To co opisuje Hazel74 brzmi jak połączenie obserwacji zachowania zwierzęcia z rozkładem, a nie rozkład zamiast obserwacji. Czy to jest właśnie zdrowe podejście do tego? Że karty nie zastępują uważności na zwierzaka, ale ją pogłębiają?
Dobra, ale jeśli tak to definiujemy, to możemy równie dobrze siedzieć z herbatą i rozmyślać. Co konkretnie wnosi karta której nie wniosłoby spokojne myślenie? Nie atakuję, naprawde pytam.
Wróćmy do tego co powiedział Anastazy56 o karcie i o herbacie. Bo mam takie przeczucie że ta różnica o której mówi jest realna ale zależy od osoby. Ktoś kto dobrze zna symbole karty naprawde dostanie nowy kąt widzenia. Ale ktoś kto jest na początku, jak ja, może po prostu zobaczyć obrazek i nic z tego nie wyciągnąć. Czy ta różnica się zmniejsza z praktyką?
Ale czy to nie jest trochę odpowiedź na wszystko? Że 'z czasem to przyjdzie'? Bo ja słyszę to przy każdym pytaniu o tarot i za każdym razem mam ochote zapytać: dobra ale jak konkretnie? Co mam robić przez ten czas żeby to faktycznie przychodziło a nie żebym tylko tasowała i patrzyła w karty bez efektu?
To co mówi Dagna zgadza się z moim doswiadczeniem z kotem. Zaczęłam zapisywać nie tylko karty ale też co zaobserwowałam u niego przed i po rozkladzie. I po kilku tygodniach widziałam pewne wzorce. Nie twierdzę że karty je wywołały, ale pomogły mi je zauważyć wcześniej niż bym sama doszła
To jest dobrze że to dodałaś, bo inaczej bym spytała. ta racjonalizacja jest ważna. Czy ktos z was robi coś żeby odróżnić zbieżność od czegoś więcej? Bo przy rozkładach dla zwierząt ta granica chyba jest jeszcze trudniejsza niż przy rozkładach dla siebie
Właśnie tego mi brakowało kiedy robiłem te rozkłady dla psa. Nie patrzyłem na niego uważniej po. Wyciągałem karty, patrzyłem, odkładałem i wracałem do swoich spraw. Jakby rozkład był oddzielną czynnością a nie częścią czegoś większego.
A to ciekawe co mówisz, bo ja robiłam dokładnie odwrotny bląd. robiłam rozkład, a potem przez kilka dni analizowałam każde zachowanie zwierzaka przez pryzmat kart. i to też nie było dobre, bo zamiast po prostu patrzeć to szukałam potwierdzenia.
Wracam do mojego królika, bo ta rozmowa dużo mi dała. Chyba wiem już czemu sie wahałam. nie mialam konkretnego pytania, tak jak Lucia_62 na początku. Ale teraz mam, bo ostatnio zauważylam że jest mniej aktywny i nie jestem pewna czy to wiek czy coś innego. Czy to wystarczający punkt wyjścia do rozkladu?
To co opisuje Starlight71 jest dla mnie właściwym przykładem kiedy rozkład dla zwierzęcia ma sens. Jest obserwacja, jest wykluczone oczywiste wyjaśnienie, jest pytanie które nie ma gotowej odpowiedzi. Na tym można zbudować coś konkretnego. Lucia_62 na początku miał żadne z tych trzech rzeczy, stąd poczucie pustki. 🙁
To rozróżnienie między rozkładem eksploracyjnym a rozkładem odpowiadającym na pytanie wydaje mi się kluczowe dla całej tej dyskusji. i zastanawiam się czy Lucia_62 od początku wiedział do której kategorii chce należeć. bo może nie chodziło o brak pytania, tylko o brak świadomości czego właściwie szukał robiąc ten rozkład dla psa.
no, to co Mela pisze na koncu mocno we mnie siedzi. Bo chyba faktycznie nie wiedziałem do której kategorii chcę należeć. Robilem rozkłady bo czułem że powinienem, nie bo miałem konkretne pytanie albo nawet eksploracyjną ciekawosć. To było bardziej jak odhaczyć coś z listy. I teraz rozumiem czemu po każdym rozkładzie czułem się jakby nic się nie wydarzyło.
To jest bardzo ważne rozpoznanie i rzadko ktoś to nazywa tak wprost. Ale chcę dopytać, bo to ma znaczenie: czy to poczucie że 'powinienem' było związane z psem, czyli chciałeś się nim jakoś opiekować przez karty, czy raczej to było poczucie że powinieneś jako ktoś kto interesuje się tarotem?
To co opisujesz to w zasadzie rozklad dla siebie, nie dla psa. Robiłeś go żeby sprawdzić czy 'umiesz' albo zeby wpisać się w jakiś wzorzec. Pies byl pretekstem, nie podmiotem. Nie mówię tego złośliwie, bo to bardzo częste ale warto to rozrożnić zanim oceniasz czy tarot dla zwierząt wogóle ma sens
Wlaśnie to pytanie Teodozji wydaje mi się sednem całej tej dyskusji. Czy rozkład 'dla zwierzęcia' to osobna kategoria, czy zawsze jest to rozkład o relacji człowieka z tym zwierzeciem? Bo ja przez długi czas myślałam że rozkładam dla kota, a potem zrozumialam że rozkładam o tym jak ja go postrzegam i co do niego czuję.
To co mówi Hazel74 ma sens, ale mam wrażenie że gdzieś umyka nam coś konkretnego. Bo jeśli zawsze to jest tylko o nas, to czemu w ogóle pytamy o zwierzę a nie od razu o siebie? Co zmienia to że w centrum stawiamy zwierzaka? Czy chodzi o to że to zmienia nasze nastawienie podczas rozkładu?
Przepraszam że wchodzę z czymś podstawowym, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Jak wy w ogóle zadajecie pytanie dla zwierzęcia? Doslownie, jak ono brzmi? Bo wyobrazam sobie że albo pytasz 'jak sie czuje moj kot' albo 'jak wygląda nasza relacja' i to są dwa zupełnie inne rozkłady. Ktoś moze pokazać przykład?
A ja robiłam rozkład pytając po prostu 'na co zwrócić uwagę przy Fikusie w najbliższym czasie' i chyba to gdzieś pośrodku. Nie zakłada że karty wiedzą co czuje ptak, ale też nie jest wyłącznie o mnie. Nie wiem czy to najlepsza forma ale naturalnie mi wychodzi. :/
Wracając do wątku Lucii_62 i tego co Mela napisała na końcu poprzedniej strony, bo to zostało trochę zawieszone. Lucia_62 powiedział teraz że robiło się rozkłady z poczucia powinnosci a nie ciekawości. I zastanawiam się czy ktoś z was miał tak samo i z czego to u was wynikało. Bo może to jest szerszy wzorzec w praktyce tarota, nie tylko przy zwierzętach.
kurczę, mam pytanie do wszystkich którzy piszą o notatkach, bo to przewija się przez cały watek. Jak długo trzeba prowadzić notatki zanim pojawia się cokolwiek uzytecznego? Bo słyszę że to kwestia tygodni, że wzorce wychodzą po czasie, ale nikt nie mówi ile dokładnie ani jak to wygląda w praktyce. Czy to nie jest trochę nieokreślone?
