Ostatnio robiłem rozkład dla swojego kota i szczerze... siedziałem nad tym ze dwie godziny i w połowie zdałem sobie sprawę, że robię to chyba bardziej z przyzwyczajenia niż z jakiejś prawdziwej potrzeby. Kot spał, karty leżały, ja tasowałem. Wyszło mu Koło Fortuny w centrum i Księżyc jako wpływ ukryty. Zapisałem, odłożyłem, i jakoś nigdy nie wróciłem do interpretacji. Czy ktoś w ogóle regularnie robi rozkłady dla zwierzaków? I czy to wam faktycznie coś daje, czy też czujecie że to trochę... na siłę? xd
Robiłam kilka razy dla mojej suczki i powiem szczerze, że zawsze wychodziło coś, co miało sens. Uważam że zwierzęta mają swoją energię i tarot ją odczytuje tak samo jak u ludzi. Dla zwierząt polecam klasyczny rozkład trójkowy: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość. Prosto i czytelnie. 🙁
Zaraz, zaraz. Koło Fortuny i Księżyc dla kota to naprawdę ciekawe zestawienie, ale wróćmy na chwilę do tego, co napisałeś na początku. Mówisz, że robiłeś to z przyzwyczajenia, a nie z potrzeby. I to mnie bardziej interesuje niż same karty. Bo jak siadasz do rozkładu bez intencji, to co właściwie pytasz? O co chodzi w tym rozkładzie, jeśli sam nie wiesz, po co go robisz?
Rozkład bez pytania to trochę jak wchodzenie do ciemnego pokoju bez powodu. Możesz wejść, możesz nawet coś tam zobaczyć ale nie wiesz, czego szukasz. Jeśli chodzi o zwierzęta, to polecam zadać sobie najpierw jedno konkretne pytanie: co teraz najbardziej wpływa na mojego zwierzaka? Nie pytaj o przyszłość, bo to przy zwierzętach rzadko kiedy się sprawdza w taki sam sposób jak u ludzi. :/
oj tam, a skąd to wiesz że przy zwierzętach pytanie o przyszłość rzadko się sprawdza? Mam na myśli konkretnie, co jest inaczej? Pytam szczerze, bo sama myślałam żeby zrobić rozkład dla mojego królika i nie wiedziałam jakie pytanie zadać
Ja to rozumiem trochę inaczej. Robilam rozkład dla mojej kotki gdy była chora i wyszła jej Gwiazda. Przyjęłam to jako znak, że wyzdrowieje i faktycznie po kilku dniach było lepiej. Może zbieżnośc, może nie ale to mi cos dało. Mnie spokój przede wszystkim.
ojej, dokładnie to chciałam powiedzieć. Większosć badań nad komunikacją człowiek-zwierze wskazuje, ze zwierzeta są bardzo wrażliwe na stan emocjonalny opiekuna. Więc jeśli tarot pomaga nam uspokoić sie i skupić, to pośrednio może pomagać też zwierzęciu. Ale to zupełnie inna sprawa niż odczytywanie energii samego zwierzaka.
oj, czytam tę rozmowę i mam wrażenie że ona dotyka czego innego niż tylko zwierząt. Lucia_62 napisał na początku że robił to bo myślał że powinienem. I to jest coś, co mi się często zdarza z innymi praktykami. Mieliscie kiedyś tak z czymkolwiek innym, nie tylko z rozkładami? Bo mnie to skłania do myślenia czy nie za dużo rzeczy robimy na autopilocie w tej całej ezoteryce.
Ja robię zawsze z kotem obok, bo inaczej czuję ze to nie ma sensu. On i tak zazwyczaj siada na kartach albo próbuje je żuć więc to wymaga pewnej sprawności :). Używam rozkładu pięciokartowego, który gdzieś znalazłam: energia zwierzaka, czego potrzebuje, czego się boi, czego opiekun nie widzi, i rada. Calkiem dobrze mi to działa, bo to nie jest rozklad o przyszłości, tylko o aktualnym stanie.
oj tam, przepraszam że wchodzę, ale jestem zupełnie z innej bajki i jedno mnie zastanawia: jak wy wiecie że karta którą wyciągacie odnosi się do zwierzaka, a nie do was? Bo przecież to wy tasujecie, wy myślicie, wy interpretujecie. Skąd wiadomo że to nie jest po prostu projekcja? 😀
Właśnie o to mi chodziło kiedy czytałam ten wątek. Zawsze jak próbuję robić coś dla swojego psa, mam w głowie poczucie że bardziej interpretuję siebie niż jego. I nie wiem czy to błąd, czy może tak po prostu to działa. Może tarot dla zwierząt to zawsze w jakimś sensie tarot dla opiekuna?
Poza tym tarot dla zwierząt to nie jest żadne wymysły, wiele tradycji ezoterycznych uznaje że zwierzęta mają duszę i pole energetyczne, kture można odczytywać. Nie rozumiem dlaczego ciągle to kwestionujemy, jakby to był jakiś herezja.
Wróćcie na chwilę do tego co napisał Lucia_62 na początku, że robił rozkład bo myślał że powinien. mnie to uderzyło, bo czy ktoś z was robiąc rozkład dla zwierzaka czuł że to ma sens, czy raczej to było bardziej, nie wiem, mechaniczne? Pytam bo zastanawiam się czy intencja przy takim rozkładzie w ogóle jest inna niż przy rozkładzie dla siebie.
Ja miałam podobnie jak Hazel74. Przy rozkładzie dla kotki byłam bardziej skupiona na obserwacji niż na szukaniu potwierdzenia czegoś. Może to zmienia jakość odczytu, przynajmniej na poziomie mojego odbioru kart. :))
Dobra ale wróćmy do czegoś konkretnego. Mówiłam wcześniej że chcę zrobić rozkład dla królika i nie wiedziałam jakie pytanie zadać. Anastazy56 pisał żeby pytać o to co teraz na niego wpływa, a Hazel74 opisywała rozkład pięciokartowy. Czy ten rozkład działa też jeśli nie znam się na kartach za dobrze? Czy jest jakiś prostszy?
Słuchajcie, to co Anastazy56 teraz opisuje to zupełnie inaczej brzmi niż to co ja próbowałem robić. Ja myślałem o rozkładzie dla zwierzaka jako o czymś odrębnym, skupionym tylko na nim. A wy mówicie że to bardziej rozkład dla relacji. To w sumie zmienia sens całej praktyki.
eh, i właśnie to jest chyba najciekawszy punkt tej rozmowy. Czy w ogóle da się zrobić rozkład wyłącznie dla zwierzaka, pomijając opiekuna? Bo zwierzę domowe zawsze istnieje w kontekście tej relacji. Inaczej niż dzikie zwierzę
Ale to troche sprowadza całą praktykę do tego że tarot dla zwierząt to jest tak naprawde tarot dla opiekuna. I wtedy po co wogóle mówić że to rozkład dla zwierzaka, skoro to jest po prostu kolejny rozkład dla siebie tyle że z pretekstem?
To mi przypomina coś z refleksologii albo z pracy z symbolem. Że dochodzimy do głębszego przez zewnetrzny obraz. Może tak własnie działa rozkład dla zwierząt, to jest rodzaj posrednika, żeby zapytać o relację i o siebie bez stawiania siebie wprost w centrum.
Ale to znowu mnie zastanawia, bo ja mam realnie poczucie że te rozkłady mówią też coś o kocie jako takim. Że gdy wyszła Pustelnik, to naprawdę zmienil się w nim coś przez to że dałam mu więcej spokoju. Czy to jest tylko efekt zmiany mojego zachowania, czy coś innego, tego nie wiem. Ale nie czuję że to był wyłącznie rozklad o mnie.
No właśnie, Cynobryt05 zadałaś pytanie ktore mnie też nurtuje. Nie wiem skąd wiem. Nie wiem czy wiem. Moze to jest właśnie granica tego co możemy tu uczciwie powiedzieć. Ale pamiętam że zmiana była wyraźna i ze miałam wtedy wrażenie że cos sie ułozyło. Czy to przez rozkład, czy przez mnie, czy przez kota, nie jestem w stanie rozdzielic. 😀
eh, ale wróćmy do tego co Lucia_62 pisał na początku. On robił te rozkłady bo myślał że powinien. I myślę że ta presja, żeby robić rozkłady dla zwierzaka, bo to jest teraz modne, może właśnie psuje całą intencję. Może dlatego nie wychodziło. xd
oj tam, to hyba dobre trafienie. Pamiętam że widziałem posty na innych forach że ktoś robi dla psa, ktoś dla kota, i pomyślałem że spróbuję. Ale nie miałem konkretnego pytania, nie miałem powodu. I to było widać chyba w samym rozkładzie, bo karty były jakby przypadkowe, nie układały się w żaden sens 🙂
To jest ważne co mówisz. Że karty były jakby przypadkowe. Jak to rozumiesz? Bo karty zawsze są losowe w sensie fizycznym, więc pewnie chodzi o coś innego, tak?
Ja miałam raz dokładnie tak samo, ale przy rozkładzie dla siebie. I wtedy koleżanka mi powiedziała że może to sygnał żeby odłożyć karty i wrócić do nich później. Może z rozkładami dla zwierząt jest podobnie, że jeśli nie czujesz impulsu to lepiej poczekać?
Chociaż z drugiej strony, czy pierwsze rozkłady dla zwierzaka nie powinny być właśnie takie próbne? Bez wielkiego pytania, żeby po prostu poczuć jak to działa? Nie zawsze trzeba mieć kryzys żeby sięgnąć po karty.
Przy rozkładzie dla kota mnie to ciekawiło naprawde. zauważyłam że dużo spi w ostatnich tygodniach, zachowuje sie inaczej niż zwykle i chcialam to jakoś przemysleć. To był konkretny punkt wyjscia. Może właśnie dlatego miałam poczucie że karty coś mowiły.
