Od jakiegoś czasu kręci mi się w głowie jeden temat i chciałam go tu rzucić, bo myślę, że jest wiele osób, ktore mogą mieć podobne odczucia. Wielkie Arkany to przecież nie jest losowa kolekcja symboli - to całe continuum od Głupca przez Świat, i każda karta odpowiada jakiemuś etapowi na drodze. Coraz bardziej widzę w tym mapę dorosłości. Głupiec to ta naiwna ekscytacja kiedy dopiero zaczynamy życie na własną rękę. Mag - pierwsze poczucie sprawczości. Kapłanka - uczenie się cierpliwości i słuchania czegoś wewnętrznego. ale potem gdzieś w środku talii - Koło Fortuny, Siła, Wiszący - zaczyna się zupełnie inna liga. oj to już nie jest budowanie, to jest mierzenie się z tym, czego nie da się kontrolować. Ciekawi mnie, czy wy też macie jakieś karty ktore wyraźnie czujecie jako "swoje", czyli takie, które pasują do etapu, w którym jesteście albo przez który niedawno przeszliście?
Dobre pytanie, ale nie jestem pewien czy ten model jest liniowy. Bo zakładasz że idziemy od Głupca do Świata i to jest dorosłość. A co z ludźmi, którzy w wieku 50 lat na nowo przeżywają etap Głupca :(? Albo 20-latkami, którzy siedzą głęboko w energii Pustelnika? Chyba nie da się przykleić konkretnych kart do konkretnych etapów życia bez uwzględnienia, że każdy przechodzi przez te archetypiczne doświadczenia wielokrotnie, tylko w innym kontekście.
czytam was i trochę mi głowa pęka 🙂 ja dopiero zaczynam pracę z Wielkimi Arkanami i jeszcze nie czuję tej różnicy między "byciem w energii" a "lekcją". Możecie jakoś prościej? Bo jakbym się miała przypisać do jakiejś karty teraz, to szczerze nie wiem od czego zacząć. Czy to jest coś co się czuje intuicyjnie, czy raczej analizuje?
Ja bym tu dodała, że Wieża to w ogóle karta która w kontekście dorosłości pojawia się gdy ignorujemy sygnały przez długi czas. Dorośli mają tendencję do budowania bardzo sztywnych struktur - zawodowych, rodzinnych - i wtedy Wieża jest nieuchronna. Myślę, że można by stworzyć rytuał pracy z Wieżą właśnie po to, żeby świadomie rozbierać te stare struktury, zanim one same się posypią.
szczerze? Raz mi się zdarzyło że ciągnęłam Wieżę w rozkładzie tygodniowym przez trzy tygodnie z rzędu. Zmieniłem kilka decyzji w pracy i tamta sytuacja rozeszła się po kościach. Nie wiem czy to karty czy po prostu stałem się uważniejszy - ale coś się zmieniło.
Mam pytanie do całej dyskusji - bo tu pojawia się wątek z opisu tematu, który mnie bardzo ciekawi. Ktoś napisał że porównywanie się z innymi dosłownie go zabija i pyta, czy rytuał może to zmienić :). oj i to jest dla mnie serce tej rozmowy. Bo Wielkie Arkany to jest też opowieść o indywidualnej ścieżce - każdy Głupiec idzie SWOJĄ drogą, nie porównuje się z innymi Głupcami. czy wy używacie kart do pracy z tym - z tym nieustannym mierzeniem sie z innymi?
Danielka, jest jedno ćwiczenie, które polega na tym, ze wyciągasz z talii tylko Wielkie Arkany i prosisz się o kartę "gdzie jestem na swojej drodze". Tylko jedną kartę. I to słowo "swojej" jest tu kluczowe - rozkład nie powie ci gdzie jesteś względem innych, powie ci tylko gdzie ty jesteś. To bardzo skutecznie wycisza tę potrzebę porównywania, bo pytanie w ogóle nie zostawia dla niej miejsca.
To ćwiczenie które opisała Naparstnica, brzmi prosto, ale w praktyce jest trudne, bo większość z nas jest przyzwyczajona do pytania "kiedy mi się to uda", a nie "gdzie teraz jestem". Ja przez długi czas pytałam karty o przyszłość, bo teraźniejszość mnie przerażała. I paradoksalnie, dopiero kiedy zaczęłam pytać o teraźniejszość, coś drgnęło. Danielka, masz jakiś rozkład, z którym pracujesz regularnie?
Chcę wrócić do tematu rytuałów, bo myślę że to ważne uzupełnienie. Sama robiłam rytuał z Pustelnikiem przy pracy z porównywaniem się z innymi i naprawdę dużo mi to dało. Pustelnik to karta która dosłownie mówi: zejdź z drogi tłumu, zaświeć własne światło. Jeśli ktos chce, mogę opisać ten rytuał.
Szczerze, trochę sceptycznie podchodzę do tego że rytuał zmieni coś głębokiego jak porównywanie siebie z innymi. To brzmi bardziej jak coś do psychologa niż do kart. Ale z drugiej strony czytam tę dyskusję i myślę sobie, że ta praca z symbolami może być jakimś pomostem. Czy ktoś z was pracował równolegle z kartami i z terapią? serio jak to się uzupełnia?
Czytam tę rozmowę i zaczynam rozumieć trochę więcej czym jest ta "praca z kartą" bo myślałam, że to chodzi o rozkłady i interpretacje a tu chodzi o coś zupełnie innego. Bardziej o pytania do siebie niż o wróżenie? Dobrze to rozumiem :)?
Lunella, dobrze rozumiesz i to ważne odkrycie. Rozkłady to jedna warstwa pracy z Wielkimi Arkanami - i nie mówię że ta warstwa jest zła. Ale jest też warstwa, w której karta staje się zwierciadłem do pytania, które boisz się sobie zadać wprost. I wtedy Wielkie Arkany robią się naprawdę gęste bo one nie mówią o tym co się stanie, tylko o tym kim jesteś i gdzie jesteś na swojej drodze ;).
Naparstnica, możesz rozwinąć co rozumiesz przez "gęste" :P? Bo to słowo mnie zatrzymało. Ja kiedy trafiam na kartę która mnie "bierze" to też mam takie poczucie ciężaru, ale nie wiem czy to jest właśnie ta gęstość o której mówisz czy może po prostu projektuję swoje lęki na obraz.
Dobra ale mam wrażenie, że ta rozmowa trochę nam odpłynęła od tytułu wątku. zaczęłyśmy od etapów życia i Wielkich Arkanów, a teraz jesteśmy przy mechanizmach psychologicznych porównywania się. Co mnie ciekawi - czy ktoś próbował faktycznie zmapować swoje życie na Wielkie Arkany i sprawdzić, gdzie teraz jest? Bo to byłoby konkretne.
Koło Fortuny to interesujący wybór, bo to karta zmiany którą trudno zatrzymać :). Ale powiem szczerze - przy takim ćwiczeniu jak wskazywanie palcem, to bardziej ćwiczenie intuicji niż interpretacji Arkanów. Nie mówię że złe, ale warto wiedzieć co się robi
wchodzę tu bo ten wątek o etapach życia i mapowaniu siebie na karty mnie ciągnie od początku. I mam inne spostrzeżenie - ten problem z porównywaniem który opisuje Danielka jest moim zdaniem bardzo związany z tym, że myślimy o etapach życia liniowo... Jakby Gwiazda była "wyżej" niż Księżyc ;). A Wielkie Arkany nie są hierarchią - są cyklem. Księżyc i Gwiazda to sąsiedzi, nie szczeble drabiny.
Danielka, Felicja dotknęła czegoś ważnego i muszę to uzupełnić. Kiedy mówiłam "droga", nie miałam na myśli prostej linii do przodu. Raczej ścieżkę, która się kręci, wraca, czasem chodzi w kółko. Możesz być w Księżycu po raz trzeci w życiu i to nie znaczy że cofnęłaś się - możesz w nim siedzieć głębiej i inaczej niż poprzednio. Cykl to dobre słowo.
To otwiera zupełnie inne podejście do rozkładów. Jeśli cykl, to może warto przy takim ćwiczeniu nie tylko wskazać gdzie teraz jesteś, ale też zapytać - "którą kartę ostatnio opuściłam i co mi po niej zostało"? próbowałam kiedyś takiego dwukartkowego rozkładu i to był bardzo inny rodzaj rozmowy ze sobą niż standardowe pytanie o teraźniejszość.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam takie wrażenie, ze w tej całej rozmowie o Wielkich Arkanach i etapach życia brakuje mi konkretnych kart przy konkretnych momentach. Jak rozmawiamy o dorosłości, o stratach, o relacjach - które Arkany do was wracają najczęściej i przy jakich momentach życiowych?
zaneczka, Kasjopeja, Felicja, Naparstnica - czytam was wszystkich i chce wrócić do pytania, które zadałam. Bo właściwie nie dostałam odpowiedzi. Które Arkany wracają do was przy konkretnych momentach dorosłości? oj nie teorię o cyklach ale właśnie to - masz 35 lat, stoisz przed wyborem zawodowym albo rozstajesz się z kimś po długim czasie i która karta do ciebie wtedy przyszła? Proszę o konkrety
Dobrze, konkrety. Rozstanie po siedmiu latach - Wieża. I nie dlatego ze ją wyciągnęłam, tylko dlatego że siedziałam z całą talią i ta jedna karta leżała przede mną i czułam, że nie ma sensu jej odwracać, bo i tak wiem. Wieża nie pyta o zgodę. Ale rok po tym rozstaniu wróciłam do talii i poczułam że jestem przy Gwieździe... I dopiero wtedy zrozumiałam, że te dwie karty są ze sobą w parze. Nie ma Gwiazdy bez Wieży przed nią.
Ale chwila, bo to co Kasjopeja mówi zmienia mi całe podejście do ćwiczenia które robiłem. Jeśli rozpoznajemy etap dopiero po fakcie, to po co to ćwiczenie "gdzie teraz jestem"? co nam daje nazwa karty, jeśli i tak nie wiemy czy mamy rację?
naparstnica, to co powiedziałaś - hipoteza robocza - to mi coś otworzyło. Ale chcę zapytać o coś co chodzi mi po głowie od początku tego wątku... Czy jeśli ktos ciągle porównuje się z innymi, to jest w jakiejś konkretnej karcie? Bo mam wrażenie że ta moja przypadłość to nie jest przypadkowa, że może jest jakaś Arkana która to "opisuje" i może wiem o tym coś, czego jeszcze nie widzę.
Hej, ale czy ktoś może wyjaśnić - jak to konkretnie działa? Bo Felicja mówi o Kochankach, Zaneczka o Księżycu, Kasjopeja wcześniej o Wieży i Gwieździe. Jak ktoś kto nie zna dobrze kart ma wiedzieć która to jego sytuacja? To nie jest krytyka, naprawdę pytam.
Weles ma rację w jednej kwestii - rozróżnienie istnieje i jest realne. Ale w praktyce pracy z Wielkimi Arkanami te dwa poziomy rzadko działają osobno. Kiedy Pamela Coleman Smith projektowała obrazy dla talii Rider-Waite, robiła to z intencją żeby symbolika trafiała bezpośrednio do nieświadomości. To nie był przypadek że Księżyc jest niewyraźny i niepokojący - to było celowe. Twoja "projekcja" na ten obraz jest więc częścią tego jak karta działa :). To nie jest błąd metody, to jest metoda.
Zaneczka, Felicja, Naparstnica - dziękuję wam bardzo za te odpowiedzi, serio. ale chce wrócić do czegoś co powiedziała Zaneczka - że muszę zapytać skąd bierze się to porównywanie. I teraz siedzę z tym pytaniem i nie wiem jak to zrobić. Jak się pyta karty o "skąd", a nie o "co"? Czy to jest inna forma rozkładu, inne pytanie, czy coś innego zupełnie?
wchodzę w ten wątek Zaneczki i Danielki, bo to mnie dotyczy tak samo. Ja też zaraz sprawdzam opisy :D. I wydaje mi się że to jest właśnie ten sam mechanizm co porównywanie się z innymi - szukam zewnętrznego potwierdzenia zamiast ufać temu co czuję. czy ktoś jeszcze tak to widzi czy to moje nadinterpretowanie?
