Właśnie o to się bałam kiedy odkładałam to tasowanie. Że nie będę wiedzieć czy to co widzę to zasób czy problem. Ale chyba po tej dyskusji troche mi się ułożyło że ten rozkład pięciokartowy który Zywiena opisywała wcześniej, z wyraźnymi pozycjami, to jest lepszy start niż zwykłe trzy karty. Mam rację?
Masz rację i cieszę sie, że to tak brzmi. Przy trudnych, wielowarstwowych tematach układ z wyraźnymi pozycjami naprawdę dużo pomaga. Chociaż dodam jedno: jak już wyciągniesz te karty, nie interpretuj ich od razu. popatrz najpierw na całość wizualnie, co się rzuca w oczy, zanim sięgniesz po książkę albo pamięć. Pierwsze wrażenie często mówi coś ważnego zanim logika zacznie nadpisywać.
Przy całej tej rozmowie o potencjale i zasobach zastanawiam sie o jedną rzecz. Czy ktoś próbował robić taki odczyt nie dla siebie, ale właśnie dla bliskiej osoby z niepełnosprawnością, za jej zgodą oczywiście? I co wtedy wychodziło? Bo podejrzewam, że z zewnątrz patrzy się na to inaczej niż kiedy sam pytasz o siebie.
No i właśnie to. Bardzo dobrze to nazwałaś, Kamilcia. To co mam w ciele zmienia zupełnie jak czytam karty dla siebie. Ale mam teraz pytanie do was wszystkich, bo coś mi chodzi po głowie od jakiegoś czasu: czy wy sądzicie, że karty mogą pokazywać zdolności, które są zablokowane przez stan zdrowia, czy raczej zdolności, kture właśnie przez ten stan zdrowia się rozwinęły? Bo to chyba dwa różne odczyty.
To jest bardzo dobre rozróżnienie i chcę się przy nim zatrzymać. Bo przez całą tę dyskusję zakładałyśmy trochę, że zdolności są gdzieś ukryte pod ograniczeniami. Ale twoje pytanie otwiera coś innego: może ograniczenie fizyczne jest właśnie tym, co wymusiło rozwój czegoś innego. W takim odczycie szukałabym Ósemki Kielichów ale odwróconej albo na pozycji przeszłości, jako coś co zostało za sobą, i Dwójki Pentakli jako balansowania między tym co było a tym co teraz.
Ja miałem z Księżycem. Przez długi czas czytałem go jako chaos i dezorientację. Dopiero jak zacząłem patrzeć na niego jako na kartę cykli właśnie, fazy, przypływy i odpływy, to mi się odwróciło. Teraz jak wychodzi, to pytam nie 'co jest nie tak' tylko 'gdzie jesteś w tym cyklu'. Rużnica jest spora.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie, może trochę z boku. czy wy naprawde sądzicie, że karty mogą coś konkretnego powiedzieć o czyichś zdolnościach? Bo ja jestem sceptyczna wobec wróżb ogólnie, ale to co tu piszecie o używaniu tarooka jako czegoś w rodzaju lustra, to brzmi inaczej. Bardziej jak sposób do myślenia o sobie niż do przepowiadania. Czy to właśnie o to chodzi?
Wracając do tego co Egzorcystka87 pytała o zdolności zablokowane kontra rozwinięte przez stan zdrowia. Mam taką hipotezę: może to zależy od tego ktura karta wychodzi jako dominanta w rozkładzie. jeśli dominują Wielkie Arkana, to sugerowałoby coś głębszego, jakiś zasób który jest duży ale niewydobyty. Jeśli Małe Arkana, to może codzienne, praktyczne zdolności kture są do odkrycia. Ma to sens czy przekombinowuję?
Czytam tę dyskusję i notuję, bo bardzo mi się przydaje do własnej pracy. Chce dorzucić coś co w moim odczuciu nie padło wprost: kamienie i ich połączenie z kartami. Mam kilka klientek, które mają ograniczenia ruchowe, i kiedy robimy sesję, często towarzyszą im konkretne kamienie. labradoryt przy Kapłance, kamień księżycowy przy Księżycu. Nie zastępują kart, ale wzmacniają skupienie przy tych konkretnych energiach. Czy ktoś z was miał podobne doświadczenie łączenia tych dwóch? 🙂
Nie wiedziałam w ogóle że można to łączyć. Kamień przy konkretnej karcie jako coś w rodzaju punktu skupienia, to ma sens, szczególnie jak mam gorsze dni i trudno mi się skupić na obrazie karty. Kunegunda, a czy dobierasz kamień przed rozkładem, czy dopiero kiedy widzisz co wypadło?
Różnie. Jeśli wiem z góry że pytanie dotyczy konkretnego obszaru, na przykład twórczość albo relacje, to wybieram kamień przed. Ale jeśli pytanie jest otwarte, to najpierw rozkład, potem patrzę co dominuje i sięgam po kamień do tej energii. Nie ma tu jednej reguły, i szczerze mówiąc, myślę że ważniejsze jest intencja niż sekwencja.
Serio, to co Kunegunda napisała o doborze kamienia po rozkładzie, a nie przed, to ciekawa kolejność. Ale chcę wrócić do pytania Egzorcystki87 o zdolności, bo trohę nam odpłynęło w stronę kamieni. czy ktoś próbował robić rozkład stricte pod kątem 'co mam, a czego nie używam' i miał konkretną kartę, która to wyraźnie pokazała? Nie ogólnie, ale konkretna karta na konkretnej pozycji.
To jest właśnie jeden z najtrudniejszych aspektów czytania dla siebie. Nie da sie w stu procentach oddzielić stanu od doboru. Ale można zacząć notować, nie interpretację, tylko co wyszło i kiedy. Po kilku tygodniach zobaczysz czy wzorzec istnieje, czy to było złudzenie.
Ja też mam to poczucie że stan ciała wpływa na to co wychodzi. I zawsze byłam niepewna, czy to w ogóle jest wiarygodne wtedy. Jarzyna, czy jeśli robimy rozkład w złym dniu, to powinniśmy go powtarzać kiedy jest lepiej, czy traktować jako pełnoprawny odczyt?
Moim zdaniem powtarzanie to pułapka. Powtarzasz dopóki nie wyjdzie to co chcesz zobaczyć. Lepiej zapytać co ten konkretny zły dzień mówi o twoim pytaniu. Może właśnie wtedy karty są uczciwsze, bo masz mniejszą kontrolę nad tym co chcesz zobaczyć.
Wchodzę tu z boku, bo czytam i myślę o tym wątku z innej strony. Egzorcystka87 pytała o zdolności zablokowane kontra rozwinięte przez stan zdrowia. Zastanawiam się czy ktoś próbował rozkładu celowo zorientowanego na ten temat, z wyodrębnioną pozycją 'co ograniczenie mi dało' zamiast standardowego układu. czy ktoś taki ma?
Bardzo chcę spróbować takiego rozkładu. Zywiena78, a co to znaczy dobre uziemienie przed nim? Czy to jest coś konkretnego co robisz, czy to jest bardziej stan umysłu?
Mogę powiedzieć jak ja to robię przy sesjach z osobami z ograniczeniami fizycznymi. Proponuję kilka minut ciszy z kamieniem w dłoni przed rozkładem, nie medytacji, tylko zatrzymania. I jedno konkretne zdanie wypowiedziane na głos albo napisane, co jest pytaniem. to uziemia bardziej niż jakikolwiek rytuał.
Czytam tę dyskusję o skupieniu i myślę o tym jak u mnie wyglądało uczenie sie czytania kart, gdy miałem gorszy okres zdrowotnie. wtedy wlasnie zacząłem naprawde rozumieć Pustelnika. Nie jako kogoś odizolowanego, tylko jako kogoś kto ma własne tempo. Czy ktoś jeszcze ma taką kartę, która mu się całkowicie zmieniła przez pryzmat własnego doświadczenia choroby albo ograniczenia?
Wchodze do dyskusji, bo coś mnie tu trochę niepokoi i chcę powiedzieć wprost. Kilka postów temu padło że w złym dniu karty są 'uczciwsze'. Nie zgadzam się z tym bezkrytycznie. Uczciwość to nie to samo co niefiltrowany ból. Karta czytana przez silny stan dysforyczny może być przeinaczona, nie dlatego że kłamie, ale dlatego że odczyt to nie karta sama w sobie, tylko karta plus czytający. Zgoda? <3
Gabrysieńka_82 i Kamilcia83, obie mówicie o tym żeby dookreślić pytanie zanim się sięgnie po karty. ja mam problem z tym żeby to zdanie sformułować, bo moje ograniczenia są takie że... nie wiem za bardzo gdzie kończy się choroba a zaczyna to co mogę. Czy ktoś miał podobną trudność z samym pytaniem, jeszcze przed rozkładem?
Mnie to też blokowało bardzo długo. Nie wiedziałam jak zapytać bo każde pytanie wydawało się albo za duże albo za małe. W końcu zaczęłam od pytania 'co jest we mnie teraz aktywne' zamiast 'co mogę'. To było łatwiejsze do uchwycenia. Egzorcystka87, czy twoje ograniczenia są stałe czy zmienne? Bo to może zmieniać jak układać pytanie.
To co napisał Iwo65 wydaje mi się ważnym punktem dla całego wątku. Jeżeli osoby z ograniczeniami zdrowotnymi sięgają po karty głównie w trudnych momentach, to mamy do czynienia ze specyficznym filtrem. Nie złym, ale wartym świadomości. Czy ktoś celowo próbował robić rozkład w stabilnym, neutralnym momencie, żeby zobaczyć różnicę w tym co wychodzi?
Czytam tę dyskusję o neutralnych dniach kontra trudnych i mam pytanie może trochę z innej beczki. Czy karty w tym kontekście mają w ogóle pomagać w dniu kiedy jest trudno, czy raczej planować i rozumieć kiedy jest lepiej? Bo jeśli to drugie, to cały wątek o stanie zdrowia nabiera innego sensu.
To co Kunegunda pisze o minimum stabilności bardzo do mnie trafia. Bo ja często pytam o zdolności właśnie wtedy kiedy czuję że ich nie mam. I zastanawiam się teraz czy nie jest to trochę jak pytanie o receptę kiedy już się jest bardzo chore. Może to ma sens ale może jest w tym jakieś błędne koło?
Błędne koło to mocne słowa, ale rozumiem skąd to poczucie. Myślę że raczej chodzi o to jakie pytanie zadajesz w tym trudnym momencie. Jeśli pytasz 'czy mam zdolności' to możesz dostać odpowiedź zabarwioną stanem. Jeśli pytasz 'co jest we mnie mimo tego' to pytanie jest inaczej ustawione. Egzorcystka87 czy próbowałaś kiedyś tak przeformułować?
Nie trzeba rozróżniać. Intencja pytania zmienia ramę, a rama zmienia to co widzisz w karcie. Nie mówię że karta zmienia się fizycznie, tylko że twoja uwaga idzie gdzie ją skierujesz. Jeśli pytanie jest 'co jest we mnie mimo ograniczeń', to nawet trudna karta jak Wieża zaczyna mówić co się wali żeby coś innego mogło stać. egzorcystka87, spróbuj i napisz co wyszło.
