Ostatnio dużo rozmyślam nad tym, co czuję, i nie potrafię tego do końca nazwać. Najlepsze określenie to jakaś wewnętrzna pustka - jakby środek był wydrążony. Nie jest to smutek ani przygnębienie, bardziej brak czegoś, czego nie umiem zidentyfikować. Zacząłem czytać o czakrach i litoterapii i wpadłem na pomysł, że może praca z kamieniami pomoże mi to jakoś wypełnić albo przynajmniej zrozumieć. Czy ktoś pracował z kamieniami przy czymś podobnym? Nie wiem od czego zacząć i które kamienie byłyby tutaj odpowiednie.
Zanim cokolwiek doradzę, chciałabym się upewnić, że dobrze rozumiem - piszesz, że to nie jest smutek. Czy ta pustka pojawia się w konkretnych sytuacjach, czy raczej towarzyszy ci cały czas, niezależnie od okoliczności? To ważne, bo dobór kamienia może się różnić w zależności od tego, czy chodzi bardziej o czakrę serca, sacral czy może korzeniową.
Moim zdaniem to klasyczne niedożywienie czakry serca. Malachit działa tutaj rewelacyjnie, sama go stosowałam i efekty były bardzo szybkie. Można go nosić przy sobie albo położyć na klatce piersiowej podczas medytacji. Do tego różowy kwarc dla łagodnego wejścia.
Też bym ostrożnie z malachitem na start. Słyszałam od kilku osób, że przy emocjonalnych tematach potrafi wyciągać za dużo naraz. Damianek.ka, a próbowałeś już kiedyś medytować z jakimkolwiek kamieniem? Chodzi mi o to, żeby wiedzieć, na jakim jesteś etapie z samą pracą energetyczną.
Skoro pustka nasila się wieczorami i w samotności, to ja pomyślałabym przede wszystkim o czakrze sacral i korzeniowej, a nie tylko o sercu. To może być kwestia poczucia zakorzenienia i własnej tożsamości, a nie tylko relacji z innymi. Czerwony jaspis albo karneol mogłyby tu dobrze zadziałać. Obsydian też, ale to tak jak z malachitem - zależy od człowieka.
A czy ta pustka może być też związana z brakiem celu albo kierunku? Pytam, bo u mnie coś podobnego było i okazało się, że to bardziej kwestia czakry splotu słonecznego niż serca. Wtedy ktoś mi poradził tygrysi oko i rzeczywiście coś się zmieniło w moim nastawieniu. Nie wiem, czy to kamień zrobił, ale zbiegło się w czasie.
Słuchajcie, pytam z czystej ciekawości, bo nie jestem specjalistką od kamieni - ale jak właściwie odróżnić, że to czakra serca, a nie na przykład korzeniowa? Mam na myśli, czy są jakieś konkretne objawy, po których to widać, czy to bardziej intuicja?
Jak o tym myślę, to chyba bardziej chodzi o ten grunt pod nogami. Jakby wszystko było nierealne albo za mgłą. Serce mi nie dokucza jako takie, ale czuję się jakoś... odcięty. Od siebie chyba bardziej niż od innych.
To, co opisujesz, to brzmi bardziej jak praca z uziemieniem. Przy takim odcięciu od siebie dobrze sprawdzają się kamienie mocno ziemskie - czarny turmalin, hematyt, dymny kwarc. Hematyt ma tę właściwość, że pomaga zebrać się w sobie, dosłownie poczuć swoje ciało. Czy kiedykolwiek miałeś w rękach hematyt?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale zawsze myślałem, że hematyt to kamień bardziej do ochrony niż do wypełniania pustki. Skąd ta różnica w opisach? Bo w necie czytałem, że działa głównie jak tarcza.
Dymny kwarc to też dobra propozycja przy tym, co opisuje Damianek.ka. Ja go używam głównie przy oczyszczaniu i kiedy czuję, że mam za dużo w głowie, ale słyszałam, że przy stanach rozmycia też się sprawdza. Damianek.ka, a czy próbowałeś przed snem trzymać jakiś kamień w dłoni i po prostu obserwować, co czujesz?
Hej, a co z sugilitem albo lapis lazuli? Widziałem gdzie coś o nich w kontekście połączenia z wyższym ja. Czy to nie byłoby tu pasować? Właśnie uczę się o kamieniach i staram się rozumieć, które do czego.
To zależy od tego, co masz dostęp i co do ciebie przemawia. Nie musisz od razu mieć trzech kamieni. Zacznij od jednego. Przy tym odcięciu, o którym piszesz, powiedziałabym hematyt albo dymny kwarc - oba są dostępne i niezbyt drogie. Mam jednak pytanie: czy to poczucie odcięcia nasila się przy konkretnych sytuacjach, czy jest raczej stałe?
Słuchajcie, a skąd właściwie wiadomo, że hematyt lepiej zaczyna niż na przykład obsydian? Bo też czytałam, że obsydian uziemia, a tu nikt go nie poleca dla Damianeka. Pytam, bo sama mam obsydian i zastanawiam się, czy to dobry wybór przy podobnych stanach.
To co mówi Jarzebina o obsydianie - mam to samo w notatkach z kilku różnych źródeł. Ale też widziałam opinie, że obsydian śnieżny jest łagodniejszy od czarnego i przy delikatniejszych stanach się sprawdza. Czy ktoś tu pracował ze śnieżnym i może to potwierdzić albo zaprzeczyć?
A czy kamienie do uziemienia trzeba jakoś aktywować przed pierwszym użyciem? Kupowałem ostatnio hematyt i nie wiedziałem, czy go od razu kłaść, czy najpierw wyczyścić. Zapytałem w sklepie i dostałem trzy różne odpowiedzi.
Mam dymny kwarc. Dostałem go od kogoś jakiś czas temu i leży u mnie na półce. Nie robiłem z nim nic konkretnego, tylko czasem go trzymam w ręku. Nie wiedziałem, że trzeba go najpierw czyścić, szczerze mówiąc.
Też miałem podobnie z pierwszymi kamieniami, po prostu leżały. A teraz widzę w tej rozmowie, że to jednak wymaga jakiegoś podejścia. Ale mam pytanie: skoro Damianek.ka ma już dymny kwarc, to może zamiast kupować nowy, zacząć z tym? Czy to dobry kamień na to, o czym pisze?
Dymny kwarc przy poczuciu odcięcia od siebie - tak, to całkiem dobre dopasowanie. Ma właściwości uziemiające i jednocześnie pomaga zebrać się energetycznie. Pytanie do Damianeka: kiedy go trzymasz, coś czujesz - cokolwiek, niekoniecznie wielkie rzeczy - czy jest raczej neutralny?
To pytanie, które Damianek.ka teraz zadaje, to chyba jedno z trudniejszych w całej pracy z kamieniami. Szczerze - ja po kilku latach też nie zawsze wiem, gdzie kończy się skupienie, a zaczyna działanie kamienia. Ale z mojego doświadczenia wygląda tak, że przy regularnej pracy ta granica przestaje mieć znaczenie, bo efekty widać po pewnym czasie niezależnie od tego, jak je nazywasz.
To, co opisuje Damianek.ka - chłód a potem spokój - jest charakterystycznym odczuciem przy hematycie i dymnym kwarcu. To nie jest przypadkowe. Kamienie ziemne często dają najpierw to fizykalne odczucie temperatury, a dopiero potem coś energetycznego. Natomiast zgadzam się z Kamilką - efekty pracy z uziemieniem widać raczej po kilku sesjach niż po jednym kontakcie.
Mam pytanie z boku, bo pracuje głównie z innymi rzeczami, ale słyszałem coś o łączeniu kamieni uziemiających z rutynem. Czy to ma sens przy tej pustce, czy lepiej nie mieszać na początku? Zapytałem, bo ktoś mi ostatnio polecał rutyl przy braku energii.
To nie jest kwestia szkoły, tylko logiki energetycznej. Jeśli masz dom bez fundamentów i zaczniesz stawiać piętro, to się posypie. Jeśli ktoś jest nieuzajemniony i bez kontaktu z ciałem, to nakręcanie jego górnych czakr może prowadzić do przyspieszenia w złym kierunku. To jest spójna zasada, którą znajdziesz u większości praktykujących, którzy mają za sobą lata pracy. Ale Damianek.ka ma już dymny kwarc i to jest dobry punkt startowy - może po prostu zacząć go świadomie używać, zamiast szukać kolejnych minerałów.
Czy to znaczy, że mój dymny kwarc jest w ogóle dobrym punktem wyjścia? Bo teraz się zastanawiam, czy skoro go już mam i czuję z nim ten spokój, to może po prostu zacząć od niego zamiast kupować cokolwiek nowego.
Dymny kwarc jako punkt wyjścia - tak, zdecydowanie tak. Masz już z nim jakiś kontakt, skoro czujesz przy nim spokój. To jest ważne, bo kamień, który zupełnie nic nie robi, trudniej włączyć do praktyki. Ale najpierw powiedz mi - co to znaczy w Twoim przypadku 'nauka', bo wspomniałeś o tym na początku. Nauka czego konkretnie?
Chodziło mi o to, że czytam o czakrach i bioenergii, ale mam wrażenie, że kompletnie nie czuję tego, co opisują książki. Jakby teoria jest, ale nic z tego nie przenika. I nie wiem, czy to kwestia tej pustki emocjonalnej, o której mówiłem, czy po prostu jeszcze nie rozwinąłem wrażliwości.
To jest bardzo konkretna odpowiedź i właściwie sporo wyjaśnia. Bo to jest inna sytuacja niż sama praca z pustką - to jest pytanie o rozwijanie percepcji energetycznej. Dymny kwarc może być dobry na jedno i drugie, ale coś mi mówi, że to, co czujesz przy nim, to jest właśnie ta wrażliwość - tylko jeszcze nie ufasz, że to liczy.
