Mam pytanie do Was bo siedzę nad tym od jakiegoś czasu i nie wiem jak to ugryźć. Moja mama ma neuropatię - takie piekące bóle nóg, głównie w stopach i łydkach, lekarze mówią że to uszkodzenie nerwów. Leczenie konwencjonalne idzie swoim torem, ale szukam czegoś co mogłoby wspierać od strony energetycznej. Czy ktoś pracował z kamieniami pod kątem układu nerwowego albo bólów neuropatycznych? Nie wiem od czego zacząć - czy patrzeć na czakry, czy raczej na konkretne minerały.
To ciekawy temat i rozumiem skąd pytanie. Zanim cokolwiek powiem - jakie dokładnie obszary są zajęte? Tylko stopy czy bóle idą wyżej? Pytam bo to wpływa na to, które czakry biorę pod uwagę przy doborze kamieni. Przy nerwach ogólnie myślę najpierw o czakrze splotu słonecznego i o podstawie, ale neuropatia w stopach to już trochę inna rozmowa.
Też mnie to ciekawi bo pracuję z czakrami od jakiegoś czasu i przy bólach nerwowych zawsze zastanawiam się czy to nie jest sprawa muladhary - czakry korzenia. Układ nerwowy obwodowy, stopy, zakorzenienie... to wszystko jakoś tam siedzi w tej energii. Tylko Anahata, co Ty myślisz o lapis lazuli w takim przypadku? Gdzieś czytałam że ma działać na nerwy ale nie wiem czy chodziło o układ nerwowy w sensie fizycznym czy raczej o stres nerwowy.
Ametyst na nerwy to słyszałam już kilka razy i faktycznie dużo osób go poleca. Ale mam pytanie do Anahata - czy przy bólach piekących nie lepiej jednak coś chłodniejszego energetycznie? Akwamaryn na przykład, albo selenite? Bo ametyst jest spoko ale jakoś go czuję bardziej jako uspokajający umysł niż jako coś co idzie tak głęboko w ciało.
Przy neuropatii słyszałam o malachicie - podobno działa na ból w ogóle, ale malachit jest mocny i trzeba uważać. Sama raz miałam go za długo przy sobie i dostałam bólu głowy, więc to nie jest kamień do noszenia cały dzień. Pytanie do tych co bardziej znają się na litoterapii: czy malachit faktycznie ma sens przy bólach nerwowych czy to bardziej miejska legenda?
A czy kolor kamienia ma tu w ogóle znaczenie? Chodzi mi o to - czy niebieski działa na nerwy bo jest niebieski, czy to jest zupełnie osobna sprawa i kolor to tylko taka wskazówka dla nas żebyśmy wiedzieli gdzie go przyłożyć? Pytam bo zaczytałam się w tym wątku i nie wiem czy szukać kamieni niebieskich, fioletowych czy może po prostu tych co są opisane pod kątem układu nerwowego.
Kolor ma znaczenie, to nie ulega wątpliwości. Niebieski to czakra gardła, fioletowy to czakra korony i trzeciego oka - to wszystko są centra związane z układem nerwowym i percepcją. Więc jeśli szukasz czegoś na nerwy, kamienie w tych kolorach będą logicznym wyborem. Niebieski kyanit jest świetny właśnie dlatego, pomaga wyrównać energię między czakrami.
Wróćmy do tematu bo ciekawa dyskusja się robi ale chcę zapytać o coś konkretnego. Sliwowa81 pisała że to bóle piekące w stopach - czy ktoś z Was faktycznie kładł kamienie przy stopach, na stopach, czy raczej chodzi o noszenie ich przy sobie? Bo to jednak różnica - praca bezpośrednia z kamienia przy ciele to co innego niż talizman w kieszeni.
Właśnie tego nie wiem jak podejść. Mama nie jest przekonana do całej tej tematyki więc nie będzie leżeć z kamieniami na ciele. Myślałam raczej o czymś co można mieć przy sobie - bransoletka, kamień w kieszeni, coś w przestrzeni gdzie przebywa. Czy to w ogóle ma sens przy czymś tak fizycznym jak ból nerwów?
Mama nie musi wiedzieć, można kamień położyć pod łóżkiem albo przy fotelu gdzie siedzi. Nie żeby ją oszukiwać, ale energia działa niezależnie od przekonań. Przynajmniej tak uważam. Obsydian mahoniowy pod łóżkiem próbowałam przy problemach z krążeniem u swojej teściowej - nie powiem że to wyleczyło ale ona mówi że śpi lepiej.
To jest jedno z ważniejszych pytań w tej tematyce i uczciwie mówiąc - różne szkoły mają różne odpowiedzi. Jedni mówią że minerał ma własną wibrację i działa jak coś w rodzaju kamertonu, niezależnie od tego czy 'odbiorca' jest świadomy. Inni że bez intencji i uwagi to po prostu ładny kamień. Ja skłaniam się ku temu że intencja wzmacnia działanie, ale nie jest jedynym warunkiem. Przy kimś kto jest sceptyczny, myślę że rozsądniej zacząć od kamienia noszonego przez Sliwową81 z intencją skierowaną w stronę mamy - jako forma modlitwy czy życzenia niż oczekiwanie że kamień pod poduszką sam z siebie zdziała cuda.
To przy wyborze labradorytu - rozumiem że chodzi o to żeby wziąć do ręki kilka i zobaczyć który 'ciągnie'? Trochę głupio mi pytać bo brzmi to abstrakcyjnie, ale kilka osób mi już o tym mówiło i nie bardzo wiem jak to powinno wyglądać w praktyce. Czy to dosłownie jakieś ciepło, mrowienie, coś innego?
Przy labradorytach to jest bardzo indywidualna sprawa - jedni czują ciepło, inni jakiś spokój, inni po prostu nie mogą odłożyć konkretnego egzemplarza. Nie ma jednej odpowiedzi. Ale mam pytanie do Ciebie - mówisz że masz już ametyst, to jak długo go masz przy sobie i czy cokolwiek czułaś na początku, zanim przyzwyczaiłaś się do jego obecności?
chłód przy pierwszym dotyku to dość charakterystyczne dla ametystu i w ogóle dla kwarców - to kwestia przewodnictwa cieplnego minerału, ale część osób opisuje to jako 'energetyczne' odczucie. Nie mówię, że jedno wyklucza drugie. Tylko że może warto zacząć od tego co już masz, zanim dokupujesz kolejne kamienie?
A właśnie - mam wrażenie że czasem ludzie szukają następnego kamienia bo nie wiedzą co zrobić z tym co mają. Sama przez to przechodziłam. Jakie ametyst właściwie ma zalety przy bólach nerwowych, żeby wrócić do tematu? Bo mam go w kolekcji ale nigdy konkretnie nie próbowałam go do tego użyć.
To mnie ciekawi bo autosugestia przy bólu to nie jest coś do zlekceważenia - placebo przy bólach neuropatycznych też przecież działa i nie jest to żadna ujma. Ale Anahata, jak mówisz o 'nadaktywnych nerwach' to czy to znaczy że kamienie wychładzające energetycznie są tu lepszym wyborem niż te pobudzające? Bo malachit który wymieniałam wcześniej raczej nie jest spokojny.
Cieszę się że wracamy do tego wątku z kolorem bo jeszcze nie skończyłam myśli. Kolor jako wskazówka działa, bo mamy do czynienia z setkami lat praktyki i pewną korelacją - ale to nie jest prawa fizyki. Niebieski kamień nie działa na nerwy dlatego że jest niebieski. Działa - jeśli działa - przez swój skład mineralny, strukturę krystaliczną, historię przypisań. Kolor jest mnemoniką, nie mechanizmem.
Skoro przy tym jesteśmy - Chalcedonka wcześniej wspomniała o piroelektryczności kyanitu. To jest konkretna właściwość fizyczna. Czy są inne kamienie które mają podobne cechy i które byłyby może bardziej dostępne albo tańsze? Bo kyanit jest czasem trudny do znalezienia w dobrym egzemplarzu.
Przepraszam że wchodzę z prostym pytaniem ale jak odróżnić dobry turmalin od słabego przy kupowaniu? Pytam bo planuję coś kupić dla siebie i nie bardzo wiem na co patrzeć.
Przy okazji turmalinu - czy niebieski turmalin (indigolite?) jest dostępny w Polsce w sklepach z kamieniami? Czy to egzotyka którą trzeba zamawiać? Nie chcę się zbytnio komplikować jeśli wystarczy coś prostszego.
Indigolit jest dostępny ale rzadziej i drożej - to nie jest kamień pierwszego wyboru. Jeśli szukamy czegoś na układ nerwowy w tym kierunku kolorystycznym, to niebieski kalcyt jest o wiele bardziej dostępny, tańszy i naprawdę miły w pracy. Jest miękki energetycznie i nie przytłacza. Tylko - Sliwowa81 - nie wiem czy Twoja mama w ogóle będzie miała kontakt z kamieniem. Wróćmy do tego - co zdecydowałaś z tą kwestią?
To jest w sumie ciekawe podejście - kamień jako prezent 'w ukryciu'. Ale mam wątpliwość, nie po to żeby komplikować. Jeśli pracujemy z intencją, to czy dawanie komuś kamienia bez jego wiedzy i zgody na tę intencję jest etyczne? Nie oceniam, bo rozumiem że chodzi o pomoc, ale to jest temat który warto poruszyć.
myślę że właśnie to jest kluczowe - intencja. Ale z drugiej strony ktoś mógłby powiedzieć, że nawet dobra intencja bez zgody jest wejściem w czyjąś przestrzeń energetyczną. Mama ma własne pole i własne doświadczenie bólu. Jak ty to czujesz instynktownie?
Chcę wrócić do kwestii etycznej bo to nie jest takie proste. W tradycji bioenergoterapeutycznej mówi się o tym wyraźnie - praca na odległość lub bez wiedzy osoby jest możliwa, ale wymaga czystości intencji i nienarzucania. Są podejścia, które zalecają pytanie na poziomie wyższego Ja drugiej osoby. Nie wiem czy to przekona Sliwowa81, ale może zmienić jakość tej pracy.
Przepraszam że wchodzę w ten wątek etyczny, ale - czy to nie jest trochę przenosiny tematu? Bo zaczęłyśmy od kamieni dla mamy Sliwowa81, a teraz rozmawiamy o zgodzie energetycznej. Oba ważne, ale może warto najpierw ustalić co konkretnie tej mamie mogłoby pomóc przy bólu nerwowym, a etykę zostawić jako osobny wątek?
Dobra, może postawię to konkretniej. Dwa scenariusze: pierwszy - daję mamie bransoletki i mówię 'ładne kamienie, noś je' bez żadnych tłumaczeń. Drugi - sama mam kamień i pracuję z nim z intencją wsparcia dla niej, bez jej wiedzy. To są dwie różne sytuacje i chyba etycznie różnie oceniane?
Zdecydowanie różne sytuacje. Pierwszy przypadek to praktycznie nic innego niż podarowanie biżuterii - kamień działa na osobę która go nosi, nie przez twoją intencję. Drugi to już coś co wchodzi w inną kategorię. Nie mówię że złą, ale inną.
