Mam problem, z którym nie wiem jak sobie poradzić. Mam ADHD i chyba przez to wpadłam w pułapkę z kartami - ciągam je po kilka razy dziennie w tej samej sprawie, bo nie mogę usiedzieć z jedną odpowiedzią. Pytam o to samo rano, po południu, wieczorem :P. Za każdym razem jak karta nie mówi tego, co chcę usłyszeć, ciągnę jeszcze raz. I wiem że to niezdrowe, ale nie potrafię przestać. Czy ktoś w ogóle pracował z kartami mając ADHD albo chociażby taką tendencję do obsesyjnego sprawdzania?
Znam to uczucie i nie masz pojęcia ile osób przez to przechodzi, ADHD czy nie. To się nazywa szukanie zapewnień przez karty i jest naprawdę częstym problemem. Ale zanim powiem więcej - jak długo tak robisz? Bo to ma znaczenie czy to nowy nawyk czy już utrwalony.
Pracuję z kartami od wielu lat i widzę ten wzorzec regularnie. Ale chcę zapytać autorkę tematu - czy ciągniesz ponownie bo naprawdę nie rozumiesz odpowiedzi czy dlatego że jej nie lubisz? to dwie zupełnie różne sprawy i zupełnie inne podejście do tego problemu.
To jest właśnie sedno problemu. Tarot nie jest wyrocznią, której można się odpytywać aż do skutku :D. no dobra ale interesuje mnie jedna rzecz - czy jak wychodzi ci ta "nielubiana" karta, potrafisz w ogóle przypomnieć sobie co ona znaczy, czy emocja jest tak silna, że i tak nic z niej nie wyniesiesz?
A ja mam inne pytanie - czy ty w ogóle masz ustalone zasady dla siebie kiedy ciągniesz karty? jakaś pora dnia, konkretna intencja przed ciągnięciem, coś w tym stylu? Bez jakiejś ramy to jest jak jedzenie bez poczucia głodu - po prostu ciągniesz bo możesz.
To brzmi jakbyś używała kart jako regulatora emocji w czasie rzeczywistym, a nie jako praktyki refleksji. I przy ADHD to ma sens - szukasz szybkiego ukojenia, bo czekanie z niepokojem jest wyjątkowo trudne. Tylko karty tego ukojenia nie dają, bo zawsze można ciągnąć jeszcze raz.
No ale jak to naprawić konkretnie? Bo czytam i rozumiem diagnozę, ale co z tym zrobić praktycznie? Sama mam tendencję do ciągania kilka razy i zawsze sobie mówię "ten ostatni raz" a potem ciągnę znowu.
Mnie uderza jedno w tej rozmowie - wszyscy mówimy o tym żeby ograniczyć ciąganie, ale nikt jeszcze nie powiedział jak budować relację z kartami która jest pozytywna, nie tylko "mniej zła". Może warto by zaczepić ten temat od drugiej strony - jak wygląda zdrowa praktyka, zeby było do czego dążyć?
Ja mam ADHD i pracuję z kartami więc mogę powiedzieć z własnego doświadczenia. Dla mnie klucz to krótkie rytuały z fizycznym działaniem - np. zapalenie świeczki przed ciągnięciem. To sygnał dla mózgu że zaczyna się coś innego niż chaos dnia codziennego. Bez tego moje ciąganie też było losowe i obsesyjne.
zrobiłem sobie zasadę: ciągnę jedną kartę, zapisuję ją w notatniku i zamykam karty w szufladzie... dosłownie zamykam. Fizyczna bariera robi różnicę, bo zanim ją otworzę muszę świadomie podjąć decyzję. przez pierwsze tygodnie otwierałem tę szufladę wiele razy, ale z czasem coraz rzadziej.
Szuflada to naprawdę ciekawy pomysł, nie myślałam o takiej prostej fizycznej granicy. mam pytanie do ogółu - czy ktoś próbował ustalać sobie z góry ile kart ciągnie w danej sesji i trzymał się tego? Bo może chodzi o kontrakt z samą sobą, a nie o siła woli w danej chwili.
Właśnie to pytam o kontrakt z samą sobą, bo siła woli to za mało, szczególnie przy ADHD. Ale ciekawi mnie konkretnie jak taki kontrakt miałby wyglądać - piszesz sobie na kartce "ciągnę tylko dwie karty" i to wystarczy? Czy chodzi o coś bardziej sformalizowanego?
Kontrakt z sobą to dla mnie po prostu zasady, które ustalam zanim usiądę do kart, a nie w trakcie. Bo w trakcie to już emocje rządzą i żaden kontrakt nie działa. Klucz jest w tym "zanim". zuzanka55 pisała, że ciągnie w autobusie i w środku rozmów - tam nie ma żadnego "zanim", jest tylko impuls.
ale może właśnie o to chodzi - żebyś nie reagowała kartami na impuls, tylko miała wyznaczoną porę na "martwienie się i sprawdzanie". coś w rodzaju okna na niepokój. Wiem, że to brzmi dziwnie ale w terapii poznawczej jest coś takiego jak zaplanowane zamartwianie się time. Czy coś takiego miałoby dla ciebie sens?
Czekajcie, czyli wy mówicie żeby w ogóle nie ciągnąć kart spontanicznie? bo ja rozumiem problem z obsesją ale czy wyznaczona pora to nie jest trochę jak leczenie czegoś nadmierną strukturą? Sama jestem osobą która nie lubi planów minutowych.
To jest bardzo dobre pytanie i myślę, że odpowiedź jest prosta: dobra zasada to taka, po której złamaniu czujesz że coś naruszyłaś, a nie ulga. jeśli po "złamaniu zasady" czujesz ulgę i ciągniesz kolejną kartę bez wyrzutów, to ta zasada nie była twoja - była tylko dekoracją.
Mogę dodać coś z własnego doświadczenia z ADHD? Ta szuflada, o której pisałem wczesniej, działa nie dlatego, że to genialne rozwiązanie :D. Działa dlatego, że dałem sobie czas na zbudowanie nawyku przed jej otwarciem. Pierwsze dwa tygodnie były okropne. naprawdę otwierałem ją po godzinie. no ale ważne, że musiałem wstać, podejść, świadomie otworzyć. To małe opóźnienie zmieniło impuls w decyzję.
Wchodzę do rozmowy bo obserwuję od dłuższego czasu i mam pytanie do ogółu - wy mówicie cały czas o tym żeby ograniczyć ciąganie, ale jak w tym wszystkim jest z intuicją? Bo słyszałam że tarot właśnie ma rozwijać intuicję, a jak wszystko ograniczysz zasadami i szufladami, to moze ta intuicja nie będzie miała kiedy mówić?
To nie brzmi głupio, to brzmi jak ważna obserwacja. Używasz kart do identyfikacji emocji, a nie do refleksji nad sytuacją. To zupełnie inna funkcja i z tej perspektywy rozumiem dlaczego jedno ciągnięcie nie wystarczy - bo emocja się zmienia i ciągniesz kolejną.
Mantra_R nie, absolutnie nie myślę że trzeba rezygnować z kart do czasu aż opanujesz nazywanie emocji. To brzmi jak czekanie na idealne warunki, które nigdy nie nadejdą. Ale twoje pytanie otwiera coś ważnego - może karty mogą być wlasnie pomocą w nazywaniu emocji, jeśli używasz ich świadomie, a nie reaktywnie?
Ludwinia właśnie trafiłaś w coś bardzo konkretnego. Ja ciągnę kolejną. Zawsze. Jakby pierwsza karta otwierała drzwi i zamiast przez nie wejść, szukam kolejnych drzwi obok. Nie wiem czy to ADHD czy coś innego ale jak to piszę to brzmi jak ucieczka od siebie.
a czy próbowałaś kiedyś celowo zatrzymać się po pierwszej karcie i po prostu... siedzieć z tym co wyszło? nie ciągnąć więcej, nie szukać znaczenia w internecie, po prostu patrzeć na tę jedną kartę przez kilka minut??
to sprawdzanie znaczenia w internecie to jest dla mnie oddzielny temat i też do niego miałem problem. Bo niby jedna karta ale potem czytasz pięć interpretacji i każda trochę inna i nagle masz nowy niepokój zamiast odpowiedzi. Masz tak samo?
Ten wątek ze sprawdzaniem znaczeń w internecie jest ważny. Czy wy w ogóle uczycie się kart na pamięć czy zawsze korzystacie z zewnętrznych źródeł?? Bo mam wrażenie że to może być część problemu - jak nie znasz kart, to zawsze będziesz potrzebować "eksperta" żeby powiedzieć ci co czujesz.
Czytam tę rozmowę i mam pytanie praktyczne do bardziej doświadczonych: czy są jakieś konkretne ćwiczenia na budowanie własnej relacji z kartami, które nie opierają się na uczeniu znaczeń z podręcznika :)? ej coś co pomaga rozwijać tę własną intuicję o której mówicie?
a jak wyobrażasz sobie tę chwilę kiedy "będziesz gotowa"? Co musiałoby się stać żebyś poczuła że możesz usiąść przy jednej karcie i nie ciągnąć kolejnej?
niekoniecznie złym ale powodującym pewien wzorzec... Jeśli karty stają się sposobem na uciszenie niepokoju, to naturalnie będziesz ciągnąć więcej kiedy niepokój rośnie zamiast maleć po pierwszej. Karty wtedy nie odpowiadają na pytanie, tylko tymczasowo zajmują umysł.
