To co opisuje Ewelinka bardzo mi się kojarzy z tym co mówi się o pracy z czakrą serca, że chodzi właśnie o tę przerwę między bodźcem a reakcją. Judytka, czy w kontekście litoterapii kwarc różany działa na to dosłownie, na tę przerwę, czy to jest raczej efekt pośredni przez coś innego?
Właśnie o to mi chodzi od dłuższego czasu w tej rozmowie. Judytka powiedziała 'nie rozdzielam mechanizmu energetycznego od psychologicznego'. Ale to ma znaczenie. Jeśli efekt jest psychologiczny, to kamień jest tu symbolem, placebo albo kotwicą uwagi. To też może działać. Ale wtedy kwestia doboru kamienia nie ma aż takiego znaczenia, prawda?
Słuchajcie, ale wróćmy na chwilę do Frani, bo ona postawiła pytanie które dotyczy jej praktyki a nie filozofii litoterapii. Frania, czy ty w ogóle czujesz że chcesz jakoś rozwijać tę pracę z kamieniem, czy wolisz zostać przy tym co masz i zobaczyć co z tego wynika?
Czyli jednak ten protokół na moment spirali o którym pisałem wcześniej jest potrzebny. Igorek, skoro kwarc różany jest już jej kamieniem i już go ma, to czy trzymanie go w dłoni przy lustrze to sensowna propozycja jako taki protokół? Czy to jest zbyt proste żeby działało?
To jest ciekawe co Judytka mówi o ryzyku skojarzenia. Ale zastanawiam się czy to nie jest zbyt ostrożne. Frania opisuje spiralę jako coś nieprzewidywalnego, nie tylko przy jednym miejscu. Więc kamień niekoniecznie zostanie zakotwiczony w lustrze, bo lustra są różne i sytuacje różne. Judytka, czy masz z tym własne doświadczenie, że kamień 'zamknął się' w jednym skojarzeniu i to przeszkadzało?
Właśnie chciałam napisać coś podobnego. Ewelinka, jak mówisz o budowaniu nowego doświadczenia od zera, to jak to rozumiesz w kontekście lustra? Bo lustro jest wyzwalaczem. Nie można go po prostu zestawić z kamieniem w neutralnym momencie i poczekać, bo moment przed lustrem nigdy nie jest do końca neutralny przy dysmorfii.
