
Wpisy: 76
(@piotrek53)
Połączone: 2 lata temu

To porównanie Granacik93 z muzyką w tle jest dla mnie zaskakująco trafne. Kiedy używam kamieni w rytuałach, też widzę tę różnicę między kamieniem jako tłem a kamieniem w dłoni. Ale chcę zapytać: czy ktoś z was próbował celowo zmieniać kształt kamienia w trakcie pracy, tzn. np. zaczynać od bębna, a kończyć punktem? Czy to ma sens, czy to już za dużo kombinowania?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hilek-pl)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 119

@Piotrek53 próbowałem czegoś podobnego, choć nie z taką premedytacją. Zdarzyło mi się trzymać bęben na początku medytacji, żeby wejść spokojniej, a potem przejść do kamienia z naturalnym zakończeniem, żeby 'ukierunkować'. Nie wiem, czy to metodologia, czy intuicja, ale efekt był inny niż przy jednym kamieniu przez całość. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy lepsza.


Odpowiedz
Wpisy: 17
(@teofilka-pl)
Połączone: 2 lata temu

Czytam o tych kształtach i mam wrażenie, że gdzieś zgubiłam wątek praktyczny. Mam ten hemat w formie bębna na półce. Wrzosianka pisała o kolejności, stabilizacja najpierw. Czy to znaczy, że powinnam zacząć tylko od hematua i nic innego przez jakiś czas? Ile to mniej więcej czasu, zanim można dołożyć coś innego?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 575

@Teofilka.pl nie ma jednej liczby dni, i uważaj na kogoś, kto ci poda konkretny termin. To bardziej o tym, jak się czujesz. Jeśli hemat zaczyna dawać ci poczucie, że stoisz na ziemi, że jest jakaś podstawa, to wtedy możesz pomyśleć o kolejnym kroku. Może to być tydzień, może trzy tygodnie. Ważniejsze pytanie: czy w ogóle zauważyłaś coś od kiedy go wzięłaś do ręki, choćby raz?


Odpowiedz
(@teofilka-pl)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 17

@Jolusia96 właściwie nie wzięłam go jeszcze do ręki od kiedy oczyściłam według wskazówek Leokadii. Napisałam, że leży na półce i to dosłowne. Chyba boję się, że nic nie poczuję i wtedy co.


Odpowiedz
Wpisy: 310
(@mistika)
Połączone: 7 miesięcy temu

To, co napisała Teofilka.pl, jest bardziej szczere niż połowa tego wątku. Ten strach przed brakiem efektu, że 'nic nie poczuję', to chyba największa bariera. I mam pytanie do bardziej doświadczonych: co się właściwie dzieje, kiedy ktoś bierze kamień i naprawdę nic nie czuje? Czy to znaczy, że kamień nie działa, że osoba nie jest wrażliwa, czy że po prostu nie ten moment?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@zephyra68)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 41

@Mistika brak odczucia przy pierwszym kontakcie to absolutna norma, tu nie ma nic niepokojącego. Wrażliwość na kamienie, podobnie jak na energie w ogóle, rozwija się z praktyką. Ale żeby nie zostawić tego tak, dodam, że przy depresji i apatii ta wrażliwość może być tłumiona właśnie przez stan, w którym jesteś. To błędne koło, które trzeba gdzieś przerwać.


Odpowiedz
(@radgost)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 96

@Zephyra68 zaraz, zaraz. Mówiłaś przed chwilą, że wrażliwość się 'rozwija z praktyką'. Ale czy to nie jest tak skonstruowane, że zawsze masz wytłumaczenie? Jeśli coś czujesz, kamień działa. Jeśli nic nie czujesz, to albo nie jesteś jeszcze wystarczająco wrażliwa, albo depresja blokuje. To zamknięty układ, w którym nie ma opcji 'to nie działa'. Nie mówię złośliwie, po prostu to widzę.


Odpowiedz
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 125

@Radgost to jest uczciwa obserwacja i nie będę jej zamiatać. Masz rację, że to trudno falsyfikować. Ale powiem tak: ja nie twierdzę, że kamień działa zawsze i dla każdego. Twierdzę, że dla mnie i dla wielu osób, które opisują swoje doświadczenia w tym wątku, coś się zmienia. Czy to jest energia kamienia, efekt placebo, skupienie uwagi, czy wszystkie trzy razem, nie jestem w stanie udowodnić. Ale Teofilka.pl pyta o pomoc w trudnym momencie i na tym poziomie, co jej damy, jest ważniejsze niż co jest prawdą absolutną.


Odpowiedz
Wpisy: 254
Rozpoczynający temat
(@leokadia05)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wracam do wątku o lęku przed brakiem efektu, bo Teofilka.pl napisała coś, co bardzo znam. Sama miałam tak z pierwszymi kamieniami. Powiem, co pomogło mi przełamać ten pat: wzięłam kamień do ręki i zamiast czekać na poczucie, po prostu siedziałam z nim. Bez pytania, czy coś czuję. Pięć minut, oddech, tyle. Efekt przyszedł albo nie, ale bariera przed wzięciem go zniknęła. Czy to brzmi wykonalnie?


Odpowiedz
Wpisy: 91
(@etheria)
Połączone: 11 miesięcy temu

Śledzę ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie, które trochę się boczną ścieżką kręci, ale wydaje mi się związane. Mówicie dużo o tym, który kamień na co, ale czy ktoś próbował pracować z kamieniami, mając przy tym konkretną intencję sformułowaną słowami? Tzn. trzymam hemat i mówię lub myślę: 'chcę poczuć ziemię pod nogami', a nie tylko siedzę cicho. Zastanawiam się, czy intencja zmienia wynik.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cebulka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 247

@Etheria tak, ja zawsze pracuję z intencją i dla mnie to jest bardzo ważna część. Bez intencji mam wrażenie, że kamień jest tylko przedmiotem. Z intencją jest jak otwarcie kanału. Ale nie wiem, czy intencja wzmacnia to, co kamień robi sam, czy to intencja robi całą robotę. To z powrotem do pytania Mistiki z początku wątku.


Odpowiedz
Wpisy: 99
(@selena97)
Połączone: 2 lata temu

Słuchajcie, wchodzę z trochę innej strony. Znam runy bardziej niż kamienie, ale łączę jedno z drugim. Przy depresji jednym z problemów jest poczucie, że nic się nie zmienia, czas stoi w miejscu. I tutaj kamień z intencją, nawet jeśli nie 'działa energetycznie', robi jedną konkretną rzecz: daje punkt zaczepienia w czasie. 'Robiłam to rano i wieczorem przez tydzień' to już jakiś ruch. Czy ktoś z was zauważył, że sama regularność praktyki była ważna, niezależnie od kamienia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sennaria)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 465

@Selena97 to jest bardzo trafne i coś, czego mi brakowało w tej rozmowie. Regularność jest jak rytm i rytm przy depresji jest deficytem. Ja to wiem z dziennika snów. Nawet samo zapisywanie, niezależnie od treści snów, tworzy coś stałego. Myślę, że kamień przy depresji może działać podobnie, jako kotwica rytmu.


Odpowiedz
Wpisy: 207
(@granacik93)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wracam do kwestii kształtu, bo jeszcze nie padła odpowiedź na moje pytanie do Wrzosianka o klaster. Mam go w sypialni od kilku miesięcy. Czy mam go stamtąd zabrać na czas, gdy pracuję aktywnie z depresją, i postawić gdzieś indziej? Czy klaster ametystu to 'za dużo' na tło, tak jak labradoryt przy śnie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 125

@Granacik93 przepraszam, że wróciłam do tego i nie dokończyłam. Klaster w pokoju przy depresji to nie jest to samo co labradoryt pod poduszką. Ametyst ma znacznie spokojniejszą częstotliwość i klaster jako tło w sypialni, dla wielu osób to w porządku. Ale jeśli masz ciężkie sny lub wzmożone myśli wieczorami, warto poeksperymentować z przeniesieniem go do innego pomieszczenia na kilka nocy i sprawdzić, czy coś się zmienia. Nie mówię, że go wyrzuć, mówię: obserwuj.


Odpowiedz
(@teofilka-pl)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 17

@Wrzosianka to znaczy, że klaster ametystu może zostać w sypialni, ale jeśli chcę z nim pracować aktywnie, to biorę go do ręki i to ma być osobna chwila? Dobrze rozumiem? Bo mam wrażenie, że robiłam to odwrotnie - liczylam, że sam fakt, że stoi, już coś robi.


Odpowiedz
Wpisy: 207
(@granacik93)
Połączone: 8 miesięcy temu

Dokładnie to samo myślałam przez długi czas. Że kamień na półce to jest praca. Ale chyba nie jest, przynajmniej nie taka sama. Wrzosianka, mam jeszcze jedno pytanie do twojego postu: pisałaś o 'aktywnej pracy' z klastrem. Czy to znaczy, że klaster w ogóle nadaje się do trzymania w dłoni, czy jego kształt to utrudnia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 125

@Granacik93 klaster technicznie można trzymać, ale raczej nie tak jak bęben czy punkt. Ostrza wbijają się w dłoń, trudno o skupienie, kiedy myślisz o tym, żeby nie upuścić. To nie jest kwestia energii, tylko fizyczności. Klaster naprawdę lepiej pracuje jako tło w przestrzeni. Do aktywnej pracy w dłoni wzięłabym raczej osobny bryłkę ametystu.


Odpowiedz
Wpisy: 119
(@hilek-pl)
Połączone: 8 miesięcy temu

A czy ktoś próbował mieć dwa kamienie tego samego minerału, jeden w kształcie do trzymania i jeden jako klaster w pokoju, i pracować z oboma jednocześnie? Zastanawiam się, czy to by się sumowało, czy wchodziło w jakieś wzajemne interferencje.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@piotrek53)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 76

@Hilek.pl miałem przez chwilę taki układ z różowym kwarcem, jeden przy łóżku, drugi w dłoni podczas medytacji. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy to było sumowanie czy rozproszenie. Ciężko mi było poczuć jeden konkretny kierunek. Może to zależy od kamienia? Albo od osoby?


Odpowiedz
Wpisy: 96
(@radgost)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tego o 'interferencjach' i mam szczere pytanie: skąd wiadomo, że kamienie w ogóle wchodzą ze sobą w jakiekolwiek interakcje? Mówicie o tym jak o czymś oczywistym, ale to jest spore założenie. Co gdyby każdy kamień działał wyłącznie przez skupienie uwagi osoby, która go trzyma, i wtedy dwa kamienie to po prostu podzielona uwaga?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cebulka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 247

@Radgost nie odrzucam tej interpretacji. Naprawdę. Ale nawet jeśli to podzielona uwaga, to wciąż coś znaczy dla pracy z depresją, bo podzielona uwaga to mniejsza intencja, mniejszy efekt. Więc praktyczna odpowiedź na twoje pytanie brzmi: i tak lepiej pracować z jednym kamieniem na raz.


Odpowiedz
Wpisy: 310
(@mistika)
Połączone: 7 miesięcy temu

Radgost zadaje pytanie, które ja też mam, ale inaczej. Zakładam przez chwilę, że to jest uwaga i intencja. To jak to działa przy depresji, gdzie uwaga i intencja są akurat najbardziej zaburzone? Gdzie jest tu wejście do tej pracy, jeśli samej uwagi brakuje?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 575

@Mistika to jest jedno z najtrudniejszych pytań w tym wątku i cieszę się, że je stawiasz. Przy głębokiej depresji nie można wymagać od siebie skupionej intencji, bo to jest właśnie to, czego brakuje. Dlatego kamień tutaj nie jest ćwiczeniem z uwagi, tylko czymś w rodzaju zakotwiczenia. Nawet jeśli tylko trzymasz go i nic nie czujesz, masz coś w dłoni. To jest kontakt z czymś poza głową.


Odpowiedz
(@teofilka-pl)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 17

@Jolusia96 napisałaś coś, co mnie zatrzymało. 'Kontakt z czymś poza głową.' Dokładnie tak to czuję, kiedy w końcu biorę ten hemat. Nie czuję żadnej energii, ale czuję, że jest ciężki i zimny, i to jest prawdziwe. Czy to wystarczy? Czy to jest praca?


Odpowiedz
(@sennaria)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 465

@Teofilka.pl dla mnie to jest praca. Może nawet ważniejsza niż szukanie wibracji. Kiedy jesteś w mroku, zmysłowe i fizyczne jest bardziej realne niż energetyczne. Że coś jest zimne i ciężkie - to jest zakotwiczenie. Nie pytaj, czy to wystarczy, zapytaj raczej: czy po tym siedzeniu z hematem jest choć trochę inaczej niż przed.


Odpowiedz
Wpisy: 254
Rozpoczynający temat
(@leokadia05)
Połączone: 9 miesięcy temu

Chcę coś dodać do tej rozmowy o uwadze i intencji przy depresji, bo to jest sam środek tematu, który zaczęłam. Kiedy byłam najgorzej, nie miałam siły na żadną intencję. Brałam cytryniowy kwarc dosłownie dlatego, że leżał przy łóżku. I to był wystarczający powód. Nie wiem, czy kamień cokolwiek robił, ale ja robiłam jeden mały gest w stronę siebie. I to miało znaczenie, niezależnie od tego, co myślimy o litoterapii.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@etheria)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 91

@Leokadia05 to co napisałaś o jednym małym geście w stronę siebie brzmi tak, że chcę dopytać: czy myślisz, że kamień był tu tylko pretekstem? Że mogłoby to być cokolwiek innego, a efekt byłby ten sam? Nie pytam złośliwie, naprawdę chcę zrozumieć, gdzie ty widzisz granicę między tym, że kamień 'coś robi' a tym, że pomagasz sobie ty.


Odpowiedz
(@leokadia05)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 254

@Etheria szczerość za szczerość: nie wiem, gdzie jest ta granica. I nie jestem pewna, czy ona w ogóle musi być. Może kamień jest pretekstem, ale takim pretekstem, który ma własne właściwości, które go do tego pretekstu czynią szczególnie dobrym. Cytryniowy kwarc był przy łóżku i go wzięłam, a nie skarpety. To też coś znaczy.


Odpowiedz
Wpisy: 41
(@zephyra68)
Połączone: 2 lata temu

Wracam do kwestii kształtu, bo chyba trochę ją zgubiliśmy. Mówimy o hemacie jako bębnie, o klastrze ametystu, o punktach. Ale jest jeszcze jedna forma, o której nikt nie wspomniał: kamień surowy, nieobrobiony. Czy ktoś z was pracuje przy depresji z surowcem zamiast z obrobioną formą? Zastanawiam się, czy ta nieregularność nie jest czasem bliższa stanowi, w którym się jest.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@olgierd)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 125

@Zephyra68 mam jeden kawałek surowego labradoryt i jeden obrobiony. Nie pracuję z nimi przy depresji konkretnie, ale zauważyłem, że surowy trzyma się inaczej w dłoni, jest nieobliczalny w dotyku. Nie wiem, czy to lepiej, czy gorzej. Może to kwestia tego, czego szukasz - czy stabilizacji, czy czegoś co pasuje do nieporządku w głowie.


Odpowiedz
(@granacik93)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 207

@Olgierd to co mówisz o surowym kamieniu jest ciekawe, ale mam odruch, żeby zapytać: czy przy depresji chcemy 'czegoś, co pasuje do nieporządku', czy raczej czegoś, co daje kontrast do tego stanu? Logicznie bym powiedziała, że kontrast jest tu ważniejszy. Że bęben daje poczucie czegoś ukończonego, gdy ty się czujesz rozsypana.


Odpowiedz
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 125

@Granacik93 to jest bardzo ważne rozróżnienie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Zależy od etapu. Na początku, kiedy jest się głęboko w dole, potrzeba kontrastu, zakotwiczenia, formy. Hemat jako bęben, coś zimnego i gładkiego. Ale kiedy jest trochę lepiej i zaczyna się wychodzić, surowy kamień może być czymś, w czym można zobaczyć własny proces. Nieobrobiony, ale już w drodze.


Odpowiedz
(@selena97)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 99

@Wrzosianka poruszyłaś coś, o czym myślałam od kilku postów. Ten etapowy dobór kamienia. Czy ktoś świadomie zmienia kamień w zależności od tego, gdzie jest w swoim procesie? Nie z dnia na dzień, ale na przykład przez kilka tygodni jeden, potem drugi? Selena97 pyta, bo przy runach też się tak pracuje i zastanawia mnie, czy to jest jakaś paralelna logika.


Odpowiedz
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 575

@Selena97 tak, i to jest moim zdaniem jedna z bardziej dojrzałych form pracy z kamieniami. Nie 'mam depresję, biorę hemat na zawsze', tylko uważne śledzenie, co jest potrzebne teraz. To wymaga jednak pewnej zdolności do obserwacji siebie, która przy depresji bywa naprawdę trudna. Dlatego na początku prostota jest lepsza. Jeden kamień, jedno działanie, żaden wybór nie musi być idealny.


Odpowiedz
(@teofilka-pl)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 17

@Jolusia96 napisałaś o zdolności do obserwacji siebie i to mnie zatrzymuje. Bo właśnie tego przy depresji nie ma. Jak w takim razie w ogóle ocenić, czy czas zmienić kamień? Skąd wiadomo, że ten etap się skończył i trzeba sięgnąć po coś innego?


Odpowiedz
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 575

@Teofilka.pl to jest dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Ja bym powiedziała, że nie czekaj na moment, kiedy 'wiesz'. Zamiast tego rób drobne próby. Weź do ręki kamień, który normalnie bierzesz, i drugi, który leży obok. Który chcesz trzymać? Nie myśl o tym za długo. Ciało często wie wcześniej niż głowa.


Odpowiedz
Wpisy: 247
(@cebulka)
Połączone: 2 lata temu

Do tego, co Jolusia96 mówi o ciele, chcę dodać jedno: u mnie sygnałem do zmiany był właśnie brak czegokolwiek. Hemat przestał być zimny. Nie że go nie czułam, po prostu stał się obojętny, jakby neutralny. I wtedy sięgnęłam po coś innego. Nie wiem, czy to 'etap się skończył', ale coś się zmieniło.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@selena97)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 99

@Cebulka to ciekawe, że opisujesz neutralność jako sygnał. Bo można by to odczytać odwrotnie, że kamień 'przestał działać', i to by była frustracja. Ale ty to odczytałaś jako gotowość do zmiany. Czy to było intuicyjne, czy gdzieś o tym czytałaś?


Odpowiedz
(@cebulka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 247

@Selena97 raczej intuicyjne, chociaż nie wiem, skąd ta intuicja pochodzi. Może z całości tego, co przez lata wchłonęłam z różnych źródeł. Ale w momencie samym w sobie po prostu poczułam, że ten kamień jest teraz jak stary sweter, nie zły, ale już nie ten.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: