Jakiś czas temu zaczęłam sie zastanawiać, czy tarot w ogóle nadaje się do pracy z osobami po traumie. Nie chodzi mi o zwykłe 'coś trudnego mnie spotkało', ale o prawdziwe PTSD - dysocjację, flashbacki, ciągłe poczucie zagrożenia. Sama miałam kilka sesji z osobą, ktura wyraźnie była w takim stanie i szczerze mówiąc, nie byłam pewna, które karty w ogóle pokazywać, a które mogą wyzwolić coś złego. Interesuje mnie szczególnie, które Arkana w waszej praktyce rzeczywiście pomagają przemieniać cierpienie, a nie tylko je opisują. Bo to duża różnica.
To jest naprawde ważne pytanie i cieszę się, że ktoś je w końcu porusza wprost. Mam wrazenie, że większość rozmów o terapeutycznym wymiarze tarota omija właśnie ten trudny fragment - co zrobić, gdy karta trafia w otwartą ranę. Ale zanim przejdę dalej, jedno pytanie: czy ta osoba wiedziała, że będzie czytanie, czy to ją zaskoczyło? Bo moim zdaniem kontekst i zgoda są tu kluczowe, zanim w ogóle porozmawiamy o konkretnych Arkanach. 😀
Zgadzam sie z Franciszką co do kontekstu, ale chciałbym dodać coś od strony samych kart. w mojej praktyce Gwiazda jako przemiana cierpienia działa inaczej niż Księżyc, hociaż obie dotykają ran. Gwiazda przychodzi po Wieży - i to chyba jest klucz dla osób z PTSD. Pytanie tylko, czy ktoś kto jest w środku traumy w ogóle jest gotowy na Gwiazdę, czy jeszcze siedzi symbolicznie w Wieży.
Balbinka, to co opisujesz - zaciśnięte ręce, wycofanie - to jest klasyczna reakcja somatyczna. Ciało poszło do trybu zamrożenia. I to jest sygnał, że czytanie powinno być zawieszone, nie kontynuowane. Ale wróćmy do kart, bo pytanie jest dobre. Moim zdaniem Hierofant w odwróceniu bywa lepszym towarzyszem dla traumatyzowanych niż jakiekolwiek Arkanum które wprost mówi o bólu. Dlaczego? Bo odwrócony Hierofant pyta: czyje zasady tak naprawdę nosisz? I dla osób po traumie to bywa pierwsze pęknięcie w murze.
Przeczytałam kilka razy post Balbinki i mam pytanie, może głupie, ale jednak - czy jest w ogóle jakaś metoda żeby przed czytaniem sprawdzić, czy ktoś jest gotowy? Coś co można zapytać albo sprawdzić intuicyjnie? Bo sama ostatnio robiłam czytanie dla koleżanki i też nie byłam pewna w którym miejscu ona jest. Nie chce nikomu zaszkodzić, a nie wiem jak to ocenić.
Czytam tę dyskusję i mam wrażenie że wszyscy idziemy od razu w głębiny, a może warto zapytać o coś prostszego. Czy ktoś w ogóle przed czytaniem robi jakąś intencję lub rytuał który nastawia karty na delikatność? Bo ja od pewnego czasu zanim zacznę czytanie dla kogoś trudnego, proszę żeby karty pokazały tylko tyle ile ta osoba może unieść. I mam poczucie że to zmienia co wychodzi w układzie. Może to głupie ale działa.
Wtrące się, bo właśnie przypomniałem sobie coś ważnego w kontekście tej rozmowy. Jest taka szkoła pracy z tarotem gdzie zamiast układać pełny rzut, pokazuje się osobie jedną karte i tylko ją. I rozmawia się o tej jednej przez całą sesję. Dla kogoś z PTSD to może być mniej przytłaczające niż dziesięć kart naraz. Nie wiem czy ktoś tu tak pracuje, ale słyszałem że w kontekście traumy to podejście ma sens. Czy Balbinka albo Taurus mieli z tym kontakt?
Umiarkowanie to świetny wybór, Balbinka. Ale ja bym jeszcze dorzucił Gwiazdę i Księżyc - chociaż przy Księżycu rozumiem ostrożność po tym co opisałaś. Rzecz w tym, że Księżyc jest trudny bo jest prawdziwy - pokazuje to co ukryte, to co nocne, to czego sie boimy. Dla traumatyzowanych to może być za dużo lub właśnie tyle ile trzeba, zależy od momentu. Nie wiem jak to rozróżnić w praktyce, szczerze.
Przepraszam że wchodzę, bo jestem tu trochę zielona, ale czytam i mam jedno pytanie. Mówicie o tym że karta może zaszkodzić - ale jak to w ogóle działa? Znaczy, karta to kawałek kartonu z obrazkiem, prawda? Skąd wiecie że to co się stało u Balbinki wywołał Księżyc a nie po prostu rozmowa? Pytam szczerze, nie złośliwie.
Wracając do pytania o konkretne Arkana - myślę że wszyscy omijają jedną ważną kartę. Siła. To jest karta która nie krzyczy, nie niszczy, nie obiecuje przemiany przez ból. Mówi: masz w sobie cos łagodnego i to wlasnie jest twoja siła. Dla kogoś kto przez traumę czuje się bezsilny, Siła może być pierwszą kartą która nie uderza w ranę tylko pokazuje coś co jest naprawdę jego. ktoś pracował z tą kartą w takim kontekście?
To co mówi Balbinka jest naprawde kluczowe i uważam że dotknęłyśmy sedna: nie ma bezpiecznych kart, są bezpieczne rozmowy wokół kart. I może to jest wlasnie ten wniosek ktury chcieliśmy osiągnąć w tym wątku? Że Arkana przemieniające cierpienie nie działają same z siebie, tylko w zależności od tego co powiemy zanim i po. Choć nadal jestem ciekaw czy ktoś ma cos do dodania o Sądzie albo Świecie w tym kontekście bo to są karty które mówią o zakończeniu cyklu.
Dobry punkt, Teodozja, ale trochę mnie to niepokoi jako kierunek dyskusji. Bo możemy dojść do wniosku że tylko terapeuci mogą używać tarota przy traumie, a to chyba nie o to hodzi. Ja tam nadal uważam, że Siła jest jedną z bezpieczniejszych kart i może być punktem wejścia, zanim w ogóle dotkniemy trudniejszych arkanów.
Ojej, teodozja dotknęła czegoś co mnie od początku tego wątku troche niepokoi. Mówimy o skomplikowanych reakcjach psychologicznych, a jednocześnie jesteśmy przede wszystkim osobami czytającymi karty, nie terapeutami. Pytanie nie jest czy tarot może być pomocny obok terapii, tylko czy my jako czytający jesteśmy odpowiedzialnymi przewodnikami w tym procesie. I to nie jest zarzut wobec Balbinki, jej podejście było przemyślane. ale ogólnie.
właśnie, i dlatego ten wątek jest potrzebny. Bo jak Taurus mówi - ludzie i tak sięgają po tarot przy trudnych doświadczieniach. Lepiej żebyśmy porozmawiali o tym jak, zamiast udawać że temat nie istnieje.
Franciszka dobrze to ujęła, szczególnie ten ostatni punkt. Przerwanie czytania jako świadoma decyzja, nie jako błąd - to jest cos czego się nie uczy na kursach tarota. I właśnie dlatego wracam do kart, bo mam wrażenie że sama karta może być sygnałem dla czytającego. Jak wyciągasz Księżyc i widzisz że osoba odpływa - to karta ci mówi, żebyś zwolniła.
Wracając do kart, bo trohę odeszliśmy - mam pytanie do Taurusa albo Balbinki. czy przy tym co opisujecie, Gwiazda była kiedyś stosowana świadomie jako karta otwierająca sesję, nie wyciągana losowo, tylko wybrana ręcznie? Bo słyszałem o podejściu gdzie pozwala się osobie samej wybrać kartę z odkrytej talii.
To co Balbinka pisze o sprawczości - to chyba klucz do całego wątku. Że nie chodzi o to która karta, tylko kto ją wybiera i w jakich warunkach. czy ktoś próbował dawać osobie wybór między dwiema kartami które sam czytający wcześniej sprawdził jako bezpieczne? Coś jak ograniczony wybór, ale jednak wybór.
Ale to rozróżnienie Taurusa ma sens tylko jeśli przyjmujemy że tarot działa przez jakiś mechanizm wymagający kompletnej talii. Jeśli traktujemy go bardziej jako język symboli do rozmowy, to selekcja kart jest po prostu wyborem słów bezpiecznych dla tej konkretnej rozmowy.
Czytam tę dyskusje od dawna i mam jedno pytanie które ciągle mi siedzi w głowie. Czy ktoś z was rozmawiał z osobą, która jest jednocześnie w terapii PTSD i regularnie używa tarota dla siebie, samodzielnie? Nie w czytaniu z kimś, tylko solo? Ciekawy jestem jak to przebiega z ich perspektywy.
To podejście z kartą jako dziennikiem - czy ona mówiła że to jej terapeuta zaproponował, czy sama do tego doszła? Bo różnica jest spora. jedno to świadoma metoda terapeutyczna, drugie to cos co ktoś sam sobie stworzył.
I właśnie to mnie zastanawia. Jeśli ktoś sam tworzy sobie taką praktykę bez żadnego oparcia, to jest w tym i siła i ryzyko naraz. Siła bo to jej własne, ryzyko bo nie ma nikogo kto by złapał ją jeśli karta o poranku wyciągnie coś bardzo trudnego i zostanie z tym sam na sam. Miałaś wrażenie że ona miała jakiś plan na takie momenty?
Ale właśnie to samotne używanie tarota przy traumie - czy to nie jest w sumie bezpieczniejsze niż czytanie z kimś obcym? Przynajmniej sama kontrolujesz tempo, możesz odłożyć kartę, wyjść z pokoju. Przy czytaniu z kimś jesteś troche zależna od tej osoby.
Wracam do czegoś co Balbinka powiedziała wcześniej o sprawczości i o tym że klientka sama wybierała kartę. Bo tu jest cos ciekawego z perspektywy pracy z traumą - akt wyboru sam w sobie moze być ważniejszy niż to co karta mówi. Czy ktoś pracował z tym świadomie, tzn. dawał wybór jako element sesji, a nie tylko jako wstęp do czytania?
To co Pawelek opisuje jest bliższe somatic experiencing niż klasycznemu tarotowi. I nie mówie że to złe, wręcz przeciwnie. Ale ciekawi mnie, czy karty w ogóle zachowują wtedy swój symboliczny wymiar, czy stają się po prostu obiektami skupiającymi uwagę ciała. Bo to są dwie różne funkcje.
Czytam to i mam wrażenie że rozmawiamy o czymś co już bardzo odbiega od tego co ja rozumiem przez 'czytanie kart'. U mnie to wygląda tak że siadam, mieszam, pytam, wykładam i interpretuję. A tu jest ktoś kto stoi przy karcie, oddycha, podchodzi do niej ciałem. To jest zupełnie inny świat. Jak wy w ogóle trafiliście na te metody?
I to jest dokładnie ten wątek który mi cały czas siedzi w głowie. Że ta wiedza o pracy z traumą przy tarocie pochodzi głównie z prób i błędów. Nie ma kursów, nie ma podręczników po polsku, nie ma mentorów. Właściwie czy ktoś zna kogokolwiek kto tego oficjalnie uczy?
Nie znam tych źródeł które Franciszka wymienia, ale chciałam zapytać o coś prostszego. Czy w ogóle jest różnica między czytaniem dla kogoś z PTSD a czytaniem dla kogoś kto po prostu jest w bardzo trudnym momencie życia? Bo nie każda trauma to PTSD, nie każdy ból to diagnoza. Zastanawiam się czy nie komplikujemy tego za bardzo.
