Siedzę nad tym tematem od jakiegoś czasu i chcę go wreszcie otworzyć, bo widzę że malo kto laczy Wielkie Arkany bezpośrednio z kryzysem tożsamości - a to chyba jeden z najglebszych obszarów, gdzie tarot naprawde działa. Mówię o sytuacjach, kiedy czlowiek nie wie kim jest, co chce, dokąd idzie. Takie stany bywają bardzo bolesne, zwlaszcza gdy dotyczą nie tylko życia prywatnego, ale tez na przykład tego, czym sie czlowiek zajmuje zawodowo - bo dla wielu osób praca, firma, to co budują latami, staje się częścią ich tozsamosci. Kiedy to się chwieje, chwieje się wszystko. Które karty z Wielkich Arkanów waszym zdaniem najcelniej opisuja taki stan? dla mnie numerem jeden jest Wieza - ale nie jako zapowiedź katastrofy, tylko jako moment, kiedy stara tożsamość doslownie sie kruszy. Co wy na to?
Wieza to oczywisty wybór, ale ja bym jeszcze dorzuciła Wisielca. bo kryzys tożsamości rzadko kiedy jest nagłym uderzeniem - częściej to długie zawieszenie, brak ruchu, poczucie że sie czeka na coś czego sie nie potrafi nazwać. Wisielec jest właśnie o tym - o dobrowolnym lub mimowolnym zatrzymaniu, które wymusza nową perspektywę. Mam wrażenie, że wielu ludzi w środku kryzysu tożsamości jest właśnie w tej karcie a mysli że jest w Wieży. A to dosc istotna różnica przy interpretacji 🙂
Czytam ten watek i bardzo mnie to wszystko trafia bo sama jestem teraz w jakimś dziwnym miejscu. Nie wiem jak to nazwać. Skonczylam jeden etap, zaczelam inny, ale czuję się jak ktoś inny i nie bardzo wiem czy to dobra zmiana czy nie. Czy dla kogoś takiego jak ja - bez dużego doświadczenia z tarotem - jest jakaś jedna karta, którą warto sobie po prostu postawić i pomedytowac? Nie wiem za bardzo jak zaczac to badac kartami.
No właśnie i tu wracam do Głupca ktory Felicjan słusznie podniósł. Glupiec nie daje żadnej odpowiedzi. Jest samym pytaniem. Dla kogoś kto szuka siebie a nie szuka przepowiedni - to moze być wazna karta do pracy. ale ostrzegam że dla wielu osob siedzenie z Glupcem jest bardzo niekomfortowe, bo on nic nie obiecuje i nic nie wyjaśnia.
Ja bym jeszcze dorzuciła Słońce do tej listy, bo Słońce oznacza powrót do siebie, prawdziwego ja które było zanim wszystko się skomplikowało. W kryzysie tożsamości często chodzi o to że zgubiło sie siebie gdzieś po drodze i Słońce wskazuje kierunek powrotu. Myślę że to bardzo ważna karta przy tym temacie, moze ważniejsza niż Wieża.
Ojej no, Mam wrażenie ze trochę mieszamy dwie rozne rzeczy - karty opisujace stan kryzysu i karty wskazujące wyjscie z niego. To sa inne pytania. kiedy pytamy 'która karta opisuje kryzys tożsamości' - to Wieża, Wisielec, Księżyc, Głupiec. Kiedy pytamy 'co po tym kryzysie' - to tam moze byc Slonce, Gwiazda, Sąd. Warto to rozróżniać, bo inaczej rozmowa chodzi w kółko. Choć rozumiem ze one się przenikaja.
Ja dodałabym coś z zupełnie innej strony - Księżyc. Mam go bardzo osobiście przepracowany, bo kilka lat temu byłam w bardzo głębokim kryzysie i Księżyc mi wypadał dosłownie w każdym rozłożeniu. Wtedy myślałam że coś jest nie tak z talią albo że źle tasuje. Teraz wiem że Księżyc to ta przestrzeń gdzie tożsamość się rozpuszcza - nie niszczy jak w Wieży, tylko rozpuszcza w iluzji i strachu. I właśnie to jest to co czujesz kiedy naprawdę nie wiesz kim jesteś.
Przepraszam że wejdę z dość konkretnym pytaniem ale nie do końca rozumiem jednej rzeczy. Tymianek pisała o medytowaniu z obrazem karty - czy to znaczy że dosłownie siadasz i patrzysz na karte? I jak długo? I co wtedy właściwie 'robisz' - bo dla mnie to brzmi bardzo abstrakcyjnie i nie wiem od czego zacząć.
Czytam ten wątek i mam takie pytanie z własnego doświadczenia - co jeśli kryzys tożsamości dotyczy właśnie tego co się robi, swojego zajęcia albo firmy którą się prowadzi? Bo ja mam znajomego który zbudował małą firmę, poświęcił jej lata i teraz jest w momencie gdzie firma idzie dobrze ale on czuje się jakby zgubił siebie gdzieś po drodze. Które karty to opisują? Bo to chyba trochę inny kryzys niż ogólny 'kim jestem'.
nie potrafi tego nazwac, wlasnie. Mowi że 'coś jest nie tak' ale nie wie co. I to mnie zastanawia czy tarot mógłby mu pomóc zobaczyć co to jest - ale on jest bardzo sceptyczny, więc nie wiem czy w ogóle warto proponowac.
Słuchajcie, wracając do tego co Felicjan napisał o Cesarzu - bardzo mi to pasuje do tego przypadku, ale chciałbym dopytać. Cesarz to struktura i kontrola, jasne. Ale co z Hierofantą w tym kontekście? Bo jesli firma staje się 'drugą rodzina' i całym systemem wartości, to Hierofanta może byc nawet trafniejsza - ona mówi o instytucji, o roli w systemie. Kryzys Hierofanty to moment gdy kwestionujesz czy rola którą pełnisz jest naprawdę twoja.
Ten watek z firmą jako tozsamoscia bardzo mi cos uruchamia. Nie mam firmy, ale miałam coś podobnego z zawodem - przez lata myślałam że jestem tym co robię. I Hierofanta mi wypadala regularnie, ale długo nie rozumiałam dlaczego, bo kojarzyłam ja tylko z tradycja i religią. Dopiero kiedy przeczytalam że chodzi o 'rola którą pełnisz w systemie' - wszystko zaskoczyło. Czy to jest powszechna interpretacja czy raczej konkretna szkoła?
Wracam do tego co Nekromanta.ka powiedział o Hierofancie i chcę dodać jeden wątek. Jeśli firma to 'druga rodzina' jak sugerował Blazej99, to mamy jeszcze jedną kartę w grze - Czwórkę Różdżek albo Dziesiątkę Kielichów. To nie są Wielkie Arkany, ale właśnie one opisują poczucie przynależności i domu. Kiedy 'dom' staje się firmą, a firma się chwieje - te małe arkany mogą pokazywać co tak naprawdę się rozpada.
Mam takie głupie pytanie może - czy te wszystkie karty które wymieniacie, Cesarz, Hierofanta, Wisielec - one mogą wypaść w jednym rozłożeniu naraz? I co to by w ogóle oznaczało? Bo jak czytam te rozmowę to mam wrażenie że każda z nich opisuje coś trochę innego i nie wiem jak to złożyć w całość.
Przeczytalem caly watek i chce cos wrzucić z innej strony. Pracuję trochę z numerologią i często jak robie analizę dla kogoś w kryzysie tożsamości, to patrzę też na rok osobisty. Rok 9 i rok 1 są ze sobą powiazane jak Wisielec i Głupiec - jedno kończy, drugie zaczyna. Czy ktoś z was łączy numerologię z tarotem przy pracy z tożsamością? Bo mi daje to ciekawszy obraz niż samo rozłożenie.
Ja mam inne zdanie o mieszaniu systemów. Tarot ma własną logike, numerologia ma własną. Kiedy je łączysz, ryzykujesz że dostaniesz potwierdzenie tego co chcesz zobaczyć, a nie to co jest. Rozumiem że dla kogoś to działa, ale dla kogoś w prawdziwym kryzysie tożsamości - rozmywanie się systemów może być wręcz szkodliwe. Co powiecie na to?
Wracam do swojego znajomego bo ta rozmowa mnie nakrecila. Powiedzcie mi jedno - jeśli ktoś jest sceptyczny i nigdy nie pracowal z tarotem, to od czego w ogóle powinien zacząć? Nie mówię o wróżeniu, tylko o tym żeby spróbował spojrzec na swoją sytuacje z innej strony. Jest jakaś karta którą moglby trzymać przed soba bez calego ezoterycznego kontekstu?
No i właśnie tu jest ta Sędzina - bo Blazej99 pyta o punkt wejścia dla sceptyka, a ta karta nie wymaga żeby cokolwiek czuć czy wierzyć. Tylko zeby spojrzeć. Ale mam pytanie do Felicjana - jak ty byś to rozłożył komuś kto przyszedłby do ciebie i powiedział: 'nie wierzę w karty, ale utknąłem i nie wiem kim jestem'? Od której karty byś zaczął rozmowę?
To ja dopytam bo mnie to dotyczy bezposrednio - mój znajomy, o którym pisałem, pyta mnie co miałby zrobić z taka kartą. Czy to znaczy ze ma ja po prostu wziąć do ręki i sie wpatrywać? Bo nie rozumiem co to konkretnie daje poza ładnym obrazkiem.
Ja to rozumiem, ale chcę się upewnić że dobrze - czy takie 'wpatrywanie się' to nie jest trochę to samo co medytacja z mantrą albo jakiś inny rodzaj skupienia? Bo jak tak czytam, to zastanawiam się czy karta nie jest tu tylko punktem skupienia, a właściwa praca dzieje się w głowie?
Elwirka, według mnie masz racje ale nie do konca. Karta nie jest tylko mantra. Ma konkretną symbolike i ta symbolika coś robi z myśleniem - bo nie mozesz jej zignorowac jeśli patrzysz na Wisielca wiszącego głową w dol. On doslownie pokazuje ci odwróconą perspektywe. to nie jest neutralny punkt skupienia. To jest obraz ktory zadaje pytanie zanim jeszcze zaczniesz myśleć.
To co opisuje twoj znajomy to jest klasyczny moment Wieży. Nie Sędziny. Wieza to nie jest destrukcja - to jest moment gdy struktura którą zbudowałeś przestaje cię opisywać. i właśnie dlatego czuje się w tym obco - bo on wyrosl z tej struktury, a ona stoi w miejscu. Hierofanta temu towarzysząca powiedziałaby: 'system który stworzyłeś stal się kimś innym niz ty'.
Felicjan, ale tu jest ciekawe napięcie - bo Wieża oznacza też że coś musi runąć. Czy sugerujesz że firma musi upaść, żeby on mógł siebie odnaleźć? To byłoby dość radykalne przesłanie dla kogoś kto całe życie w to wkładał.
Ale chwila - Wieża w pozycji odwróconej cos zmienia w tej interpretacji? Bo czytałem że odwrócona Wieża to właśnie unikanie tej nieuchronnej zmiany, opieranie się jej. I to brzmi jakby bardziej pasowalo do kogos kto czuje się obco we wlasnej firmie ale wciaz siedzi i nic nie robi.
Szafirek, to ciekawe co mówisz o rewersach. Część praktyków ich nie używa - ale jak wtedy interpretują ambiwalencję? Bo życie rzadko jest jednoznaczne, a karty w prostej pozycji brzmią jakby były albo dobre albo złe.
Chcę wrócić do sedna bo wątek się rozchodzi. Blazej opisał konkretną sytuacje: ktoś zbudowal firmę, utożsamił się z nią, a teraz czuje się obco we wlasnym projekcie. To jest podręcznikowy przykład kryzysu Cesarza który stał się swoim tronem. I to nie jest metafora - Cesarz bez wizji staje się administratorem. Administruje zamiast tworzyć. I wtedy firma żyje, a on nie 😀
Trochę się gubie - czy te karty mają jakiś ustalony porządek przez który przechodzi człowiek? bo jak słyszę że 'po Cesarzu jest Hierofanta' to brzmi jakby każdy z nas szedł przez te karty po kolei i to miało sens.
