Klasyczny temat - mało jest tak częstych doświadczeń paranormalnych jak ta postać w nogach łóżka. Pytałem znajomych przez lata - prawie każdy ma jakąś wersję tego. Wysoki cień, czasem w kapeluszu, czasem w kapturze, stoi i obserwuje. Trwa parę sekund i znika. Ofiara nie może się ruszyć, czasem nie może krzyknąć. Tłumaczenia są dwa - paraliż senny z halucynacjami albo realna obecność. Spór ma już kilkadziesiąt lat i nie widzę żadnego rozstrzygnięcia.
Tłumaczenie neurologiczne jest mocne. Mózg wybudza się przed ciałem, REM trzyma paraliż mięśni, ciało migdałowate generuje strach, kora przedczołowa nie nadaje racjonalnej kontroli. Wszystko razem - efekt "obcego w pokoju". Plus lokalizacja w nogach łóżka jest wytłumaczalna - to obszar peryferyjnego widzenia, gdzie mózg najłatwiej "dorabia" sylwetki z cieni.
